Zła zmiana

Autor: Emilia, mama Laury Data: Kwiecień 28, 2017 Kategoria: Historia Laury | komentarze 43

Zła zmiana

Ta sprawa ostatnio bryluje w mediach, więc zapewne już słyszeliście o kolejnej „dobrej zmianie” zaproponowanej przez panią Minister Edukacji, tym razem zmianie dotyczącej niepełnosprawnych dzieci. Chodzi o najnowszy projekt rozporządzenia MEN, który to zakłada, że od 1 września 2017 r. nauczanie indywidualne będzie możliwe tylko i wyłącznie w domu ucznia, a nie, jak do tej pory, również na terenie szkoły. W mojej opinii jest to projekt bulwersujący, upokarzający i dyskryminujący dzieci niepełnosprawne, dlatego zdecydowałam się o tym napisać. Dla wielu rodzin, w tym być może także dla nas, oznacza to poważne kłopoty.

Orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania zawsze jest ostatecznością, więc jeśli po przejściu badań psychologiczno-pedagogicznych jakieś dziecko takie orzeczenie otrzymuje, to można z góry założyć, że naprawdę bardzo go potrzebuje. Do tej pory takie dzieci mogły realizować obowiązek szkolny albo w domu, albo w szkole, lub też i w domu i w szkole. Wszystko zależało od stanu zdrowia oraz możliwości danego dziecka, a taki system z powodzeniem funkcjonował w polskich szkołach już od lat. Jego największą zaletą było indywidualne podejście do dziecka niepełnosprawnego i umożliwienie mu wspólnego rozwoju razem z grupą rówieśniczą. Polegało to na tym, że jeśli tylko stan zdrowia dziecka pozwalał na uczęszczanie do szkoły, to system edukacji taką możliwość po prostu stwarzał. Taki uczeń mógł np. uczestniczyć w lżejszych zajęciach szkolnych razem ze swoją klasą, natomiast lekcje sprawiające mu większe trudności mógł odbywać na terenie placówki edukacyjnej w trybie indywidualnym. Następnie, znów mógł iść na jakąś lżejszą lekcję, dzięki czemu brał czynny udział w życiu swojej klasy. Taki system nauczania pozwalał nie tylko na edukację dzieci ze szczególnymi potrzebami, ale również na ich uspołecznienie – regularne kontakty z rówieśnikami, zawieranie przyjaźni i nauka zachowań społecznych były wartościami po prostu bezcennymi, mającymi realne znaczenie terapeutyczne. Dzięki temu programowi wiele dzieci np. autystycznych, onkologicznych czy dzieci z rzadkimi chorobami (takimi jak nasza Laura), mogło uczyć się w swojej szkole. Korzystały z tych kontaktów także zdrowe dzieci, kształcąc w sobie wspaniałe cechy takie jak akceptacja dla inności, wrażliwość i empatia. Ale do czasu.

I nagle pewnego pięknego dnia, pani Minister Edukacji Narodowej wpadła na pomysł, aby tę szansę niepełnosprawnym dzieciom odebrać, a następnie zamknąć je we własnych domach. Niech tam sobie siedzą w czterech ścianach i kisną, niech ich świat nie widzi…

Ale to jeszcze nie wszystko. Pani Minister w swojej oficjalnej wypowiedzi stwierdziła, że takie dzieci zamiast indywidualnego nauczania w standardowej szkole powinny znaleźć się w szkole specjalnej… Czyli na przykład ponadprzeciętnie inteligentny autystyczny uczeń, lub też zupełnie sprawna intelektualnie i całkiem sprawna fizycznie Laura według tej definicji powinni zostać umieszczeni w placówce specjalnej, zamiast w zwykłej szkole… Ponadto nowe rozporządzenie MEN pomija złowrogim milczeniem konieczność komunikacji wspomagającej i alternatywnej AAC, o czym szczegółowo napisała na swoim blogu moja koleżanka Agnieszka, mama dzielnego Franka. Przeczytajcie koniecznie, jak to wygląda z jej punktu widzenia…

Powrót do przeszłości

Aż mnie normalnie pani minister skłoniła do sentymentalizmu… Bo właśnie przypominała mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy to szeptem mówiliśmy w szkole o „tych dzieciach”, co to jakąś chorobę mają. Schowane w czterech ścianach przed światem niczym w domowym areszcie, lub umieszczone w ośrodkach specjalnych, bez szans na uspołecznienie i edukację. Dzieci wykluczone, stygmatyzowane, skreślone, zapomniane…

Ileż to wody musiało upłynąć, ileż zmian w społecznej mentalności nastąpić, ileż się przepisów musiało zmienić, zanim dzieci niepełnosprawne dostały społeczne przyzwolenie na wyjście z domów i godne życie. W końcu nadeszły czasy, w których rodzice takich dzieci nie wstydzą się z nimi wyjść na spacer, do kina czy do restauracji. Czasy, w których dzieci z problemami zdrowotnymi mogą mieć szansę na normalną edukację i uspołecznienie, na zdobycie koleżanek i kolegów, a w przyszłości na podjęcie zatrudnienia, aby nie być obciążeniem dla społeczeństwa. Wiem wiem, wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia, ciągle trzeba walczyć o zmianę sposobu myślenia, ale po latach mrówczej pracy i walki o akceptację, tolerancję i godność, w końcu widać realne efekty! I właśnie w tym momencie wkracza MEN, a następnie wszystko psuje… Wygląda na to, że wracamy do niechlubnych czasów, gdyż zmiany proponowane przez MEN cofają nas w mentalności mniej więcej do okresu PRL-u. Po tylu dekadach walki o lepsze życie dla niepełnosprawnych dzieci, wracamy do punktu wyjścia – umieszczania dzieci w placówkach lub zamykania w domach.

