Stary człowiek i morze spraw

Autor: Emilia, mama Laury Data: Kwiecień 7, 2017 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 14

Pewnego popołudnia, siedząc z Laurą przy stole, nawiązał się między nami dialog następującej treści:

– Pamiętasz, ile dokładnie masz lat?

– Mam sześć i pół.

– A Kaja ile ma lat?

– Kaja ma jeden i pół.

– A tata i ja, ile mamy lat?

– Yyyyyy….. sto.

Nie sądzę, aby było z nami aż tak źle, jak wyrokuje Laura. Raczej jeszcze nie wyglądamy na stuletnich staruszków – z biologicznego punktu widzenia, zarówno Kuba, jak i ja, trzymamy się całkiem nieźle. Czujemy się również młodzi duchem i nie zamierzamy tego stanu umysłu kiedykolwiek zmieniać. Niemniej jednak, mam świadomość, że dla sześcioletniej córki upływ czasu to kompletna abstrakcja, zaś wiek rodziców po trzydziestce jawi się jej mniej więcej w takiej samej skali, jaka dzieli teraźniejszość od czasów dinozaurów.

Pamiętam dokładnie ten doniosły moment, kiedy odkryłam, że moja mama ma trzydzieści lat. To było w naszej kuchni, ja siedziałam na białym taborecie machając nogami, które jeszcze nie dotykały podłogi, a ona akurat pichciła obiad. Zaciekawiona zapytałam mamę, ile ona właściwie ma lat, jednak jej odpowiedź sprawiła, że z powodu doznanego szoku, o mało nie spadłam z krzesła. Słowo „trzydzieści” wydawało mi się wówczas olbrzymią liczbą i podejrzewałam, że mama musi być już naprawdę stara. Pomyślałam wówczas, że zanim sama osiągnę tak sędziwy wiek, to będzie mi się do tej trzydziestki nieprawdopodobnie dłużyć…

No cóż, dziś przyznaję, że było to wyjątkowo naiwne myślenie. Trzydziestka już dawno za mną, a ja naprawdę nie mam pojęcia, kiedy to wszystko zleciało i jak jest możliwe, aby tyle ważnych dla mnie sytuacji się w tym krótkim okresie czasu wydarzyło. Co gorsza, mam też świadomość, że czas nadal będzie leciał z zawrotną prędkością – małe córeczki za chwilę same będą po trzydziestce, że o sobie i mężu, to już nawet nie wspomnę…

Konsekwentnie staram się trenować wewnętrzną uważność, aby spowolnić zawrotny wyścig czasu. Żeby dostrzegać, jak rosną dzieci, zachwycać się zmiennym pięknem przyrody, zauważać znaczenie zwykłych chwil, a także umieć to wszystko doceniać. Jednak to trudne, gdyż codzienność wypełniona jest taką ilością rozmaitych obowiązków, że każdego dnia ścigamy się sami ze sobą. W takiej gonitwie trzeba się naprawdę zmobilizować, aby co jakiś czas przystanąć.

Za nami intensywny okres załatwiania rozmaitych spraw niecierpiących zwłoki – od miesiąca nie miałam nawet chwili, żeby napisać post na blogu. Regularne wyjazdy z Laurą do Gdyni na naświetlanie oczu, zdobywanie zaświadczeń lekarskich i wypełnianie wniosków do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, wysyłanie maili z prośbą o 1% podatku, rozliczanie z fundacją faktur na zakup sprzętów medycznych (za cały rok), sprawy formalne w sądzie, badanie serca holterem. A oprócz tego oczywiście dom, dzieci, praca i standardowe ogarnianie choroby Laury.

Kiedy się w tym wszystkim zapętlę i zapędzę, to przestaję dostrzegać, jak zmienia się moja rzeczywistość. Aż któregoś dna wyrwało mnie z tego stanu niespodziewane pytanie Laury: „mamo, a co to jest miesiączka?”. Wówczas zrozumiałam, że najwyraźniej córka mi ostatnio trochę wyrosła, gdyż zaczyna ze swoimi pytaniami wchodzić na kolejny poziom życiowego wtajemniczenia. Zatrzymałam się więc, by potrenować uważność i dostrzegłam przy okazji kolejne zmiany. A mianowicie fakt, że Laurze zbierają się łzy w oczach na widok nieszczęśliwej damsko-męskiej miłości. Że po obejrzeniu Pocahontas szczerze ubolewa nad dramatem bohaterów, bo to przecież niesprawiedliwe, że zakochani w sobie ludzie nie mogą być razem, a na pewno by chcieli, może nawet założyliby rodzinę i mieli razem dziecko. Któregoś dnia zorientowałam się, że młodsza córka już prawie biega i przy pomocy histerii na zawołanie manipuluje całym otoczeniem. Zaś starsza nie ma się w co ubrać, bo wszystkie spodnie, które niedawno na nią pasowały, zrobiły się nagle mocno przykrótkie. Buty zresztą też.

