Dwa oblicza przedszkola…

Autor: Emilia, mama Laury Data: Październik 27, 2014 Kategoria: Historia Laury | komentarze 244

Mogę sobie jedynie wyobrazić, jakim niesamowitym przeżyciem emocjonalnym był dla Laury pierwszy dzień spędzony w przedszkolu. Po powrocie do domu padła na łóżko, przykryła się kocem i poprosiła, aby podłączyć ją do respiratora, ponieważ jest zmęczona i musi odpocząć. Laura nigdy wcześniej nie zachowywała się w ten sposób – jej zmęczenie musiało więc wynikać z ogromnych emocji związanych z nową przedszkolną rzeczywistością…

Na szczęście były to emocje głównie pozytywne – córeczka została bardzo ciepło przyjęta zarówno przez dzieci, jak i przez panie przedszkolanki. Chociaż opiekunki nie ukrywały strachu związanego z przyjściem do przedszkola dziecka z tak nietypowym schorzeniem. Gdy zaczęłam opowiadać o chorobie Laury, o konieczności ciągłego pilnowania jej oddechu, strach pracujących tam pań ewidentnie wzrósł. Ale cierpliwe tłumaczenie, rozwiewanie wszelkich wątpliwości i przede wszystkim moja ciągła obecność, chyba jednak dała tym paniom jako takie poczucie bezpieczeństwa. W końcu jestem w przedszkolu razem z Laurą cały czas, schowana jedynie za jakąś półką lub filarem. Tak naprawdę nie spuszczam córki z oka, podpowiadam paniom, kiedy mają przypominać dziecku o oddychaniu, w odpowiednich momentach sama podłączam pulsoksymetr, jak i też sama oporządzam Laurę w toalecie. Być może w przyszłości uda się choć część odpowiedzialności przerzucić na przedszkolanki, tak, abym nie musiała aż tak często pojawiać się w zasięgu wzroku Laury. Ale to raczej bliżej nieokreślona przyszłość.

Generalnie panie z przedszkola okazały się przemiłe i bardzo chętne do współpracy. Dzieci oczywiście też cudowne, a że jest to przedszkole integracyjne, to Laura ma tam możliwość spotkać zarówno dzieciaki zupełnie zdrowe, jak i z rozmaitymi dysfunkcjami. Na przykład dziewczynkę z alergią pokarmową czy chłopca z tą samą co Laura chorobą Hirschsprunga – który w dodatku nosi na brzuszku woreczek stomijny.

Tak naprawdę przedszkole, w którym jesteśmy, jest jedynym, do którego pójść mogłyśmy. Ze względu na zawiłą procedurę kształcenia specjalnego, z której Laura korzysta, mogła ona zostać zapisana tylko do tego przedszkola, które prowadzi jednocześnie w naszym domu terapię indywidualną – jedynego w naszym rejonie. Gdybyśmy wybrali jakąś inną placówkę (nawet prywatną), a władze przedszkola zgłosiłyby ten fakt do Urzędu Gminy, to natychmiast Laura straciłaby dotację w ramach kształcenia specjalnego. Zostaliśmy więc niejako przymuszeni do wyboru właśnie tej jednej placówki, a wiadomo, że jak coś jest obowiązkowe, to idealne w żadnym razie być nie może… Pierwsza wada to odległość – zamiast skorzystać z przedszkola miejscowego, musimy dojeżdżać do innej miejscowości 30-40 minut w jedną stronę. Ale druga wada jest znacznie gorsza i przeszkadza mi o wiele bardziej – to jadłospis w przedszkolu, który po prostu woła o pomstę do nieba!

Szczerze mówiąc po wizycie w przedszkolu jestem w totalnym szoku i wciąż nie mogę uwierzyć, że dzieci w placówce edukacyjnej można żywić aż tak fatalnie! Jeszcze się z tego szoku nie otrząsnęłam, dlatego muszę uważać, aby pisząc ten post nie poddać się za bardzo emocjom. Ale generalnie jestem wkurzona, zdegustowana i zawiedziona, że w XXI wieku, kiedy wszyscy wokół trąbią o katastrofalnych skutkach złego odżywiania na zdrowie człowieka, może jeszcze dochodzić do takich rzeczy i to w dodatku w placówce odpowiedzialnej za opiekę nad dziećmi! Laura chodzi do przedszkola prywatnego, więc pocieszam się, że może w państwowych placówkach jest nieco lepiej. Ale czy to w ogóle może być jakiekolwiek pocieszenie?

W dniu, w którym Laura po raz pierwszy poszła do przedszkola, dzieci dostały na śniadanie biały chleb z Nutellą… Powiedziały mi o tym panie przedszkolanki tak lekkim tonem, jakby to było coś zupełnie naturalnego. Gdy następnie oprowadziły mnie po przedszkolu, pokazały mi między innymi kuchnię oraz szafkę z jedzeniem dla dzieci. Był tam tylko biały chleb i owa Nutella, a jej spore zapasy pozwalały mi domniemywać, że śniadanie z Nutellą naprawdę jest w tym przedszkolu codziennością… Na szczęście Laura i ja przyjechałyśmy na miejsce już po śniadaniu, dzięki czemu nie musiałam córce tłumaczyć, dlaczego inne dzieci żywią się mieszanką mąki pszennej, cukru, tłuszczów trans oraz licznych dodatków chemicznych…

Niestety, na obiad już się załapałyśmy, a przywiozła go firma kateringowa. To, co miało być obiadem było po prostu powtórką ze śniadania – czyli mąką pszenną, chemiczną czekoladą i ogromną ilością cukru. Na obiad był bowiem czarny naleśnik, ale czarny wcale nie dlatego, że wykonany z pełnoziarnistej mąki. Jego kolor wynikał wyłącznie z dodania do pszennego ciasta sosu czekoladopodobnego… Wewnątrz naleśnika był jakiś badziewny serek homogenizowany ze słodkimi morelami – takimi z puszki zanurzonymi w gęstym cukrowym syropie. A na to wszystko jeszcze kolejna porcja sosu o smaku czekoladowym, składającego się głownie z syropu glukozowo-fruktozowego oraz z chemicznych dodatków. Z całego obiadu na uwagę zasługiwała jedynie zupa z dyni, ale niestety była ona zbyt rzadka, aby przewód pokarmowy Laury miał szansę ją strawić.

Jakby tego było mało, dzieci w tym przedszkolu dostają między posiłkami rozmaite przekąski. Trudno w to uwierzyć, ale są nimi cukierki, ciastka i solone chipsy. Do picia słodki syrop malinowy z wodą, który oczywiście obok malin nawet nie leżał. W dodatku w przedszkolu jest tablica motywacyjna, która namawia dzieci do zdobywania jak największej ilości punktów za poszczególne sprawności. Po zdobyciu odpowiedniej punktacji dziecko dostaje nagrodę – jak się możecie domyśleć, są to oczywiście kolejne słodycze.

Tak, jak z atmosfery panującej w placówce jestem bardzo zadowolona, tak dietą przez nią proponowaną jestem po prostu załamana. Bardzo mi szkoda tych wszystkich maluchów, zwłaszcza, że są tam dzieci niepełnosprawne, z autyzmem i z dysfunkcjami pokarmowymi, dla rozwoju których dieta ma przecież kluczowe znaczenie.

Oczywiście Laura nie zjadła niczego, co znajdowało się w przedszkolnym menu – intuicja słusznie mi podpowiedziała, abym tego dnia na wszelki wypadek zabrała ze sobą własne jedzenie. Teraz już wiem, że w kwestiach żywieniowych przedszkole idzie na kompletną łatwiznę i Laura pod żadnym pozorem nie może się tam stołować. Dlatego każdy nasz wyjazd do placówki będzie się wiązał z przygotowaniem przeze mnie posiłków dla Laury oraz z wytłumaczeniem jej, że to, co jedzą w przedszkolu inne dzieciaki, tak naprawdę bardzo szkodzi ich zdrowiu… Na szczęście Laura to mądra dziewczynka, coraz bardziej świadoma swojej choroby i dzięki temu jako tako daje sobie to wszystko przetłumaczyć. Chociaż z drugiej strony nie da się ukryć, że chodząc do takiego przedszkola córka będzie żyć w swoistym matrixie… Bo przecież w przedszkolu dzieci jedzą wszystkie te rzeczy, o których my w domu mówimy, że nadają się głównie do kosza… Tak oto starannie kształtowane wzorce, wyniesione z własnego gniazda Laura będzie musiała skonfrontować z brutalną przedszkolną rzeczywistością…

Niestety, smutna prawda jest taka, że nasze przedszkole nie jest wcale wyjątkiem w kwestii fatalnego odżywiania dzieci. To znacznie szerszy problem, ogólnopolski i chyba dotyczy bardzo wielu placówek sprawujących opiekę nad kilkulatkami. Po tym, co zobaczyłam, osobiście nie wierzę już w żadne „zdrowe” jadłospisy wywieszone w przedszkolnej szatni, w żadne ustawy ani w żadne instytucje kontroli. Myślę, że wiele przedszkoli ma zdrowie naszych dzieci w głębokim poważaniu i tak naprawdę idzie na żywieniową łatwiznę, byle było taniej i szybciej. Przecież znacznie łatwiej jest dać dziecku chleba z Nutellą, gdyż taki słodycz maluch zawsze zje, nie trzeba się przy tym męczyć z propagowaniem zdrowego żywienia i jeszcze można się później rodzicom pochwalić, że dziecko „grzecznie” zjadło całe śniadanko… Łatwiej jest też motywować słodyczami, bo przecież dla cukierka kilkuletnie dziecko zrobi niemal wszystko. Nadmienię tylko, że to już jest drugie przedszkole, które przyłapałam na żywieniu dzieci śmieciowym jedzeniem. W poprzedniej placówce, w jakiej się pojawiłam, na drzwiach wisiało menu „kanapki z masłem, ogórkiem, pomidorem i rzeżuchą”. Tylko że w przedszkolnej kuchni nie było żadnego masła, a zamiast niego stał wielki kubeł najtańszej margaryny… Że o braku jakiejkolwiek rzeżuchy to już nawet nie wspomnę…

Nic, tylko się załamać. Tak naprawdę powinnam wyjść z takiego przedszkola, złożyć oficjalną skargę na placówkę, trzasnąć drzwiami i nigdy już tam nie wrócić. Tylko że nie mogę tego zrobić, gdyż ze względów formalnych jestem od tej placówki całkowicie uzależniona, poza tym panie tam pracujące są naprawę przemiłe i nie chciałabym narobić im kłopotów. Oczywiście nie podam też nazwy przedszkola ani nawet nazwy miasta, w którym się ono znajduje. Mogę mieć jedynie nadzieję, że przy odrobinie szczęścia mój post dotrze do właścicielki przedszkola i chociaż już raczej nie zostanę jej ulubienicą, to może skłonię ją do chwili refleksji nad zdrowiem tych wszystkich małych dzieci, które właśnie jej powierzono pod opiekę…

Przerwa w podróży

Przerwa w podróży

komentarze 244

  1. POZWOLIŁAM SOBIE SKOPIOWAĆ MÓJ KOMENTARZ NA POCZATEK DYSKUSJI, ŻEBY BYŁ BARDZIEJ WIDOCZNY, GDYŻ SPRAWA NUTELLI NIE JEST BŁAHA! „Ja też dawałam mojemu synkowi Nutellę, dopóki nie dowiedziałam sie o tym produkcie gorzkiej prawdy. Nutella jest bardzo niezdrowym smarowidlem dla dzieci, wręcz TRUCIZNĄ! Pani Emilia ma 100% racji. Mam nadzieję, że matki które zapoznaja się ze składem Nutelli odrzucą ją z menu dzieci na zawsze i bezpowrotnie. Można zastąpić Nutellę organicznymi produktami, albo własnoręcznie pieczonymi ciastami, wyrobami słodkim ale zdrowszymi, bez chemii i oleju palmowego rafinowanego, który to nie rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała, i zalega w jelitach i oblepia bezlitośnie tkanki i narządy osób to konsumującyh!!! Mnie brzydzi taki skład i producent, który doskonale wie co znajduje się w jego produkcie poleca go dzieciom jako bezpieczny, zdrowy smakołyk!”
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/lubisz-nutelle-dowiedz-sie-dlaczego-nie-powinienes-jej-jesc-2015-01
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/unikaj-produktow-zawierajacych-olej-palmowy-2014-12

  2. Bardzo lubię twojego bloga, ale czasami mnie irytujesz. Napisałeś ,,Powiedziały mi o tym panie przedszkolanki tak lekkim tonem, jakby to było coś zupełnie naturalnego.,, No może nie jest najzdrowsze, ale czy od razu nienormalne ? Rozumiem, że w tamtym przedszkolu zazwyczaj dają takie posiłki, więc nie jest to dobre, ale raz na jakiś czas nutella nikogo nie zabije i jest to całkiem normalne. Mam nadzieje że mówiąc NIENORMALNE miałaś na myśli nie sam produkt tylko to, że często go dają. I proszę nie denerwuj się, że tak napisałam.

  3. Emilko, mam bardzo nieśmiałą prośbę… Mogłabys skasowac moje wszystkie wypowiedzi pod nickiem marta_mokotow? Nie wiem jakim cudem dalam się sprowokowac ludziom i znizyc do żalosnego poziomu. Wstyd mi. Jesli mozesz to pokasuj moje WSZYSTKIE wypowiedzi pod tym postem. Bede bardzo, bardzo wdzieczna i obiecuję sobie, że nigdy się nie dam sprowokowac.

    • Marta, szczerze wolałabym tego nie robić. Po pierwsze dlatego, że to zabierze mi czas, który wolę poświęcić rodzinie, a nie na odszukiwanie i kasowanie komentarzy. Po drugie dlatego, że słowa zostały wypowiedziane, a inni czytelnicy zapewne na nie odpowiedzieli. W związku z tym skasowanie Twoich komentarzy sprawi, że dialogi pod tekstem zostaną pozbawione sensu. Pozdrawiam

      • Ok, rozumiem. nie dam się juz sprowokowac. Pozdrawiam serdecznie.

  4. No cóż…kiepsko trafiłyście i tyle. Pracuję w przedszkolu publicznym, zwykłym, osiedlowym, żadne cudo. Jemy…powiedziałabym przeciętnie 🙂 Tragedii nie ma, ale zapewne samo zdrowie też to nie jest (tragedia zaczyna się zwykle, kiedy dzieci opuszczają przedszkole i zaczynają przynosić do szkoły swoje „śniadania”…).
    Takie raczej zwykłe, domowe, tradycyjne obiady. Mięso 4 razy w tygodniu itd.
    Nutella? Raz na jakiś czas, ale jako „towarzystwo” dla miseczki mleka.
    Ale chipsów w jadłospisie to jednak nigdy nie było :p

    Mimo to mam aktualnie w grupie dziecko, które wymaga diety bezglutenowej i żadnego problemu nie ma z dostosowaniem dla niego jadłospisu. Mama otrzymuje jadłospis, ustala z intendentką co dziecko może zjeść, czego nie, przedszkole „podmienia” co może, czasami mama dostarcza jakieś produkty (np. chleb – bo nawet jeśli kuchnia kupiłaby odpowiednie pieczywo, to wiadomo, ze nie będzie zjedzone „na raz” i może się zmarnować – mama przynosi więc kilka kromek) i wszystko gra. No ale u nas jest kuchnia, więc i pole do popisu większe. Wszystko kwestia dogadania, ale co ważne – pokojowo. Jak ktoś przychodzi z pretensjami i „awanturą” na dzień dobry, to każdemu odechciewa się dialogu :p
    Mieliśmy dzieci muzułmańskie – nie jadły wieprzowiny. I też dało się wypracować kompromis, bo rodzice wytłumaczyli i POPROSILI.
    Urodziny – jubilat przynosi cukierki, częstujemy się po JEDNYM po śniadaniu. Itd.

    Dlatego dziwię się, że przedszkole prywatne, do tego integracyjne, gdzie oczywistym jest pojawienie się dzieci ze specjalnymi potrzebami żywieniowymi, nie potrafi zadbać o te podstawowe nawet…
    Swojego czasu same z koleżankami zwróciłyśmy uwagę w naszej placówce na podwieczorki, które niezbyt nam się podobały. Trochę to trwało, ale „urobiłyśmy” dyrekcję, gorzej było z intendentką, bo ona ważniejsza niż dyrektorka :p Ale koniec końców coś drgnęło i teraz nie mamy większych zastrzeżeń i do podwieczorków. Można…? Można.
    Między posiłkami niema żadnych przekąsek, przez cały dzień dzieci mają dostęp do niegazowanej wody mineralnej – którą jednak kupują i dostarczają co jakiś czas rodzice. I tu wyobraźcie sobie – to rodzice próbowali nas nakłonić, żeby może jednak podawać „Kubusia”, bo przecież dzieci wolą… I przynieśli jedną zgrzewkę na początek roku, i stoi nienapoczęta, i tak stać będzie – o czym oni nie wiedzą i mam nadzieję, że się nie dowiedzą :p Bo dzieci bardzo chętnie wodę piją. Takie jesteśmy zołzy-nauczycielki 😀 Dzieci o wodzie trzymamy, zamiast dać słodki soczek… 😉
    To trzecie przedszkole publiczne, w którym pracuję, i we wszystkich były podobne zwyczaje żywieniowe 🙂

    A już na koniec rodzicom, dla których jadłospis jest priorytetem polecam stronę (i kampanię) http://www.zdrowyprzedszkolak.org/ – jest tam też baza przedszkoli biorących udział w programie, można poszukać placówki odpowiedniej dla siebie 🙂

  5. WAŻNA INFORMACJA!

    Kochani Czytelnicy, od jakiegoś czasu złośliwy krasnolud kradnie najnowsze posty z bloga Kochamy Laurę!!! Z tego powodu wielu ludzi wchodząc na naszą stronę nie widzi nowych wpisów na blogu, tylko stare. Być może Wy też jesteście w tym gronie i nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Dlatego mam do Was prośbę, która rozwiąże problem znikających postów:

    Co należy zrobić, aby zobaczyć nowe posty?

    1. W przeglądarce, której używacie do przeglądania Internetu należy odświeżyć naszą stronę naciskając jednocześnie „ctrl” oraz „F5” (w komputerach Apple „command” oraz „R”),
    2. Jeśli to nie zadziała, to wyczyścić historię swojej przeglądarki,
    2. Jeśli to nie pomoże, to wyczyścić pamięć cookis.

    Po tym zabiegu już wszystko powinno poprawnie działać już zawsze 🙂

  6. W naszym przedszkolu (prywatnym) posiłki są na szczęście zdrowsze niż opisujesz, jedyne do czego mogłabym się przyczepić to za mało pełnoziarnistej mąki, ale jest dużo kasz, razowy chleb dość często, więc nie jest źle. Natomiast przez jakiś czas były słodkie podwieczorki- typu batonik, jakiś paczkowany deserek. Porozmawiałam z panią dyrektor uświadamiając jej ten problem i od tego czasu na podwieczorek są owoce, naturalne jogurty itp., a słodycze bardzo rzadko, i to zdrowsze, takie jak czekolada. Może warto na spokojnie porozmawiać w przedszkolu? Nasza pani dyrektor zbiera pochwały za tę zmianę i jest nam wdzięczna za komentarz.