Jeśli rozporządzenie Ministerstwa Edukacji wejdzie w życie, nastąpi selekcja dzieci na lepsze i gorsze, a te z orzeczoną potrzebą indywidualnego nauczania zostaną właściwie wykluczone z życia szkolnego. Skazane na zamknięcie w domowych „gettach”, oddzielone od tych „lepszych” rówieśników, staną się dziećmi gorszego sortu. Wystarczająco już doświadczone przez los, otrzymają od życia jeszcze większego kopa. W imię czego, ja się pytam?

Po burzy medialnej, jaka się w związku z tą sprawą rozpętała, pani Minister postanowiła zabrać głos… Niestety, lakoniczne tłumaczenia MEN przy pomocy pustych słów nie uspokoiły rodziców – a wręcz przeciwnie, obnażyły skalę problemu i wzbudziły jeszcze większy niepokój. Moim zdaniem uzasadniony.

Tyle mówi ta nasza władza o potrzebie rodzenia większej ilości Polek i Polaków, takimi ładnymi słowami promuje swój program „za życiem” namawiając kobiety do rodzenia niepełnosprawnych dzieci, przydziela ochoczo 500+ i uśmiecha się do obiektywów. Ale w praktyce, wiele wskazuje na to, że miłościwie nam panujący decydenci interesują się niepełnosprawnym życiem jakoś tak tylko w okresie prenatalnym i niedługo po urodzeniu, ale później to już umywają ręce. Porażająca hipokryzja rzuca się w oczy, bo życie trwa zazwyczaj nieco dłużej, niż chwilę po narodzinach. A przynajmniej każdy z nas życzyłby sobie, aby właśnie jak najdłużej trwało.

Tymczasem, coraz częściej dochodzą do mnie słuchy o cięciu dofinansowania dla rozmaitych hospicjów. Niedawno dowiedziałam się też o planach drastycznego zmniejszenia finansowania oddziałów neonatologicznych, co zagrozi życiu i zdrowiu najmłodszych pacjentów. Dodatkowo, teraz na tapetę idą niepełnosprawne dzieci. No a jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. A z kogo najłatwiej je zdzierać? Oczywiście z tych, którzy są najsłabsi i najmniejsi, więc analogicznie najmniej mogą się bronić.

Laura

Jeszcze nie wiem, czy zmiany proponowane przez MEN zagrożą naszej Laurze, czy też może ją ominą. Tak czy siak, staną się zagrożeniem dla wielu innych niepełnosprawnych dzieci, które uczą się w szkołach w ramach indywidualnego nauczania lub o takiej nauce marzą. Laura obecnie czeka na odbycie badań psychologiczno-pedagogicznych w poradni, a następnie na otrzymanie stosownych orzeczeń. W zależności od tego, jaka będzie treść orzeczeń, postaramy się zawalczyć o miejsce dla Laury w upragnionej szkole. Wciąż wierzę, że biurokracja nam w tym nie przeszkodzi, bo szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie zawodu na twarzy Laury, który pojawiłby się, gdybym musiała jej o tym powiedzieć…

Odkąd Laura przyszła na świat, trzeba nieustannie o coś walczyć. O życie, o zdrowie, o godność, o każdy oddech. Walczyć z lekarzami i urzędnikami, z alarmami respiratora, z niedowiarkami i z hejterami. Gdy po narodzinach córki urzędnicy wydali śmiesznie krótkoterminowe orzeczenie o niepełnosprawności, musiałam się odwoływać do wyższej instancji, aby otrzymać długoterminowe. Potem, żeby zdobyć papiery umożliwiające terapię chorego dziecka, musiałam walczyć o odpowiednie orzeczenia i zaświadczenia. A gdy się okazało, że ustawodawca „zapomniał” wpisać rzadką chorobę Laury na listę uprawniającą ją do terapii, musiałam walczyć o uzyskanie statusu niepełnosprawności sprzężonej na jej mniej istotne choroby. Potem, gdy próbowano przeszkodzić niepełnosprawnym dzieciom w zbieraniu 1% podatku, trzeba było toczyć wojny ministerialne. Teraz trzeba walczyć o edukację, i tak dalej i tak dalej. Ciągle jesteśmy w stanie wojny z biurokracją, jakby mało było w naszym życiu problemów.

Dzisiaj prowadziłam z mężem ożywioną dyskusję na powyższe tematy i nie obeszło się bez moich gorzkich łez, gdyż nie potrafiłam opanować nerwów (politycy regularnie mnie do nich doprowadzają). Laura chcąc nie chcąc, usłyszała co nieco z tej rozmowy. Po wszystkim podeszła i próbując mnie pocieszyć powiedziała: „mamo, ja wiem, dlaczego ty się tak bardzo martwisz – bo się boisz, że jak nie pójdę do szkoły, to będzie mi bardzo smutno” (Laura ma rację, dokładnie tego obawam się najbardziej). Następnie podumała jeszcze chwilę i zadała bardzo sensowne pytanie „mamo, a gdyby tak wszyscy Polacy razem zaprotestowali, to czy wtedy politycy by się ich posłuchali?”. Dobre pytanie, ale czy Wy znacie na nie odpowiedź?

Odwracanie kota ogonem

Jest pierwsza w nocy i oczy już mi się zamykają. Przed chwilą przerwałam pisanie tego tekstu, aby sprawdzić, co się wydarzyło na świecie. Weszłam sobie w Internet i zauważyłam niezwykłą aktywność przedstawicieli MEN, wystepujących w wieczornych programach telewizyjnych i w rozmaitych gazetach. Cóż, wściekłość rodziców niepełnosprawnych dzieci wywołała niemały szum medialny, więc urzędnicy masowo wypełzli zza swoich biurek aby się tłumaczyć opinii publicznej. I powiem wam, że jestem pod wrażeniem, jak właśnie odwracają kota ogonem, jak próbują wmówić ludziom, że nie napisali tego, co napisali, że nie powiedzieli tego, co powiedzieli i że nie rozporządzili tego, co rozporządzili. Są mistrzami marketingu po prostu i z uśmiechem na ustach próbują nas przekonać, że wcale nie będzie tak źle z tymi niepełnosprawnymi dziećmi, jak my rodzice myślimy.