Czas leci Mili Państwo, razem z życiem. Trenujmy uważność, aby nie przeleciało nam przez palce…

Fotografia dzieci - Emilia Wilgosz-Peter

Przyczajony tygrys - fotografowanie dzieci

Dziecięce emocje - fotografia

Laura szaleje w kuchni

Przygotowywanie śniadania

Fotografia dziecięca Emilia Wilgosz-Peter

komentarzy 14

  1. Kaja Jest przesłodka !

    My nie dawno świętowaliśmy rok. A jeszcze nie dawno pisałam tu w komentarzu, że jestem w ciąży.. To jest niesamowite jak ten czas płynie..

  2. Bardzo mnie cieszy , ze dziewczyny rosna i ze cala Rodzina ma sie dobrze. Pozdrawiam.

  3. No… cóż… jako nastolatka mówiłam: „te starsze panie po 30-ce” !
    Teraz nie wiem jakim cudem mam 45 i ekm… panie stasze to takie w okolicach 60-ki.
    Ale mój szanowny tato lat 78, ostatnio na moją uwagę, że powinien zastanowić sie zanim podskoczy i coś przeskoczy odpowiedział: ” e kochanie, takie teksty to ty rzucaj starszym panom, nie mnie!!”… no… i przeskoczył bez problemu. Fakt, całe życie uprawiał sport…;) 😉

  4. Kiedy miałam lat 15, to o osobie trzydziestoletniej myślałam: „O Jezu, jaka ona stara, ja na pewno nie dożyję tak sędziwego wieku”. Dziś mam 33 lata i ta granica „starości” mi się niebezpiecznie przesunęła do ponad sześćdziesiątki:) Jedno jest pewne- czas zdecydowanie za szybko goni!

  5. Pani Emilio, właśnie dziś myślałam o przemijaniu życia i patrzę a tu na blogu post o tej tematyce. I chyba nic nie oddaje lepiej tego tematu jak słowa z piosenki Budki Suflera-„nic nie boli tak jak życie, nic nie boli jak to zdumienie i odkrycie, że przemija czas.” Gdy pierwszy raz to usłyszałam, pomyślałam-Boże jakie to jest trafne i prawdziwe. Bo chyba nic tak nie boli…

    • Ale może właśnie dlatego, że życie jest takie kruche i tak szybko przemija, ma dla nas tak wielką wartość. W przeciwnym razie wcale byśmy go nie doceniali 😉

  6. Ja pamietam jak mialam 25 urodziny i wydawalo mi sie ze jestem taka stara… teraz mam 42 lata i wydaje mi sie ze jestem jeszcze calkiem mloda 🙂 chyba to od pewnego momentu staje sue odwritnie proporcjonslne:)

  7. Tak,czas sobie leci bez względu na wszystko 🙂
    Fotki świetne!
    Pozdrawiam 🙂

  8. Z cyklu: Dialogi Matki (38 lat) z Synem (6 lat)
    Zaczęło się romantycznie…
    Olek: Kocham cię, mamo!
    Ja: Ja ciebie też, synku.
    Olek: I zawsze mnie będziesz kochać?
    Ja: Zawsze! Nawet jak będziesz starym dziadkiem. A ty? (czekam na ciąg dalszy wyznań)
    Olek: Jak ja będę starym dziadkiem, to ty będziesz w grobie – rzeczowo kończy rozmowę syn, psując romantyczną atmosferę:-). Kurtyna.

  9. Minie jak z bicza strzelił. Teraz ty jej tłumaczysz czym jest miesiączka. Za kilka lat ona będzie tłumaczyć tobie dlaczego chłopak z 2b jest obecnie tym jednym jedynym. Mimo, że tydzień wcześniej na jego miejscu był przystojniak z 2c.
    Mojej siedmioletniej kuzynce nie mieści się w głowie, że mam 25 lat i jeszcze do niedawna też chodziłam do szkoły. Jak się dowiedziała, że w tej mojej szkole lekcje trwają ponad godzinę to pytała czy tyłki uczniów nie bolą i czy dużo trzeba pisać.

  10. Polecam rewelacyjne edukacyjne filmiki dwóch studentów medycyny (You Tube) – „Najprościej mówiąc”.
    Z miesiączką rozprawili się po mistrzowsku:) Zresztą nie tylko z nią:)
    Pozdrawiam serdecznie
    Magda

    • Dzięki! 😉

      • Adaś (l.4): Mamo a kiedy urodzisz dziewczynkę?
        Ja: „Synku, chyba już nie urodzę”
        Antoś: (l.6) „Mamo, a masz miesiączkę”?

  11. Ten post przypomina mi rozmowę z moim synem – 5 lat na święto zmarłych byliśmy zapalisz znicz na grobie moich dziadków . Mój synek spytał kiedy oni żyli ja mu powiedziałam ze dawno zanim on się urodził i zmarli jak ja byłam dzieckiem on popatrzył na mnie i powiedział ja wiem to obi żyli wtedy co dinozaury 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.