Walka z Hirschsprungiem, ciąg dalszy
Po czterech miesiącach omijania szerokim łukiem wszelkich placówek medycznych, znów pojawiliśmy się gościnnie na oddziale pediatrycznym gdańskiego szpitala, gdzie prowadzona jest działalność poradni gastroenterologicznej. Spotkaliśmy naszą znajomą panią doktor – tą samą, która opiekowała się Laurą w czasie, gdy była ona zależna od kroplówek, a także spotkaliśmy wiele znanych nam pań pielęgniarek. Personel medyczny przyjął Laurę niezwykle ciepło, no ale niestety moja córeczka nie odwdzięczyła się tym samym – na widok białych fartuchów wpadła w totalną panikę, objawiającą się histerycznym płaczem oraz kurczowym trzymaniem się mojej szyi. Trzeba było na siłę odciągać córkę ode mnie, aby zrobić jej badania. Na szczęście po jakimś czasie Laurka już się uspokoiła i zaczęła współpracować z pielęgniarkami, a nawet rozdawać na prawo i lewo nieśmiałe uśmiechy. Wreszcie, rozluźniła się zupełnie, zapomniała o sporej dawce stresu, jaki jej zafundowano i w przerwach między badaniami zaczęła biegać po korytarzu – Laura i Kuba tak już mają, że najbardziej lubią bawić się w berka na szpitalnych korytarzach… 🙂
Pani doktor niestety potwierdziła moje obawy, co do zbyt niskiego przyrostu masy ciała dziecka. Lekarka bez ogródek powiedziała, że niepokoi ją tak długi przestój wagowy u córki, zwłaszcza, że za czasów kroplówek rozwijała się ona harmonijnie na poziomie 50 centyla, a obecnie jej wzrost i waga są na poziomie 25 centyla. Wprawdzie pani doktor przyznała, że w przypadku zdrowego dziecka taka sytuacja byłaby uważana za normalną i nikt nie widziałby powodu do niepokoju, no ale nie w przypadku Laury, która bądź co bądź zdrowa nie jest. Dlatego też lekarka postanowiła natychmiast działać, aby nie dopuścić do spadku wagi córki i zapobiec jej niedożywieniu. W końcu nie chodzi tu tylko o fakt, ile Laura waży, ale również o to, że boryka się ona z poważnym zaburzeniem wchłaniania i wiele składników odżywczych po prostu nie jest przyswajanych przez jej organizm. Tak więc zapadła decyzja o suplementacji diety odżywkami, które mają zapewnić jej optymalną ilość składników odżywczych oraz zwiększyć kaloryczność posiłków. Przyznam szczerze, że w całej rozciągłości zgadzam się z opinią lekarki i cieszę się, że zdecydowała się ona na zastosowanie odżywek. Każdego dnia staję przecież na rzęsach, aby zapewnić Laurze zbilansowaną dietę, ale mimo moich wysiłków przygotowane przeze mnie potrawy nie są ani pełnowartościowe ani odpowiednio kaloryczne. Wiele rzeczy Laura po prostu nie może jeść, bo jej jelita tego nie trawią, a z tego, co jej zostanie do dyspozycji, naprawdę ciężko jest przygotować pełnowartościowy posiłek. Wybór Lekarki padł na odżywkę Peptamen, która jest kompletną dietą w proszku oraz na nawadniający płyn Orsalit, który pomoże nam zachować w ciele Laury więcej wody i elektrolitów.