Ale wiecie co? Ja im za grosz nie wierzę. A to dlatego, że po prawie 7 latach zmagań z niepełnosprawnością córki wiem z doświadczenia, że jeśli nie ma czegoś jak byk w ustawie napisane, to córka tego nie dostanie. Nawet, jeśli ministerstwo nie zabrania komunikacji AAC, ale też jej nie zakłada, to uwierzcie mi, że potrzebujące dzieci nie będą jej otrzymywały. Jeśli przepisy nie przewidzą nauki w szkole dla dzieci z orzeczeniem o indywidualnym nauczaniu, to uwierzcie mi, że z cudem będzie graniczyło jej uzyskanie. Nic bowiem tak nie zniechęca urzędników na lokalnym szczeblu z powiatów, gmin i szkół, jak brak dobrej woli na szczeblu centralnym. Dlatego proszę, pomóżcie nam zaprotestować! Jedynie burza medialna może ich powstrzymać od wprowadzenia tego skandalicznego rozporządzenia.

A na koniec, celowo wklejam fotografie mocno kontrastowe do treści tego wpisu. Zdjęcia mojej córki z ostatniego spaceru – tak się składa, że starającej się między innymi o orzeczenie o potrzebie indywidualnego nauczania. Oto radosna, pełna życia dziewczynka, która marzy o zdobywaniu świata, o dalekich podróżach, o lataniu w Kosmos, o konstruowaniu androidów, o przeczytaniu wszystkich książek z biblioteki oraz o pójściu do zwykłej szkoły. Zapewne nie wszystkie pragnienia uda jej się spełnić, ale przynajmniej na niektóre z nich ma realną szansę. Dlatego, Pani Minister, mam do Pani osobistą prośbę – proszę nie odbierać naszym dzieciom MARZEŃ!!!

Ps. Poranna edycja:

Dziś w nocy napisałam powyższy tekst, w którym wyraziłam swoje oburzenie. Okazuje się jednak, że poruszane przeze mnie problemy to zaledwie wierzchołek góry lodowej! Nowa, ponad 300-stronicowa podstawa programowa MEN wprowadza niepokojące zmiany w całym systemie edukacji i jest zagrożeniem nie tylko dla niepełnosprawnych dzieci, ale również dla dzieci zdrowych i dla dzieci z lekkimi zaburzeniami. Polskie szkoły cofną się w rozwoju o dekady! Przeczytajcie artykuł na mamadu, który porusza niektóre z tych kwestii: http://mamadu.pl/131289,men-edukacja-getta-dla-niepelnosprawnych


Jeśli chcecie nam pomóc, możecie przyłączyć się do protestu w następujący sposób:

  • podpisać petycję podlinkowaną tutaj
  • udostępniać mój post gdzie się da,
  • wysłać swoje słowa oburzenia na poniższe adresy mailowe:

Rzecznik Praw Dziecka rpd@brpd.gov.pl

Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych sekretariat.bon@mrpips.gov.pl

Marszałek Sejmu, kancelaria listy@sejm.gov.pl

Ministerstwo Edukacji Narodowej informacja@men.gov.pl

Przykładowa treść e-maila:

Szanowni Państwo

Wyrażam oburzenie w sprawie skandalicznego projektu rozporządzenia MEN o nauczaniu indywidualnym. Zmiany proponowane przez Ministerstwo zakładają, że od 1 września 2017 r. z przestrzeni edukacyjnej zniknąć może forma nauczania indywidualnego na terenie placówki oświatowej. Ponadto zmiany nie uwzględniają przeprowadzania komunikacji wspomagającej i alternatywnej AAC, niezbędnej w terapii wielu niepełnosprawnych dzieci.

To krzywdzący, szokujący i dyskryminujący projekt, skazujący dzieci niepełnosprawne z orzeczeniem o indywidualnym nauczaniu na izolację we własnych domach. To projekt stygmatyzujący chore dzieci, uniemożliwiający im udział w życiu społecznym szkoły, ograniczający ich rozwój oraz naruszający ich godność osobistą.

Zwracam się z prośbą o interwencję w celu zablokowania tego skandalicznego rozporządzenia.

Z poważaniem
…………………..

komentarze 43

  1. Miałam przez cała podstawówkę i gimnazjum lekko upośledzoną i opóźnioną rozwojowo koleżankę. Jej mama dzielnie walczyła, by nie musiała jej posłać do szkoły specjalnej. Mimo, że zachowywała się, jakby była koło dwóch lat młodsza od nas, wszyscy ją lubili, pomagali jej i całkowicie ją akceptowali. Uczyła się sporo gorzej, ale bardzo się starała, nauczyciele szli jej na „rękę” i mogła poprawiać oceny. Teraz jest już dorosła, ma znajomych, przyjaciół, a nawet chłopaka, właśnie kończy szkołę zawodową i to naprawdę fajna dziewczyna! 🙂 Dlaczego władza chce skrzywdzić takich ludzi…

  2. Są rożne szkoły…. Inaczej będzie to wyglądało w małej szkole na wsi gdzie jest jedna 20-osobowa klasa w każdym roczniku i w takie podstawowce jest 8×20=160 dzieciaków, któe kazdy nauczyciel zna osobiscie – imię, nazwisko, rodziców, rodzenstwo, sytuację rodzinną… a inaczej będzie w warszawskich molochach gdzie na kazdy rocznik przypadana przyklad 9 klas po 30 dzieciakow czyli w szkole jest ponad 1000 dzieci i nawet w pelni sprawne fizycznie dzieci nie ustrzegą się mobbingu, dziwnych sytuacji poza polem widzenia nauczycieli…. pamietam moją naukę w duzej szkole i jak maltretowanych bylo az 5 osob z mojej klasy – calkowicie zdrowe dzieci pod wzgledem fizycznym, ale mialy jakies „wady” idealne jako pretekst do mobbingu (bieda w domu, rude wlosy itp), by dochodzilo do przesladowan, które cudem nie skonczyly sie samobojstwami… az sama sie dziwie, ze byli tak silni psychicznie i to znieśli…
    Widzę niepełnosprawne dzieci w szkole kameralnej z jedną klasą kilkunastoosobową na rocznik, ale az sie boję pomyslec o takim dziecku zagubionym w 1500 osobowym molochu

