Niebezpieczne sytuacje

Autor: Emilia, mama Laury Data: Kwiecień 18, 2018 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 39

Dziś przy śniadaniu zdaliśmy sobie sprawę, że Laura niedługo kończy pierwszą klasę. Zupełnie nas ta refleksja zaskoczyła, zwłaszcza, że przecież dopiero co był wrzesień i niemal przed chwilą, z wypiekami na twarzy, wkładałam jej galowy strój na rozpoczęcie roku. Naprawdę nie ogarniam, kiedy to wszystko zleciało, ale fakt jest taki, że za chwilę trzeba będzie myśleć o klasie drugiej.

Mam nadzieję, że dyrekcja zorganizuje nam lekcje tak samo sprawnie, jak to było w bieżącym roku szkolnym (dla niewtajemniczonych: córka dwa razy w tygodniu chodzi do publicznej szkoły, a kolejne dwa dni ma zajęcia indywidualne w domu). Wszystko wskazuje na to, że nasza Laura na ten moment nie jest w stanie chodzić do szkoły częściej, a dwa dni wydają się być maksimum jej możliwości. I nie chodzi wcale o naukę, bo z nią córa nie ma żadnych problemów, tylko o funkcjonowanie jej organizmu. Poranne pobudki oraz pobyt w wielkiej, pełnej hałasu placówce są dla Laury niezwykle wyczerpujące, więc po powrocie do domu musi ona koniecznie odpocząć, aby zregenerować siły. Zdarza się, że po przyjściu ze szkoły wymaga dłuższej drzemki lub przynajmniej godzinnego podłączenia do respiratora. Po tak intensywnym dniu potrzebuje też więcej nocnego snu, dlatego następnego ranka dużo później wstaje.

W samej szkole zazwyczaj wszystko idzie gładko, aczkolwiek zdarzyły nam się również niebezpieczne sytuacje. Był na przykład taki dzień, kiedy organizm Laury z niewiadomych powodów szwankował, córka miała problemy z oddychaniem i poruszaniem się, była osłabiona, apatyczna i blada. W pewnym momencie przerażona nauczycielka zawołała mnie na pomoc, gdyż skóra oraz usta Laury zrobiły się sine, zaczęła się słaniać na nogach i była bliska omdlenia… Na szczęście znajdowałam się tuż obok (jak zawsze) ze sprzętem do mechanicznej wentylacji i z pulsoksymetrem. Przy pomocy worka ambu wtłoczyłam do płuc córki odpowiednią ilość powietrza, więc po jakimś czasie kolor skóry wrócił do normy. Tego dnia zwolniłam Laurę z reszty lekcji i pojechałyśmy do domu, a w trakcie drogi powrotnej musiałam podłączyć ją do respiratora. Potem długo spała i regenerowała siły…

Dla postronnego obserwatora, na przykład nauczyciela, takie zdarzenie wygląda naprawdę przerażająco. Dla mnie oczywiście też, z tym, że ja jestem już do podobnych historii po prostu „przyzwyczajona”. Oznacza to, że moja psychika zaakceptowała konieczność bytowania w tego typu sytuacjach stresowych i dlatego reaguję na nie racjonalnie. W momencie zagrożenia życia Laury, zazwyczaj wykazuję stoicki spokój i wykonuję sprawnie wszystkie czynności ratunkowe. Odreagowuję ten stres dopiero później, jak już całkowicie wyjdę z opresjii. Tak było również tego dnia w szkole – zareagowałam na niedotlenienie Laury spokojnie oraz sprawnie, ale gdy wróciłam do domu, to dopiero wówczas ze strachu zaczęły mi się trząść ręce i tak się już nieustannie trzęsły aż do samego wieczora…

Cóź, CCHS jest podstępną i niebezpieczną chorobą – nigdy nie wiadomo, kiedy o sobie przypomni, stwarzając przy okazji bezpośrednie zagrożenie życia. Laura, raz na jakiś czas, miewa takie zatrważające epizody, a ryzyko ich wystąpienia jest tym większe, im bardziej jest przeciążony jej organizm. Dlatego w kolejnym roku szkolnym ilość dni spędzanych w placówce nie zostanie zwiększona. Chociaż początkowo planowałam ich zwielokrotnienie, aby dać dziecku szansę na lepszą integrację z klasą, to jednak teraz dochodzę do wniosku, że byłoby to dla Laury zbyt obciążające. W drugiej klasie zostaniemy więc przy dwóch dniach szkolnych oraz dwóch dniach zajęć indywidualnych. Oczywiście, ja nadal będę chodzić z córką do szkoły i przebywać w pobliżu jej klasy, by zapewnić jej medyczne wsparcie, a w razie problemów, po prostu ją uratować.