Po wizycie lekarskiej i pobraniu próbek kału do badań, udaliśmy się na spotkanie ze szpitalną dietetyczką, która miała nam pomóc w ustaleniu odpowiednich dawek zaproponowanych przez lekarkę suplementów. Nie wiem, dlaczego wyobrażałam sobie etatowego dietetyka szpitala jako poważną panią w podeszłym wieku i to w dodatku z surowym wyrazem twarzy. A tymczasem na nasze spotkanie wyszła młoda, przesympatyczna dziewczyna i to w nawet z wyglądu trochę do mnie podobna – również szczupła, z długimi prostymi włosami i także okularnica. Bardzo szybko znalazłyśmy wspólny język, zwłaszcza, że pani dietetyk dość dużo o nas wiedziała, więc nie musiałam zbyt wiele opowiadać – nieoczekiwanie wyszło na jaw, że dietetyczka jest Czytelniczką mojego bloga. Pogadałyśmy sobie od serca na temat żywienia Laury szukając wspólnie sposobu, jak jej pomóc. Pani dietetyk słusznie zauważyła, że dieta córki jest zbyt uboga w białko, a to dlatego, że jelita Laury źle tolerują wszelkie mięso i nabiał, więc prawie w ogóle nie mogę jej tych produktów podawać. Moje próby uzupełniania diety białkiem roślinnym jak do tej pory okazały się niewystarczające.
Rozmawiając z dietetyczką zwróciłyśmy uwagę na fakt, że przewód pokarmowy Laury zachowuje się zupełnie inaczej, niż to bywa u ludzi zmagających się z chorobą Hirschsprunga. U cierpiących na to schorzenie osób, które tak jak Laura mają amputowane całe jelito grube, powinno się stanowczo unikać w diecie błonnika. Generalnie nie wolno tym ludziom jeść razowego pieczywa ani zbyt dużo świeżych warzyw i owoców, ponieważ one zawierają dużo błonnika, co na niekorzyść pacjentów przyśpiesza proces trawienia i zwiększa ilość stolców. Oczywiście u zdrowych ludzi błonnik, ciemne pieczywo i warzywa są najzdrowszymi produktami, natomiast biała mąka jest dla nich pokarmem niekorzystnym. Ale u ludzi pozbawionych jelita grubego jest właśnie zupełnie odwrotnie – muszą oni intensywnie unikać błonnika, wyeliminować surowe warzywa i ciemny chleb, a w zamian za to jeść dużo produktów gotowanych i potraw z białej mąki, która ma działanie zapierające. Z tego więc wynika, że teoretycznie Laura powinna jeść biały chleb, naleśniki, pierogi i makaron, a surowe owoce i warzywa oglądać tylko przez szybę w warzywniaku.
Cała zagadka polega na tym, że Laura od urodzenia gwiżdże na wszelkie książkowe teorie i nakazy lekarzy, a jej jelita żyją własnym życiem i nie chcą się podporządkować żadnym regułom. Z tego też względu wbrew wszelkiej logice i książkowym opisom choroby Hirschsprunga, jelita Laury zachowują się jak studenci medycyny, którzy przespali na studiach wszystkie wykłady… Tak więc jej przewód pokarmowy reaguje odwrotnie, niż powinien i nikt nie rozumie, dlaczego tak się dzieje… Ku zdziwieniu dietetyków Laura absolutnie nie toleruje białej mąki i wszelkie makarony, pierożki, naleśniki i placuszki wyrzuca z siebie z siłą karabinu maszynowego, podobnie zresztą jak całe mięso i nabiał… Natomiast ciemne pieczywo oraz surowe owoce i warzywa z dużą zawartością błonnika nieoczekiwanie całkiem dobrze trawi – wbrew wszelkiej logice i wbrew medycznej wiedzy…