    • Dziećmi, które mają indywidualne nauczanie najczęściej opiekuje się na przerwach nauczyciel, z którym ma zajęcia lub rodzic, to kwestia dogadania się. Tam, gdzie pracuję, dzieci nauczane indywidualne funkcjonują dość dobrze z tymi zdrowymi. Nikt im nie dokucza nawet jeśli ich zachowanie odbiega od normy.

  3. Droga Emilio!
    Jestem bardzo zadowolona ze zmiany reformy edukacji. Dlatego też głosowałam na PiS, bo chciałam puścić dziecko dobrowolnie, bez żadnych badań, że coś z nim nie tak, jako siedmiolatka oraz chciałam likwidacji gimnazjum. Mam jednak zdrowe dzieci i nie znam realiów nauczania indywidualnego. Myślę, że minister też ich nie zna i dlatego proszę walczyć. Jestem „innej opcji politycznej” i trudno mi zrozumieć, że można płakać z powodu tego, że rządzi PiS, bo ja się ogromnie cieszę. Mam taką nadzieję, że wszystko dobrze ułoży się dla Was i Laura będzie chodzić do wymarzonej szkoły i w takim wymiarze jaki pani uważa za najlepszy. Jestem pełna podziwu dla tej fantastycznej dziewczynki i sposobu, w jaki pani o Nią walczy i ją wychowuje oraz dla pani pracowitości. Będę się modlić o siłe dla pani i o zdrowie dla Laury. Proszę być dobrej myśli co do edukacji. Pozdrawiam

    • To, że Pani ma inne poglądy ogólne niż ja – rozumiem.
      To, że Pani nie zna realiów czegoś, z czym Pani się nie styka – też rozumiem, mogłabym to samo powiedzieć o wielu rzeczach, z którymi się nie stykam.
      Ale tego, że Pani z taką beztroską zgadza się na to, by jakiekolwiek ministerstwo kompletnie nie znało się na tym, czym zarządza i na co ma monopol – tego to już nie rozumiem.
      Nie rozumiem też całkowitej beztroski, z jaką Pani rzuca matce ciężko chorego dziecka „to niech pani walczy” i „proszę być dobrej myśli”.
      Chyba jesteśmy z dwóch różnych światów… :((((

      • Pani Ola napisała „podziwiam, w jaki pani o Nią walczy”, a nie „niech pani o nią walczy” – tu jest subtelna różnica.

        Sądzę jednak, że gdyby pani Ola miała dziecko w szóstej klasie już tak bezkrytycznie nie patrzyłaby na reformę edukacji.
        A tak teraz będzie 6 lat chaosu – początek reformy, potem dublowanie roczników.
        Mnie ta reforma nie dotyczy bezpośrednio, ale nie wiem, jak można w pół roku dobry program nauczania do historii/języka polskiego…
        Współczuję rodzicom szóstoklasistów, bo niemal do ostatniej chwili nie wiedzieli, jaka przyszłość szkolna czeka ich dzieci. Prezydent ustawę podpisał w ostatniej chwili.

        • Cyt. „Myślę, że minister też ich nie zna i dlatego proszę walczyć.” – o to zdanie mi chodziło.
          Szóstoklasiści są niewątpliwie w najgorszej sytuacji, ale dzieci, które pójdą do pierwszej klasy od września też nie będą mieć lekko w tym bałaganie. :((( Moja córka była pierwszym rocznikiem chodzącym do gimnazjum i stwierdziła, że drugie pokolenie ofiar reformy edukacji w jednej rodzinie to już byłaby przesada – zatem moja wnuczka pójdzie do szkoły w wieku 7,5 roku, a nie 6,5 jak było planowane… Pewnie inni rodzice też zmienią plany, bo zwyczajnie szkoda dzieci.

          • Dziękuję, skupiłam się na ostatniej części wypowiedzi. Cóż, rodzicom chorych dzieci walka pozostaje smutne to 🙁
            Nie wiem, jaki pomysł szykuje MEN dla pierwszaków, ale wiem, jakie „dobre zmiany” są szykowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dla tych najmniejszych dzieci.
            Zwiększenie ilości dzieci przypadających na jedną opiekunkę w żłobku.
            Jest to wprost skandaliczne. Opiekunka ma parę oczu i dwie ręce. Mam nadzieję, że to nie przejdzie.

    • Ja także – matka autystycznej dziewczynki z niepełnosprawnością sprzężoną oraz trojga zdrowych dzieci w wieku szkolnym – jestem NA TEN MOMENT zadowolona z reformy. Póki co – podkreślam: póki co – nie zauważyłam żadnych jej negatywnych skutków dla moich dzieci i dopóki ich nie zobaczę, nie mam zamiar krytykować, opierając się na tym, co mówią w mediach. Mediom po prostu nie wierzę – żadnym. Jestem jakoś wewnętrznie przekonana, że Laura będzie mogła bez problemu uczyć się w szkole na takich zasadach, o jakich Państwo jako Rodzice zadecydują, a te straszne rzeczy, którymi jesteśmy obecnie straszeni, okażą się tylko „papierowymi tygrysami”. Serdecznie życzę wszystkiego najlepszego dla Dzielnej Dziewczynki.