  7. Jeszcze jedno chciałam dodać .Też uważam ze zdrowe odzywianie jest kluczem do zdrowego życia ,chociaż samej brak mi silnej woli w tej kwestii to dzieci staram się odżywiać zdrowo na tyle ile czas i finanse na to pozwalaja.Bo nie oszukujmy sie ale chcąc jeśc zdrowo trzeba mieć za co.Chleb pelnoziarnisty kosztuje 2 razy tyle co biały ,to tylko przykład ale nikt mi nie wmówi ze można odżywiać sie tanio i zdrowo..wiekszośc rodzin kupuje to co najtańsze bo ich na bardziej wartościowe produkty nie stać.Ale nie o tym chciałam pisac,Generalnie zdrowe odzywanie to pojęcie wzgledne ,bo zdrowe jest to co słuzy naszemu organizmowi a ponieważ kazdy organizm jest inny to to co słuzy jednemu nie bedzie słuzyło innemu.Więc nawet prosty przykład mąki białej ,dla jednych będzie trucizną ale inni muszą ja jeść bo ich organizmy nie tolerują razowej .Takich przykładów każdy znalazł by mnóstwo ,ja też mogłabym o kilku napisać ale nie w tym rzecz.Każdy musi wsłuchać sie w swój organizm i zaobserwować co dla niego jest dobre .Czytanie o tym co jest zdrowe i jedzenie tego na siłe bo tak napisali mądrzy medycy moż e przynieść wiecej szkody niż pożytku.Pozdrawiam

  8. Droga Emilio, nie przeczytałam wszystkich komentarzy, cenię swój komfort psychiczny, skoro już po pierwszych 5 ciśnienie mi podskoczyło, wolałam nie kontynuować. Nie odzywam się tutaj, choć jestem wiernym czytelnikiem od czasu, gdy Laura się urodziła. Podziwiam Twoją walkę o względnie najlepszy komfort swojej rodziny i Laury oraz o normalność.
    Przykro mi patrzeć co dzieje się z tym blogiem i nie, nie chodzi o Twoje wpisy, chodzi o komentarze właśnie. Zadziwiające skupisko nienawiści i jadu.
    Zawiść ludzka będzie Ci jednak towarzyszyć dotąd, dopóki znajdzie się choć jedna osoba, która będzie uważała, że jesteś komuś coś winna. Gdybyś chodziła we włosiennicy, Kuba biłby Was obie, przymierałybyście głodem a na blogu jęczała byś co drugi wpis, jestem prawie w 100% pewna, że tego by nie było.
    Za pomoc finansową, którą ludzie oferują wystawią zawsze zawyżony rachunek. Bo przecież nieszczęścia wkoło wiele a skoro Wy sobie radzicie i jeszcze śmiesz być szczęśliwa, to spowiadaj się kobieto, trzeba podeptać Twoją godność, zniszczyć tę siłę, którą w sobie masz!
    Nie wiem dlaczego tak jest, ale to bardzo typowe dla Polaków. Szkoda, bo dobrzy ludzie, motywujący Cię, zachęcający do rozwoju do dzielenia się wiedzą też są.
    KAŻDY DZIELI SIĘ TYM, CZEGO MA W NADMIARZE. Takie jest naturalne prawo. Życzę Tobie, twardej tylnej niewymownej, dużo cierpliwości i siły do ludzi i na walkę o normalność, taką jaką Ty chcesz nie taką jak sugerują Ci „internetowi mądrusie”. Powodzenia!

    • Dziękuję… Dzięki Tobie będę miała lepszą niedzielę 🙂

  9. Rzadko się odzywam, ale ta dyskusja coś mi uświadomiła. Niezdrowe jedzenie jest jak nałóg np nikotynowy. Nie raz zostałam ostro skrytykowana, gdy tylko wspomniałam komuś palącemu, że nie powinien tego robić. Zachowanie tutaj jest bardzo podobne. Pewnie, że jak czasem zjemy coś słodkiego np. nutellę to nie ma tragedii. Ale tyle cukru co w jadłospisie tego przedszkola to, aż mdli. Ponadto sam nie jestem przykładem zdrowego odżywiania, bo za leniwa jestem. Za dziecka na pocieszenie, czy nagrodę dostawałam słodycze. Niestety teraz jako osoba dorosła nie potrafię sobie poradzić ze stresem czy smutkiem bez słodyczy. Czym skorupka za młodu…
    Ale jest nadzieja, teraz pali znacznie mniej osób niż 20lat temu. Znaczy edukacja działa choć strasznie wolno niestety 🙁

    Na jedno chciałam tylko zwrócić uwagę, choć ciemne pieczywo, jest zdecydowanie korzystniejsze dla organizmu (mniej cukrów prostych), to jednak dla osób z problemami żołądkowymi i innymi nie wskazane, bo zbyt ciężko strawne. Dobrze zrobione (bez ulepszaczy) nie jest takim złem,jeśli oczywiście nie mamy możliwości/chęci zrezygnować całkowicie z pieczywa.

    Jestem pełna podziwu, odwagi ale i klasy z jaką Pani walczy o zdrowe jedzenie i jednocześnie własne przekonania. Ja bym pewnie połowy tych komentarzy nawet nie publikowała, a już na pewno nie chciało by mi się z nimi dyskutować (ale ja leniwa i wygodnicka jestem :))

  10. Droga Mamo Laury i Wy wszystkie inne Mamy. Dyskusja o zdrowym, czy niezdrowym jedzeniu, jest tyle samo warta, co dyskuscja o zeszlorocznym sniegu. Kto wie, czy za 20 lat, ktos Bardzo Madry (kto potrzebuje zarobic troche pieniedzy) nie oglosi, ze zrobiono badania i nic nie szkodzi czlowiekowi tak, jak ciemny chleb i ciemna maka. Podprze to „badaniami” i hurra, wszyscy poczuja sie winni, bo przeciez jeszcze 20 lat temu nic nie bylo takie zdrowe, jak ciemne pieczywo.

    Jeszcze 20 lat temu nic nie bylo tak zdrowe, jak margaryna, czy cukier. Dzis dokladnie odwrotnie. Ponoc. Przed laty ludzie dokladnie tak samo chorowali, odzywiajac sie ponoc zupelnie inaczej. Jasne. Laura nie jest zdrowym dzieckiemi jej przewod pokarmowy nie toleruje wszystkiego. Inne, chore, dzieci tez nie trawia czegos tam. OK, Ale zdrowe dziecko? Co mu zaszkodzi nalesnik, czy nutella? Ludzie, opamietajcie sie troche. Za iles tam lat, jak z dzieci wyrosna dorosli, okaze sie, ze maja inne choroby. I przyczyna tez sie znajdzie. Kto wie, czy to nie beda braki w odzywianiu. Popasc mozna w kazda skrajnosc. I na to tu wyglada, ze idzie sie na barykady i walczy z czekolada, czy nalesnikiem. Organizm ludzki jest niezbadany i sam sobie przyswoi to, czego mu potrzeba i upomni sie o to, czego mu brakuje. Trzeba tylko na niego sluchac. Nic na sile.
    Pozdrawiam
    PS. jesze kilka lat nic nie bylo tak zdrowe, jak bieganie. Dzis lekarze bija na alarm. Bieganie zkodzi stawom kolnowym jak nic innego.

    • Anna, wybacz ale Twój wpis nijak ma się do wpisu Emilii. Nikt tu fanatycznie nie walczy ani z czekoladą, ani naleśnikiem ani nawet z nutellą pod warunkiem, że nie są one podstawowym menu przedszkolnych dzieci. Od czasu do czasu nawet nutella nie zaszkodzi, ale Emilia pisze przecież zupełnie o czym innym. Pisze o złych nawykach żywieniowych, które zaobserwowała w przedszkolu, nagradzaniu dzieci słodyczami, podawaniu im na śniadanie bezwartościowego białego pieczywa z nutellą. Co innego, gdy dziecko raz na jakiś czas zje nutellę w ramach przekąski, ale nie może być ona głównym składnikiem jego śniadania! Do tego na obiad słodki naleśnik popity słodkim napojem, a w przerwie słodycze i czipsy! Zgroza! Pytam, kto układa dzieciom taki jadłospis, gdzie tu są zachowane jakieś normy żywieniowe dla dzieci w tym wieku?! Gdybym się dowiedziała, że moje dzieci są w przedszkolu tak karmione, z pewnością zrobiłabym awanture.

  11. Czytam Pani bloga teraz od czasu do czasu. Kiedyś codziennie sprawdzałam co tam u Laurki nowego. Nawet na któreś urodzinki Laurki wysłałam prezent. Teraz Pani Emilio coraz rzadziej tu zaglądam, a to dlatego, że oprócz pozytywnych wiadomości coraz więcej krytyki. Dziwi mnie że w przedszkolu prywatnym tak źle karmią. Mój syn chodzi do publicznego przedszkola i jeśli chodzi o jedzenie to po prostu rewelacja, cała reszta również. Czytam również bloga Mój syn Franek o chłopcu z kaliskich Sulisławic. Naprawdę pomimo choroby Franka ten blog tryska samym szczęściem. Mama Franka jest tak optymistyczną kobietą, że aż miło. A u Pani już od dłuższego czasu ciągła krytyka. A w dodatku jak ktoś tak napisze to Pani od razu uważa, że to prostackie zachowanie. Pani Emilio proszę trochę samemu obiektywnie na siebie spojrzeć.

    • Kolejny post nie na temat. Czy Pani syn chodzi do tego samego przedszkola co Laura? Domyślam się, że nie. To, że w Pani syna przedszkolu jedzenie jest odpowiednie nie znaczy, że tak jest w każdym. Czy gdyby Pani syna przez większość dnia żywiono słodyczami, to czy naprawdę nie miałaby Pani nic przeciwko?

      Nie uważam wcale, żeby w tym blogu brakowało optymizmu czy radości życia. Wręcz przeciwnie. pomimo trudności, jakie codziennie Pani Emilia napotyka na swej drodze, jest kobietą pełną życia i siły, którą jeszcze daje innym.

      A obiektywnie Pani Rokmo, to proszę spojrzeć na siebie.

  12. 90% społeczeństwa żywi się mąką pszenną od wieków. Nutella zawiera cenne orzechy i zdrową ciemną czekoladę i można podawać ją dzieciom, z umiarem oczywiście…Emilko, Twój wpis wzbudził poczucie winy u większości matek, co wywołało burzę.Mój 1% co roku wędruje do Laurki i to się nie zmieni….,ale np.dwie koleżanki z mojego działu-czytelniczki bloga powiedziały,że odtąd będą przeznaczać go na inne chore dziecko.Poczuły się urażone i tyle 🙁

    • Aniu owszem ludzie żywią się mąką pszenną od wieków. Tylko że mąka pszenna sprzed wieków różni się drastycznie od tej współczesnej. Obecnie mąka pszenna, po wszystkich modyfikacjach genetycznych, których doznała, nie ma już nic wspólnego z dawnymi odmianami pszenicy. Współczesna biała mąka jest bardzo szkodliwa dla zdrowia, a szkodliwość ta wychodzi zazwyczaj dopiero po wielu latach. Polecam książkę „Pszeniczny brzuch” oraz publikacje naukowe w tym temacie – naprawdę otwierają oczy.

      Z całego serca dziękuję Ci za 1% podatku, Twoim koleżankom również dziękuję. Jeśli pisanie przeze mnie o szkodliwości białej maki sprawia, że rezygnują z pomocy mojemu dziecku, to jest to dla mnie niezrozumiałe i przykre. Cieszę się jednak, że deklarują chęć przekazania 1% innym dzieciaczkom – będę szczęśliwa, jeśli inne dzieci będą mogły skorzystać z ich pomocy.

      Przekaż proszę koleżankom, że nie mogę zrezygnować z propagowania zdrowego żywienia tylko dlatego, że ktoś może się poczuć urażony. Na moim blogu co chwilę ktoś się czuje urażony, gdybym za każdym razem dostosowywała swoje pisanie do innych ludzi, to po prosu musiałabym przestać pisać. Pisanie o zdrowym żywieniu wydaje mi się tak ważne i potrzebne, że nie mogę tego zaprzestać. Co do szkodliwości mąki pszennej, to od dawna przymierzam się do napisania obszernego wpisu na ten temat. Jednak wymaga on sporego zaangażowana, czasu i przygotowania merytorycznego – jak do tej pory nie udało mi się znaleźć czasu na jego napisanie. Jak już go napiszę, a Twoje koleżanki go przeczytają, to mam nadzieję, że wtedy zrozumieją moje podejście.

      Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i koleżanek z pracy!

      • Emilio, będę czekać na Twój wpis o pszenicy. Czy to znaczy, że całkowicie wyeliminowałaś pszenicę z Waszego jadłospisu? Powiem Ci, że ja mam z tym wielki problem, bo co jeść zamiast chleba? A na pieczenie chlebków domowych z kaszy jaglanej, które jednak z chlebem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni nie mają nic wspólnego, nie zawsze jest czas 🙁
        Kiedyś próbowałam ściągnąć jakieś przepisy na Smakoterapii, bo ciekawie i zachęcająco wyglądają, ale jak dla mnie takie żywienie jest nieosiągalne, bo wymaga mnóstwo czasu, nie każdy ma takie możliwości, żeby spędzać w kuchni całe dnie :-/

        • Niestety, nie jestem w stanie wyeliminować całkowicie pszenicy z naszego jadłospisu, a jedynie ją ograniczyć do minimum. Biała mąka, podobnie jak cukier, jest niemal we wszystkim. W naszej kulturze jest podstawą diety (chlebek, bułeczki, pierożki, kluseczki, naleśniki, panierka do schabowego) itd. i bardzo ciężko jest zmienić wielopokoleniową tradycję żywieniową. Czasami muszę kupić białe bułki, gdyż zwyczajnie nie mam wyjścia – czasami w sklepie jest tylko takie pieczywo. Ale to, co robię, to ograniczam do minimum. Chleb staram się kupować żytni (taki prawdziwy żytni, nie oszukiwany pszenny zabarwiony karmelem). Jeśli nie ma żytniego, to kupuję mieszany. Nie robię na obiad klusek z mąki, bardzo rzadko tylko naleśniki, ale je ostatnio też zamieniamy na tortillę z innych rodzajów mąk. Oczywiście jak każdemu zdarza nam się zjeść pizzę lub drożdżówkę, staramy się jednak, aby pszenna mąka nie była podstawą naszej diety, a jedynie dodatkiem do niej. Jest to trudne, nie zawsze wychodzi, ale staram się jak potrafię 🙂

          • Właśnie, nie zawsze się da. Ja mam ten problem, który się zwie 1 metr jelita cienkiego. I niestety, ale chleby gruboziarniste, ciężkie, z dodatkami nie służą mi. Sieją ferment. Dlatego bywa, że na podróż biorę czerstwą bułkę, która wiem, że nie spowoduje rewolucji. I do tego gorzką herbatę, albo ziołową, w termosie. Na co dzień chleb drobno mielony. Też staram się, by nie było to barwione karmelem oszustwo. Ciężko jest wypośrodkować mi, bo nie zawsze to co bym chciała mogę. Trzeba przetrzeć, wydłubać pestki, obrać skórę. Teraz jem jabłko, które obrałam ze skóry (a tam witaminy). Jak tego nie zrobię, skóra której nie trawię wcale zrobi mi rewoltę, a jutro przecież cały dzień na nogach, w tym 3 godz. w pociągu.
            A co do zdrowych orzechów i kakao, to lepiej kupić orzechy, rozłupać i wcinać. Kakao- polecam czekolady z wysoką zawartością kakao, 70 -90%. Nutella ma przede wszystkim cukier. Są tez dostępne kremy do chleba w wersji eko, które na prawdę mają jakość niż osławiona Nutella.

          • Miśka, pewnie że nie zawsze się da. Moja mama ma zapalenie wrzodziejące jelita grubego i może jeść tylko białe pieczywo, kluchy, drożdżówy i pierogi. Zero surowych warzyw, z owoców banan i pieczone jabłko.
            W moim przedszkolu jedzenie również woła o pomstę do nieba. Stawka żywieniowa 9 zł- katering. Na śniadanie bułka z nuttellą, rogalik z czekoladą (zapewne syf 7days),pasztecik podlaski (MOM!!!). W poniedziałek i piątek zawsze kluchy. Jak nie leniwe to kopytka, pierogi czy naleśniki. Na podwieczorek z kontrowersyjnych rzeczy pudding serduszko.
            W następnym roku zmieniam przedszkole.

          • Da się 🙂 Tylko trzeba się trochę nagimnastykować… moja mama jest na diecie bezglutenowej (nie dlatego, że jest moda, ale dlatego, że ma celiakię) i jakoś sobie radzimy. Co prawda, kiedy wykryto u niej chorobę, a ja bylam bardzo mała to było strasznie ciężko dostać jakieś zamienniki (trzeba było z drugiego końca miasta sprowadzać wafle ryżowe:P), ale teraz w sklepach taki wybór, że można przebierać (i to nie tylko w tych chemicznych, bezglutenowych mieszankach :))

          • Emilio, a prosze powiedz mi, czy jesli smaze dziecku nalesniki (co zrobic, bardzo lubi) z maki orkiszowej pelnoziarnistej i zamiast cukru daje laske wanili, to jest to rowniez niezdrowe? Pytam naprawde szczerze, bo zaniepokoil mnie Twój wpis. Uzywam tylko i wylacznie mąki pelnoziarnistej orkiszowej i teraz sie zastanawiam czy to jest tak samo niezdrowe jak maka biala, czy troche zdrowsze czy w ogole zdrowe i nie ma stresu? Pozdrawiam!

          • Wspaniałe naleśniki robisz :-). Trudno jest całkowicie wyeliminować z diety mąkę pszenną. Ja na przykład tego nie potrafię. W tej sytuacji zamiana zwykłej mąki pszennej na orkisz to dobry pomysł. Orkisz jest genetycznie bardziej zbliżony do prastarych niemodyfikowanych odmian pszenicy, a tym samym zdrowszy dla ludzkiego układu pokarmowego.

          • Jakiś cazs temu sama piekłam chleb.. Poczatkowo w przewadze żytni, ale był zbyt ciężki dla dzieci… Trzeba samozaparcia i stałego schemat pieczenia. Wyrabianie trwa chwilę (poczatkowo ręcznie później thermomix) wieczorem, chleb rośnie 12 g, pieczenie. Nutella i chleb biały to słodycz a nie substytut posiłku !!!! Danio nie jest zdrowe. Moja córka w przedszkolu odżywiana była dość dobrze. Zmorą okazały się podwieczorki: np: ciasto- na szczęście przedszkole posiadało kuchnię i było to domowe ciasto. Do szkoły Niunia dostaje kanapkę z chleba razowego słonecznikowego z białym serem (wędlin nie toleruje), pomidorki, rzodkiewki, jabłko. Pije wodę… jest tak przyzwyczajona do wody, że nie wypije jej z sokiem malinowym, zwykła najlepiej smakuje. Emilia ma świętą rację na temat nutelli. Ja walczę ze swoją mamą, która podczas spotkań z wnukami faszeruje je słodyczami, oranżadą, kinder szjsem-kanapkami. Zakazałam kostek rosołowych… Sama robiętakie kostki: mięso z udek, rozmaryn, szałwia, bazylia, warzywa, wino i sól w thermomixie, powstaje paste dodaję 1 łyżeczkę na duży gar zupy, jest dobrze doprawiona. Dodam,że pracuję zawodowo przy dwójce dzieci i nie jestem typem wariata eko-zdrowie najważniejsze, brak czasu mi nie pozwala.

      • Dziękuję za odpowiedź! 🙂 i pochwałę 😉
        Gratuluję wspanialej zyciowej postawy i wzruszajacej walki o szczescie córeczki! 🙂

    • Czy przeczytała Pani kiedykolwiek skład nutelli ?