Nie wiem, może to siła sugestii sprawiła, że Laura tak bardzo pokochała surowe owoce i warzywa? Jeszcze jakiś czas temu w ogóle nie mogła ich jeść, bo jej organizm kompletnie nie radził sobie z ich trawieniem. Dlatego kiedy siadała z nami do wspólnego posiłku, dostawała jedynie gotowane papki, albo ryżowe bądź kukurydziane chrupki. My natomiast na co dzień jemy bardzo dużo organicznej żywności, pijemy dużo świeżych soków, a na śniadanie każde z nas zjada po całym talerzu zieleniny. Biedna Laura przez wiele miesięcy mogła jedynie popatrzeć na te wszystkie kolorowe rarytasy położone na naszych talerzach, a sama musiała zadowolić się jedynie bezsmakowymi i bezkształtnymi papkami. Codziennie siadała z nami do stołu i jak taki mały żebraczek patrzyła błagalnym wzrokiem na nasze talerze, wołając po stokroć „am, am, am, am, am…”. Niejednokrotnie serce nam pękało, gdyż nie wolno nam było jej dawać surowych warzyw i owoców, chociaż bardzo nas o to prosiła (dietetycy ostrzegali, ze po takim jedzeniu będzie miała jeszcze większe biegunki). No i w końcu, ryzykując konsekwencjami, zaczynaliśmy powoli pękać psychicznie i dawać naszej córce warzywa, bo już po postu nie mogliśmy dłużej znieść jej błagalnego wygłodniałego wzroku. Na początku dawaliśmy jej po maleńkim kawałeczku warzywa na spróbowanie, następnego dnia malutki kawałek jakiegoś owocu. W końcu z dnia na dzień podawaliśmy jej coraz większe ilości zieleniny ze zdumieniem obserwując, że mimo, iż zawiera ona błonnik, to po takim jedzeniu Laura wcale nie ma biegunek. No i wreszcie doszliśmy do etapu, że podczas wspólnego śniadania każdy z nas dostaje talerz pełen świeżych warzyw i owoców i od niedawna także Laurka dostaje swój własny talerz z zieleniną – a ja nawet nie jestem w stanie Wam opisać, jaką radość odczuwa córeczka z jedzenia tych surowych rarytasów. Laura patrząc przez wiele miesięcy na nasze kolorowe talerze po prostu zakochała się we wszystkich owocach i warzywach, które do tej pory były dla niej całkowicie zakazane. Teraz, kiedy je dostaje, jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie! Oczywiście ja muszę uważać, aby nie przesadzić z ich ilością i muszę je Laurze rozsądnie racjonować, ale mimo wszystko jestem zadowolona, że moje dziecko nie mając jelita grubego jakimś cudem nauczyło się trawić surowe rośliny. Wreszcie mogę codziennie podawać córce witaminy i żywe enzymy, których do tej pory nie miała szansy przyjmować. Nawet dziś na kolację podałam jej ryż z utartym dużym surowym jabłkiem i to w dodatku popity świeżo wyciśniętym sokiem owocowym, no a biegunki jak nie było, tak nie ma :). Coś mi się wydaje, że wbrew swojej chorobie, wbrew logice i wbrew zaleceniom dietetyków, Laura po prostu uparła się na jedzenie tych surowych warzyw, a że ma dziewczyna silną wolę, to jak zawsze postawiła na swoim!
Zapytałam pani dietetyczki w szpitalu, jak to możliwe, że Laura nie posiadając jelita grubego toleruje błonnik, a odrzuca białą mąkę? Jak to możliwe, że bez jelita grubego nauczyła się jeść surową zieleninę i pić soki owocowe? Dietetyczka odpowiedziała mi na to: „Cóż, po prostu ma pani bardzo wyjątkowe dziecko, które przeczy wszelkim książkowym teoriom”…
To prawda, córka od urodzenia konsekwentnie przeciwstawia się wszelkim książkowym i medycznym teoriom. Kiedyś mówiono, że Laura będzie warzywem, później mówiono, że nie będzie mogła jeść warzyw, no a ona teraz wcina te warzywa śmiejąc się z nas i ze wszystkich tych nietrafionych analiz. Cóż, mam dość intensywne przeczucie, że Laura jeszcze niejeden raz nas wszystkich bardzo mocno zaskoczy…
PS.
Właśnie odgrzebałam zdjęcia z sierpnia bieżącego roku, a dokładnie z wesela, na którym z córeczką byliśmy. To chyba jedyne zdjęcia Laury, na których ma ona tak poważną minę! Fotki zostały zrobione na początku imprezy, kiedy jeszcze Laurka była totalnie oszołomiona muzyką, gwarem i tłumem otaczających ją ludzi. Była wtedy wyjątkowo poważna i rozglądała się na wszystkie strony z buzią otwartą na oścież ze zdziwienia – i właśnie taką uchwycono ja na tych fotografiach :).