Taka mi przypadła w zaszczycie ważna matczyna misja, której staram się sprostać. Mam nadzieję, że nigdy nie zawiodę…

PS.

W tych ostatnich dniach rozliczeń podatku przypominam Wam, że możecie przekazać swój 1% dla naszej Laury. Wsparcie niezmiennie jest jej bardzo potrzebne. Za każdy procent z całego serca dziękujemy!

Powyższe czarno-białe zdjęcie wykonałam w szkole Laury

komentarzy 39

  1. Macie też mój jeden procent :D. Właśnie wypełniłam zeznanie, jak zwykle na ostatnią chwilę :D. Ech, nigdy nie się zmienię 😛

    • Dziękujemy❤

  2. Ja mam sklep ze sprzętem rehabilitcyjnym. Kiedyś przy okazji porządków wystawilismy przed sklep wózki inwalidzkie. Sklep mamy na nowym osiedlu. I taka scenka. Idzie kobieta z dzieckiem. Dziecko pyta: mamo A co to Jest? Wskazując na wózek inwalidzki. A matka na to: nie patrz bo się zarazisz. A potem mieliśmy wizytę ochrony ze ktoś skargę złożył bo niby szkodzimy dzieciom. Absurd totalny. A potem się dziwić że tyle osób obojętnych jest. Moja córka wie do czego służą sprzęty A jak widzi osobę niepełnosprawną to wie że ktoś jest chory A nie dziwak

  3. Polski system nauczania jest bezduszny dla dzieci z jakąkolwiek niepełnosprawnością, ale zawsze można go obejść. Znajoma z chorym synkiem zapisała dziecko do szkoły prywatnej. Jakub chodzi dwa razy w tygodniu do szkoły, w pozostałe dni uczy się w domu. Jeśli Emilio Wasza szkoła nie będzie mogła „obejść” nowego systemu, to może jest to jakieś wyjście? Mama Jakuba bardzo sobie chwali kameralność szkoły i ciszę, najpierw mnie to dziwiło teraz już rozumiem:)

  4. Obawiam się że w rozporządzeniu jest napisane nie dłużej niż do końca 2017/2018 . Chyba Ze zmieniono rozporzadzenie…

    • U nas w szkole tak właśnie jest. Od września nauczanie indywidualne w domu uczniów.

  5. Jola, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Przez 9 lat miałam zdrową córkę. W lutym zeszłego roku zachorowała na cukrzycę typu 1. Jest całkowicie insulinozależna. Od ponad roku żyjemy z tą trudną chorobą, wstajemy w nocy sprawdzając, czy oddycha, dzwoni do mnie ze szkoły przed każdym posiłkiem, aby ustalić, ile podać insuliny, nie może zjeść zwykłego cukierka w szkole, gdy inne dzieci jedzą, ponieważ mają urodziny… Ona się patrzy, a cukierka chowa do plecaka – może zje sobie w domu, gdy poziom cukru na to pozwoli… Jest mi jej strasznie żal, ale dzielnie sobie radzi. Sama podaje sobie insulinę (zastrzyk) ok. 5-6 razy dziennie, sama mierzy sobie poziom cukru glukometrem. Nadal chodzi jednak do tej samej szkoły, ma te same koleżanki. W szkole (i przez resztę każdej doby jej życia) grozi jej śpiączka cukrzycowa. Po prostu może wpaść w hipoglikemię i stracić przytomność… Nauczyciele i koledzy z klasy są oczywiście poinstruowani, że taka sytuacja może się wydarzyć, u pielęgniarki szkolnej przechowywany jest zastrzyk ratujący życie w takim przypadku. Wg Twojego rozumowania Jolu, miałabym zabrać moje dziecko ze szkoły, aby inne dzieci nie oglądały epizodu śpiączki? Gdzie mam zabrać córkę? Do innej szkoły? Tam też są dzieci. Dlaczego, aby „chronić” pozostałe dzieci w klasach, miałabym wykluczać społecznie moje kochane dziecko? Jest normalnym człowiekiem, to nie jej wina, że trzustka przestała produkować insulinę. Pamiętaj Jolu, że Twoje dziecko też może zachorować na cukrzycę typu 1 bądź inną przewlekłą chorobę. Zmienisz wówczas zdanie. Pozdrawiam Marta