      Na pierwszym miejscu jest cukier ,czyli jest go najwięcej ,potem olej roślinny (zapewne olej palmowy ),potem orzechy 13 %,kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 7,4% (czyli pewnie kakao ok 30-40 % )

      Naprawdę uważa Pani że dzieci powinny jeść coś takiego,nawet tylko od czasu do czasu ?

      Polecam przepyszną alternatywę dla nutelli – powidła z czekoladą ,http://agatagotuje.pl/powidla-sliwkowe-z-czekolada-i-kakao/

      Pani Emilio ,krem z awokado koniecznie muszę wypróbować 🙂

    • Jeżeli wpis Emilki wzbudził chociaż w jednej osobie poczucie winy do bardzo dobrze. Nigdy nie podałabym dziecku ani Nutelli ani podobnego czegoś. Moja córa chodzi do przedszkola gdzie jest szlaban na słodycze a na przekąski dzieciaki dostają marchewkę, kalarepę itd. Nikt nie narzeka. Jadłospis opisany przez Emilię jest dla mnie kosmosem. Nie dziwię się, że rosnie nam pokolenie ociekające w tłuszcz…:/Mój 1 procent i procent moich znajomych powedruje jak zawsze do Laury 🙂

    • Ja też dawałam mojemu synkowi Nutellę, dopóki nie dowiedziałam sie o tym produkcie gorzkiej prawdy. Nutella jest bardzo niezdrowym smarowidlem dla dzieci, wręcz TRUCIZNĄ! Pani Emilia ma 100% racji. Mam nadzieję, że matki które zapoznaja się ze składem Nutelli odrzucą ją z menu dzieci na zawsze i bezpowrotnie. Można zastąpić Nutellę organicznymi produktami, albo własnoręcznie pieczonymi ciastami, wyrobami słodkim ale zdrowszymi, bez chemii i oleju palmowego rafinowanego, który to nie rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała, i zalega w jelitach i oblepia bezlitośnie narządy osób to konsumującyh!!! Mnie brzydzi taki skład i producent, który doskonale wie co znajduje się w jego produkcie poleca go dzieciom jako bezpieczny, zdrowy smakołyk!
      http://wolna-polska.pl/wiadomosci/lubisz-nutelle-dowiedz-sie-dlaczego-nie-powinienes-jej-jesc-2015-01
      http://wolna-polska.pl/wiadomosci/unikaj-produktow-zawierajacych-olej-palmowy-2014-12

  13. Jejku, Emilko, współczuję Ci, że jako właścicielka bloga trochę jesteś zdana na czytanie tych wszystkich komentarzy, ja jako czytelnik po prostu pobieżnie sprawdzę o co chodzi i jak widzę głupotę ludzi i ignorancję to dalej nie czytam 😉 Ty masz jeszcze energię, żeby odpowiedzieć 🙂
    Przerażająca jest ta niewiedza ludzi, zamknięcie umysłu na wartościowe sprawy, totalna ignorancja na temat zdrowego odżywiania, które dla nas jest takie ważne. Niestety wokół mnie jest podobne podejście do tematu („oj, raz kiedyś nie zaszkodzi”, a że tych razów jest mnóstwo i na wielu płaszczyznach, to już nieważne 😉 )
    Smutny jest ten brak świadomości i czuję, że jak moje dziecko pójdzie do przedszkola to czeka mnie podobna sytuacja… My, ortorektycy-dziwacy wciąż jesteśmy mniejszością 😉 Widzę jednak malutki progres w kierunku dobrego, jest nadzieja, że wraz z programami typu „Wiem co jem” czy postami takimi jak Twoje ludzie jednak otworzą szerzej oczy…

    • Ja też widzę progres, chociaż trzeba przyznać, że postępy są bardzo powolne. Widać to po reakcji ludzi, którzy każdy mój wpis o zdrowym żywieniu traktują jako fanaberię lub manię wyższości. Jak czytam na przykład, że uczenie córki dezaprobaty dla Nutelli jest wyrazem okazywania pogardy dla wszystkich tych dzieci, które ją jedzą, to naprawdę jestem przerażona. Uświadamianie ludzi na temat wartości zdrowego żywienia to proces wyjątkowo żmudny i niestety często jest to droga przez mękę. I wcale nie są tu problemem dzieci lubiące słodycze, gdyż dzieci zawsze naśladują zachowania wychowujących ich dorosłych. Problemem są wyłącznie dorośli.

      • Niestety, ale srodowisko lekarskie rowniez przyczynia sie do szerzenia ignorancji. Na filmie o Magdzie Prokopowicz jest taki moment, jak Magda w trakcie lecznenia odwiedza lekarke i pytaja o to, czy to prawda ze nalezy unikac slodyczy, cukru itp, bo rak lubi cukier. Lekarka mowi z wyzszoscia „Litosci! Litosci!” po czym Bartek (bo to on zadal pytanie) az kuli sie ze wstydu ze w ogole mu to przyszlo do glowy, ze to taki absurd niby.

        • Widziałam ten fragment filmu i również zbulwersowało mnie podejście lekarki. Zgadzam się, że ignorancja dotycząca zdrowego żywienia zdarza się wśród lekarzy zbyt często. Na szczęście jest też coraz więcej świadomych tej sprawy lekarzy i to napawa jako takim optymizmem.

    • Zgadzam się w 100% z Panią. Bardzo mądra wypowiedź. To, co jemy, dużo mówi o naszym charakterze. Ktoś, kto odżywia się tak Emilia czy np Kamila Szczawińska, w 99% ma bardzo silny charakter, autodyscyplinę, rozsądek, rozwiniętą zapobiegliwość i troskę o własne dobro, sukcesy na wielu płaszczyznach życia. Własciwe odzywianie świadczy o miłosci do siebie. Mam wrażenie, że osoby z nadwagą i odzywianiem w stylu biały chleb z dżemem są znacznie bardziej leniwi, bez dyscypliny, bez mocnych postanowień i wytrwałosci w ich realizacji, bez większych sukcesów w życiu, bez silnej woli, nieuporządkowani, zaniedbani. Nie potrafią sterować swoim życiem i nie mają silnej woli, by cokolwiek osiągnąć. „Powiedz co jesz, a powiem kim jestes” sprawdza się, moim zdaniem, w 99% przypadków.

      • Jak możesz tak pisac?Totalne bzdury …Myślisz ze wszyscy szczupli odżywiają sie zdrowo i sa zdyscyplinowani??????Absolutnie sie z tym nie zgadzam ,sama jestem tego przykladem ,bo zupelnie nie mam silnej woli jesli chodzi o zdrowe odzywianie ,przyznam jem sporo slodyczy i nie moge sie powstrzymac na szczescie cale zycie bylam chuda .Moja najblizsza przyjaciolka natomiast cale zycie walczy z nadmiernymi kilogramami .odzywia sie zdrowo ,cwiczy a mimo to nie jest w stanie zrzucic wagi.Je chyba z 1/3 tego co ja ,i szczerze mowiac ,gdybym ja miala tak jesc to musialabym chyba chodzic glodna caly czas.To jest totalna niesprawiedliwosc gdy slysze ze szczupli sa zdyscyplinowani jest chodzi o odzywianie,wrecz przeciwnie ,jedza czesto duzo wiecej niz ci z nadwaga bo poprostu maja takie geny i moga sobie na to pozwolic i nie im oceniac innych i ich sposob odzywiania!!?(przepraszam za błędy ale mam problem z klawiaturą)

  14. Odżywianie ma ogromne znaczenie. Choćby najbardziej namacalne, czyli nasz wygląd. Spójrzcie na Emilię – czysta, jasna cera, gęste lśniące włosy, sylwetka pozbawiona sadla, siły, by cięzko pracować. A teraz wyobraźcie sobie człowieka który tak cięzko tyra, mało śpi, bez odpowiedniego odzywiania… Pięć włosów na krzyz, ziemista cera, sadełko, zwłaszcza na brzuchu z powodu smieciowego jedzenia… Obserwuję koleżanki, które odzywiają się „rygorystycznie” jak to nazywacie oraz koleżanki, które jedzą co popadnie. Różnica jest ogromna. Jeszcze w wieku 15-20 lat młodosc obroni się sama i nie widac róznicy, ale u kobiet po 30tce ma to kolosalne znaczenie.

    • Jedzenie ma znaczenie, jestem tego pewna. Mój Kuba biega na 10 km, więc kilka miesięcy temu pozazdroscilam mu i postanowiłam biegać razem z nim. Jednak zdawałam sobie sprawę, że nie mam kondycji, gdyż od wielu wielu lat nie uprawiam żadnych sportów. Poza ćwiczeniami na brzuch i uda po urodzeniu Laury i poza zmianą na lepsze nawyków żywieniowych, nie robiłam ze swoim ciałem nic więcej. Spodziewałam się więc katastralnej kondycji.

      No i w końcu poszliśmy po raz pierwszy pobiegać razem. Kuba ostrzegał, że początki są trudne i że mam się nie załamywać, jak po 1 kilometrze padnę trupem. A tu taka niespodzianka! Podczas pierwszego biegu bez większych problemów przebieglam równym tempem 4 km. Byłam zszokowana, że moje ciało poradziło sobie z takim obciążeniem. Kuba też był zszokowany i dumny ze mnie – widziałam to w jego oczach 🙂 . Po kilku następnych biegach doszłam do 5 km, a ostatnio razem z Kubą przebiegiem prawie 6 km. Skąd mam na to energię, skoro mało śpię, dużo pracuję i żyję w ciągłym stresie? Jedyna logiczna odpowiedź, jaka mi się nasuwa, to właśnie z jedzenia. Zdrowego i świadomego żywienia siebie i swojej rodziny. Każdemu polecam!

  15. I jeszcze jedno… czuję, że jako rodzic chcę uczyć moje dzieci dobrych nawyków żywieniowych, bo to nie jest jakieś moje widzimisie, tylko fakt. Nie chodzi mi chorą zasadę, czy fanatyzm- ale po prostu takie sa fakty- nadmiar cukru, chemii itp szkodzi. Dlatego unikamy tego i unikac powinniśmy, bez wzgledu na to, że inni to jedzą. I zdrowe jest smaczne, qrcze bo jest smaczne. I znowu nie chodzi mi o fanatyzm! Można zjeść coś słodkiego ale im mniej sztucznośći w tym, tym lepiej. Mamy żelazne zasady, których przestrzegamy czyli np. całkowity ban na słodziki, na wszelkie margarynopodobne smary typu Nutella itp, nie dlatego, że jesteśmy chorzy psychiczne, ale dlatego, że to jest szkodliwe. I nie obchodzi mnie, co myslą o tym inni. I zawsze powtarzam chłopakom- świat daje przeróżne możliwości. od was zależy co wybierzecie tylko potem bedziecie musieli przyjąć konsekwencje.
    Emlko, dajesz Laurce dobre podstawy, mam nadzieję, że poradzi sobie z emocjami na widok kanapki z nutellą 😉

  16. Dokładnie, edukować trzeba dorosłych, bo oni są modelami zachowań dla dzieci. Cieszę się, że takie badania prowadzi CZD i że zajęli się tym specjaliści. Wiesz, jak jest: jak mówisz o tym Ty, czy inna osoba, która nie nosi białego kitla i nie ma tytułu naukowego, to nie ma racji, bo „co ona tam wie”, choć rację ma tak naprawdę.
    Wystarczy jakiś atrybut władzy i ludzie słuchają danej osoby. Dlatego tak cieszy, że za problem zabrały się osoby na prawdę mądre i mające wpływ na to, co się wkłada dzieciom na talerz. I te osoby w dodatku mają posłuch, nawet u tych, co zjadą Ciebie na blogu za prawdę. Bo w Twoim ostatnim poście napisałaś przecież to, o czym mowa w reportażu i o czym mówią specjaliści.

    • O i to jest dla mnie zacna wskazówka! Następnym razem, jak będę pisać post o zdrowym żywieniu dzieci, to strzelę sobie selfie w białym kitlu :P. Kto wie, może to jest klucz do sukcesu? 🙂

      A ludzie zawsze najmocniej wściekają się za prawdę. Bo ona najbardziej boli.

  17. A szczególnie polecam filmik z Panoramy, który jest umieszczony na stronie PTZK. W temacie jak ulał i ze szczególną dedykacją dla wszystkich tych, którzy odpowiadają za żywienie dzieci w placówkach!
    A dla Emilki BRAWO BRAWO BRAWO! I dla wszystkich walczących o słuszne sprawy 🙂

  18. Oto opinia specjalistów, proszę zajrzeć:
    https://www.facebook.com/PTZKpl
    Profesor Janusz Książyk jest specjalistą od żywienia klinicznego (CZD).

    • Miśka bardzo Ci dziękuję za podesłanie tego linku. Życzyłabym sobie, aby wnikliwie przeanalizował go każdy, kto tu w komentarzach próbuje zdyskredytować sens dbałości o zdrowe żywienie naszych dzieci. Przed nami, społeczeństwem, jeszcze bardzo długa droga do zrozumienia pewnych kluczowych kwestii. Na przykład tego, że nowotwory i inne choroby cywilizacyjne nie biorą się z kosmosu, ale w wielu przypadkach właśnie ze złego stylu naszego życia.

      Niestety, czytając wypowiedzi ludzi dochodzę do wniosku, że edukację na temat zdrowego żywienia i jego wpływu na życie, wcale nie powinniśmy zaczynać od przedszkolaków. Powinniśmy ją w pierwszej kolejności zaczynać od dorosłych…

      Życzę i Tobie i sobie wytrwałości w nagłaśnianiu faktów dotyczących żywienia dzieci śmieciowym jedzeniem. Mam nadzieję, że w tym wytrwam.

      • Jestem za zdrowym żywieniem. Ale obawiam się, że taki sposób przedstawienia sprawy może być przez osoby decydujące o żywieniu tych dzieci odebrany jako atak (nie sądzę, żeby Pani zamiarem było atakowanie, tylko chęć zmiany na lepsze), i niestety odpowiedzią może być nie poprawa żywienia, a walka. A tu nie o to chodzi.
        Nie jest też łatwo karmić przedszkolaki zdrową żywnością, jeśli nie ma takiej w domu. A przedszkolanki, jak chyba wynika z reakcji przedszkola i rodziców są rozliczane z dzieci nakarmionych, nieważne jak. I tutaj ta nieszczęsna nutella i jeszcze frytki są bezpieczne- nie znam dziecka, które tego nie zje.
        Co do chleba- z powodu alergii moich dzieci dowiadywałam się prywatnymi kanałami u źródła- czyli piekarzy sypiących składniki- co on zawiera. Na opakowaniu nie było wymieniane mleko, tylko ewentualnie nazwa polepszacza. Który zawiera między innymi mleko. A wśród naprawdę wielu gatunków uważanych za razowe tylko dwa były takimi naprawdę i tego nieszczęsnego mleka nie zawierały, reszta była farbowana karmelem. Ze składu tego nie wyczytałam. Jedliśmy, choć nie lubię razowego pieczywa, bo nie było na nie niepożądanych reakcji. I kiedy chłopcy przestali reagować na mleko z przyjemnością wróciłam do tzw. białego chleba- od wielu niby razowych różni się kolorem. Dlatego nie demonizowałabym bułek i całej „białej” reszty.
        W tym przedszkolu przydałaby się zmiana, ale taka przeprowadzona małymi krokami miałaby chyba większe szanse powodzenia. Podobał mi się np. pomysł w komentarzach o różnych warzywach i owocach do wyboru zamiast słodkości. I tak powoli może by się coś zmieniło.

        • Podzielę się czymś, co robiłam z dziećmi. Przygotować podstawowe smaki: słony, słodki, gorzki, kwaśny, ostry np. sól, miód, grapefruit, cytryna, chrzan, bądź inne produkty dozwolone/ dostępne. Dzieci miały zawiązane oczy, każde próbowało smaku i mówiło, co czuje: słodki, gorzki…. Oraz co ma w ustach- miodzik, czy odrobinę soli? A może to jakiś owoc? Za każdą próbę dziecko zaznaczało naklejką na tablicy, że dało radę, spróbowało. Potem każde mówiło, który smak najbardziej mu przypadł do gustu. Były odpowiedzi, że ostry, bo chrzan jest dobry z mięskiem, albo że kwaśny. Ktoś zasmakował się w grapefruicie. Dzieci poznały przy okazji różne produkty. Podobnie można zrobić z warzywami, owocami, nabiałem, wszystkich chyba. Dzieci lubią zabawę, zagadki, no i nagrody. Nie koniecznie to muszą być słodycze. Pochwała, uznanie w oczach rodzica, pani wychowawczyni też jest nagrodą.
          Owszem, dać dzieciom wybór. Ale dziecko wybiera to, co sugeruje model, czyli dorosły. tego akurat dowiedziono na przykładzie agresji w słynnym eksperymencie: jak dorosły tłukł lalkę, to dziecko też ją tłukło. I co z tego, że mówi się dziecku :”nie wolno”, jak sam tak robi? A co dorośli jedzą? Co się jada w domach? To czy dzieci wybiorą same z siebie marchewkę?
          Z moich doświadczeń wynika, że przedszkole jest ważne, ale nie wystarcza, bo dziecko ukształtowane w dobre nawyki w placówce wraca często to domu, gdzie i tak jest zupełnie inaczej…. Dlatego racja- zmiana musi zacząć się od nas dorosłych i naszych domów, nawyków, przyzwyczajeń i myślenia.

  19. Niestety coraz mniej sympatyczny ten blog. Wychodzi z niego wielkie pieniactwo. Zanim się kółko różańcowe rzuci na ratunek pragnę przypomnieć, że jakiś czas temu Pani Emilia opisywała wizytę w restauracji. Laura była znacznie młodsza i jej jelita pracowały gorzej niż obecnie. W opisie były też dramatyczne chwile, kiedy organizm się zbuntował i zareagował biegunką. Skoro na podstawie jednego dnia można w wirtualnym świecie pluć na menu przedszkolne, to na podstawie tej sytuacji można współczuć Laurze, że przy jej problemach mama zafundowała jej jedzenie do którego nie miała osobiście wglądu.
    Żal mi tej małej, mądrej dziewczynce, bo przy podejściu jej mamy, która wszelką krytykę ma w d…. ona sama będzie musiała mieć twardą swoją.
    Niech się Pani nie tłumaczy, że to Pani blog, bo komentarze są, lajki są,…
    Pewnie niebawem zaczną się słodkie teksty w okolicach rozliczeń z fiskusem.
    Traci Pani klasę

    • „Zanim się kółko różańcowe rzuci na ratunek”… – bez komentarza.

      Tłumaczyć się przed Panią? Ależ nie. Poczekam, może ktoś z wymienionego kółka różańcowego zlituje się nade mną i rzuci się na ratunek, abym nie musiała tracić kolejnego wieczoru na udowadnianiu, iż nie jestem żyrafą. Brak mi już motywacji do bezproduktywnych dyskusji – mam nadzieję, że mi Pani wybaczy.

      PS. Prowokacja o fiskusie poniżej wszelkiej krytyki. Po prostu dno.

    • Ja jako lwica z ” kółka różańcowego” rzeczywiście rzucę się ale nie tyle na ratunek bo Emilia wcale go nie potrzebuje ale tylko tobie Ina do gardła.
      Za bezczelność, taką maksymalnie chamską i prostacką.
      1) Z bloga wychodzi pieniactwo? A i owszem. Po takich komentarzach internetowych wstręciuchów to rzeczywiście wychodzi.
      2) Laurze zaszkodziło danie w restauracji? Trzeba było doczytać do końca. Laura miała infekcję i leżała kilka dni pod respiratorem.
      3)Żal ci tej mądrej dziewczynki Laury? A ciekawe czemu ona taka mądra? Pewnie z filmów w necie, albo bajek z telewizji? A może bo ma mądrą mamę która nad nią pracuje?
      4) Emilia traci klasę? I kto to mówi? Osoba która nie wie co to klasa!!