      • Nie może Pani zauważyć negatywnych skutków rozporządzenia o którym napisałam w poście, ponieważ wchodzi ono w życie dopiero od 1 września. Skutki zmian będą widoczne po tym czasie, jednak wówczas będzie już za późno na reakcję. Dlatego zainteresowane osoby, których ta sprawa dotyczy, mobilizują siły już teraz, kiedy rozporządzenie jest jeszcze w fazie projektu i istnieje realna szansa jego zablokowania. Pozdrawiam.

  4. Pisanie na kolanie zawsze kończy się chaosem. A tak wygląda ta reforma….

  5. Kiedy chodziłam do przedszkola na przełomie lat 80/90 byla z nami Malwinka. Dziewczynka z niepełnosprawnością ruchową (niestety dziś nie potrafię powiedzieć co jej dolegało). Kilka dni w tygodniu chodzila do naszego przedszkola, gdzie sie z nami uczyła, bawiła… a kilka dni do przedszkola specjalnego, dla dzieci z różnego rodzaju chorobami. Pamiętam, że dla nas była koleżanką, jak każda inna dziewczynka. Jej niepełnosprawność w żaden sposób nas nie onieśmielała. Owszem- ponieważ była ograniczona w jakis sposób ruchowo każdy chciał jako pierwszy jej pomóc. Kiedyś zaprosiła całą grupę do swojego drugiego przedszkola. My przenieśliśmy ręcznie robione prezenty dla, tam poczestowano nas podwieczorkiem. Bawilismy się wspólnie. Mało pamiętam z przedszkola ale to mi utkwilo głęboko. Dzieci zdrowe powinny mieć kontakt ze swoimi chorymi rówieśnikami i na odwrót. To wszystkich ubogaca. Dzieci, które uczą sie świata nie stygmatyzuja chorych rówieśników dopóki świat/rodzice im tego nie pokażą swoim zachowaniem

  6. jestem oburzona 🙁 sama pracuje jako opiekun cien, tylko, ze w niemieckiej szkole. Dzieciaczki sa rozne – wszystkie kochane. Dzieki mojej pomocy, chlopczyk za ktorego ja jestem odpowiedzialna – jest w stanie wiecej zrobic, cieszy sie z kazdej drobnosktki, z kazdej nowonabytej umiejetnosci. Nie wyobrazam sobie, zeby w Polsce moglobybyc inaczej 🙁 To co opisalas byloby tragedia dla tysiecy dzieci 🙁 Petycje oczywiscie podpisalam. Nie mozna im na to pozwolic!!

  7. Skandaliczne rozporządzenie to mało powiedziane 🙁
    Powrót do chorego państwa PRL staje się faktem i to nie tylko w szkolnictwie.
    W PRL było tragicznie jeśli chodzi o osoby chore,niepełnosprawne.
    Do tego było całe mnóstwo barier architektonicznych i „dzięki” temu
    osób chorych i niepełnosprawnych nie było widać na ulicy w tym socjalistycznym,szczęśliwym państwie 🙁
    Teraz barier architektonicznych jest co raz mniej ale za to przyszła „Dobra zmiana” 🙁
    Zdjęcia piękne!
    Petycja podpisana i udostępniona.
    E-maile wysłane.

  8. Emilko wysłałam wiadomości pod wszystkie wskazane adresy, podpisałam petycję i udostępniłam Twój post na fb. Jestem mamą 7 letniej Patrycji, która ma jaskrę wrodzoną obu oczu i od września idzie do szkoły. Będzie chodziła do publicznej szkoły i będzie miała orzeczenie o kształceniu specjalnym ze względu na duże problemy ze wzrokiem. Do tego sama jestem nauczycielką, mam ucznia w klasie, który ma nauczanie indywidualne W SZKOLE, a na wybrane lekcje chodzi z klasą, zabieram go również na wycieczki klasowe i szkolne. W mojej placówce mamy 10 dzieci z nauczaniem indywidualnym, z czego 8 osób ma nauczanie indywidualne W SZKOLE. Nie wyobrażam sobie, żeby to mogło się od września zmienić.

  9. Niestety wmawiają prostym ludziom, ze to wszystko dla ich dobra. Nauka jeśli w czymś pomaga staje się złem jeżeli jest sprzeczna z wytycznymi kościoła. Ludzie niepłodni którzy walczą o dzieci stają się mordercami jeśli stosują medody sprzeczne z wola Boża. Matki które wybierają karierę, niegodne są rodziny, powinny rodzic dzieci i słuchać swoich mężów. Dzieci najlepiej pozamykać w klasach i linijka po rękach uderzać. Chore pozamykać w czterech ścianach bo po co im życie w społeczeństwie. Tylko te wszystkie metody nie są dostosowane do współczesnego świata. Wracając do przeszłości nie zmienimy świata współczesnego. Ludzie wg mnie posiadają coraz więcej jadu. Niestety ten kto nie znajdzie się w skórze poszkodowanego, nigdy nie będzie wiedział do końca o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego Pani Emilio niestety trzeba walczyć z całych sił o swoje prawa. Jeśli człowiek siedzi cicho to nikt go nie usłyszy. Życzę powodzenia i spełnienia marzeń Laurze:)

    • Ręce opadają i mózg staje, dla własnego zdrowia lepiej już nie będę czytała dalszych komentarzy. Nie słyszałam żeby kiedykolwiek, ktokolwiek z rządu propagował bicie dzieci po rękach, czy kazał kobietom rezygnować z pasji zawodowych. Ponadto nikt nie broni Pani in vitro, nie jest w Polsce zakazane.

      • Zgadzam sie z Toba ” szkolna polityka ” 🙂 Post dotyczy niepelnosprawnych dzieci , a tu galop na calego ! ” Tylko te wszystkie metody nie są dostosowane do współczesnego świata ” Jakie metody ??? Chyba nie te wyzej wymienione, bo nie jest prawda co pani pisze ! Nikomu nie wolno bic w szkolach dzieci , nie jest zabronione i vitro , nikt tez nie musi – przez ustawe rzadowa – rodzic dzieci i sluchac swoich mezow , rezygnujac z kariery .