Ślicznie wyglądacie:)
Ps. muszę powiedzieć,ze twój partner bardzo podobny na zdjęciach jest do naszego premiera 😀
Zdjęcie na „dzień dobry” jest tak pełne pozytywnej energii, że w ten ponury listpadowy wieczór milej się robi na duszy:)))
Bardzo często czytam, rzadko piszę więc korzystając z okazji serdecznie Was pozdrawiam, aż trudno uwierzyć jak Laurka wyrosła !!! to już nie dziecko a śliczna kobietka 🙂
Nie wiem jakie Laurka może jeść warzywa i owoce, ale nie myśleliście o tym, żeby samemu założyć jakiś mały warzywniak albo szklarnie ? zdaję sobie sprawę, że dbanie i pilnowanie wymaga dużo czasu ale może nie będzie tak źle, a będziecie mieć pewność, że jakość wyhodowanych warzyw jest pierwszorzędna 🙂
Przynaję, że ja również co raz bardziej zaczynam się interesować jakością spożywanej żywności i niestety problem jest taki, że żywność ekologiczna wciąż jest droga 🙁 żywność w ogóle jest droga o tym wie teraz chyba każda gospodyni domowa klasy średniej 😉 a gdzie tu jeszcze marzyć o ekologicznych luksusach. Nie chciałabym prosić o zaśmiecanie bloga podobnymi sprawami ale Twój blog Emilko jest odwiedzany przez wielu rodziców, wielokrotnie którzy wielokrotnie udzielają złotych rad. Zdaję sobie sprawę, że nie możesz podawać nazw produktów, ale może istaniałaby szansa na stworzenie miejsca, gdzie Ty Emilko jak i inni bardziej doświdczeni „eko rodzice” będą mogli dzielić się swoimi doświadczeniami w temacie zdrowego żywienia.
Wierzę, że są sposoby by nie płacić wielkich pieniędzy a jeść zdrowo 🙂 Ja w każdym razie pierwsza stałabym w kolejce po tego rodzaju rady, a jak po jakimś czasie i ja nabrałabym doświadczenia to również z radością podzieliłabym się swoją wiedzą 🙂
Zdaję sobie sprawę, że jest wiele stron, programów na ten temat, ale większość tych rad wydaje mi się trochę oderwanych od rzeczywistości, zależy mi na poradzie takiej samej mamy jak ja, z krwi i kości a nie Pani z TV, która na wizji opowiada o zdrowym żywieniu a w domu odgrzewa pierogi w mikrofalówce 🙂
Pozdrawiam,
p.s. nie byłabym prawdziwą kobietą, gdybym nie skomentowała – świetne buty 😉
Organizm sam wie co jest do niego najlepsze! Najdrowsze jest to co dała natura! Założę się, że to właśnie dzięki tej diecie , którą Pani stosuje u Laury ona w ogóle nie choruje. Ja zrobiłam to samo- zmieniłam dietę dzieci i automatycznie przestały chorować. Jak mają katar to jeden dzień i sam im przechodzi.U pediatry i w aptece juz nie byłam rok:) hura Lepiej wydawać na profilaktykę niż na leczenie! Super to zdjęcie na stronie głównej! Wow Pozdrawiam
Witam! Czytam blog od dłuższego czasu, ale po raz pierwszy sie wypowiem. Nie będę oryginalna, tak jak wielu czytelników, jestem pełna podziwu dla Twojej siły i determinacji w walce o zdrówko córeczki. Jestem mamą rocznikowej rówieśniczki Laury. Wiem że dla swojego dziecka człowiek jest w stanie góry przenosić, ale Ty i tak moim zdaniem jesteś fenomenem! W dodatku umiesz tą niesamowitą siłą zarażać innych i kiedy czasem mi w życiu pod górkę, to po przeczytaniu Twojego bloga nabieram takiej siły, że daję rady ze wszystkim:)
Życzę dalej tej zarażliwej siły i przede wszystkim sukcesów w walce o zdrówko Laury. Pozdrawiam Was obie uśmiechnięte dziewczyny. Ten Kuba to ma szczęście 🙂
P.s.: Co do jedzenia, to organizm Laury chyba sam sobie dietę wybrał:) Skoro lubi warzywka i dobrze je toleruje, to jej je dawaj. Oj jaka ja byłabym szczęśliwa, gdyby moja Niejadka zaczęła mi jeść świeże warzywa…. Ile ja się muszę nagimnastykować, żeby namówić córcię na choć kawałeczek ogórka…
Piękne zdjęcie na stronie głównej! 🙂
To samo miałam napisać,prześliczne:)
Śliczna dziewczynka podziwiam waszą siłę i wytrwałość !!!!