    • Pani Marto, współczuje choroby dziecka. Czy córka była szczepiona? Dużo dzieci ma cukrzyce typu 1 jako powikłanie po szczepieniach. Taka choroba nie pojawia się z byle powodu. Są naturalne metody leczenia, medycyna konwencjonalna proponuje tylko insulinę do końca życia bez szans na wyleczenie.

      • Pisze Pani nieprawdę, w dodatku szkodliwą. Nie ma absolutnie żadnych podstaw naukowych, żadnych dowodów na teorię, że cukrzyca jest powikłaniem poszczepiennym! To kolejny bzdurny internetowy mit, który powielany może poczynić więcej szkody, niż pożytku. Szukanie przyczyn cukrzycy typu pierwszego proszę zostawić naukowcom (genetykom, biologom, neurobiologom i innym), którzy mają ku temu odpowiednią wiedzę oraz kompetencje.

        PS. Insulina jest nie TYLKO, ale AŻ jedyną skuteczną metodą leczenia cukrzycy typu 1, gdyż ratuje ludzkie życie! Mówię to jako żona cukrzyka. Obecnie choroba jest nieuleczalna, a lekarze oraz świat nauki wciąż szukają na nią skutecznego lekarstwa. Bajki o tym, że niekonwencjonalne metody rzekomo leczą z cukrzycy typu 1, są nie tylko bezpodstawne, ale i niebezpieczne! Proszę się zastanowić, co się stanie z człowiekiem chorym na cukrzycę, który po uwierzeniu w Pani bajki by odstawił insulinę. Powiela Pani szkodliwe społecznie mity, które mogą spowodować czyjąś tragedię. Niech się Pani nad tym zastanowi, a poglądy warto opierać na sprawdzonych źródłach i popartej dowodami wiedzy, nie zaś na zasłyszanych plotkach.

        • Czy jest taka nieuleczalna ta cukrzyca 🙂 Są już pierwsze osoby po przeszczepie wysp trzustkowych ,trzustki . Nie jest to idealne leczenie (immunosupresja do końca działania organu ) Ale Ci naukowcy ,lekarze coś już robią a to duży postęp 🙂

          • Pani Paulo. Gdyby przeszczep był tak prosty, to w Polsce nie mielibyśmy ok. 3 mln ludzi chorych na cukrzycę, w tym ok. 200 tys. na cukrzycę typu 1. Proszę mi uwierzyć, że śledzimy i stosujemy najlepsze możliwe rozwiązania w leczeniu cukrzycy 1 u córki. Pani Emilio, bardzo Pani dziękuję za najmądrzejszą wypowiedź na temat cukrzycy. Pozdrawiam serdecznie Laurę i Waszą rodzinkę. Marta i Martynka

      • Gosiu, pomyliłaś chyba typy cukrzycy. Owszem, w przypadku II typu, czyli choroby najczęściej nabywanej przez osoby dorosłe, zwykle na skutek niewłaściwej diety (choć to tez mocne uogólnienie, bo bywa różnie), duże nadzieje na wyleczenie daje właściwa dieta – nie zawsze jest możliwe odstawienie insuliny, ale na pewno jest możliwe zmniejszenie, poprawa samopoczucia itd.
        Jednak w przypadku cukrzycy I typu nie ma takiej możliwości, niestety. To są jakieś mity i mrzonki rozsiewane przez naciągaczy.

        • Dokładnie tak.

    • Absolutnie nie, musi chodzić do szkoły, spotykać się z koleżankami. Rówieśnicy muszą wiedzieć o chorobie, by odpowiednio zareagować, szybko wezwać pomoc. Nie można dzieci trzymać pod kloszem, bo pod kloszem nawet muchy zdychają. Super są te dzisiejsze dzieci, czasem są mądrzejsze od rodziców 😉

  6. Mój 1% jak zwykle co roku dla Laury 😉 Pozdrowienia i ucałowania z Rzeszowa :*

    • Dziękujemy!