      • Oni tylko tylko mówią,że co tam jeden klaps-przecież nie zaszkodzi 🙁
        Lub brednie w rodzaju,że ich karali ,a wyszli na ludzi 🙁
        In vitro rzeczywiście jeszcze nie jest zakazane ale za to zabrali się za dopłaty do in vitro.

  10. Rozumiem, że pragnie Pani dla Laury jak najlepiej. Rozumiem, że szkoła specjalna brzmi strasznie, ale skąd Pani wie, że Laurze byłoby źle w takiej szkole? Czy zdaje sobie Pani sprawę z tego jak wygląda życie chorego dziecka wśród zdrowych rówieśników? Wcale nie jest tak wspaniale. Nauczyciele słabo dbają o uczniów specjalnej troski. Mój chory syn poszedł do „normalnej” szkoły. Szkoła wcale nie interesowała się jego problemami zdrowotnymi. Przez sześć lat z trudem musiał się ścigać by dorównać zdrowym uczniom. Nikt tego nie dostrzegał, za to na koniec podstawówki dostał pochwałę od wychowawczyni, że ją zawiódł bo było go stać na świadectwo z paskiem. Bezustannie musiałam powtarzać to samo, że nie może jeść tego wszystkiego co zdrowe dzieci, że nie wolno mu podnosić ciężarów (w tym nosić szkolnych stołów), musiałam się kłócić nawet w tak błahej sprawie jak przesadzenie go do środkowego rzędu z powodu problemu ze wzrokiem. „Normalna” szkoła w sytuacji kiedy chodzi o chore dziecko to kiepski pomysł. Uważam, że rodzice powinni walczyć o szkoły specjalne z oddziałami dla dzieci przewlekle chorymi z prawidłowym rozwojem intelektualnym. Tak, gdyby takowe istniały, nie zawahałbym się ani przez moment i posłałabym syna do takiej szkoły. Jestem pewna, że tylko wówczas miałby zapewnioną odpowiednią opiekę i dopasowany program nauczania do jego możliwości. Takie szkoły zresztą istnieją w innych krajach i osiągają dobre wyniki. Przygotowują też chore dzieci do późniejszego samodzielnego życia. Czy wie Pani, że w Holandii dzieci z takimi problemami jak Laura uczęszczają z powodzeniem do specjalnego przedszkola i szkoły, gdzie mają zapewnioną specjalistyczną opiekę. Walczmy o to, a nie o normalne szkoły, które o niepełnosprawności kompletnie nic nie wiedzą. Rozumiem Panią, naprawdę, pamiętam doskonale gdy bałam się, że synowi może nie być dane uczęszczać do szkoły, że ominie go wielka przygoda, że nie zdobędzie przyjaciół, że to zaburzy jego społeczny rozwój. Po latach wiem, że każde dziecko powinno mieć możliwość uczęszczania do szkoły, życia w grupie rówieśniczej i nikomu nie można tego odmawiać. Jednak wiem też, że mój syn wiele wycierpiał w szkole, wiele trudu go to wszystko kosztowało. Czuję się za to winna, bo na siłę chciałam żeby był taki jak inny, żeby nie czuł się gorszy, żeby miał to co zdrowe dzieciaki. Myli się Pani myśląc, że integracja chorych ze zdrowymi przebiega tak wspaniale. Nie wielki jest procent rodziców którzy chcą posłać swoje zdrowe dziecko do klasy integracyjnej, trzeba wyrazić pisemną zgodę. Ludzie nadal boją się chorych. Wychodzą więcej nie dlatego, że społeczeństwo zaczęło ich przyjmować z otwartymi ramionami tylko dlatego, że zaczęli mieć gdzieś co ludzie powiedzą. Trzeba zreformować szkoły specjalne i stworzyć w nich oddziały do nauki dzieci przewlekle chorych. Takie w których rodzic nie będzie musiał czatować na szkolnym korytarzu w obawie że jego dziecku coś się stanie. „indywidualne podejście do dziecka niepełnosprawnego” ja bym tego tak nie nazwała, uśmiecham się w duchu i marzę tak jak Laura byśmy doczekali takich czasów. Nie ma czegoś takiego! W szkole jest program który nauczyciel i uczeń muszą zrealizować. Nie ma miejsca na indywidualizm ani u zdrowego ani u chorego. Wszyscy jadą to samo, kartka po kartce, literka po literce.

    • „Ludzie nadal boją się chorych” – właśnie dlatego się boją, że wciąż są izolowani i wykluczani. Jest mi przykro, że Pani ma tak negatywne doświadczenia z integracją dziecka w szkole. Wiem, że szkoły są różne, tak, jak różni są ludzie. Ale proszę wziąć pod uwagę również głos tych, którzy mają odmienne od Pani doświadczenia. Szkoły specjalne są bardzo potrzebne i niektóre z nich robią naprawdę cudowną robotę!!!! Osobiście znam taką szkołę i korzystam z jej pomocy przy rehabilitacji Laury, bo pracują tam wspaniali i niezwykle kompetentni ludzie. Jednak nie każde chore dziecko powinno być umieszczane w placówce specjalnej, bo nie dla każdego to będzie dobre rozwiązanie. Poza tym, tu nie chodzi tylko o izolację dzieci z orzeczeniem o indywidualnym nauczaniu. Nowa, koszmarna podstawa programowa (ponad 300 stron dokumentu rozporządzenia) stwarza znacznie szersze problemy, także dla zdrowych dzieci. Proszę przeczytać ten wywiad: http://mamadu.pl/131289,men-edukacja-getta-dla-niepelnosprawnych

      Polecam również obejrzeć krótki materiał filmowy mamy Franka, która akurat ma z integracją szkolną pozytywne doświadczenia: http://www.tvn24.pl/polska-i-swiat,33,m/polska-i-swiat-nauczanie-indywidualne-tylko-w-domu,735212.html