      I proszę zauważyć w poprzednich komentarzach że ja nie poparłam tego postu na 100 % i nie omieszkałam się swoja opinią podzielić. Emilia odniosła się do mojej wypowiedzi i jakoś obie żyjemy, nie obrażałyśmy siebie wzajemnie i nie wspominałyśmy bezczelnie o fiskusie.
      Takie osoby które o tym wspominają zapewne nigdy grosika na szczytny cel nie przeznaczyły.
      Jest na tym blogu bardzo wielu czytelników który swoje opinie ( nie zawsze zgodne z opinią Emilii) potrafią wyrazić w sposób inteligentny , tak własnie aby nie było pieniactwa 🙂

      • Jamonika29 – dziękuję!

      • Powiem tak. Nikt, kto na co dzień nie zderza się z ludzką zawiścią, bezustanną krytyką i oskarżeniami nie zrozumie przemiany jaka zaszła w Emilii. Ja po latach blogowania, gdzie padały dużo gorsze obelgi (a może i u Ciebie padają, tylko ich nie puszczasz – nie wiem) doskonale rozumiem mechanizm obronny stosowany przez Emilię.
        To co wielu z Was nazywa wyższością dla mnie jest dbaniem o własny komfort psychiczny. Tylko i aż.
        Piszecie też często „zmieniłaś się”. Zapominamy jednak, że wszystkie z nas poznały autorkę bloga a) wirtualnie – więc nie mamy tak naprawdę pojęcia jaką na co dzień jest partnerką, matką, przyjaciółką. Ze strzępków bloga można wywnioskować, że bardzo ciepłą i kochającą. To , że nie pozwala na bezpardonową i niemerytoryczną krytykę znaczy ni mniej ni więcej, że jest osobą świadomą własnej wartości. b) poznałyśmy Emilię gdy była na dnie rozpaczy. Człowiek przytłoczony ogromem nieszczęść zawsze mięknie. Żadna z nas nie wie, jaka Emilia była przed chorobą Laury. Niemniej patrząc na jej wcześniejsze sukcesy zawodowe śmiem twierdzić, że równie wojowniczą i nieustępliwą. Warto więc rozważyć, czy autorka się zmieniła, czy po prostu po zrzuceniu części paraliżującego strachu i niemocy po prostu znów jest sobą – silną i bezkompromisową kobietą, która na pierwszym miejscu stawia dobro własne i najbliższych.

        Dalej – wypominanie jakiejkolwiek ofiarowanej pomocy, lub też tego, że Emilia nadal o nią prosi (co więcej prosi o całkowicie nie obciążający darczyńcę gest jakim jest przekazanie 1% pieniędzy których i tak nie ma) jest grubym nietaktem i świadczy o ograniczeniu umysłowym i braku empatii.

        Bardzo szanuję i lubię autorkę bloga. Nie jestem bezkrytyczna, przesiewam to co pisze przez sito własnych poglądów i jeśli komentuje staram się to robić w sposób wyważony lub merytoryczny. Jeśli nie potrafię, bo coś mnie wkurza zbyt mocno (zdarzało się:)) trenuję najeżdżanie kursorem w prawy górny róg. Co wszystkim niezadowolonym polecam. Nie dlatego, że Emilia musi mieć rację. Dlatego, że racja nie jest jedna. W przeciwieństwie do zdrowia, nerwów i czasu jaki mamy dany.

        Pozdrawiam serdecznie, wciąż z brzydkim zdjęciem 🙂

        • Dziękuję…

        • Trafiłaś w sedno, Łońska. Dobrze prawisz.

    • Ina, ja nie z kółka różancowego, ale z kółka ludzi lubiących mądrych i kulturalnych ludzi jak Emilia. Po przeczytaniu Pani wypocin chce mi się śmiać i płakać. Śmiać z pogardy, a płakać ze strachu, że takie elementy żyją w spoleczenstwie i zagrazają mu na wiele sposobow. Sieją agresję, nienawiść, głupotę, prymitywizm, manipulację i dzielą ludzi. Żal. Niech ten syf, ktory Pani wypuszcza do Pani wróci i to ze zdwojoną mocą :DDDDD

      • Maria Mokotów Twoja obrona to chyba policzek dla autorki bloga. Twój jad i brak kultury są niezaprzeczalne, ja nie muszę zaklinać, do Ciebie jad już wrócił 🙂
        Co do Jamoniki żegnającej odchodzących, bawiącej się w gospodynię – brak słów, dzieci zdarzają się mądre niekoniecznie mając mądrych rodziców 🙂
        Jednak klasy brak – to chyba zaraźliwe

        • Gdzie niby dalam policzek Emilii? Ja Ci naprawde bardzo głęboko współczuję. Sugeruję wizytę u psychologa, poniewaz twoja agresja, zawirowane, bozbawione logiki myslenie, to efekt kumulacji problemów samej ze sobą. Naprawdę aż przykro sie robi, że są tak zgorzkniałe i sfrustrowane kobieciny jak Pani. Patrząc jednak na ogromną biedę w Polsce, mizerne możliwości poprawy swojej sytuacji większości ludzi, poza radykalnymi środkami, jak założenie własnej działalności i tyranie 20 h na dobę (do tego jednak potrzeba inteligencji, znajomości prawa, sprytu, pracowitości i wiary w siebie, a obawiam się, że nie posiada Pani żadnej z tych cech, a wręcz dokładne przeciwieństwo), to nie dziwię się, że zachowuje się Pani na tym blogu tak a nie nie inaczej. Zycze mniej kompleksów, mniej frustracji, no i jakichs powodów do zadowolenia z siebie. A na sam początek proponuję wizytę u psychoterapeuty. Pozdrawiam – niby ta wredna, bo waląca bolesna prawdę prosto w oczy. A prawda w takich wypadkach boli.

          • Jeśli ktoś tu potrzebuje pomocy psychologa, to właśnie Pani. Sugeruję udać się tam jak najprędzej.

          • Nie, Anka, Ina… Ja nie potrzebuję psychologa, ponieważ jestem bardzo usatysfakcjonowana ze swojego zycia. Sama sobie zazdroszczę. Nie pałam nienawiścią do ludzi sukcesu, tylko wręcz ich uwielbiam. Natomiast Ina i jej podobne kobiety mają nienawiść skierowaną do osób wyjątkowych jak Emilia, krytykują agresywnie te najmądrzejsze i najbardziej wartościowe wpisy. Naprawdę współczuję im takiej postawy. Ja tępię to co głupie, brzydkie, nielogiczne. One tepią to co mądre, wyważone, logiczne, wartościowe. To są kobity, które pod zdjęciami Bellucci napiszą, że jest brzydka, a pod artykułem o nobliście napiszą, że jest tępy. Natomiast pod artykułem o genialnym przedsiębiorcy napiszą, że zapłacił łapówki, rodzice go ustawili, itp. Nie przechodzi im przez gardło kogos mądrosc, racja i wielkość. Żalosne.

        • Ina, idz do dobrego psychoterapeuty. Z taką ilością kompleksów, nienawiści twoje życie będzie nędzną wegetacja jaką jest teraz. I poćwicz trochę swój umysł, bo masz żałosne wnioskowanie. W ktorym miejscu wymierzam Emilii policzek? Mam nadzieję, że nie ma pani dzieci, bo wyrosną kolejne sfrustrowane, zakompleksione kreatury, które będą opluwać następne Emilie i ludzi sukcesu. Po prostu bardzo pani wspólczuję. Hmmm musi mieć pani żałosne pod kazdym względem życie.

          • Marta- Mokotów to troll internetowy czy psychofanka Emilii?

          • Ok, nie będę się wdawać w czcze dyskusje. To niesamowite, jak ludzie potrafią „sciągnąć do swojego poziomu i pokonać doswiadczeniem”. Podziwiam Emilię, że wswoich wypowiedziach nie zniża się do dna, jakie czasami sie tu wypowiada. Ja się dalam sprowokować. Brawo, Emilia. Ja też jestem orędownikiem zdrowego odzywiania i jedzenia nutelli raz na kilka miesiecy (chociaz jest pyszna wg mnie).
            Kompletnie mnie nie dziwi ilość otyłych młodych mam z małymi otyłymi dziećmi, skoro każdy wykłoca się tutaj, że biały chleb to nic złego, kluski są ok, słodycze są niezbędne, od nutelli nikt nie umarł, dżem z 80% zawartością cukru to nic złego itp itd. \Emilia stosuje mądre zasady i na zdjęciach widzicie zadbaną, mega szczupłą kobietkę z piękną, zgrabną Laurką oraz fajnego mężczyznę bez piwnego bębna. Pomijając Wasze niesamowite wnętrze, wartości, charakter, jestescie atrakcyjnymi wizualnie ludźmi 🙂 Zdrowe odzywianie widac w jakości cery, w lśniących gęstych włosach, w smukłej kibici, w braku fałd tłuszczu na brzuchu, w błysku w oku, w zdrowym ogólnie wyglądzie. Gratuluję i z wielką przyjemnością naśladuję Wasze odżywianie.

        • Jak ja bym cie chętnie pożegnała stąd. Łooo matko.
          Jako gospodyni oczywiście 😀
          Aha, gospodyni z kółka różańcowego 🙂
          Pozdrowionka

    • Jestem ciekawa, czyje pieniactwo wychodzi-bo chyba raczej niektórych Czytelników bloga, być może i moje także. Gdyby nie wielka miłość i poświęcenie Emilii, to zapewne Laury by już dawno nie było na tym świecie nie było.Bardzo proszę,śpijcie sobie ludzie po 3 godziny na dobę przy dźwiękach respiratora, zamieńcie się z Rodzicami Laury choćby na 1 dzień, a zapewne po godzinie powiecie: „ja wysiadam”. To nie Waszej babci buraczki jak Emilia wychowuje córkę czy w jaki sposób prowadzi bloga.Żywię głęboką nadzieję, że Laura kiedyś całkowicie wyjdzie na prostą, bo odnoszę wrażenie, że ona jeszcze nam wszystkim pokaże na co ją stać. Może w przyszłości będzie pisała bloga na przemian z Mamą.Fajne byłyby takie zapiski matki i córki:)

      • Kasia, myślę o takich zapiskach. Laura też o nich myśli – zapytała mnie kiedyś, czy będzie mogła coś pisać na blogu, jak już się nauczy :). Na razie jesteśmy przy nauce czytania, ale sądzę, że pisanie to kwestia niedalekiej przyszłości 🙂

    • Nie mam zwyczaju komentować ale dzisiaj muszę. Za inne zdanie dotyczące żywienia cofać 1 % – dno.
      Komentarz Iny o fiskusie totalne dno.

  20. Myślę, że problem fatalnego żywienia dotyczy 99% placówek żywienia dzieci… na śniadanie bułeczka z nutellą – „bo dzieci lubią”, na obiad makaron z cukrem i serem, ryż z sosem truskawkowym (słoik kupnego dżemu i kubeł wody ze śmietaną), do tego kompot, a na podwieczorek batonik… no i oczywiście słodzona do nieprzyzwoitości czarna herbata – tak wygląda stołówkowa rzeczywistość. I nie mówcie proszę, że czasem można zgrzeszyć czymś słodkim, cukier i biała maka to podstawa.
    Całe przedszkole nosiłam dzieciom własne jedzenie – 3 posiłki z uwagi na ich alergię i świadomość wyrządzanej przedszkolnym jedzeniem szkody, a Panie dziwiły się, jakim sposobem dzieci mogą pić zwykłe zioła bez cukru, jeść kaszę jaglaną z owocami na śniadanie zamiast czekoladowych kulek itp…
    Najbardziej smutne jest to, że musimy walczyć aby nasze maluch były na tyle silne, że kiedy spotykają się z uśmieszkami ze strony otoczenia umiały się obronić i jednak stanąć po właściwej stronie…. A wierzcie mi, że to jest naprawdę trudne… Kucharki, salowe, wychowawczynie, szczególnie te ze starszego pokolenia potrafią naprawdę wyrazić głośno i publicznie swoje wątpliwości co do „nowej mody” 😉

    Wiem Emilko co przeżywasz w kwestiach „jadłospisowych” i życzę Ci dużo siły.
    Pozdrowienia 🙂

  21. Witam,

    Wczoraj co prawda wypowiadałam się już na tym forum ale dzisiaj chciałam dodać parę słów na temat słynnej Nutelli. Wspominałam w ostatnim komentarzu, że mój syn chodzi do przedszkola objętego programem „Zdrowy Przedszkolak”, gdzie serwuje się dzieciom zdrowe jedzenie i promuje właściwe nawyki żywieniowe. Menu w jego przedszkolu jest naprawdę sensowne, ale niestety i tu od czasu do czasu zdarzają się też różne „grzeszki” w postaci słodyczy i właśnie jednym z takich „grzeszków” bywała owa Nutella podawana na podwieczorek. Kilka miesięcy temu zapytałam panią Dyrektor, dlaczego dają dzieciom Nutellę pomimo realizowanego programu zdrowego żywienia i usłyszałam, że nie chcą być tam zbyt rygorystyczni i że czasami chcą sprawić dzieciom przyjemność takim smacznym podwieczorkiem. Ja generalnie nie robiłam o to problemu, ale podsunęłam Pani Dyrektor przepis na witariański krem czekoladowy na bazie awokado, który znalazłam właśnie na tym blogu (swoją drogą przepis genialny: pyszny i zdrowy – dziękuję Pani Emilio!) . I właśnie wczoraj, kiedy odbierałam synka z przedszkola pani Dyrektor pochwaliła się, że dzieci dostały na podwieczorek kanapki właśnie z takim kremem czekoladowym na bazie awokado i z dodatkiem powideł śliwkowych wyrabianych przez przedszkolne kucharki 🙂 Podobno dzieci się tym zajadały i nie widziały różnicy miedzy wersją nazwijmy to „klasyczną” a wersją zdrową 🙂 Tak więc sklepowy krem czekoladowy ma na zawsze zniknąć z jadłospisu naszego przedszkola :))))) No przyznam, że jestem dumna z pani Dyrektor i troszkę z samej siebie, bo przyczyniłam się do pewnej pozytywnej zmiany żywieniowej w przedszkoli syna. To pokazuje że wystarczy troszkę dobrej woli ze strony personelu przedszkola, trochę wysiłku i można proponować dzieciaczkom smaczne i zdrowe posiłki .
    W ogóle uważam, że jest to fajny pomysł by zastępować chemiczne, niezdrowe słodycze ich zdrowszymi zamiennikami. Sama staram się stosować takie słodyczowe „oszustwa” i wciąż szukam przepisów, które pozwoliłyby mi połączyć słodkie ze zdrowym.

    Pozdrawiam serdzecznie

    • Naprawdę przedszkole zaczęło podawać dzieciom krem czekoladowy według przepisu z mojego bloga??? Ależ mi zrobiłaś niesamowitą przyjemność tym komentarzem! Dziękuję 🙂

      A tu dla przypomnienia podaję przepis na krem czekoladowy z avocado, gdyby ktoś jeszcze chciał skorzystać: http://www.kochamylaure.pl/bonus-dla-zdrowia/2013-08-23/

      • No chyba czytacie mi w myślach bo własnie dzisiaj kupiłam avocado i chciałam poszukać na blogu tego przepisu :)Pozdrawiam 🙂

      • Tak!!! zrobili taki krem tylko dodali podobno jeszcze trochę powideł śliwkowych, ale nie kupnych tylko własnego wyrobu:)
        Mało tego, na stronie internetowej naszego przedszkola jest zakładka „Kącik zdrowych przepisów”, gdzie dyrekcja umieszcza przepisy na zdrowe potrawy podane przez rodziców. Jakiś czas temu pozwoliłam sobie podać ten przepis z Pani bloga (mam nadzieję, że nie złamałam żadnych praw autorskich) i jest on tam dostępny, można zajrzeć:
        http://www.p147wroclaw.szkolnastrona.pl/index.php?p=m&idg=zt,76

        Jest tam zresztą sporo fajnych, prostych, zdrowych przepisów, np. na zdrowszą wersję żelków. Tak więc może mieć Pani satysfakcję, że propagowanie zdrowego żywienia na tym blogu przynosi wymierne efekty:) A przynajmniej dzieciaki z jednego z wrocławskich przedszkoli na tym skorzystały 🙂
        Pozdrawiam

        • Nie martw się, nie złamałaś żadnych praw autorskich, gdyż przepis nie jest mojego autorstwa. Poza tym niech dzieciaki jedzą na zdrowie!!! 🙂

    • A co złego jest w nutelli? Przecież to orzechy i ciemna czekolada.Samo zdrowie.

      • Naprawdę? Polecam lekturę etykiety na odwrocie opakowania 🙂

  22. Czytam blog od 3 lat . Od pewnego czasu wchodzę tu coraz rzadziej ponieważ przeraża mnie ogrom „jadu” zarówno ze strony komentujących jak i Pani Emilii. Wydaje mi się że można nabrać pewności siebie i odpowiadać na złośliwe komentarze (tak jak pisała Pani Emilia) ale „ton” całego bloga jest inny od tego z poprzednich lat.Pani Emilia bardzo się zmieniła i ja również zaczynam odbierać ją negatywnie. Życzę szczęścia w walce o nie wiem co, chyba wszystko i nic.

    • Ja współczuję Emilii, że dostaje taką ilosc jadu i nienawisci w tych komentarzach. Jej posty są bardzo delikatne, bardzo wyważone, merytoryczne, oparte na pracach naukowych, zdrowym rozsądku i wielkim doswiadczeniu życiowym, a jednak spotykaja sie z taką reakcją. Mam wrażenie, że krytykują ją ludzie, którzy nawet pod artykułem noblisty piszą: ale matoł! on jest głupi! itp, a wiec to chyba ich problem a nie Emilii.

      • Z calym szacunkiem ale to Marta-Mokotow jest glowna wyzywajaca innych od matolow i nadworna obronczynia Emilii. Az ciezko sie czyta takie lizusowskie komentarze.

        • Ło matko… Ja i lizus? to chyba ostatnie określenie, które do mnie pasuje. Zresztą widzicie, że mówię to, co myślę i obce jest mi dostosowywanie się do kogoś albo próba przypodobania. Eilię szanuję i zgadzam się z 99% jej opinii. Tez tak pewnie macie, że spotykacie jakąś osobę, któa ma zadziwiająco podobne przemyślenia do Was, jest wręcz lustrem Waszych przemyslen. Ja mam co do joty takie przemyslenia jak Eilia i nie jest to lizusostwo, a własne poszukiwania w różnych źródłach wiedzy na temat odzywiania i ta wiedza dokładnie pokrywa się z wiedzą Emilii. Pozdrawiam.