Piękna z was rodzina. Córeczka jest prześliczna;)
Podziwiam was za siłę i upór w walce o zdrowie waszej Kruszynki:)
Duuuuuuużo ZDROWIA wam życzę i pozdrawiam serdecznie
Domyślam się, że Laura będąc pod stałą opieką ma stale wykonywane badania, szereg różnych, o połowie większość z nas pewnie nigdy nie słyszała i nie usłyszy, ale muszę zadać jedno pytanie nawet, jeśli wyda Ci się ono banalne. Skłania mnie ku temu historia mojej córki, dziecka, które w wieku 8 mcy nazywałam zabawnie naleśnikiem, ponieważ nie potrafiła się nawet przekręcić. Pediatra zleciła zbadać tarczycę, zrobić morfologię z rozm. ręcznym i zbadać poziom żelaza. Wszystko wyszło ok. Coś mnie tknęło i postanowiłam wykonać badanie pod kątem ferrytyny [rzeczywiste zapasy żelaza w organizmie] i tu niespodzianka: mocno poniżej dolnej normy. Anemię leczyłyśmy ponad pół roku. U mojej córki objawiała się obniżoną ruchliwością, sennością i słabym zainteresowaniem poznawania nowych rzeczy; nie wpływała zupełnie ani na wagę ani na apetyt – ale dzieci są różne i u każdego anemia może objawić się nieco inaczej.
Przy najbliższym pobraniu krwi, jeśli jeszcze tego nie sprawdzałyście, zbadajcie Laurze poziom ferrytyny.
No, i w końcu nie zadałam tego pytania ;)))) Miało brzmieć ono: czy badałaś u Laury poziom ferrytyny? Dopełniam jedynie po to, by całość wypowiedzi trzymała się kupy 🙂
Tak badałam – ona miała robione kompleksowe badania krwi, kiedy była na kroplówkach i to nie tylko w kwestii żelaza, ale również innych wartości. Ale masz rację, powinnam je powtórzyć, bo od tamtych badań już minęło dużo czasu.
super fotka na stronie głównej pozdrawiam
Podpinam się pod tę opinię. Świetna!
Dziękujemy 🙂
ja też się podepnę 🙂 ŚWIETNA !
pierwsza myśl to „że powinnyście być twarzami jakiegość zdrowego produktu”
Właśnie weszłam w komentarze, napisać o fotce, wiec też się podepnę skoro komentarz już się pojawił. Śliczne okularnice, Laurka ma cudowne oczęta!
Kuba to szczęściarz, dwie takie piękności.