  7. Moj 1% jak co roku wędruje do Laury. Pani Emilio, chcialabym o cos zapytac. Wybieram sie w czerwcu na kilka dni nad morze z 7-latką, marzę o spokojnym miejscu bez tlumow i halasu. Jedym z polecanych miejsc jest Wasze Sarbinowo. Czy faktycznie znajdziemy tam ciszę,spokoj i piekną plazę?

    • Dziękuję pięknie. Szczerze mówiąc nie wiem. My nie mieszkamy w Sarbinowie i nigdy tam nie byliśmy – mamy do tego miejsca sporo kilometrów 😉

    • Sarbinowo to okropne miejsce. 20 lat temu było ekstra. Teraz to targowisko i tłum ludzi na plaży. Mam tam znajomych i jeździmy tylko do nich. Moje dzieci z dziadkami co rok bo u cioci czują się jak w domu.Cisza i spokój to raczej nieaktualne. Lepiej Gąski lub Chłopy.

  8. Dobry wieczór! Czytam każdy wpis i tak jest od lat. Naprawdę Wam i Laurze sekunduję. Tym razem jak zwykle każdy z domowych namawiał mnie do odpisu na różne inne cele: akcje kulturalne i sportowe, zajęcia dla dzieci z aspargerem itp. Rozumiem, doceniam tamte potrzeby – Laura wygrała. I niech tak będzie – Laurze niech tak będzie! Serdecznie pozdrawiam

    • Bardzo, bardzo dziękujemy!!! Potrzeb jest wiele, rozumiemy to doskonale. Tym bardziej się cieszymy, że ten procent przypadnie właśnie Laurze. Pozdrawiamy!

  9. Jola myślę że te dzieci mogą jedynie nauczyć się właściwie reagować , będą bardziej empatyczne….
    W klasach moich dzieci niestety nie ma chorych dzieci – są tylko zdrowe , brutalne , bezduszne , sadystyczne . Moje dzieci są wrażliwe ( ciężka choroba ich taty wpłynęła na ich ogromną wrażliwość) I jak pani myśli kto jest ofiarą w klasach? Tak moje dzieci ” za grzeczne , za dobrze wychowane, za wrażliwe” Wolałabym aby w klasie miały kilka takich Laurek niż takich sadystow.

  10. Tak,czas biegnie,ucieka i nic na to nie poradzimy 🙁
    Sytuacja w szkole przerażająca.
    Jestem pełen uznania dla Ciebie!
    Wiem,że dajesz radę ale nie dziwę się ,że to później odchorowujesz 🙁

    Niedługo 2 klasa i dalsze wyzwania.
    Wierzę,że tak samo jak do teraz dacie radę!
    CCHS to straszne,podstępne choróbsko 🙁
    Dobrze,że Laura ma Ciebie,Kubę i inne przyjazne jej osoby.
    Ale postawa,ambicja,samozaparcie,nauka i pokonywanie przeszkód
    przez Laurę to dla mnie jak zawsze powód
    aby uważać Laurę za Najdzielniejszą Dziewczynkę na Świecie!

    Laura cudownie wygląda!
    Jej foto piękne.
    Zdjęcie czarno białe w Twoim stylu!
    Super!
    Pozdrawiam!

    • Dziękuję Marku, jak zawsze mamy w Tobie wielkie wsparcie! <3

  11. Jeśli chodzi o traumę u dzieci z powodu omdlenia innej osoby to trzeba zastanowić się nad paroma kwestiami. Nie możemy chronić wiecznie dzieci przed wszystkim. Nawet na ulicy możemy spotkać się z sytuacją, że ktoś mdleje bądź ma wypadek. Rodzic w domu może zemdleć. Co wtedy? Na ulicy łatwo. Wystarczy uciec z miejsca zdarzenia nic nie tłumacząc synowi bądź córce. W domu natomiast gdy zemdlejemy to dziecko zostaje samo ze swoim strachem. Pamiętajcie drodzy rodzice, że nie uchronimy dzieci przed życiem. Warto żeby wasze potomstwo znało numery alarmowe, swój adres i krótka instrukcje co robić w razie wypadku. Dzieci mają różne lęki i traumy. Gdy dziecko budzi się w nocy ze strachem, że mama może zemdleć lepiej powiedzieć, że wtedy wzywa się karetkę, która pomoże mamie niż kłamać, że nic takiego się nie zdarzy.
    I jeszcze jedno. Warto żeby dzieci poznawały takie „traumatyczne” sytuację. Może zaczną bawić się w szpital, odtwarzać sytuację w zabawie co pozwoli im ułożyć sobie w głowie wydarzenia. Dzieci wiele sytuacji odgrywają w zabawie. Mam nadzieję, że moje pokrętne wyjaśnienia dotrą do kogoś.
    Powodzenia dla Laury. Druga klasa to już poważna sprawa ☺️ myśleliście o wkręceniu się w harcerstwo? To też jakaś integracja z dziećmi. Pozdrawiam