      Pozdrawiam

      • Post „szkolna polityka” bardzo ważny: pokazuje niestety, że by dzieci zdrowe/chore/niepełnosprawne itd. mogły razem się uczyć potrzeba mądrych nauczycieli – a ich niestety często brakuje. Z mojego przykładu: dla nauczycieli w gminnym gimnazjum jest trudne do zrozumienia co w praktyce oznacza dysgrafia i jak to się przekłada na naukę nie tylko j. polskiego ale i innych przedmiotów (a artykułów i książek jest naprawdę dużo na ten temat, np. jak dysgrafia wpływa na naukę matematyki, itd). Jak próbowałam o tym rozmawiać – jako mama dziecka z takim orzeczeniem, a przy okazji psycholog – to usłyszałam, że to fanaberie i powinnam być zadowolona – bo przecież uwzględnią to przy egzaminie gimnazjalnym, a do tego czasu nie potrzebują informacji, że syn ma orzeczoną dysgrafię. Jeśli z taką niewielką i obecnie rozpowszechnioną sytuacją jest problem – to nie chcę myśleć jak jest w przypadku czegoś poważniejszego. Efekt taki, że po sytuacji w gimnazjum (syn chciał chodzić do rejonowego, w miasteczku, do którego przeprowadziliśmy się z dużego miasta) znów dziecko będzie dojeżdżało do liceum do miasta – bo szkoły w miasteczku go zraziły.

        • Dorota – to nie tyko problem nauczycieli. Ale i przepełnienia klas, obowiązek zrealizowania minimum programowego.
          Uważam, że w klasie powinno być maksimum 20 uczniów. W małej klasie nauczycielowi lepiej się pracuje jest większa szansa, że nauczyciel podejdzie do każdego dziecka indywidualnie.

    • Swiadectwo z paskiem ? A coz to za wymagania ? I to nie ma znaczenia czy jest sie chorym , czy zdrowym ! To nauczycielka , wiedzac o niepelnosprawnosci Pani Syna ( bo chyba o tym pani pisze ) , spodziewala sie swiadectwa z paskiem ? Prosze mi wybaczyc , ale trudno mi w to uwierzyc.. Ja jestem za tym , aby kazdy czlowiek na tej ziemi mogl miec miejsce w spoleczenstwie i aby kazdy mial poczucie swojej wartosci. Aby nie umiejszac czlowieka , jego mozliwosci i pragnien ! Skoro dzisiejsze szkoly – wedlug Pani opinii nie sa w stanie zapewnic ” indwidualizmu ani u zdrowego ani u chorego ” , to moze najwyzszy czas , aby walczyc o taka szkole dla dzieci , ktora przynajmniej bedzie sie starala dzieciom to zapewnic. Uwazam , ze izolowanie chorych dzieci w specjalnych osrodkach nie jest rozwiazaniem. Bo kazde z nich bedzie wczesniej czy pozniej musialo zmierzyc sie z trudem funkcjonowania w spoleczenstwie , bez ” ochrony ” klas specjalych , czy osrodkow.

      • Tak, nauczycielka miała wygórowane wymagania, ponieważ klasa syna miała najsłabsze wyniki z wszystkich klas 6 i najmniej świadectw z paskami. Widać było to dla niej ujmą. Nie kryła również swojego rozgoryczenia na wywiadówce. Stale uczniom wytykała, że są najgorsi, że wypadają najsłabiej z wszystkich klas. A mojego syna uważała za zdolnego, nie wiele mu brakło, pomimo wspaniałych wyników wrócił ze szkolnego rozdania świadectw niezadowolony. Znaczna część klasy nie podpisała się na kartce z życzeniami na koniec roku, ani nie dała pieniędzy na wspólny zakup kwiatów. Ot, taki wychowawca, pedagog, z jednej z pszczyńskich podstawówek.

        • Bardzo to smutne ! No coz, nie kazdy nauczyciel jest prawdziwym pedagogiem .. Zycze lepszych doswiadczen w przyszlosci a synowi zycze powodzenia ! <3

    • Nie każde dziecko ma taki sam stopień niepełnosprawności aby je umieścić w ośrodkach. Mieszkam w stanach i dzieci, które poruszają się na wózku inwalidzkim chodzą do tej samej klasy co dzieci zdrowe. Dzieciom niepełnosprawnym trzeba pomagać a nie izolować je od społeczeństwa.

    • Podpisujemy się pod tym komentarzem dwoma rękami .
      Bardzo dobrze napisane !!!

  11. Dziś w nocy napisałam powyższy tekst, w którym wyraziłam swoje oburzenie. Okazuje się jednak, że poruszane przeze mnie problemy to zaledwie wierzchołek góry lodowej!!!!!!!!!!! Nowa, ponad 300-stronicowa podstawa programowa MEN wprowadza niepokojące zmiany w całym systemie edukacji i jest zagrożeniem nie tylko dla niepełnosprawnych dzieci, ale również dla dzieci zdrowych i dla dzieci z lekkimi zaburzeniami. Polskie szkoły cofną się w rozwoju o dekady! Przeczytajcie artykuł na mamadu, który porusza niektóre z tych kwestii: http://mamadu.pl/131289,men-edukacja-getta-dla-niepelnosprawnych

  12. Mimo , ze od lat mieszkam w Szwecji , wysylam maile na rzecz niepelnosprawnych dzieci w Polsce. To skandal , aby izolowac dzieciaki w ten sposob i tym samym odbierac im mozliwosc funkcjonowania w grupie spolecznej !!! Moj syn , bedac w szkole podstawowej mial asystenta , ktory pomagal mu w utrzymaniu koncentracji , pozniej byl czesciowo w mniejszej grupie , natomiast niektore lekcje mial ze swoja klasa. Dzieki temu , mogl rozwijac sie we wlasnym tempie , przyswajac wiedze i zawiazac przyjaznie z kolegami , ktore trwaja do dzis , a ma 25 lat 🙂 Mam wielka nadzieje , ze projekt rozporzadzenia MEN nie dojdzie do skutku . Uslyszalam kiedys bardzo madre zdanie : Nikt z nas nie potrafi wszystkiego , ale kazdy z nas potrafi cos ! I to jest wazne. Pozdrawiam.