Ja chciałam tylko napisać, że cudowne macie zdjęcie na głównej. 🙂
No ja też to chciałam powiedzieć:-) Świetne:)
Ja z kolei polecam olej. Kokosowy, tłoczony na zimno, jest super i jako balsam do ciała i do smazenia, do chleba itp
Witaj Emilio,
U mnie na blogu czeka na Ciebie wyróżnienie oraz zaproszenie do zabawy blogowej:)
Witam kochana Emilio. Czytam Twój blog od prawie roku i od kiedy pierwszy raz tu zajrzałam nie mogę się oderwać wchodzę codziennie i czekam na kolejne wpisy co się u Was dzieje 🙂 Często miałam ochotę napisać ale nie wiedziałam poprostu co bo to jaką jesteś wspaniałą kobietą i matką już wszyscy czytelnicy wiemy. Sama mam córeczkę tylko pięć miesięcy młodszą od Laurki i nie potrafię sobie wyobrazić przez co przechodzisz i jak musisz walczyć o zdrowie Laury. Choć moja Natalka jest całkiem zdrowym normalnie rozwijającym się dzieckiem to nieraz brakuje mi sił i cierpliwości na nią. Nieraz czytając twoje wpisy zastanawiam się czy ja bym tak potrafiła i Laura powinna dziękować że trafiła na Ciebie ( bo szczerze wierzę że to dzieci wybierają sobie rodziców ) Jesteś dla mnie wzorem matki – Lwicy która zawsze będzie walczyć o swoje dziecko. Życzę Wam zdrowia dla prześlicznej Laury i szczęśliwych beztroskich dni PS. Tak mnie jakoś naszło na komentarz bo mimo że moja młoda marzudziła o bajce to obejrzałam całą galeię Laury i nie mogłam się oderwać 🙂 Pozdrawiam
Pani Emilio czy zna Pani olej lniany budwigowy nieoczyszczony LenVitol? http://oleofarm.pl/olej-lniany-budwigowy.html
Pozdrawiam serdecznie!
Tak słyszałam o nim, ale jeszcze nie podawałam go córeczce.
Jest fantastyczny, cała moja rodzina go stosuje, szczerze polaecam.
Cały czas trzymam za Was kciuki:-)
mam pytanie a gdzie ten olej można kupić?? Bardzo mi zależy na jego kupieniu a w sklepach spozywczych go nie ma. Jak go podawać?? I czy drogo kosztuje?? bardzo bylabym wdzieczna za odp.
Mamo Kochanego Dzieciaczka – my zaopatrujemy się w olej z lnu w aptece 🙂 Ewentualnie można przez internet. Pozdrawiam 🙂
My kupujemy go w sklepie ze zdrową żywnością, ale można kupić go też w aptekach internetowych, np: http://www.doz.pl/szukaj/s0-lenvitol
ważne jest, aby przechowywać go w lodówce, musi być ciemno i chłodno.
Pozdrawiam
bardzo dziekuje za odp :))) super ze mozna dostac w aptece i dziekuje za strony internetowe aptek. W aptece jest najbespieczniej kupić. jeszcze raz bardzo dziekuje :)))
My też go stosujemy dla Marysi od dawna. Polecam. Kupujemy w zwykłym sklepie zielarskim, widziałam, że pojawia się też w aptekach. pozdrawiam!
Śliczne te zdjęcia, od razu słoneczniej się robi w szarym listopadzie:) życzymy powodzenia z dietą, chociaż moja córcia orsalitem pluła na odległość:)
czytam,czytam i raz płacze raz się śmieje-to co wyprawia Laura-taka kochana agregatka…ona na przekór dietą,książką ma to gdzieś..brnie do przodu i już.Zdjęcie z wesela cudowne-wyglądaliście rewelacyjnie wszyscy!!taka kochająca się rodzina…zawsze po burzy przychodzi słońce-trzymam dalej kciuki,pozdrawiam
Mam nadzueję,że odżywki pomogą.
Fotki są piękne,pozdrawiam:-)
Pani Emilio dobrze , że Laura nie chce jeść białego pieczywa – to główne źródło glutenu a gluten wiadomo nawet u ludzi bez chorób wywołuje podrażnienie jelit, alergie i inne dolegliwości.