    • Popieram ten komentarz całym sercem. Też jestem zdania, że nie należy dzieci przesadnie chronić przed życiem, tylko należy je do tego życia jak najlepiej przygotować. A życie składa się nie tylko z lukru, ale także z kwaśnych i gorzkich smaków. Pozdrowienia!

      • Dokładnie, ale tak naprawdę to nas przeraża choroba, nie dzieci.U mojego synka w przedszkolu chłopiec miał atak padaczki a Adaś stwierdził, że kolega zemdlał bo mu zupa nie smakowała. 😀. Żadnej traumy nie ma.

    • Piękny wpis [wcale nie pokrętny], sama lepiej nie odpowiedziałabym. Bo jakoś dziwnie poczułam się po komentarzu pani Joli.

  12. Brawo Ty 🙂

  13. Mnie natomiast zastanowia, co przezywaja dzieci z Laury klasy, ktore sa swiadkami takiej sytuacji,kiedy wbiegasz, wchodzisz czy jakkolwiek z ambu, zeby pomoc corce. Sama piszesz, ze odreagowujesz trzesieniem rak, bolem glowy itd, Ty ktora masz do czynienia z ta choroba odkad zdiagnozowano ja u Twojej corki. Nie chcialabym aby moje dziecko przezywalo taka traume. Nie ma to nic wspolnego z klasa integracyjna. Tak uwazam, jezeli jestem w bedzie, popraw mnie

    • Żadno dziecko nie było świadkiem tej sytuacji. Nauczycielka zauważyła, że Laura się źle czuje (jest do tego przeszkolona) i wyprowadziła ją. Akcja wentylacji odbyła się na osobności tylko w obecności mojej i nauczycielki, króra zna i uczy Laurę już od wieku przedszkolnego.

    • Jola, bezduszny z ciebie człowiek! Naprawdę uważasz, że dziecko będące świadkiem tego, że koleżanka z klasy słabnie i ma sine usta, ma świadomość grożącego jej niebezpieczeństwa. Tylko człowiek dorosły, ze świadomością choroby Laury może mieć świadomość powagi sytuacji, a co mówić o dziecku… Mam nadzieję, że twoja córka nie będzie podobna do ciebie…

    • Dziecko nie powinno żyć jak w zamkniętym zamku, gdzie wszystko jest piękne i kolorowe, ludzie szczęśliwi i zdrowi. Moja córka idzie w tym roku do przedszkola gdzie chodzą dzieci mające ataki epilepsji. Wiem, ze jak jakieś dziecko dostanie atak to będzie to przeżywała ale nie mogę jej uchronić przed wszystkimi zagrożeniami. Ludzie! Chce zeby moje dziecko było empatyczne i pomocne a nie samolubem myślącym tylko o sukienkach i zabawach. Teraz jest dużo więcej chorób, zaburzeń, dzieci z problemami i naprawdę trudno trafić na klasę gdzie wszyscy sa zdrowi. Jeśli inne dziecko nie zagraża mojemu to nie widzę powodu zeby nie uczestniczyły razem w lekcjach.
      A ze stresem to,ja Ciebie rozumiem. Byłam z córka w szpitalu kilka miesięcy i dopiero po Ok 6 tygodniach od wyjścia ze szpitala dopadł mnie jakiś opóźniony stres. Bezsennosc, nerwowość. Trzymajcie się ciepło.

