Kochamy Laurę

Ty też ją pokochasz, gdy poznasz jej historię

Aktualności: 2012.05.17

Czekałam na ten moment półtora roku odliczając miesiące, tygodnie a potem dni do nadejścia tego doniosłego wydarzenia… I wreszcie moje marzenie się spełniło – wczoraj lekarze zadecydowali o definitywnym odstawieniu córce kroplówek! Teraz jesteśmy już wolne od monotonnej procedury podłączania Laury do kroplówki. Zamiast spędzać wieczorami czas na napełnianiu drenów i strzykawek, teraz córeczka może [...]

2010.08.10

Wreszcie znalazło się miejsce dla Laury w warszawskim szpitalu! Ogromnie się ucieszyłam!!! Samolot medyczny miał przetransportować córkę do Warszawy akurat w piątek trzynastego… Wprawdzie nie jestem przesądna, ale troszkę się tej daty bałam…

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.13

Był piątek trzynastego, więc jak to bywa w taki dzień, musiał się zdarzyć pech… Popsuł się samolot medyczny, który miał transportować Laurę do Warszawy, więc lot został przełożony na poniedziałek. Otrzymałam informację, że do poniedziałku usterka w samolocie na pewno zostanie usunięta. Zastanawiałam się, czy to był pech, czy może jednak szczęście – w końcu lepiej, że samolot popsuł się na ziemi, a nie w powietrzu…

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.15

Jak co dzień mąż i ja pojechaliśmy do szpitala. Cieszyliśmy się bardzo, że następnego dnia nasza dziewczynka dotrze wreszcie do Warszawy i że trafi pod opiekę wybitnych specjalistów. Patrzyłam na córeczkę, aż nagle zaczęło się dziać coś złego – skóra Laury zrobiła się sina, dziecko przestało reagować na bodźce, włączyły się alarmy w urządzeniach podtrzymujących życie! Pielęgniarki pośpiesznie wyprowadziły mnie z sali i zaalarmowały lekarza. Stałam pod drzwiami odchodząc od zmysłów i czekałam, aż z powrotem mnie wpuszczą do środka. Okazało się, że moja córeczka przestała oddychać, mimo że była podłączona do respiratora i że lekarz musiał walczyć o jej życie…

Laurę udało się uratować, ale jej stan był bardzo ciężki. Tym bardziej nie mogłam się doczekać przetransportowania jej do Warszawy – w myślach odliczałam już godziny do startu samolotu. Niestety kilka godzin później okazało się, że pech nadal nas prześladuje – poinformowano mnie, że usterka w samolocie medycznym nie została usunięta i że naprawa samolotu przedłuży się o kolejnych kilka dni… Wpadłam w szał i w pierwszej chwili miałam ochotę uderzyć lekarza, który przekazał mi tą złą informację. Poprosiłam o zorganizowanie innego rodzaju transportu medycznego, ale okazało się, że w naszej „pięknej” polskiej rzeczywistości przewiezienie ciężko chorego dziecka z Gdańska do Warszawy jest wyczynem na miarę lotu w kosmos! Samolotem medycznym nie można było przetransportować Laury, ponieważ się popsuł. Helikopterem medycznym też nie, gdyż nie jest on przystosowany do transportu noworodków i nie można w nim zamontować inkubatora. Karetką też się nie dało przewieźć dziecka, ponieważ na całe województwo pomorskie jest tylko jedna (podkreślam: jedna!!!) karetka dostosowana do transportu noworodków i nie może ona wyjechać poza teren województwa. Ogarnęła mnie czarna rozpacz, żal i poczucie bezsilności wobec nieudolnego systemu opieki zdrowotnej. Zapłakana zadzwoniłam do przyjaciela, a on poradził, żeby poprosić telewizję o nagłośnienie tej sprawy. Byłam tak zdesperowana, że nie musiał mnie do tego długo namawiać – tym sposobem zapukałam do drzwi TVP 3 Gdańsk prosząc o pomoc.

Jedna z dziennikarek zgodziła się interweniować w sprawie ratowania mojej córeczki. Kobieta bardzo szybko uruchomiła swoje kontakty w Ministerstwie Zdrowia i w Ministerstwie Obrony Narodowej, dzięki czemu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazł się transport medyczny dla Laury. Zdałam sobie wtedy sprawę, jak dużo prawdy jest w słowach „chcieć, to znaczy móc”… Na prośbę minister Ewy Kopacz MON udostępniło wojskowego JAK-a 40, który w trybie pilnym został przystosowany do zamontowania w nim inkubatora oraz respiratora i jeszcze tego samego dnia był gotowy do przewiezienia Laury z Gdańska do Warszawy. Zastanawiam się tylko, jak kiepska musi być kondycja naszej służby zdrowia, skoro takim problemem jest przewiezienie ciężko chorego dziecka do szpitala w innym mieście? A co stanie się z innymi potrzebującymi maluchami, które nie będą miały tyle szczęścia, co moja Laura? I czy naprawdę trzeba postawić na nogi telewizję i dwa ministerstwa, aby uratować życie chorego dziecka?

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.16

Laura została przetransportowana wojskowym samolotem do specjalistycznego szpitala dziecięcego w Warszawie – ponoć najlepszego w Polsce. Jestem więc pełna nadziei.

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.18

Lekarze z warszawskiego szpitala postanowili od nowa rozpocząć całą diagnostykę w celu rozpoznania choroby mojej córeczki, dlatego większość badań wykonanych w Gdańsku poszło „do kosza”. Z jednej strony to dobrze, gdyż tutejsi lekarze mają większe doświadczenie i lepszy sprzęt, z drugiej strony oznacza to kolejne tygodnie męki dziecka: intubacji, żywienia sondą, nakłuć, nacięć i faszerowania lekami uspokajającymi.