Po przeczytanych perypetiach na temat diety jestem sklonna pomyslec ze MOZE Laurce pomoze dieta bez diety,tyle ze wiaze sie na poczatku z cierpieniem odparzna pupa,ale jesli sie czegos unika jelita chyba nigdy sie nie naucza trawic.Tak jak z wrzywami niczego nie omijac w malych ilosciach,ale to tylko moja sugestia,nie wierze w to ze w dzisiejszych czasach cos jest organic i oczywiscie nie za czesto serwuje dzieciakom fastfoody a z jelitem roznie bywa im bardziej sie przejmuje tym rzadsza kupka u Glorii,generalnie najgorszy chyba do strawienia jest groszek i kukurydza a to wlasnie lubimy najbardziej a potem jak na strzelnicy.Niewiem jak u Laurki ale Gloria bardzo duzo pije i w tym jej wogole nie ograniczam wlasnie chodzi mi o nawodnienie.Ja stawiam na to ze Laura bedzie jesc wkrotce wszystko na co bedzie miec ochote,a waga bym sie nie przejmowala poki wyniki krwi beda w normie,bo cos mi sie wydaje ze Laurka idzie zwyczajnie w slady mamy,jesli mama ma jeszcze swoja ksiazeczke zdrowia warto porownac wage i mozna sie mile zaskoczyc podobienstwem…xxx
a za parę lat jeszcze będzie te warzywa wysiewać i zbierać 🙂
Hej. Od jakiegoś czasu pomagam mojej mamie uporać się z obrzydliwie sączącą się raną owrzodzenia podudzi.(nie pomaga srebro, żadne leki czy maści) .w końcu trafiłam z mamą do kliniki na ozonowe leczenie tej rany i po około 6 zabiegach widać już jakiś efekt i nadzieję..wiem, że w przypadku Laury to nie wchodzi w grę jednak natknęłam się ostatnio na produkt „maść ozonowa” – nie znam producenta, nie wiem jakie powinno być stężenie aby działała lub nie ..ale pomyślałam automatycznie o Laurze i dlatego piszę . Znając Twoją dociekliwość i determinacje pewnie to zbadasz. a może nawet już badałaś- odnośnie ranki u Laury. Pozdrawiam Was
Bardzo Ci dziękuje za info do tej maści. Właśnie czytam o niej i najprawdopodobniej zamówię jedno opakowanie na próbę. Dzięki 🙂
Czekam z niecierpliwością na zaskoczenia!
Pięknie wygladacie, radość bije niesamowita:)
jakby to podsumować—> Laura intuicyjnie wie co zdrowe;) i bardzo dobrze,że nie toleruje białej mąki makaronów itd, mięsa bo z jedzenia tych produktów w nadmiarze to tylko same choroby mogą się pojawić……Laura to inteligentne dziecko, a słyszałam też nowa teorię,że powinno się dać dziecku na talerz surowe warzywa czy owoce, w różnych kolorach, np. brokuły, papryka , pomidor czy marchewka itd i dziecko samo ma wybierać co chce zjeść…..
Na zdjęciach widać szczęśliwi jesteście 🙂
Orsalit naprawdę paskudny w smaku, moje dzieci które piły różne inne syropy niektóre strasznie niedobre ale wypiły jedynie Orsalitu nie dały rady, jak coś to może poszukaj jakiegoś zamiennika ale trzymam kciuki za Laurę
Witam nie dawno od przyjaciółki dostałam adres waszego bloga zeszło mi się z czytaniem kilka dni bo Ja też mam w domu małego urwisa który za pare misięcy skończy dwa lata i musze powiedzieć że jestem pełna podziwu dla Pani i Pana Kuby ile w Was siły miłości i wytrwałości w wychowywaniu i dążeniu o zdrowie uroczej przepięknej i jakże mądrej Laurki wielkie ukłony w Waszą strone i oby tak dalej oby nigdy nie zabrakło Państu wiary i siły w dążeniu o zdrowie i szczęście córeczki trzymama za Was kciuki jestem wielką fanką pamiętnika dla Laury i będe się modlić za Zdrówko Waszej rodziny
PS.2.mam nadzieje że bez względu na wszystko nigdy nie przestanie pisać Pani tego pamiętnika pozdrawiam Kasia
Witam Emilko mam pytanie czy Laura pila juz ten orsalit czy dopiero zaczniecie pytam poniewaz kiedys przy wirusie jelitowym moja coreczka miala go pic zeby sie nieodwodnic ale niestety byl tak niedobry w smaku ze nawet niebylo mowy o wypiciu tego i jestem ciekawa czy Laurka go wypije (moze macie jakis sposob na wypicie tego okrucienstwa)pozdrawiam was goraco
Pani Malwino może warto srróbować innego smaku Orsalitu. W przypadku mojego syna nie ma problemu z żadnymi lekami, nawet po najbardziej gorzkim wylizuje łyżeczkę i domaga się więcej.