  13. Kolejna,, dobra zmiana,,Politycy!!!! Wtrącacie się w nasze macice naszą wiarę,nasze sumienia….!!!! A teraz jeszcze mamy się cofać w godnym rozwoju naszych niepełnosprawnych dzieci!????? !!! Mieszkamy we Francji z moim pełnoprawnym synem, pół roku młodszym od Laury chodzi dwoje dzieci niepełnosprawnych, autystyczna dziewczynka w wieku Yana i 5 letni chłopczyk z trysomia 21 tzw zespołem Downa…. Nikt nie widzi w tym problemu,a powiem więcej JESTEM szczęśliwa widząc jak chore dzieci się integrują ze zdrowymi ,jak się uczą socjalnych zachowań a zdrowe uczą się empatii.Z tego co wiem te dzieci mają również domowe nauczanie indywidualne popołudniami… ale 3,5 h dziennie uczęszczają do publicznej szkoły (żadnej specjalnej)Politycy proszę Was MYŚLCIE!!!!!
    P.S petycja podpisana….:-) Ucalowania dla Laury:-*

    • Dziękujemy!

  14. Na prośbę mamy Laury zamieszczam komentarz z FB

    A ja bardzo konsekwentnie sprzeciwiam się myśleniu, że PiS/MEN robi jakąś szczególną krzywdę dzieciom niepełnosprawnym.

    Krzywdzone są wszystkie dzieci. To kurewstwo, zwane reformą edukacji, odbija się na wszystkich. Dzieci wymagające nauczania indywidualnego ale mogące odbierać je w szkole MOGŁY do tej pory korzystać z tej możliwości, bo szkoły były „rozgęszczone”. W niezagęszczonej, pracującej na jedną (maksymalnie 1,5) zmianę szkole można było wydzielać osobne pomieszczenia do pracy indywidualnej. W tej chwili nikt głośno nie mówi o ich likwidacji (jestem w Radzie Rodziców w szkole, w której nie ma klas integracyjnych, szkoła jest „zwykła”, ba – nawet niedostosowana specjalnie do potrzeb niepełnosprawnych, ale ma kilkoro uczniów uczących się tym trybem), ale z powodu braku pomieszczeń (od września +1 rocznik) dyrektor już zapowiedział, że od września trzecie klasy będą pracować na zakładkę do 15.30 (w szkole do tej pory lekcje kończą się o 14.00), a od kolejnego roku szkolnego dotknie to klasy 1-3. Równocześnie otrzymaliśmy info, że brak sal uniemożliwia utworzenie klasy dwujęzycznej i prawdopodobnie gdy szkoła będzie już dziewięciooddziałowa (0+8), zostaną ograniczone możliwości zajęć pozalekcyjnych.

    Tak to wygląda w szerszej perspektywie.

    I absolutnie popieram prawo dzieci do nauczania indywidualnego, ale mówmy o całościowym problemie z du.y wziętej deformy, a nie o kawałku. Wiadomo, bliższa koszula ciału, ale zagrożenie faktycznej kasacji nauczania indywidualnego w tej formie, w jakiej je znamy nie wynika z „uwzięcia się” na niepełnosprawne dzieci tylko z tego, że przeprowadzana jest wiwisekcja na organizmie polskiej szkoły przez ludzi złej woli. Nie chodzi o poprawę nauczania, chodzi o zbudowanie Nowej Szkoły, która będzie socjalizować kolejne roczniki pod określoną wizję

    • Dziękuję!

  15. Udostępniłam na swoim fb, wysłałam protest pod wszystkie adresy. Mam nadzieję, że się uda zablokować ten skandaliczny pomysł.
    Pozdrawiam

    • Dziękujemy za wsparcie!!!

  16. Pani Emilko
    Dodam jedną rzecz, orzeczenie nie jest ostatecznością.
    Prywatne poradnie bardzo chętnie wydają orzeczenia nawet jeżeli nie ma takiej konieczności.
    Moje dziecko mogło mieć takie orzeczenie ze względu zaburzenia ze spektrum autyzmu. Nie zgodziliśmy się.
    Wystarczyło kilka miesięcy terapii taktylnej i wyeliminowanie stresu i dziecko nadrobiło wszystko z czym się cofnęło i poszło bardzo do przodu.
    Gdybyśmy się „skusili” możliwościami ułatwień nie wiem jak wyglądałoby przyszłe życie naszego dziecka.

    • Droga Pani. Od stycznia br. orzeczenia z prywatnych poradni nie mają mocy prawnej.

      • To był zeszły rok. Proszę również pamiętać o tym, że w poradniach prywatnych pracują ci sami psychologowie i psychiatrzy co w państwowych…

  17. Pani Emilio, z tego co pamietam to glosowaliscie wlasnie na PIS ;( popierajac te wszystkie ,,dobre zmiany” 😭

    • Cooooo??? Ciekawa jestem, skąd też Pan/Pani może mieć wiedzę na temat tego, na kogo ja głosowałam. Bardzo ciekawe, doprawdy.

      Tak się składa, że akurat ani ja, ani mój mąż nie głosowaliśmy na PIS. Proszę więc darować sobie tego typu prowokacje.

  18. Emilia, jak zawsze w punkt!
    Dziś MEN organizuje konferencje prasową, idę o zakład, że znowu usłyszymy, że przesadzajmy a władza chce tak dobrze! Chcą tylko wpakować dzieci w 3 szufladki i mieć porządek w papierach. A my się czepiam.

    • Dokładnie tak Aga. Na konferencji będą wmawiać ludziom, że nie chcą krzywdy chorych dzieci i że nie mają złych zamiarów. No ale my głupi lud czytać „potrafim” i projekt rozporządzenia „widzim”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.