      • Dziękujemy 😊❤

    • Dzieci powinny być z takimi sytuacjami oswajane! Tyle niepotrzebnych rzeczy uczy się nas w szkole, a nikt nas nie uczy postępowania z osobą niepełnosprawną, czy ratowania życia. Mnie dopiero na studiach niewidomy kolega uświadomił jak należy pomagać, a jak nie. Że trzeba najpierw podejść, zaproponować pomoc (albo i nie, bo niewidomy sam o nią poprosi – mój kolega czasem się wkurzał, jak go co chwilę ktoś pytał czy może mu pomóc). Nie wolno niewidomego łapać pod rękę i gdzieś ciągnąć, jeśli sam nie zwróci się o pomoc (a to się koledze nagminnie zdarzało, że ktoś niespodziewanie podchodził i zaczynał go prowadzić szczególnie celowały w tym staruszki). Prawda jest taka, że dopóki nie mamy kontaktu z osobą niepelnosprawną to tego nie wiemy. Nigdzie nikt nas nie uczy tego savoir vivre, nie ma w szkole zajęć z osobą niewidomą, osobą na wózku, a takie być powinny. Ile tzw „lekcji wychowawczych” nauczyciele marnują na gadanie o niczym, zamiast zaprosić kogoś na wózku… Druga sprawa – ratowanie życia… Tego też nas nikt nie uczy – jak reagować i jak pomóc. Pani Jolu, pani się wydaje że nigdy nic się Pani nie stanie? Stać się może każdemu, najzdrowszej osobie. Niech sobie Pani wyobrazi że jest Pani sama w domu z dzieckiem i nagle Pani sinieje i traci przytomność . Czy dziecko chowane pod kloszem, żeby nie przeżywalo traumy, będzie umiało zareagować? Będzie wiedziało jak wezwać pomoc? A sytuacje takie się zdarzają, pamiętam jak do dziś jak zaslabl w pracy mój kolega (kawal chłopa, młody, ZDROWY!) i NIKT w firmie nie wiedział co zrobić, po kolega po prostu nagle zsunął się z krzesła i upadl na ziemię. Nikt nas nie uczy jak się zachować, gdy np ktoś obok nas zemdleje, ma atak padaczki, zawał/udar, będzie ofiarą wypadku. A to powinno być w szkole i to już w najmłodszych klasach, żeby małe dzieci mialy kontakt z takimi sytuacjami i wiedzialy jak się zachować. Ja się z Panią nie zgadzam, żeby dzieci izolować od takich sytuacji (bo jak coś się nagle stanie osobie najbliższej to dopiero będzie trauma). Dzieci już od najmłodszych lat powinny być uczone jak reagować. W liceum powinny być zajęcia z pierwszej pomocy obowiązkowe i na zaliczenie. Bo potem z tych dzieci wyrośnie dorosły, który nie będzie umial udzielić pomocy i widząc np atak epilepsji po prostu spanikuje.

  14. Mam nadzieję,że to będzie zależeć tylko od dobrej woli i operatuwnosci dyrekcji,bo wg mojej wiedzy nowa ustawa uniemożliwia praktycznie naukę w szkole uczniom którzy mają orzeczenia wydane od września w górę. Ewentualnie możecie się starać o ścieżkę…

    • My mamy orzeczenie wydane przed wrześniem.

      • Kochana Emilko my też mamy orzeczenie wydane przed 1września syn mój jest na indywidualnym nauczaniu w szkole juz 3rok i ma przyznane do końca szkoły podstawowej a jednak dzwoniła do mnie szkoła z informacją ze od wrzesnia 2018r wszystkie orzeczenia wygasają i nie ma już nauczania indywidualnego w szkole Mamy trzy wyjścia albo tylko w domu albo normalnie w szkole lub nowość do 5cioro dzieci w klasie Dzwoniłam też do poradni i powiedzieli mi to samo Jestem przerazona tymi zmianami Emilko buziaki i usciski dla Was 🙂

        • Bardzo współczuję 🙁 Nie wiem jak będzie u nas, na razie szkoła nie informuje mnie o żadnych zmianach i mam nadzieję, że uda nam się kontynuować naukę na obecnych zasadach. Laura nie ma żadnego asystenta ani dodatkowego nauczyciela, ma tylko mnie. Do szkoły chodzę z nią 2 razy w tygodniu. W tych dniach na terenie szkoły Laura ma albo zajęcia z klasą, albo zajęcia indywidualne. Być może od września będzie miała wyłącznie z klasą, zobaczymy. W każdym razie mamy nadzieję, że nikt nas z tej szkoły nie wyrzuci. Pozdrawiam Was serdecznie!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.