Pozdrowienia dla Laurki!!!
witam Maliwno 🙂
fakt, orasalit ma beznadziejny smak, ale wiem, że jest kilka do wyboru – Staś, mój Synek bardzo lubi bananowy…
pozdrawiam
Ania
Niestety moja coreczka tak nielubi wszelkiego rodzaju syropow ze do orsalitu chociaz niewiem jaki mialby smak i tak bym jej nieprzekonala pozdrawiam 🙂
Faktycznie orsalit jest paskudny, nawet ten smakowy.
Ja mojej córce przy rotawirusach dawałam strzykawką, bo sama za nic nie chciała pić.
My dopiero zaczniemy pić Orsalit. Dietetyczka ze szpitala ma nam ustalić dawki Orsalitu oraz Peptamenu. Czekamy na maila od niej ze szczegółowymi zaleceniami.
W sprawie oleju się wypowiem, bo sama kupuję swojemu dziecku : oleje są rewelacyjną sprawą w diecie dzieci tych chorych, zdrowych, dużych czy też małych, a najlepiej kupować je bezpośrednio w tłoczniach. Ja zamiawiam je na stronach : http://www.biooil.com.pl lub http://www.zlotopolskie.pl.
pozdrawiam :))
buziaki !!!
orsalit jest średnio smaczny 🙂 podobnie jak orsalit działają rożnego rodzaju płyny nawadniające, gdyby Laura nie chciała pić orsalitu to polecam Hydronea baby-jest smaczniejszy, taki kwaskowy.
o Laurka też ma pomalowane paznokcie 😉 ? ślicznie 😉
piękna sukienka i szpilki 😉
Nie, nie – Laura nie miała pomalowanych paznokci 🙂
a myślałam że już podpatruje mamę i też chce malować 😉
Emi, a popytaj dietetyczki o olej z pestek dyni, czy Laurka może sobie popijać. Ponoć ma właściwości oczyszczające organizm. A jakby mogła, to niedługo (mam nadzieję) uda mi się pojechać do niejakiego gospodarstwa, gdzie tłoczą taki olej i jest on o niebo lepszy i zdrowszy od tego kupowanego w sklepach. Tak więc, jak pojadę, to dla was też zakupię i prześlę.
Aniu, Laura może pić takie oleje, a nawet jest to wskazane u niej. Do każdego posiłku dodaję jej tłuszcz – z tłuszczy roślinnych jak do tej pory wybierałam oliwę z oliwek oraz olej z pestek winogron.
To w takim razie, jak tylko pojadę do tegoż (ponoć słynącego z cudów olejowych) gospodarstwa, to „postawię wam flaszkę” jak to mówią. A jak będzie możliwość przesłania go do was bezpośrednio od producenta, to się nie zdziw, jak pan listonosz z flaszeczkami przybędzie. Dam znać! 😉
Orsalit jest paskudny w smaku 😉 Ale to nie ważne, ważne że Wam pomoże 🙂
I kolejny wydatek, bardzo drogi ten Peptamen 🙁 Ale zdrówko Lury jest najważniejsze!
Swoją drogą przewrotne z niej stworzenie 🙂
Zdjęcia śliczne, zwłaszcza to ostatnie! Piękne jesteście!
Emilio, uwaga, będę słodzić – ależ Ty jesteś atrakcyjną babką 🙂
A Laurcia to cud- miód po prostu (zwłaszcza taka poważna).
A co do odżywek i warzywek. Jestem pewna, że w niedługim czasie Laura tak urośnie,że cała garderoba będzie do wymiany!
Pozdrawiam.
Sliczna z was rodzina:)