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.24

Pojawiła się nowa nadzieja – wykryto u Laury rzadką wadę serca (pierścień naczyniowy), która może być przyczyną niewydolności oddechowej. Jeśli podejrzenia lekarzy się potwierdzą, to po przeprowadzeniu operacji przez kardiochirurgów dziecko będzie miało szansę na całkowite wyzdrowienie! Miałam czekać jeszcze kilka dni na konsylium kardiochirurgiczne, aby potwierdzić te rewelacje, jednak już teraz oszalałam ze szczęścia! Obdzwoniłam całą rodzinę i wszystkich przyjaciół, aby im powiedzieć, że moja córeczka będzie zdrowa!!!

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.28

Wróciłam do Gdańska, aby nagrać program w regionalnej telewizji poświęcony mojej Laurze. Chciałam wrócić do dziecka już następnego dnia, ale 40 stopni gorączki zwaliło mnie z nóg – chyba organizm zaczął się buntować przeciwko życiu w ciągłym stresie… (Program poświęcony Laurze wyemitowała TVP 3 Gdańsk – można go obejrzeć w internecie pod adresem

http://www.tvp.pl/gdansk/publicystyka/co-mnie-gryzie/wideo/odc-20092010/2754211 )

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.30

Leżałam w łóżku z gorączką, kiedy zadzwonił telefon ze szpitala. Odebrałam go i… ostatnia nadziej prysła. Pani doktor poinformowała mnie o wyniku przeprowadzonego konsylium lekarskiego. Otóż kardiochirurdzy po przeanalizowaniu wyników badań Laury orzekli, że stwierdzona wada serca w żaden sposób nie wpływa na niewydolność oddechową i że jest jakaś inna przyczyna tego, że moja córeczka nie oddycha. Znowu znaleźliśmy się w punkcie wyjścia i znów wszystko zaczęło się od nowa.

Po wielu tygodniach intubowania pojawiło się ryzyko, że w krtani Laury zrobią się odleżyny, dlatego dłuższa intubacja przez gardło była niemożliwa. Żeby zapewnić dziecku dalszą możliwość podłączenia do respiratora, trzeba wykonać zabieg tracheotomii i wentylować je przez dziurę zrobioną w szyi…

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.08.31

Po czterech dniach wróciłam do Warszawy i od razu pojechałam do szpitala przywitać się z Laurą. Nie byłam przygotowana na to, że w ciągu tych kilku dni wygląd mojej córeczki tak diametralnie się zmieni, dlatego też przeszył mnie straszliwy ból, kiedy ją zobaczyłam. Piękne, czarne, kręcone włosy mojej dziewczynki zostały ogolone – gdzieniegdzie sterczały jedynie pozostawione bezładnie wystrzępione kosmyki włosów. W głowie była wbita igła z wenflonem oraz szwy utrzymujące wejście centralne do żyły głównej. Usta Laury były suche i spękane do krwi. Na przedramieniu widoczna była opuchlizna wielkości dużej mandarynki, będąca skutkiem wynaczynienia żyły. W pierwszej chwili miałam ochotę odłączyć dziecko od aparatury i wynieść z tego szpitala prosto do domu. Szybko jednak przypomniałam sobie, że moja córeczka nie przeżyłaby tej drogi do domu. Kiedy ma się chore dziecko, ogarnia człowieka cała gama rozmaitych uczuć, a najgorsze z nich to uczucie kompletnej bezsilności…

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop

2010.09.06

Ogoliłam mojej córeczce główkę całkiem na łyso, ponieważ nie mogłam dłużej patrzeć na jej wystrzępioną fryzurę. Powstrzymywałam się od płaczu tłumacząc sobie, że włosy przecież szybko odrosną. Mimo to nie udało mi się zahamować łez, gdyż widok jej łysej główki był dla mnie nie do zniesienia.

Coraz bardziej niepokoił mnie fakt, że Laura ciągle śpi, dlatego też zaczęłam czytać szczegółowo kartę dziecka, gdzie lekarze na bieżąco wpisywali informacje o wszystkich podawanych środkach farmakologicznych. Okazało się, że córeczka otrzymuje dożylnie leki usypiające i uspokajające przez 24 godziny na dobę, a jeden z nich jest środkiem o działaniu narkotycznym. Zdałam sobie sprawę, że moje dziecko jest chemicznie ogłupiane i usypiane, przez co nie ma szans na normalny rozwój i że jego układ nerwowy jest narażony na groźne skutki bycia pod wpływem narkotyków. Postanowiłam stanowczo zaprotestować przeciwko podawaniu tych leków mojej córeczce. Lekarka wytłumaczyła mi jednak, że podawanie „uspokajaczy” jest konieczne, gdyż tylko to może uchronić Laurę przed odczuwaniem bólu i przed usuwaniem sobie przez nią rurki intubacyjnej. Faktycznie, Laura wielokrotnie usunęła sobie z gardła rurkę intubacyjną, a przecież każda ponowna intubacja może spowodować mechaniczne uszkodzenie krtani. Targały mną jednak wątpliwości – czy bardziej etyczne jest narażanie dziecka na ból, czy też chronienie go przed bólem za pomocą silnie uzależniających narkotyków? Pytanie to pozostało bez odpowiedzi, podobnie jak wiele innych pytań kłębiących się ostatnio w mojej głowie.

  • Facebook
  • Śledzik
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Wykop