Never-ending story

Autor: Emilia, mama Laury Data: Maj 1, 2019 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 9

Gdy rozpoczął się strajk szkół i przedszkoli, powiedziałam córkom, że na tę okoliczność będą miały dodatkowe tygodnie wakacji. Oczywiście obie się ucieszyły i zaczęły wymyślać interesujące plany zagospodarowania wolnego czasu. Jednak plany planami, a życie życiem – i gdybym wierzyła w fatum, to powiedziałabym, że od początku jesieni ciąży ono nad nami. Ale to nie żadna klątwa, tylko zupełnie zwykła rzeczywistość – tak po prostu…

Zaczęło się od KOLEJNEJ infekcji u Kai, która jednak dosyć szybko się rozszalała. Przy okazji wyszły na jaw sprawy alergicznie, a następnie pojawiła się ospa. Nie licząc gorączki, wymiotów i takich tam podobnych atrakcji, to można powiedzieć, że Kaja przeszła choróbska dosyć łagodnie.

Ale potem zaraziła się Laura i tutaj już niestety nie było żadnej taryfy ulgowej. Właściwie, to zrobiło się wyjątkowo niebezpiecznie, a córka w ostatnich tygodniach mocno się nacierpiała…

Tuż przed okresem wolnych dni świątecznych, u Laury też rozkręciła się KOLEJNA infekcja, a jej osłabiony i poturbowany organizm dołożył jeszcze do tego zapalenie jelit, czyli jedną z rzeczy, których najbardziej się boimy. Przy chorobie Hirschsprunga, stan zapalny w jelitach to prawdziwy dramat – ogromne ryzyko, dziecko borykające się z ostrymi biegunkami, spadające na wadze, tracące apetyt i siły życiowe z godziny na godzinę. Już to przerabialiśmy, bo takie problemy w przewodzie pokarmowym zdarzają się u Laury średnio raz na 1,5 roku, niejednokrotnie kończyły się one ratowaniem jej na szpitalnym oddziale i zawsze wymagały podania określonego antybiotyku. Nauczeni doświadczeniem, na cito załatwialiśmy ten antybiotyk, aby na święta nie wylądować w szpitalu. Laura odczuwała ogromny dyskomfort, męczyła się okrutnie, ale gdy zdobyliśmy lek, to w ciągu kilku dni postawiliśmy ją na nogi, zaś niepokojące objawy ustąpiły.

Uff, co za ulga, udało się uniknąć pobytu dziecka w szpitalu oraz wielkiego stresu dla nas dla wszystkich.  Teraz już można spokojnie się szykować na niedzielę, aby uskutecznić obiecany dzieciom świąteczny wyjazd do pradziadków, z którymi ze względu na nieustanne chorowanie, nie widziały się aż od grudnia.

Ależ nie,  ależ skąd – w żadnym razie nigdzie nie pojedziemy! Przecież u nas nie może być tak łatwo! Z tego względu, w sobotę wyszła u Laury ospa i to nie byle jaka! Ho ho ho! To była ospa na miarę naszych możliwości!!! Czyli taka, która atakuje człowieka dosłownie wszędzie: nawet w uszach, w nosie, w jamie ustnej i w oku! Córka leżała gęsto pokryta krostami od stóp do głowy, wykończona chorobą i obolała. Ze świątecznego spotkania oczywiście nic nie wyszło, a na przepiękną letnią pogodę i spacerujących radośnie ludzi, patrzyliśmy sobie z okna.

Jakby tego było mało, to po pierwszym tygodniu walki z ospą, wdało się jeszcze ostre zakażenie oka, więc konieczna była wizyta u okulisty oraz dalsze leczenie. Po tych przejściach, córa jest wyjątkowo osłabiona, dlatego jeszcze trochę potrwa, zanim wróci do pełni sił.

Strajk nauczycieli wprawdzie już się zakończył, ale mimo to moje córki nie wracają do szkoły, ani do przedszkola. Dziewczyny zdrowieją, ale są tak wycieńczone po chorobach i tak podatne na łapanie kolejnych infekcji, że do końca maja postanowiłam zostawić je w domu, aby nabrały sił i odbudowały odporność. Laura przez ten czas będzie się uczyć indywidualnie z nauczycielką przychodzącą do naszego domu.

PS.1.

Jedyny plus z tych wielotygodniowych chorób jest taki, że siedząc w czterech ścianach, urozmaicałyśmy sobie dni, robiąc sesje zdjęciowe. Powstaje z tego całkiem ciekawy projekt fotograficzny, który za jakiś czas na pewno będziecie mogli zobaczyć.

PS.2.

Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy do dnia dzisiejszego przekazali Laurze 1% swojego podatku!!! To dla córki realne wsparcie, za które całą rodziną jesteśmy naprawdę wdzięczni!

Zabawa dzieci - fotografia dziecięce

komentarzy 9

  1. 3majcie się,pozdrawiam <3

  2. Zdjęcia przepiękne, az mnie zatkało. Moje najszczersze gratulacje!
    A to z Laura gladko uczesana najchętniej bym skopiowała, zeby nim się nacieszyc.
    Prześliczna dziewczynka 🙂
    Dwie pozostałe zresztą też 😉
    MagdaM

    • Dziękujemy!!! <3

  3. Mój Syn także przechodził ospę w ekstremalnym wydaniu, podobnie jak Laura. Wysypkę miał wszędzie, począwszy od czubka głowy, przez uszy, nos, gardło, miejsca intymne, na palcach wokół paznokci skończywszy. Wysypka była rozogniona, wyglądała okropnie i swędziała potwornie. Aż mnie natchnęło i natchnieniem tym chciałabym się podzielić 😉 To była kolejna nieprzespana noc. Nie pomagało nic!!!!! Zdesperowana podałam dziecku środek przeciwhistaminowy (w naszym przypadku Zyrtec w kropelkach). Młody zasnął i spał do południa, a kiedy się obudził cała wysypka była przysuszona, jak strupki. Nie było więcej potrzeby stosowania żadnych mazideł przeciwświądowych. Jakże żałowałam, że żaden lekarz, z którym się konsultowałam, nie zasugerował mi tego, jakże prostego, rozwiązania.
    Nie wiem, czy nasz przypadek komuś pomoże, ale jeśli tak, to bardzo się ucieszę.

  4. Pani córki to wojowniczki, wierzę że każdą przeszkodę która stanie na ich drodze pokonają, otrzepia się i ruszą zdobywać świat. W końcu mają to po Mamie.

  5. Gdy moje dziecko przechodzi kokejną infekcję zawsze powtaezam sobie – nie przejmuj się to nie parszywe chorubsko to trening układu odpornościowego. Musi sięnauczyć z tym zmagać… Wtedy jakoś łatwiej to znieść.
    Pozdrowienia!

  6. Ja chorowałam na wszystkie choroby zakazane po 30 roku życia. Masakra. Ospę przechodziłam z roczną wtedy córeczką. W miejscu gdzie stykaly się jej dwie powierzchnię skóry schodziła jej skóra i powstawały rany. Czyli pod pachami, wokół pampersa i na szyjce. Dosłownie miała wokół rany zrolowaną skórę. Makabra. Chociaż minęło już 15 lat do dziś mam gęsią skórę. Jedna wielka rana. Do tego kaszel całą noc na rękach. No i ja do kompletu krosty wszędzie, gorączka itd.

  7. Taka drobna uwaga, strajk nie trwał miesiąc, tylko 3 tygodnie, a w sumie 11 dni roboczych- takich, w które dzieci powinny chodzić do szkoły a nie chodziły. Reszta to zaplanowana przerwa świąteczna i weekendy. Tak mnie to ukuło, ponieważ jestem nauczycielem i bardzo przeżyłam te trudne dni. Jestem na blogu od początku i bardzo Panią podziwiam za to co Pani robi. Chciałoby się powiedzieć, że każda matka by zrobiła podobnie, ale niestety, nie wszystkie kobiety mają odwagę, siłę i mądrość, żeby tak walczyć o zdrowie i życie dziecka. Poza tym jest Pani dla mnie wzorem jak cieszyć się życiem, mimo tak wielu przeciwności. Często poddajemy się przy drobnych niepowodzeniach. Pani tak pięknie potrafi docenić życie ! Życzę Państwu wiele sił i radości dnia codziennego a Laurce zdrowia i spełniania marzeń! Pozdrawiam, Monika.

    • Pani Moniko bardzo dziękuję za te słowa! Jest mi ogromnie miło. Dziękuję też za zwrócenie uwagi co do wpisu – zaraz go zedytuję, aby nie wprowadzał nikogo w błąd. Pozdrawiam serdecznie.

Zostaw odpowiedź dla Emilia, mama Laury Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Publikując komentarz, jednocześnie wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Administratora Danych Osobowych bloga www.kochamylaure.pl moich następujących danych: podpis, e-mail, adres IP, w celu i w zakresie do tego niezbędnym. Przetwarzanie danych odbędzie się zgodnie z obowiązującym prawem, a w szczególności z przepisami Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. (zw. RODO) i polityką prywatności znajdującą się pod adresem www.kochamylaure.pl/polityka-prywatnosci/