  23. Emilio, mam to samo nastawienie wobec krytykantów – mieć ich w dupie.
    Ważne żeby żyć w zgodzie ze sobą i realizować ważne cele. Oczywiście najpierw to swoje życie trzeba przemyśleć, przewałkować, sprawdzać priorytety.
    A Ty Emilio przewałkowałaś to wiele wiele wiele razy, i spoko – znasz siebie, znasz dziecko, znasz wartości wszystkiego, i robisz swoje. Tak trzymać!
    To samo robię ze swoimi dziećmi, przykład? nie chrzcę ich, i mam gdzieś krytykę otoczenia, i dziwne uwagi typu „Ale będize miało żal, że nie dostaną prezentów po komunii jak koledzy”

  24. CHLEB Z DŻEMEM!!! Ile razy w komentarzach przewijał się ten nieszczęsny chleb z dżemem… A ja nie rozumiem, co w nim złego? Latem robię różne dżemy, najczęściej śliwkowe powidełka, dżem wiśniowy, prażone jabłka, mus malinowy, od mojej mamy dostałam dżemik truskawkowy. Pycha i moim zdaniem – zdrowo. Że słodkie? Przecież nie zjadamy pół słoika naraz… Że białe pieczywo? Moje dziecko nie lubi ciemnego i koniec kropka. Ja uwielbiam – on nie. Mam go albo zmuszać do jedzenia ciemnego, albo nie dawać mu w ogóle pieczywa, tak? Obłęd. Czytałam taki dowcip kiedyś – co według dietetyków jest najgorsze dla naszego zdrowia? Cyjanek? Arszenik? Nie – białe pieczywo…

    • Dżem jest okej, pod warunkiem, że taki jak pisałaś, albo kupny ale na prawdę z owoców, a nie z wody, żelatyny, barwników i konserwantów… Sądzisz, że w placówkach są dżemy domowej roboty? Pracowałam już w różnych placówkach z dziećmi od 2,5 do 18 lat. Tam gdzie było żywienie to wierz mi, często nie wiedziałam, czy co robić, jak zobaczyłam co dzieci dostają do jedzenia…. Gdyby nie ludzie dobrej woli, sponsorzy, którzy dostarczali owoce, warzywa do kanapek, to te dzieci jadłby MOM, konserwanty, cukier i nic poza tym.

  25. Emi, trochę pojechałaś po bandzie 🙂

    • Napisałam, co widziałam. Miałam dwa wyjścia,mówić o tym i uświadamiać innych, albo udawać, że nic się nie stało. Wybrałam to pierwsze, nie wiem, czy słusznie. Pozostawiam to Waszej ocenie. Rozwinę jeszcze ten temat w kolejnym wpisie.

  26. Emilio, skoro już tak na temat zdrowego żywienia, to może zaproponuj jakiś racjonalny jadłospis dla przedszkolaków, może akurat przeczyta to ta osoba, która powinna i trochę spróbuje dostosować się .. a i ja bardzo chętnie poznam pomysły na zdrowe posiłki, bo przyznam się szczerze, że pomimo wielu godzin szukania zdrowych przepisów, odkąd nastała jesień nie wiem co ma gotować 🙁 oczywiście mogłabym zajrzeć na zalecenia Instytutu Matki i Dziecka czy jakoś to tak się nazywa, ale odkąd ich nazwą reklamują się napakowane chemią i syfem ciasteczka to ja unikam wszystkiego z tym znaczkiem węsząc w tym podstęp. W swojej bezsilności proszę o odpowiedź.

    • Bardzo dużo czasu zajmuje mi prowadzenie tego bloga i odpowiadanie na komentarze. Nie sądzę, abym znalazła jeszcze czas na przygotowywanie przykładowego jadłospisu dla przedszkolaków, który w dodatku byłby poddawany dziesiątkom komentarzy i krytycznych uwag. Myślę, że przy odrobinie wysiłku każdy sam może sobie znaleźć informacje. Ja rzucam temat do przemyśleń, opisuję problemy, dzielę się subiektywnymi spostrzeżeniami z własnego życia, ale wszystkiego za ludzi robić nie będę. Przykro mi, ale nie jestem w stanie.

      • Poponuję przestać odpowiadać na komentarze 🙂 Pisać swoje (zawsze z niecierpliwością czekam na nowy wpis), a dyskusja niech żyje własnym życiem . Szkoda nerwów Pani Emilio 🙂

        A tak a propos zdrowego żywienia – ja tak od dzieciństwa lubię i słodkie, i nutellę (tak z ciekawości zerknęłam na sklad- w porównaniu z innymi produktami czekoladowymi nie jest taki zły:) ma cukier, prawda i tłuszcze, ale… myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi) i myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi, a będzie miłą odskocznią. Ale chipsom dla dzieci i wyrobom z mnóstwem E mówię zdecydowane nie! Ale tak samo też można się przyczepic do pryskanych chemią nowalijek zimą…
        Temat rzeka, ciężko znaleźć w dzisiejszych czasach coś naturalnego…
        Pozdrawiam.

        • Kurcze to moje dzieciaki mają szczęście bo w ich przedszkolu menu jest dostosowane i do pory roku i apetytów dzieci. Zupy rożne, kasze, ryż i makarony pelnoziarniste, owoce lub warzywo do każdego posiłku plus sok przecierowy- witaminka, karotka lub Kubuś. Wiemmmm, nie wszystko jest ok ale kwestia nawyków żywieniowych nie jest, aż tak restrykcyjna w każdym domu. Pojawia się nutella i słodycz jakiś lub winerki drobiowo-cielęce. Więc uważamy że jest ok, mogło by być lepiej ale jest nienajgorzej.

    • Kolejny kompletny brak wyczucia, empatii i minimalnej inteligencji u komentującego. Pani Anonim pisze, że spedziła wiele godzin na tworzeiu jadłospisu i jej się to nie udało, wiec moze nich Emilia poswieci wieeeeele godzin na utworzenie jadłospisu (to nie jest łątwe, bo trzeba znac normy poszczególnych składników dla rosnących i rozwijających się dzieci kilkuletnich), b na ewno ma mnostwo czasu, siły i powinna wyręczyc innych rodziców, którzy sobie oszczędzą czas. A co tam…. Niech Emilia śpi 2 godziny na tydzień. Czemu nie?

      Zdrowe odzywianie dziecka mozna rozpoczac od bardzo prostych zmian:
      1) picie – żadnych napoji, żadnych herbatek z 10 łyzkami cukrów, żadnych Kubusiów z seyropem glokozowo-fruktozowym. Po prostu woda mineralna, cieniutka herbata, rozcieńczony wodą 100% sok pomarańczowy. Podawanie organizmowi cukru z kazdym łykiem pobudza ten zolądek non stop i dziecko je kilkanascie posiłków przez to, a zęby są non stop w cukrze. Ja piłam przede wszystkim czystą wodę.

      2) słodycze – u mnie w domu podawało się te z najwyzszej półki, nie żadne czekoladopodobne gluty z tesco czy carrefoura, tylko prawdziwe, dobre czekolady o wysokiej zawartosci kakao, „domowe” ciasta, słodycze w stylu tych sprzedawanych obecnie w Krakowskim Kredensie. Zero sztucznosci i zapychaczy. Oczywscie nie za często. Ja jadłam codziennie, ale byłam dzieckiem bardzo aktywnym sportowo, więc i tak byłam chuda.

      3) Ekologiczne, nieprzetworzone, jak najmniej chemii

  27. nie przesadza troszeczkę aby Pani? Z kontekstu Pani wpisu wynika wprost, że chodziło o MENU z jednego dnia (a co serwują w inne?), bo wcześniej to przedszkole przyjeżdżało do Emilki, a nie odwrotnie. Ostatni szczegół wskazuje iż ma Pani szczęście do przedszkola, a ta wredna, niereformowalna i nieuchwytna właścicielka ma skłonność do dokładania czasem do interesu – bo przyjmuje dzieci z kłopotliwymi schorzeniami a czasem jak do Pani wysyła swych ludzi te 30-40 minut drogi od siedziby, i nie patrzy na koszty. Skoro tego pierwszego dnia i tak zabrała Pani własne jedzenie, to mniemam że cokolwiek by tam nie podano – i tak trafiło by na tego bloga, bo byłoby złe. Skoro ta Nutella czasem(?!) na stole się pojawia, to widać jest to miłe tak dzieciom, jak i ich rodzicom, problemu większego nie widzących. Bicie piany o szczegół niegodny uwagi w fajnym w sumie miejscu nie jest fair. Można było zwrócić uwagę i być może byłoby od ręki po temacie, ale – nie byłoby tematu na bloga, tej konwersacji i odsłon-a więc i pieniędzy.

    • Proponuję przeczytać moje komentarze pod postem – dowie się Pan/Pani więcej na temat moich prób wydobycia z przedszkola menu i porozmawiania o tym. Mimo moich usilnych próśb (mailowych, sms-owych, telefonicznych), przedszkole nie udostępniło mi jadłospisu.

      Jeden dzień to za mało na obserwację? Nie sądzę, aby głównym problemem w tym przedszkolu był dostarczyciel żywności. Głównym problemem są nawyki żywieniowe prezentowane w przedszkolu, a jeden dzień w zupełności wystarczył, aby to zaobserwować.

      Co do tekstu: „dokłada czasem do interesu” i „nie patrzy na koszty” to pisze Pan/Pani kompletne bzdury. Na dziecko z takimi schorzeniami, jakie ma Laura przedszkola dostają dotację i to niemałą. Dotacja spokojnie wystarcza na zatrudnienie kadry do nauczania indywidualnego, na dojazdy a i jeszcze starcza na zarobek. Wiele przedszkoli przekształca się w integracyjne i przyjmuje w szeregi niepełnosprawnych właśnie ze względu na te dotacje. Niech mi więc Pan/Pani nie prawi farmazonów, że jakakolwiek prywatna firma (w tym przedszkole) dopłaca do terapii niepełnosprawnych dzieci. Tak się składa, że znam temat od podszewki i wkręcić się w tym zakresie nikomu nie dam.

      Co do ostatniego zarzutu, że ten kontrowersyjny wpis może mi przynieść więcej pieniędzy, to za chwilę mam zamiar parsknąć śmiechem.

      Uwaga: parskam.

      A teraz śmiech.

      Już.

      Dobranoc.

    • Nogay to jakies pie&&&niete babsko, które ma IQ rzędu 70. Ja nie wiem, jak mozna pisac takie posty jak ona inaczej niz po litrze wodki. Jezeli jednak było to pisane na trzewo to składam głebokie wyrazy współczucia za tak wybitnie niską inteligencję, buractwo i mentalne wsiurstwo.

      • Witam, czytam bloga i komentarze i zauważam, że Marta-Mokotów uwielbia pod prawie każdym postem kogoś zwyzywac a to od brzydkich, glupich, wsiurow itp….czy to czasem nie swiadczy o inteligencji???? ? Może trochę kultury?

        • Powiem Pani nieskromnie, że inteligencji mi nie brakuje. Dostałam się do Mensy w wieku 20 lat. Co do wyzwisk. Hmmm,,,, powiem szczerze, że cisną mi się one znacznie czesciej niż to się wydaje i to ujawniam na blogu. Internet uswiadamił mi jak wiele jest bardzo prymitywnych ludzi, o wąziutkich horyzontach, jak wiele zawisci i frustracji oraz kompleksów mają w sercu, jak bardzo podcinają skrzydła wybitnym na swój sposób ludziom typu Emilia, którzy wykonują większą pracę niż 99.99% z nas (dziesiec razy wiekszą ode mnie). Nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie są tak prymitywni, małostkowi, bezczelni (np. pytania do kobiety pracującej 22 h na dobę, kiedy urodzi drugie dziecko i milion innych przykłądów twórzczosci tego wsiurstwa). Widzę te komentarze z 5 błędami ortograficznymi i zastanawiam się, jakim cudem pieniadze podatnikó marnowane są na takie matoły. JA się wychowywałam w otoczeniu warszawskiej inteligencji i powiem sczerze, że dopiero na blogach zaczęłam poznawac ludzi tego pokroju. Az się serce ściska, że tyle tego jest.

          Panią Emilię bardzo, ale to bardzo szanuję, bo jest kobietą wybitnie pracowitą, oswieconą, uczącą się non stop, utrzymującą bardzo wysokie standardy stosunkó miedzyludzkich, poznawania swiata, odzywiania, mimo że ma mikroskopijną ilosc czasu. Podziwiam, że tak zapracowana i pernamentnie zmeczona osoba potrafi prowadzic tak wspaniałą kuchnię dla swojej rodziny. Swiadczy to o jej gigantycznej miłosci do Kuby i Laury. Ja w takim zmeczeniu prawdopodobnie zjadłabym juz tę nutellę, chociaz brzydzę się smieciowym jedzeniem. A ona mimo braku sił i czasu poswieca się, aby tej rodzinie przychylic nieba i zdrowo nakarmic.

          Co do przedszkola – skandaliczne jedzenie. Chyba, że to był jeden dzien w miesiacu, kiedy robi się dyspensę i zjada tony cukru. Sama tak robię. Jezeli taki jadłospis jest na codzień, to nie dziwię się, że dzieci są otępiałe, pulchne, powolne, ospałe i mniej utalentowane niz były 20 lat temu. Cukier w nadmiarze bardzo uszkadza organizm.

          Pozdrawiam tysiące normalnych i przyjaznych ludzi, których też spotykam na tym blogu. Niech to dobro do Was wraca.

          • Do Marta -Mokotów: jest więc Pani żywym przykładen tego, że inteligencja z kulturą nie zawsze idą w parze niestety…..

          • Jestem kulturalna, wtedy kiedy spotykam kulturalnych ludzi. Nie da się być kulturalnym non stop. Przynajmniej ja sobie takiego przymusu nie narzucam, mając do czynienia z prostakami, czyniącymi krzywdzące zarzuty Emilii czy innym ludziom, siejącymi pomówienia i obelżywe opinie. W stosunku do agresywnego dresiarza nie mam zamiaru byc kulturalna. W stosunku do żula, który zrobi kupę na mój samochód równiez nie mam byc zamiaru kulturalna. W stosunku do Emilii czy ludzi tego standardu jak najbardziej.

          • Bardzo prymitywnych zachowan ta „warszawska inteligencja” uczy…

          • Ja tez szanuję Emilię i nie rozumiem niektórych komentarzy ale nie używam wyzwisk w stosunku do tych ludzi. Tak samo jak Emilia ich nie używa. Można z kulturą się wypowiedzieć. No ale skoro warszawska inteligencja to cóż….w jednym z komentarzy jakiś czas temu napisała Pani do pewej kobiety, że jest brzydka a ona nie obrazila Emilii tylko właśnie kulturalnie się wypowiedziała. Trochę umiaru proszę pani.

          • Do Marta – Mokotów: Czytając Pani komentarze, w których roi się od literówek, są błędy ortograficzne i stylistyczne można wywnioskować, że Pani zalicza się do tych jak to Pani nazwała „matołów”, a do Mensy dostała się Pani przez przypadek:)

          • Są literówki, bo piszę w pośpiechu, nie zawsze klawiatura zareaguje i dlatego są błędy w stylu: materiałó zamiast materiałów. Ortów nie robię. Stylistyka słaba, ponieważ piszę w pośpiechu i nie redaguję tego starannie jak np. pracy magisterskiej. Swoją drogą, kiedyś pani promotor powiedziała, że nie spotkała jeszcze pracy tak poprawnie językowo napisanej. Brakowało dosłownie trzech przecinków. Tu piszę chaotycznie, zgadzam się.

            Nie chce mi się juz dyskutowac. Komentarze na tym blogu mnie czasami przerażają. Patrzę na ludzi na ulicy i typuję kto z nich może byc takim tłumokiem.
            Warszawa to niestety Słoikowo dzisiaj.

          • Do Marta-Mokotów Typuje pani na ulicy kto może być tlumokiem???? Przykre. Widać, że ma się Pani za lepszą niż inni. A może wszystkich Pani tak obraża żeby podnieść swoją samoocenę?

          • Nie obrażam. Po prostu czasami czytam takie komentarze na tym blogu, takie oszczerstwa, że zastanawiam się, czy to pisała prawdziwa osoba. Czy jest moliwe coś takiego napisać na trzeźwo. Ja bym po litrze wódki nie wymyśliła takich głupot i oszczerstw i nawet będąc pijana nie przeszłyby mi przez gardło. Po prostu ci ludzie nie mają sumienia, rozumu, jakichs logicznych wniosków?
            Nie obraziłam w tym co napisałam normalnych ludzi. Jeżeli ktos pisze, że hołota zdewastowałą zabytkową kamienicę, to ja NIE czuję się obrażona. Dlaczego? Bo to nie ja zdewastowałam elewację. Podobnie moje słowo nie powinny ranić osób niewinnych i zachowujących się jak Człowiek a nie kreaturka.

          • Chciałabym zobaczyć tą warszawską inteligencję z Pani otoczenie, bo aż kipi buractwem i chamstwem z Pani postów więc podejrzewam że wychowywała się Pani obok inteligencji a nie wśród niej. Ja również podziwiam Emilię mimo, iż nie zawsze się z nią zgadzam ale nie obrażam innych, którzy mają odmienne zdanie od mojego czy Pani Emilii. Gdyby była Pani choć trochę taktowna, inteligentna i kulturalna za jaką się uważa to nie przechwalałaby się na forum swą pseudointeligencją a już na pewno nie wdaławałaby się Pani w dyskusję z ludźmi, którzy obrażają autorkę tego bloga bo to świadczy o tym, że reprezentujecie podobny poziom. A co do słoikowa….hmm myślę, że niejeden słoik w Warszawie bije na łeb i szyję rodowitych warszawiaków jeśli chodzi o kulturę i wykształcenie. Obraziła Pani ludzi pochodzących z prowincji…..ja pochodzę z małego miasta, od lat mieszkam w Krakowie, skończyłam studia, pracuję na UJ i co jestem gorsza od moich koleżanek, które urodziły się i wychowały w Krakowie? Więcej taktu i opanowania życzę, bo to można jeszcze wypracować przy dobrych chęciach.

          • Zgadzam się, że pojechałam po bandzie i potraktowałam buraków na ich poziomie, czyli po buracku, za co zostałam zrugana. Hmm nie przywiązuję do tego wagi, ponieważ ci ludzie są anonimowi i wątpię, by prezentowali taki poziom na żywo (spaliliby się ze wstydu, podchodząc do Emilii i nie przeszłyby te plugastwa przez usta, patrząc jej w oczy), a więc wątpię, że miałabym pretekst tak reagować.
            Czy ja jestem burakiem? Raczej uchodzę za osobę świetnie wychowaną, ale jak trzeba to nie widzę problemu w oferowaniu wiązanki komuś przekraczającemu wszelkie normy. Takie wybuchy zdarzają się nawet najbardziej cenionym profesorom i uważam, że tylko dodają pikanterii danej osobie. Wierzcie mi (lub nie), że z ludźmi o odpowiedniej percepcji, posługującymi się argumentami, posiadającymi umiejętność wnioskowania, nigdy bym w ten sposób nie rozmawiała. Możecie myśleć o mnie cokolwiek. DLa mnie opinia anonimowych ludzi w sieci, z którymi nie zamieniłam dwóch zdań na żywo, jest równie ważna jak wyrzucony 5 lat temu paragon za zakup w kiosku chusteczek higienicznych. Czyli ma wartość zerową i ani grama więcej.
            W każdym razie cieszę się, że powyżej opisany typ człowieka to mniejszość na tym blogu (chociaz mocno się produkujący) i mogę dosc czesto poczytać ciepłe, serdeczne, mądre wypowiedzi internautów.

          • Wytyka Pani komuś błędy ortograficzne, a sama je robi (poprawnie pisze się – na co dzień). Myślę, że „pernamentnie” – to też nie literówka. Mensa się chyba trochę za Panią wstydzi.

  28. O ile jadłospis jest rzeczywiście nie do przyjęcia, o tyle te kalumnie rzucane białemu pieczywu, już trochę śmieszą. We wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek, w jedzeniu również.
    Dzieci, które wysłuchują takich komentarzy, które przytaczałaś we wpisie (czyli, to niezdrowe, tamto niezdrowe, itp.) najczęściej w wieku, w którym mogą dokonywać wyborów, sięgną po to niezdrowe, be, trujące. Z ciekawości, z buntu, bo przecież wszyscy wokół jedzą i żyją. I sprawdza się to w naprawdę wielu sytuacjach.

  29. Może sie narażę, ale nie uważam zjedzenia kromki białego pieczywa z nutellą od czasu do czasu za przestępstwo…

    • Nie jest to przestępstwem, ale Emilia nie pisze o osobach, które dają taki przysmak dzieciom raz w roku, np na urodziny, ale o ludziach, którzy w każdym posiłku dziecka umieszczają takie śmieciowe jedzenie. W KAŻDYM. Na śniadanie białe pieczywo, słodycze z ogromną zawartością tłuszczu i cukru jak nutella, na obiad naleśniki z czekoladopodobnym glutem i mnostwem cukru i tłuszczu, na przekąski słodycze, słodkie napoje… Jako nagroda za wykonanie zadanie słodycze….

      Trzeba patrzec jaki Indeks Glikemiczny ma jedzenie. Biale pieczywo, słodycze, słodzone napoje, biała mąka w postaci klusek, pizzy, mają najwyższy wskaźnik z możliwych. Jest to jedzenie, które nie dostarcza witamin i budulca do wzrostu i rozwoju dziecka, natomiast jest tak kaloryczne, jakby było jedzeniem dla pracownika fizycznego, który pracuje ciężko 10 h na dobę.
      To są małe brzdące, po kilkanascie kilogramow i nie mozna dawac im jedzenia jak dla ciezko pracującego, 100 kilogramowego mezczyzny. Białe pieczywo i inne smieciowe jedzenie podnosi skokowo cukier we krwi a to idealny wstep do cukrzycy, otyłosci, ospałosci, braku energii do życia, wilczego głodu 15 minut po takim posiłku i otepienia umysłowego.

  30. Cześć Emilko! Dawno już nie pisałam ale na temat żywienia w placówkach mam pewną wiedzę. Jeśli chodzi o placówki publiczne to obwiniać należy samorządy, które idą na łatwiznę i tną koszty. Dosłownie zwalają koszty wyżywienia na rodziców. Likwiduje się przedszkolne i szkolne stołówki i zatrudnia firmy kateringowe, które mają wyższe ceny i podają syf w styropianach. Sprzęt kuchni został rozsprzedany za bezcen a kucharki zwolnione. Kilkanaście etatów mniej do utrzymania. W przedszkolu mojego syna kuchnia jeszcze jest. Do wyżywienia każdego dziecka dopłaca miasto. Koszt dziennego posiłku to dla mnie 3,50. Dużo zależy też od dyrektorów placówki i misji jaką sobie wyznaczy. Np czy skąpi na dzieci i zapycha je parówkami czy myśli o tym co jedzą. U mojego synka w celu „oszczędności” wymyślono podwieczorkowe i śniadaniowe szwedzkie stoły. Chodzi o to, że zachęca się maluchy do wybrania tylko tego co faktycznie zje:) Są to papryka, pomidor, ogórek, jajko, kawałeczki szynki, sera. Uważam, że to świetny pomysł! Nagrody daje się owszem ale w akcji: „Poznaje nowe smaki” są to naklejki za próbowanie i zjedzenie nowych nie lubianych wcześniej warzyw czy owoców oraz surówek. Nie uwierzyłabyś jak mój syn się rozsmakował w warzywach! Proponujcie takie rozwiązania w swoich przedszkolach! Słyszałam też ostatnio, że w jednej ze szkół Pani Dyrektor zorganizowała dostawy jabłek i marchwi z banku żywności i codziennie przez cały miesiąc dzieci robiły sobie na drugie śniadanie w całej szkole surówkę:) Widać więc wyraźnie, że to ludzie muszą działać mądrze! Myślę, że możemy o to zabiegać dla swoich dzieci w przedszkolach i szkołach!
    Emilko czytam Cię stale i stale jesteś dla mnie wzorem:) Moja córka ma już 8 lat. Ciągła praca z nią zdziałała cuda. Gdy czasami nie mam siły myślę o Tobie:) Ty wiesz jak smakuje każdy sukces chorego dziecka ale uczysz też, że nie ma rzeczy niemożliwych!
    Pozdrawiamy i całujemy od naszej ekipy!:) Gosia

  31. Musze przyznac, ze narasta we mnie cos w rodzaju irytacji na takich przedsiebiorcow, jak wlascicielka tegoz przedszkola. Czy wlasciciel takiej placowki nie jest zobowiazany trzymac si epewnych standardow ? Szkoda, ze nie podalas Emilio nazwy tego zakladu, bo az mnie rece swierzbia, zeby to gdzies zglosic.

    • Nazwy nie podam, gdyż nie chcę robić problemów ani właścicielce przedszkola, ani pracującym tam paniom (a zwłaszcza im, bo to przemiłe dziewczyny). Chcę jedynie, aby ktoś się w tym przedszkolu zastanowił nad podejściem, może nawet przestraszył, o ile będzie to impulsem do pozytywnych zmian w jadłospisie. Chcę również zwrócić uwagę na ten problem szerszej grupy ludzi, którzy czytają mojego bloga. Uważam, że żywienie śmieciowym jedzeniem jest problemem wielu placówek sprawujących opiekę nad dziećmi i dlatego trzeba nie bać się o tym mówić, a od przedszkoli należy wymagać określonego standardu.

      • Można znaleźć przedszkole z przyzwoitym jedzeniem i może to być jedzenie z cateringu. Może uda się z innymi rodzicami to zmienić? W przedszkolu mojej córki (niepublicznym) jest catering, zmieniony w trakcie roku szkolnego na lepszy przez właścicielkę w porozumieniu z rodzicami. Kilka razy miałam okazję widzieć obiad czy dostać na wynos jak córka wychodziła wcześniej, i jest naprawdę w porządku. A w ramach przekąski dzieci jedzą owoce -też osobiście widziałam odbierając córkę. Także się da! Mamo Laury, TY nie dasz rady tego zmienić? 😉

      • Kup właścicielce w prezencie książkę Julity Bator „Zmień chemię na jedzenie”. Tak po prostu…od serca…jako matka dbająca o zdrową dietę swojego dziecka. Jeśli jest rozsądną kobietą, to Ci potem podziękuje, bo książka jest świetna i „otwiera oczy” nawet największym wielbicielom nutelli 🙂
        Pozdrawiam z Wrocławia

  32. A ja w tej kwestii w pełni popieram Panią Emilię i gratuluję odwagi. Osobiście uważam, że temat fatalnego żywienia dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach jest bardzo ważny dla wielu rodziców i należy o tym mówić, mówić, mówić a nawet krzyczeć!!!
    Ja sama niejednokrotnie zastanawiałam się jak to jest, że placówki opiekuńcze i oświatowe dla dzieci muszą spełniać szereg wymagań np. sanitarnych, dotyczących kwalifikacji personelu itp. a jednocześnie jeśli chodzi o żywienie to panuje tzw „wolna amerykanka”. Przecież już od dłuższego czasu mówi się wręcz o epidemii otyłości wśród dzieci i nastolatków, lekarze i dietetycy biją na alarm, wskazując na szereg negatywnych dla zdrowia skutków karmienia dzieci śmieciowym jedzeniem. Nawet kilka dni temu słyszałam w wiadomościach, że polskie dzieci znajdują się w niechlubnej europejskiej czołówce jeśli chodzi o otyłość i nawyki żywieniowe. Przecież taka sytuacja będzie miała swoje dalsze opłakane konsekwencje dla tych dzieciaków i to nie tylko w sferze osobistej, ale też społecznej i ekonomicznej. Dla mnie jest wręcz skandalem, że do tej pory dopuszczano w szkołach sklepiki ze słodyczami, że nie ustalono odgórnie porządnych standardów żywienia dla przedszkolnych i szkolnych stołówek czy tez firm cateringowych dostarczających posiłki tego typu placówkom. I nie trafiają do mnie argumenty, że nie stać naszego państwa na zdrowe żywienie dzieci, bo po pierwsze przy odrobinie wysiłku można przygotować smaczny i zdrowy posiłek za rozsądną cenę, po drugie trzeba też wziąć pod uwagę, że wszyscy będziemy pon0nosić koszty leczenia coraz bardziej ociężałego i schorowanego społeczeństwa.
    Uważam, że jako rodzic mam prawo oczekiwać, że przedszkole, czy później szkoła będą mnie wspierać w staraniach o zdrowe żywienie mojego dziecka i wpajanie mu dobrych nawyków. Przyznam, że gdy szukałam w okolicy przedszkola dla mojego syna to oprócz zbierania opinii na temat atmosfery, nastawienia personelu do dzieci, oferty edukacyjnej itp. bardzo zwracałam uwagę na jadłospis przedszkola. Miałam to szczęście, że w mojej okolicy znajduje się publiczne przedszkole uczestniczące w programie „Zdrowy Przedszkolak”, które serwuje maluchom naprawdę fajne, zdrowe posiłki, a jednym z celów edukacyjnych tej placówki jest właśnie propagowanie wśród dzieci zdrowych nawyków żywieniowych. No ale właśnie… jeszcze raz podkreślę, że mogę się w tej kwestii uważać za szczęściarę, bo miałam takie przedszkole w okolicy i mój syn się tam dostał. Niestety, jak pokazuje przykład Laury czasami rodzice nie mają wyboru i są skazani na placówki, które zupełnie nie dbają o jakość jedzenia dla maluchów. Dlatego nie dziwię się oburzeniu Pani Emilii, natomiast bardzo dziwię się ignoranctwu ze strony dyrekcji przedszkola i nauczycielek.
    Może do personelu tego przedszkola (i wielu innych) trafiłby chociaż argument, że dzieci faszerowane zbyt dużą ilością słodyczy stają się nadpobudliwe i bardziej niesforne – udowodniono to podobno naukowo! Tak więc już z lekkim przymrużeniem oka proponuję uświadamiać nauczycieli i dyrekcję placówek oświatowych, że zdrowo żywione dzieci to nie tylko dzieci zdrowsze fizycznie, ale też szczęśliwsze i… grzeczniejsze;)

    Pozdrawiam serdecznie, zwłaszcza Laurę

  33. Czytam i czytam i chyba wybiorę się do przedszkola mojej córki z podziękowaniami!
    Obserwuję jadłospis, który przedszkole co tydzień wywiesza na tablicy ogłoszeń (podpytuję córkę o to, co jadła, więc wiem, że jest zgodny z prawdą) i przyznam, że mają tam zdrowsze żywienie, niż jest u nas w domu. Choć osławionej Nutelli moje dzieci na oczy nie widziały.
    Moja Maja chodzi do państwowego przedszkola. Dzieci często dostają ciemne pieczywo, dużo owoców i warzyw, w tym tygodniu będą samodzielnie przyrządzały własny posiłek, wcześniej robiły surówkę warzywną i szaszłyki owocowe oraz brały udział w święcie owoców i warzyw, podczas którego rozpoznawały różne owoce i warzywa, uczyły się o nich, zgadywały zagadki itp.
    Ja nie jestem wielką zwolenniczką zdrowego żywienia, ale z drugiej strony mam dzieci, które same z siebie uwielbiają warzywa i owoce, marchewkę wcinają w każdej postaci i codziennie, a mleko (od prawdziwej krowy z lokalnego gospodarstwa, nie sklepowy bardziew) piją litrami. W naszym domu jemy zarówno surówki i zieleninę, jak i naleśniki z dżemem i cukierki. Uważam, że jeśli coś jest smaczne (a zarówno ja jak i mój mąż jesteśmy wielkimi łasuchami i uwielbiamy słodycze), to dziecko też ma prawo od czasu do czasu to jeść. Nie pochwalam napychania dzieci słodyczami i śmieciowym jedzeniem, ale prawdę mówiąc jedyną osobą, którą znam i która tak robiła jest moja własna babcia, która w dzieciństwie karmiła mnie czekoladą i cukierkami, a potem była wielce zadziwiona, że nie chcę jeść zupki. Wszyscy nasi znajomi żywią dzieci w miarę rozsądnie, czyli po prostu nie przesadzają w żadną stronę. Ale jak wspomniałam, ja fanką zdrowego żywienia nie jestem, więc może inaczej na to patrzę.
    Natomiast myślę sobie, i naprawdę w to wierzę (choć na tej wierze już kilka razy się przejechałam, to nadal kurczowo się trzymam tego przekonania), że ludziom naprawdę wiele rzeczy da się wytłumaczyć, jeśli wypowiedź jest rzeczowa, spokojna i pokazuje, że dana osoba szanuje inne przekonania i poglądy. Wyobrażam sobie, co czuła pani Emilia widząc te rewelacje na talerzach i że nieszczególnie może miała ochotę być spokojna i wyważona, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, z iloma stresującymi i nieprzyjemnymi sytuacjami w życiu musiała się już zmagać. Ale potrafię sobie też wyobrazić, co czuła właścicielka przedszkola, która przeczytała ten post, zwłaszcza jeśli nie był poprzedzony rozmową przedstawiającą problem (może był poprzedzony, nie pamiętam).
    A na marginesie szczerze mówiąc bardzo mnie smuci fakt, że w komentarzach tyle razy i w różnych odcieniach pojawia się słowo „walka”. Ludzie, nie musimy ze sobą walczyć, naprawdę. Nie jesteśmy na wojnie. Wystarczy ze sobą rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. I szanować to, że inni mogą myśleć inaczej.

  34. Wydaje mnie sie sie ze „moda” na zdrowe zywienie nie jest jeszcze tak popularna stad takie jedzenie w przedszkolach. Wiekszosci rodzicow to nie przeszkadza, sama widze po moich znajomych ze daja dzieciom jedzenie nie patrzac co tak naprawde daja. Ja osobiscie zywie swoje dzieci zdrowo, ale moi znajomi sie dziwia np. ze jak proponuja moim dzieciom soczek ja prosze o wode dla nich.

  35. Pani Emilia jeżeli córka chodzi do przedszkola raz w tygodniu, to najlepiej zabierać swoje jedzenie i nie tracić energii na walkę z wiatrakami, skoro inni rodzice nic z tym nie zrobili, to może im to odpowiada?a córce powiedzieć że każdy ma wolną wolę jedni jedzą tak, a my jemy tak i nikt nikogo nie musi przekonywać do swoich racji. Z dyrekcją ustalić, że mała je własne posiłki i odliczyć je od opłat i po sprawie.

    • Masz rację Ula, bo na podstawie jednego dnia tak rozległa krytyka może być daleka posuniętą krótkowzrocznością, choć blog jest wtedy bardziej interesujący 🙂

      • jednego dnia owszem, ale dnia, gdzie nie tylko Emilia patrzyła ale i ROZMAWIAŁA z wychowawczyniami – mam wrażenie, że ten aspekt został przez niektórych pominięty, a chyba każdy się zgodzi, że po rozmowach nawet tego jednego dnia można się dużo dowiedzieć i zweryfikować swoje obserwacje

  36. Przerażające, że tak można karmić dzieci w przedszkolu. Dziwię się bardzo, że rodzice tych dzieci nie reagują, bo ja robiłabym awanturę, gdyby moje dzieci dostawały codziennie takie śmieciowe jedzenie!

    Ale może Emilka tak nie wygląda codzienny jadłospis, może akurat tak pechowo trafiłaś-wiesz, piątek bez mięsa i może stąd te nieszczęsne naleśniki? Wierzyć mi się nie chce, że kierownik przedszkola może dopuścić taką dietę dla swoich podopiecznych :-/ To nie ma już obowiązku zatrudniania dietetyka w przedszkolu?

    Brawo za odwagę, szkoda, że jednak większość ludzi to tchórze, którzy wolą się nie odzywać, bo tak wygodniej. (i nie piszę tego na podstawie komentarzy tu zamieszczonych, tylko tak z obserwacji życia wogóle)

    • Myślę sobie, że kierownik placówki może dopuścić, by takie maluchy wcinały nagminnie świństwa, bo niestety dziś liczy się po 1- wsze kasa, kasa, kasa, a nie dobro drugiego człowieka. To samo obserwuję w służbie zdrowia. Okropność. Takie rzeczy dlatego trzeba nagłaśniać, skłaniać do myślenia, refleksji. Nawet za cenę tego, że osoba taka stanie się obiektem ataków…. Kibicuję Ci Emilko i sądzę, że nie tylko ja 🙂 Na szczęście!

      • Ech… to temat rzeka. Jestem już po dłuuuuuuuugiej rozmowie z właścicielką przedszkola, bo mój wpis dotarł do niej lotem błyskawicy. Zanim cokolwiek o tej rozmowie napiszę na blogu, muszę się mocno zastanowić, jak to ubrać w słowa 🙂 Konsekwencje pisania tego bloga czasem przerastają wszelkie moje oczekiwania, o czym dziś sie przekonałam – w każdym razie mimo konsekwencji przekonałam się, że warto było ten post zamieścić. Ale o tym to już napiszę kiedy indziej.

        A wracając do żywienia, to uważam, że ogólnie w przedszkolach bywa bardzo źle. Drugi temat rzeka do żywienie w szpitalach – tym tematem z pewnością też się kiedyś zajmę.

        Buziaki i dzięki za kibicowanie!

        • ojej. A dobry chociaz skutek tej rozmowy?

          • Słowo „dobry” jest pojęciem względnym 🙂

        • Ba, zakładam, że jesteś kojarzona bardzo dobrze w placówce i wszyscy wiedzą, że to TA Emilia, co prowadzi TEGO bloga 😉 Więc pewnie czytają zawzięcie, czy przypadkiem o nich nie napiszesz… Wsadziłaś i to bardzo słusznie kij w mrowisko.
          Sama pamiętam, jak posłużyłam się w piśmie do MZ cytatem z Twojego bogu na temat skandalicznej opieki nad cewnikiem centralnym i jakie potem miałam jazdy i ile osób miało mi za złe…. chyba to, że staję okoniem i nie godzę się na pewne sprawy. Tym, co napisałaś wtedy i co mogłam zacytować, pomogłaś wielu osobom…Choć się naraziłaś na znielubienie lekarzy i pielęgniarek, bo jak śmiałaś im zwrócić uwagę, że nie umieją, nie znają się, że źle robią… A to pismo ktoś jednak przeczytał i zakusy nieuczciwych ludzi chcących zarabiać na chorych zostały ukrócone. Na jak długo, nie wiem.
          Teraz tez się narażasz, ale w bardzo słusznej sprawie. Bo masz rację.

          • Jak się chce walczyć o ideały, to niestety trzeba mieć twardy tyłek. Ale spoko – od kilku miesięcy regularnie biegam, więc przy okazji trenuję poślady na kolejne uderzenia 🙂

        • Pani Emilio, jest pani znana. Z jednej strony to dobrze. Chodzi mi o nagłośnienie sytuacji dzieci chorych na rzadkie choroby genetyczne. Czasem mi się wydaje, ze pani przeciera szlak dla innych, że innym rodzinom będzie łatwiej.
          Minus – za popularność płaci się cenę. Choćby to, że trzeba udostępnić jakiś skrawek życia prywatnego.

  37. Pani Emilio,
    Od niedawna czytam komentarze na blogu – okazuje się, że to również interesująca lektura. Fakt, że LAura miała wielkie szczęście, że jest Pani jej Mamą, nie ukega najmniejszej wątpliwości. Dziwi mnie tylko trochę fakt, że chociaż sama Pani podąża własną drogą i nie kopiuje Pani postaw, które Pani nie odpowiadają, nie akceptuje Pani w ogóle odmiennego od Pani zdania – nawet nie krytyki, ale innego spojrzenia na różne tematy. Czy faktyczne chciałaby Pani, żeby wszyscy Pani tylko bezmyślnie przytakiwali? Ja sama w wielu kwestiach zgadzam się z Panią, ale czasem zdarza mi się mieć inne zdanie. Nie publikuję go na Pani blogu, bo nie zależy mi na przekonywaniu innych do moich racji w tym akurat miejscu.
    Dużo zdrowia dla całej rodzinki!

    • Matka Polka, gdybym nie akceptowała krytyki lub też odmiennych poglądów, to Twój komentarz nigdy nie pojawiłby się na tym blogu. Jak i też wiele innych komentarzy wyrażających dezaprobatę również by się nie pojawiło. Fakt, że pozwalam Tobie i innym się wypowiedzieć oznacza nic więcej, jak właśnie moją akceptację dla odmiennych poglądów.

      No ale nie można chyba ode mnie oczekiwać, że z powodu tych komentarzy będę piała z zachwytu. Wiadomo, że się z wieloma nie zgadzam i ten pogląd publicznie wyrażam, do czego daję sobie święte prawo – takie samo prawo, z jakiego Ty korzystasz uczestnicząc we wszelkich dyskusjach na tym blogu.

      Pozdrawiam!

      • Emilko współczuję ci że każdy twój wpis za każdym razem spotyka się z tak wieloma negatywnymi komentarzami. Ja osobiście gratuluję ci odwagi że wyrażasz swoje zdanie bez względu na opinię innych. Zresztą to Twój blog i twoje święte prawo 🙂 Mam nadzieję że nie dojdzie do tego że powiesz dość i zamkniesz bloga bo jestem od niego uzależniona:-) Ps. Jesteś. wspaniała mamą i macie cudowną córcie. Dużo zdrówka dla was!

    • Jak to Pani Emilia nie akceptuje odmiennego zdania? Przecież nie narzuca nikomu zdrowego żywienia. Ktoś chce jeść same cukry i tłuszcze na śniadanie, obiad i kolację? Nie ma sprawy! Nie zmienia przyzwyczajeń innych na siłę, pisze co myśli, dzieli się swoimi spostrzeżeniami, podpowiada czego unikać, ale to nie znaczy, że jak ktoś będzie odżywiał się inaczej to zaraz przyjedzie, sprawdzi zawartość lodówki i zrobi kuchenną rewolucję. U mnie jeszcze Pani Emilii nie było, ale dam znać jak jednak się pojawi 😉 Dba o siebie i swoją rodzinę, chce zachęcić innych do zdrowego odżywiania i tyle. Na tym przykładzie zamiast się awanturować i wprowadzać zmiany, które objęłyby całą grupę dzieci, to po prostu sama organizuje Laurze jedzenie, które jest zdrowe i tyle. Nikogo do niczego nie zmusza… Co złego jest w tym, że dba o swoich bliskich?

  38. Moja trzyletnia córeczka chodzi do prywatnego przedszkola. Mają swoją kuchnie i takie jedzenie jak opisalas jest nie do pomyślenia. Mało tego, jest zakaz przenoszenia przez dzieci słodyczy. W przedszkolu żadnych słodyczy, chipsów i tym podobnym nie ma. Panie na zebraniu zapytały czy jeśli raz na jakiś czas dziecko dostanie jednego cukierka przy okazji np urodzin czy imienin to czy będzie ok. Dzieci z alergiami są pilnowane aby nie zjadły zakazanych rzeczy. A wiem to bo widziałam na własne oczy. Wielokrotnie wchodzę do sali gdy jest śniadanie tudzież podwieczorek i widzę co dzieci jedzą. Na drugie śniadanie zawsze mają surowe warzywa i owoce. Dwa razy w tygodniu danie mięsne, dwa jarskie i raz ryba.

    Uważam że nikogo nie obraziłas. Powinno się nagłaśniac takie sprawy wtedy może zaczęli by coś z ty robić. Przecież przedszkola podlegają pod kuratorium, są pewne normy i przepisy które powinny regulować takie kwestie jak żywienie dzieci. Myślę że premier Ewa Kopacz powinna zobaczyc twój wpis i skontrolować przedszkola, tak jak zakazala sprzedaży smieciowego jedzenia w szkolnych sklepikach.

  39. To ja od dziś jestem bardzo zadowolona z jadłospisu u mojego syna w przedszkolu 🙂
    I to wszystko za 5,5 dziennie 🙂 Kubuś i jogurt owocowy okazały się „pikusiem” do tego co piszesz.
    Z tego tygodnia

    Śniadanie: Kasza manna na mleku 300 ml
    Pieczywo różne z masłem 80g pastą z jaj, szczypiorem i pomidorem
    Drugie śniadanie : Sok Kubuś
    Zupa : Brokułowa 300 ml
    Drugie danie : Schab w sosie 120g/60g, kaszka kuskus 180g,
    sur. warzywa na patelnie 100g, kompot 150ml

    Śniadanie: Kakao na mleku 300 ml
    Pieczywo różne z masłem 80g i twarożkiem z sokiem marchewkowym
    Drugie śniadanie: owoc
    Zupa: Rosół z makaronem 300 ml,
    Drugie danie : Kotlet z piersi dr. 60g, ziemniaki 180g,
    sur. mix wiosenny 100g, kompot 150ml

    Śniadanie: Kawa inka na mleku 300 ml
    Pieczywo różne z masłem 80g, wędliną, sałatą i rzodkiewką
    Drugie śniadanie : Ciasto drożdżowe, herbatka owocowa
    Zupa : Grochówka300 ml,
    Drugie danie : Pierogi ruskie 180g sur. owoc 100g, kompot 150ml

    Śniadanie : Płatki owsiane na mleku 300 ml
    Pieczywo różne z masłem 80g, pastą z makreli, ogórek kiszony
    Drugie śniadanie : owoc
    Zupa : Pomidorowa z ryżem 300ml,
    Drugie danie : Pulpet w sosie 60g, ziemniaki
    Sur. marchewka z groszkiem 100g , kompot 150 ml

    Śniadanie: Zacierka na mleku 300ml
    Pieczywo różne z masłem 80g, serkiem topionym i papryką
    Bułka z masłem i dżemem
    Drugie śniadanie: Jogurt owocowy
    Zupa: Neapolitańska 300ml,
    Drugie danie: Gulasz wieprzowy 120g/60g kasza jęczmienna 180g Sur. z kapusty czerwonej 100g, kompot 150ml

    • Przeraża mnie to mleko w jadłospisie 😉
      am nietolerancję laktozy, zupy mlecznej nie przełknę.

  40. Witam,
    Na bloga zaglądam regularnie – w miarę możliwości oczywiście.
    Kilka razy też zrobiłam zakupy w Waszym sklepie, dowiedziałam się o nim oczywiście z blaga – gratuluje pomysłu i asortymentu.
    Ale do rzeczy – mój 4 leni syn, chodzi do przedszkola gdzie jadłospis podobno jest układany przez Panią dietetyk – przynajmniej Pani Dyrektor tak się właśnie broni jak rodzice się skarżą. Głównie rodzicom przeszkadza to iż jest zbyt mało mięsa tygodniowo. Często natomiast są pierogi, naleśniki itd. ja nie narzekam. Czasami faktycznie jak widzę ową Nutellę na śniadanie to robię kwaśną minę, ale pomidor do kanapki na podwieczorek mi to rekompensuje ;).
    Pamiętam jak Laurka często jadała słoiczki z papką dla niemowlaków wówczas czytając Twój post, też robiłam kwaśną minę – bo czasami owa „zupa dyniowa” z zupką dyniową ma niewiele wspólnego :).
    Wiem ze karmiłaś tym Laurę dla jej dobra, bo dobrze te „rzeczy” trawiła, dlatego uważam że „punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia” – pewnie gdyby Laurka miała zupełnie zdrowy układ pokarmowy, słynna Nutella (z wielu innych badziewnych rzeczy które wypisałaś) nie była by taka zła.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia!!!!
    A za Laurę – świeżo upieczonego przedszkolaka, trzymam mocno kciuki!!!!

    • Karolino wystarczy przeczytaś skład zupki dyniuowej i Nutelli, wniosek nasuwa się sam. Ja mam zdrową córe a Nutelli jeszcze nigdy nie jadła a zupkę w słoiku owszem…

      • Ale ja przecież nie napisałam ze Nutella jest lepsza czy gorsza od zupy ze słoika. W ogóle tych dwóch produktów ze sobą nie zostawiam , nie porównuje ich składu. Gdybym to zrobiła to faktycznie zupa dniowa wygrywa w przed biegach. Przeczytaj może dokładniej mój komentarz, bo mam wątpliwości czy go zrozumiałaś, pozdrawiam 🙂

  41. A propos zdrowego żywienia, nasz pediatra doradza mieszanie pieczywa u dzieci: ciemne – jasne. Podawanie samego ciemnego pieczywa może podnosić indeks glikemiczny. Pozdrawiam 🙂

    • Pediatrze chyba coś się pokręciło, bo ciemne, pełnoziarniste pieczywo ma niższy indeks glikemiczny niż białe.

  42. Udzielam się pierwszy raz, choć jestem z Wami od dawna. I popieram w tej sprawie w 100%. Żywienie dzieci jest w tym przedszkolu skandaliczne. Miałaś dużo odwagi pisząc ten post, gratuluję;))) I mam nadzieję, że dyrekcji zrobi się poprostu wstyd po przeczytaniu!

  43. Udzielam się tu pierwszy raz. Choć jestem z Wam od dawna;) Ja mam zdrową córcie z małymi problemami uczuleniowymi. I popieram cie w 100%,. Jestem przerażona żywieniem dzieci w tym przedczkolu i załamują rodzice, któży kochają swoje dzieci i jednocześnie nie zwarcją uwagi na to czym je karmią… Miałaś dużo odwagi pisząc to, gratujuję;)))

  44. Moja córka ( urodziła się tego samego dnia co Laura wiec od początku regularnie sprawdzam co u was słychać) chodzi do państwowego przedszkola gdzie place 6,5zl za jedzenie na dzień. Menu mają super, sama zobacz ( wesola ludwiczka poznań) wiec myślę że jak się chce to można.

  45. Można dzieci żywić inaczej. W naszym przedszkolu integracyjnym, do którego chodził mój (nieintegracyjny, bezalergiczny) syn takie menu byłoby nie do pomyślenia. Przedszkole publiczne, dodam.

    Dzieci miały białe pieczywo, fakt – mało które dziecko z domu wynosi nawyk jedzenia pieczywa ciemnego. Ale było masło, ogórki, pomidory, przyzwoita wędlina albo żółty ser, albo awanturka z ryby i twarogu. Na obiad normalne jedzenie, podwieczorek mieszany – raz bardziej zdrowy, raz przeciętny, zdarzyła się i nutella kilka razy, ale naprawdę okazyjnie. Mankamentem było picie – nie wiadomo dlaczego kompot po prostu wydawał się stać pod półką z cukrem, kucharki zarzekały się że mało słodzą, a smakował jak landryna zawsze.

    Warto walczyć o lepszy jadłospis, rzecz jest pewna. Nie jestem żadną ekstremistką żywieniową, ale zasad pilnuję. Szacun za ten wpis.

  46. Cieszę się, że ktoś porusza problem żywienia dzieci. To,co zaobserwowałam pracując w szkole podstawowej i gimnazjum (mieliśmy specjalną przerwę śniadaniową, którą nauczyciele spędzali w klasie z uczniami) woła o pomstę do nieba. Dzieci są „faszerowane” tostowym chlebem z kremem czekoladowym, dostają serki homogenizowane pełne cukru i sztuczności, a do tego batona i lemoniadę do picia. Można sobie gardło zedrzeć próbując propagować zdrowe nawyki na godzinach wychowawczych i zajęciach wczesnoszkolnych. I co z tego, skoro większość nawyków wynosi się z domu. Nie twierdzę, że rodzice dzieci nie kochają i nie traktuję nikogo z wyższością. Twierdzę natomiast, że panuje pójście na łatwiznę i bezmyślność w sposobie odżywiania. A dzieci z nadwagą coraz więcej. Znam tylko jednych rodziców (z mojego otoczenia), którzy udali się z dziećmi do lekarza i dietetyka, i z całą rodziną (sic!), podjęli się trudu zmiany nawyków żywieniowych po to, żeby w przyszłości dzieci nie chorowały. I bardzo dobrze Emilko, że poruszasz ten problem i chcesz walczyć o zmiany w przedszkolu. Mam nadzieję, że i inni rodzice oraz panie nauczycielki widzą, że nie wszystko jest idealne. Pozdrawiam!

    • Widziałam na własne oczy taką sytuację – 6-latek w zerówce zajadając małą kanapkę i pogryzając dużym batonem wyśmiewał kolegę jedzącego marchewkę. Pierwszy był synem lekarzy. Większość dzieci piła kubusie, w zerówce oszczędzono im słodkich napojów ale wody od rodziców nie dostawali.

  47. ” Dlatego każdy nasz wyjazd do placówki będzie się wiązał z przygotowaniem przeze mnie posiłków dla Laury oraz z wytłumaczeniem jej, że to, co jedzą w przedszkolu inne dzieciaki, tak naprawdę bardzo szkodzi ich zdrowiu”
    X
    EMILIO, czy Ty, Twoje rodzeństwo, wszyscy jesteście na coś chorzy ?

    • Bardzo proszę nie mieszać mojego rodzeństwa ani dalszych członków rodziny do komentarzy na tym blogu. Mnie możecie krytykować, ale od mojego rodzeństwa proszę się trzymać z daleka.

    • A czy według Ciebie tylko chore osoby powinny sie zdrowo odżywiać?????!!

  48. jesteś Emilio młodą mamą… wiele przed Tobą , niestety mogę Ci powiedzieć ju teraz że Laura będzie miała pod górkę. W żadnej placówce osoby Twojego pokorju nie są lubiane…co nie oznacza ze racji nie masz.
    Nie jest moim celem obrażenie Ciebie – ale przesadziłaś.. naprawdę.
    Nie będę zdzwiwiona jeśli ,,wypadniecie” z tego przedszkola, to co przedstawiłaś tu powyżej jest czystym szantażem – tak się nie robi ! jesli jest coś az tak ,,niedobrego” powinnaś temat podjąć z właścicielami zanim posłałaś tam dziecko.
    W kwestii zywienia – może rodzicom chodzących tam dzieci to pasuje ? skad wiesz ?

    Wiele racji jest w tym co piszesz, ale niestety nie podoba mi sie forma Twojego przekazu.
    Mam prawo do swojego zdania, bez wzgledu czy opublikujesz to czy nie.

    Pokory… i dojrzałosci… a braku EMOCJI życzę. Rodzice dzieci tam chodzących również kochają swoje potomstwo.

    pozdrawiam

    • 1. Moim zdaniem lepiej mieć w życiu pod górkę, ale żyć w zgodzie w własnymi ideałami, niż oscylować ciągle wokół średniej i zachowywać się tak, jak większość. Moja postawa z pewnością jest trudniejsza, ale jednocześnie nadaje mojemu życiu większej wartości. Nie będę karmić swojego dziecka Nutellą, tylko dlatego, że być może większość tak robi. Nie będę też pisać jak większość, mówić jak większość ani zachowywać się jak większość. Nie mam ku temu wrodzonych predyspozycji 😉

      2. Moim celem nigdy nie było bycie lubianym. Nie zależy mi na tym, co z pewnością widać po moich postach. Gdybym chciała być lubiana, to nie pisałabym prawdy – zamiast tego pisałabym posty, po których mogliby wszyscy piać z zachwytu. Postaram się też nauczyć córkę, że bycie lubianym nie powinno być sensem ludzkiego życia. Powinniśmy raczej być sobą, zamiast ciągle dopasowywać się do innych.

      3. Nie doszukałam się w moim poście żadnego szantażu. Jedynie prawdziwy opis sytuacji placówki – zarówno plusy jak i minusy. W dodatku placówki anonimowej, której nikt z Was nie będzie w stanie zlokalizować.

      4. Jeśli wypadniemy z tego przedszkola, to trudno – będzie to cena walki za prawdę i walki o propagowanie zdrowego żywienia wśród dzieci. Taka jest często cena za mówienie niewygodnej prawdy. Jeśli stracimy przedszkole, to znajdę inne rozwiązanie – jak zawsze znajdę.

      5. Próbowałam podjąć temat jadłospisu w przedszkolu z właścicielem przedszkola. Niestety, mimo telefonów, maili i licznych próśb, jadłospis nie został mi przekazany.

      6. „W kwestii zywienia – może rodzicom chodzących tam dzieci to pasuje?”. Dokładnie tak może być, o czym już napisałam w którymś komentarzu poniżej.

      7. Nie podoba Ci się forma – niestety przed napisaniem wpisu nie jestem w stanie odgadnąć, jaka forma by się Tobie spodobała. Zwłaszcza, że każdemu Czytelnikowi podoba się zupełnie inna forma.

      8. Nigdzie i nigdy nie kwestionowałam faktu, że inni rodzice kochają swoje dzieci. Więc nie rozumiem, po co piszesz takie rzeczy. I chyba nawet nie chcę rozumieć.

      9. Wszystkim, którzy regularnie życzą mi pokory, dojrzałości czy też braku emocji, ja z całego serca życzę dokładnie tego samego.

      Pozdrawiam

      • „Wyścig szczurów”.. biegnie cała chmara szczurów nie wiedzą gdzie i po co, ale biegną bo wszyscy biegną. Całe szczęście, że ludzie różnią się od nich, bynajmniej niektórzy ludzie. Emilio, mimo tak licznej krytyki, pamiętaj o tym, że duże grono osób uwielbia Twojego bloga, za to, że nie jest on pospolitym przepisywaniem wartości zasłyszanych tylko osobistym prawdziwym przekazem. Dziękuję a i jeżeli mogę jakieś słowo krytyki: żądam bloga w farmie książki !! noszz ile można czekać 🙂

        • Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Takie wyrazy poparcia są mi potrzebne, abym wiedziała, że to moje pisanie ma jednak dla kogoś znaczenie. Staram się zawsze pisać prawdę, a jeśli nie mogę jej napisać, to pomijam milczeniem. Niestety, pisanie prawdy, zwłaszcza tej niewygodnej wiąże się z wiadomymi konsekwencjami – decydując się na takie pisanie nie da się tych konsekwencji uniknąć.

          Co do krytyki, to pozwolę sobie powtórzyć wypowiedź, którą już dziś zamieściłam w stosunku do innej osoby. Otóż kiedyś przejmowałam się bardzo mocno krytyką moich Czytelników – do tego stopnia, że nerwica z zaawansowanej przerodziła się w bardzo zaawansowaną. Miałam często duszności, kołatania serca, cierpiałam na bezsenność i uporczywy kaszel. Ale mój osobisty psychoterapeuta (Kuba) nauczył mnie, że nie warto przejmować się komentarzami zupełnie obcych ludzi, którzy tak naprawdę niewiele o mnie wiedzą. Kiedy więc jakiś komentarz na blogu wyprowadził mnie emocjonalnie z równowagi, on zawsze podchodził do mnie, odciągał od komputera, przytulał i wielkimi literami mówił „WEŹ TO OLEJ”. No i w końcu zaczęłam to olewać i rozumieć, że nie mogę pozwalać obcym ludziom, aby zabierali mi moje zdrowie i mój charakter.

          Oczywiście ma to też swoje złe strony. Odkąd zaczęłam prezentować stosunek olewający, to jestem regularnie posądzana o wyniosłość, o uważanie się za lepszą, o chamstwo, o patrzenie na innych z góry, brak pokory i takie tam. Ale szczerze mówiąc niespecjalnie się tym przejmuję – najważniejsze, że zdrowie wróciło do normy, co cieszy zarówno mnie, jak i moich bliskich. Obcych ludzi naprawdę nie musi cieszyć.

          Jest taki znany bloger Kominek. Nie jestem jego fanką, nie czytam specjalnie jego tekstów, ale kiedyś spodobał mi się jeden z jego cytatów i go sobie zapamiętałam. A odkąd zapamiętałam, to stosuję. Cytat brzmi:

          „Wiele razy trafisz na ludzi, którzy podetną ci skrzydła. Jakąkolwiek drogą nie pójdziesz, spotkasz na niej tysiące ludzi, którzy zrobią wszystko, aby wmówić ci, jak wielkim beztalenciem jesteś. Nie jesteś. Błogosław ich słowami „mam cię w dupie”. I pisz.”

          Jeśli będę ten cytat pamiętać, to z pewnością będę pisać. Jest więc jakaś mikroskopijna szansa, że książkę kiedyś też napiszę 🙂

          • Zastanawiam sie, po co w takim razie piszesz bloga Emilio skoro sugerujesz , ze wszystkich piszacych krytyczne komentarze masz – cytuje ” – w dupie „. Mozna zawsze wybrac zeszyt a nie pisac do takiego jak my ciemnogrodu… Wspaniale nastawienie do nas – czytelnikow…

          • Nie, nie mam w dupie wszystkich Czytelników piszących krytyczne komentarze. Przeczytaj proszę całą wypowiedź ze zrozumieniem, bo jak zwykle w takich przypadkach wyrwałas słowa z kontekstu i to w dodatku nie moje słowa, tylko cytowanego blogera. Dobrze wiesz, o co chodziło w całości mojej wypowiedzi, tylko z jakiegoś powodu udajesz, że nie wiesz.

          • Nie, nie mam w dupie wszystkich Czytelników piszących krytyczne komentarze. Przeczytaj proszę całą wypowiedź ze zrozumieniem, bo jak zwykle w takich przypadkach wyrwałas słowa z kontekstu i to w dodatku nie moje słowa, tylko cytowanego blogera. Dobrze wiesz, o co chodziło w całości mojej wypowiedzi, tylko z jakiegoś powodu udajesz, że nie wiesz..

        • „Wyścig szczurów”.. biegnie cała chmara szczurów nie wiedzą gdzie i po co, ale biegną bo wszyscy biegną. ”

          No dokldnie.
          Czytam ten wpis i komentarze z zafascynowaniem. Z wpisie o NUtelli zrobila sie dyskusja socjologiczno- swiatopogladowa. Nie sadzilam az do dzisiaj, ze wyrazenie „wyscig szczurow” moze pasowac do kwestii Nutelli, ale jak widac, malojeszcze widzialam :). Jest dokladnie jak mowisz: biegna, biegna, a zaden sie nie zatrzyma i nie zada sobie pytania: a co na koncu tej drogi jest? A na koncu tej wyslodzonej i wytransowanej tluszczami drogi jest otylosc ze wszystkimi przyleglymi chorobami, zepsute zeby, wszystkie rodzaje raka- do wyboru do koloru, choroby krazenia, w ogole mili panstwo wszystkie choroby cywilizacyjne. Jak to celnie zauwazyla jedna blogerka, takie indywidum zamieni sie w bankomat dla firm farmaceutycznych. Biedne dzieci, czy dozyja w zdrowi do 30stki? Watpliwe, na takiej ilosci szajsu jak obecnie sie jada nie ma szans na zdrowie w wieku doroslym.

      • Popisujesz sie swoja glupota i najgorsze jest to, ze zupelnie nie zdajesz sobie z tego sprawy. Odlecialas juz z ta krytyka tak daleko, ze wykmnelo ci sie to z pod kontroli i gdybym to ja byla kierowniczka tego przedszkola, to juz dawno bym sie z Toba pozegnala i niech sie inni mecza z takim wiecznie niezadowolonym babskiem.

        „Postaram się też nauczyć córkę, że bycie lubianym nie powinno być sensem ludzkiego życia”

        Sensem zycia byc nie musi, ale bycie lubianym jest spora wartoscia, ktora warto doznawac i okazuje sie, ze nie kazdy moze ja miec, Ty jestes tego najlepszym przykladem.
        Mow wiec codziennie swojej corce, ze nikt cie coreczko nie lubi bo to do niczego nie jest ci potrzebne. Masz mnie i to ci juz wystarczy, na cale zycie. Po pewnym czasie zapytaj ją jak sie czuje kiedy znikad nie doczeka sie nawet odrobiny zyczliwosci czy wymuszonego usmiechu.

        Nie pisz tez ze ukazuja sie wszystkie wpisy, bo moje sie nie ukazaly i nie byly wulgarne tylko wyrazaly opinie 0 Twoim pisaniu.Ten tez podejrzewam sie nie ukarze, ale to bez znaczenia, potwierdza sie tylko ta Twoja prawdomownosc i otwartosc na wszystko.
        Naucz sie tez jedego, ze skoro potrafisz krytykowac wszystko i wszystkich, ze nie robia, nie mysla i nie zachowuja sie tak jak Ty, to nie atakuj ludzi, tylko postaraj sie przyjac krytyke, bo wychodzi na to, ze zjadlas wszystkie rozumy.Pracowac i miec do czynienia z takimi ludzmi, to zgroza i nalezy od takich ludzi trzymac sie z daleka.
        Nie ma to tez znaczenia czy masz twarde dupsko czy nie, bo nie o dowalanie tu chodzi, tylko zebys sie chociaz -raz na jutro- nad soba zastanowila.

        • Zastanowilam się dziś długo i nad sobą i nad Tobą. Z dwojga złego wolę być sobą. Mam nadzieję, że żadna sytuacja życiowa ani żadna choroba umysłowa nigdy nie wyzwoli we mnie takiej agresji i zawziętości, jaką od jakiegoś czasu obserwuję w Twoich komentarzach. Głęboko wierzę, że taką postawę reprezentujesz wyłącznie w sieci chowając się pod płaszczykiem anonimowości. Mam nadzieję, że w realnym życiu jest z Tobą choć trochę lepiej.

          • Odpisuje z opoznieniem, bo nie przychodze tutaj codziennie. Twoje stwierdzenie :

            „Mam nadzieję, że żadna sytuacja życiowa ani żadna choroba umysłowa ……jest sugestia ze moja sytuacja zyciowa lub choroba umyslowa popycha mnie do napisania tego co mysle o Tobie? Otoz uswiadom sobie, ze tego typu sugestie sa nie na miejcu. Nalezy odniesc sie merytorycznie to tego co jest napisane, bronic swoich racji jezeli to jest mozliwe, a nie atakowac personalnie, bo prawda jest taka, ze wiesz o mnie smierdzace NIC. Druga sprawa, to nie pisz bredni, ze od pewnego czasu obserwujesz moje
            komentarze, bo znam i czytam Twoj blog od poczatku, ale to byl moj drugi wpis.

            Tutaj tez skomentuje Twoj ostatni wpis. Otoz nie wierze, w to co napisalas i mysle, ze wywalono Cie z przedszkola, po tym jak po pierwszym dniu ich krytykowalas. Jak dlugo zagoscisz w nowym przedszkolu zobaczymy, ale uwazaj, bo byc moze ponownie padniesz pod ciezarem slow, ktore wypadaja ci z ust jak kamienie o ktore sie potykasz.

          • Nie, nie wywalono nas z przedszkola i współpracujemy z nim nadal – właśnie dziś Laura miała kolejne zajęcia indywidualne. Jak widać Ty też wiesz o nas „śmierdzące NIC”, mimo, że czytasz bloga. Zresztą jesteś już tak negatywnie ukierunkowana, że dyskusja z Tobą nie ma najmniejszego sensu, bo cokolwiek bym nie napisała, Ty i tak będziesz „anty”. Dlatego rezygnuję z dalszych wyjaśnień, bo po pierwsze szkoda i mojego i Twojego czasu, a po drugie nie widzę powodu, abym miała się kolejny raz tłumaczyć przed anonimowym internautą. Pozdrawiam

        • cyg, śmieję się na głos czytajac Twoje wypociny

    • Anonimie, skoro rodzice dzieci tam chodzących tez kochają swoje dzieci, to dlaczego nie zależy im na zdrowym ich rozwoju? Uważam wręcz przeciwnie. Dobrze, ze Emila zwróciła uwagę na jedzenie i aż wstyd, ze cała reszta rodziców nie zrobiła tego juz dawno. Skoro panie tam pracujące sa tak miłe i otwarte, to z pewnością nie ukrywają tego co jedzą dzieci…a rodzice co na to? Nic. Im nie przeszkadza, ze dzieci ciagle jedzą biały chleb i czekoladę…

  49. Temat rzeka…

    Najważniejsze, że w przedszkolu się podobało; że dzieci są fajne, a panie sympatyczne i chętne do współpracy. A jadłospis… no cóż.

    Ponieważ jestem totalnie zafiksowana na punkcie żywienia dzieci, szukając przedszkola dla moich córek przez kilka miesięcy analizowałam jadłospisy (umieszczane w internecie) wszystkich okolicznych placówek (publicznych). Później wytypowałam jedną najlepszą – przedszkole dla dzieci dietowych i alergicznych, bo tam jedzenie było takie, że pozazdrościć.

    Niestety, nie dostaliśmy się i trafiliśmy do placówki naszego „drugiego wyboru” (trochę gorszej pod względem żywienia, acz nadal dobrej). Po rozmowach z panią intendentką udało mi się przekonać ją do wyeliminowania z jadłospisu poszczególnych (naprawdę niewielu) „kwiatków” typu deser monte albo… tzw. przysmak śniadaniowy. Poszłam, wymieniłam szkodliwe substancje, zaproponowałam moim zdaniem lepszy zamiennik w podobnej cenie (monte tanie nie jest!). Ale to p-kole z własną kuchnią… i z chętną do współpracy sensowną panią „ogarniającą” temat żywieniowy. U Was jest zupełnie inna sytuacja…

    Co mi się nasuwa… przede wszystkim pytanie, czyim pomysłem jest dawanie dzieciom przekąsek typu cukierki i chipsy. Nauczycielek? Chyba najprędzej, a nie dyrekcji… Może trzeba porozmawiać z paniami?

    Na firmy cateringowe nie ma sposobu… chyba żeby znaleźć w pobliżu konkurencyjną, z podobnymi cenami, a oferującą lepsze jedzenie. I przekonać dyrekcję do zmiany.

    Inna rzecz – większość dzieci z domu wynosi koszmarne nawyki żywieniowe. Czasem trudno się dziwić, że p-kole „idzie na łatwiznę”, żeby dziecko zjadło cokolwiek… skoro na łatwiznę najpierw idą rodzice. A może spróbować ściągnąć na pogadankę do p-kola jakiegoś dietetyka, który opowiedziałby DZIECIOM o szkodliwości tych czy innych produktów? Może warto zacząć edukację właśnie od dzieci?

    Zdaję sobie sprawę, że skoro będziecie odwiedzać p-kole tylko raz w tygodniu, to nie chce Wam się walczyć z wiatrakami… i wcale się nie dziwię. Ale może ktoś inny skorzysta z moich pomysłów. Trzeba przede wszystkim rozmawiać, ale konkretnie: dajecie to? a może dawajcie tamto, skład lepszy, cena podobna. Do niektórych trafiają rzeczowe argumenty. I wiem już, że zdecydowanie łatwiej dogadać się z „władnymi” niż z rodzicami innych dzieci. Niestety. I stąd też pomysł, żeby w kwestii zdrowego żywienia edukować dzieciaki…

    Przepraszam za przydługi komentarz, ale ten temat podnosi mi ciśnienie 😉 Pozdrawiam!

  50. Przerazajace, ale mysle ze jadlospis tych dzieci nie odbiega zbytnio od domowego. Wystarczy, stojac w kolejce do kasy, pozagladac co ludzie maja w koszykach. Wlos sie jezy…
    Natomiast ludzi, ktorzy zwracaja uwage na zdrowe zywienie, uwaza sie za fanatykow i dziwolagow. Nie wiadomo, czy smiac sie czy plakac.

    • W jednym z poniższych komentarzy już mnie ktoś mniej więcej w takim świetle przedstawił. Że jak uczę dziecko niejedzenia Nutelli, to niby w ten sposób okazuję pogardę dla tych wszystkich dzieci, co Nutellę jedzą. Czyli aby zadowolić niezadowolonego, powinnam obowiązkowo wpychać Laurze Nutellę do buzi i dbać o to, aby zawsze zachowywała się tak, jak wszyscy, aby nigdy się nie wychylała przed szereg i nie robiła niczego, co innych mogłoby wprawić w kompleksy…

      Klasyka gatunku. Można tylko załamać ręce i zapłakać.

      • Choć staram się nie wtrącać do opinii innych komentujących posty zamieszczane na tym blogu (wszyscy mamy prawo do własnego zdania , nieprawdaż?) to jednak tym razem pozwolę sobie na pewne odstępstwo od stosowanych przeze mnie zazwyczaj reguł . A wszystko dlatego, że czytam niektóre komentarze, czytam, i oczy wychodzą mi niemalże zza oprawek okularów widząc, jakich rzeczy doszukuje się grono czytelników w Twoich postach. Zaznaczam, że jest to jedynie MOJE WŁASNE rozumienie tego, co napisałaś.

        Zarzucać Ci okazywanie pogardy dla innych dzieci i matek mogą (moim skromnym zdaniem) jedynie osoby, które nie mają bladego pojęcia, ile nerwów, zdrowia i stresu kosztowała Cię WALKA o zdrowie Twojego jedynego dziecka. Ku przypomnieniu, wszystkim oburzonym/urażonym/zbulwersowanym(niepotrzebne skreślić) wydźwiękiem powyższego posta: To była WALKA NA ŚMIERĆ I ŻYCIE. Jadłospis opisany powyżej może zagrażać ŻYCIU Laury. Nie powinno więc dziwić, dlaczego post pisany jest w tak emocjonalnym tonie. W walce o życie dziecka kochająca matka nie będzie patrzeć na to, czy ktoś się oburzy, zezłości, czy też poczuje się dotknięty. Krytyka jedzenia przez dzieci Nutelli i innego słodziutkiego świństewka ma na celu zwrócenie uwagi na złożoność problemu, jakim jest olewanie przez sporą część placówek ( z różnych, najczęściej ekonomicznych przyczyn, wymuszonych przez samorządy i tym podobne polityczne sprawy) kwestii kształtowania wśród najmłodszych dzieci tragicznych nawyków żywieniowych już od początku ich żywota, nie zaś przysłowiowe „jeżdżenie” po rodzicach, którzy ośmielają się nakarmić dziecko chrupkiem od czasu do czasu. Nie popadajmy w skrajności. Organizm musi wiedzieć, czym jest Mcdonaldowy cheesburger aby nauczył się z czym i jak walczyć, na co i w jaki sposób reagować. To się nazywa budowanie odporności – rzeczy do życia niezbędnej.

        Fakt, że blog jest popularny może sprawić, że post dotrze do szerokiego grona odbiorców. I niech wśród tej rzeszy internautów znajdzie się choć JEDNA osoba, której zależy, być może jedna, która ma realne możliwości, aby na kogoś/na coś wpłynąć, coś zmienić, aby łańcuszek dobrych nawyków poszedł dalej i aby faktycznie coś w temacie zaczęło się ruszać. Choćby dla tej jednej, przysłowiowej osoby warto było opisać problem w taki a nie inny sposób. Bo czasem grzeczne mówienie i sympatyczne próby załatwienia problemu w sposób ugodowy nie wystarczają. Bo niektórzy na sympatyczne argumenty są wybitnie oporni i je zwyczajnie ignorują. Grzeczne jest niemodne, do nikogo nie trafia. jest nudne. Bo grzecznego, cichutkiego człowieczka łatwiej olać, on się i tak nie postawi, więc szkoda na niego czasu. A tu chodzi o sprawy wielkiej wagi. Bo nie ma nic większego dla matki, niż gwarancja zdrowia jej dziecka. NIC.Nie plujmy więc jadem, dbając tym samym o stan naszego systemu nerwowego. Zawały nie biorą się znikąd, drodzy państwo.

        A Tobie Emilio życzę dalszej wytrwałości w dążeniu do zrealizowania tego najpiękniejszego, ukrytego w głębi matczynego serca marzenia. I wierzę, że ono kiedyś się spełni.Potrzeba jeszcze tylko troszkę czasu. Pamiętaj, walczysz dla swojego kochanego dziecka. Potrzebujesz jeszcze bardzo dużo sił, więc nie trać ich na nerwy i próby tłumaczenia swoich racji tym, którzy słuchać od początku nie chcą. Serdecznie pozdrawiam.

        • Dziękuję… Bardzo Ci dziękuję.

  51. Wystarczy weijść na pierwszą lepszą stronę internetową jakiegokolwiek przedszkola w jakimkolwiek mieście i wszędzie je się tak samo źle. Sorry, taki mamy klimat 🙁

  52. O ile zgadzam się, zę żywienie w przedszkolu jest fatalne, to tłumaczenie dziecku, zę wszystkie inne dzieci żywią się świństwem, ze praktycznie wszyscy rodzice – prócz Ciebie_ pozwalają na trucie dzieci nie jest ani zdrowe, ani wychowawcze. Naprawdę chcesz, aby Twoja córka czuła sie lepsza od innych? Aby patrzyła na jedzących Nutellę rówieśników z pogardą? Cóż, mam wrażenie, ze właśnie tak. Że głównie chodzi Ci o to, aby pokazać o ile jesteś lepsza matką od innych. Jesteś zafiksowana na tym, aby być idealna, ale zapominasz, że uczenie pogardy nie jest najlepszym mozliwycm rozwiązaniem.
    No, ale i tak tę uwagę wykasujesz, ponieważ absolutnie nie znosisz jakiejkolwiek krytyki. Bo jak mozna krytykować kogoś, kto jest IDEALNY?

    • Jeszcze kilka miesięcy temu probowalabym dyskutować z kimś, kto daje innym „wykład” na temat pogardy, a sam tą pogardą od głowy po stopy po prostu ocieka. Ale teraz już mi się nie chce. Szkoda czasu.

    • no takie cos to moze napisac tylko osoba nie posiadająca małego dziecka, nieistotne chorego czy zdrowego bądz osoba której nie zalezy na odpowiedniej diecie a co za tym idzie na zdrowiu wlasnego dziecka. Ja mam dziecko z chorobą nowotworową, dla ktorego dieta ma kluczowe znaczenie i nie wstydzę się w miejscach publicznych tłumaczyc mu dlaczego nie moze bądz nie powinien jesc takiego świnstwa i nie uwazam sie za sfiksowaną matkę tylko za matkę ktora dziecku moze zaoszczędza przykrosci zwiazanych z konsekwencją jedzenia takich rzeczy.
      Brawo mamo Laury, oby więcej takich matek jak my 🙂

    • Nieidealna – sorry, ale bzdury Pani pisze. Dziecko dlatego, że odżywia się inaczej, wcale nie musi czuć się lepsze ani gorsze od innych… Może czuć się po prostu INNE, jak z tysiąca różnych powodów. A zgadzanie się na trucie własnego dziecka tylko dlatego, że większość ludzi tak robi – to byłaby jakaś paranoja. Im więcej osób zwraca uwagę na to, czym karmi swoje dziecko, tym większa szansa na rozpowszechnienie zdrowego modelu odżywiania, a tym samym większa szansa na to, że kolejne pokolenia nie będą żyły krócej od nas i więcej chorowały.

    • Zgadzam się w 100%. A nawet zrobiło mi się trochę przykro czytając ten post. Moja córka je co dają w przedszkolu, bo na nic lepszego nas nie stać. Smutne, że wykorzystujesz takie dzieciaki do podbudowania ego własnego i własnej córki.

  53. Myślę że post jest bardzo potrzebny. I trzeba coś zrobić w kwestii zmiany firmy cateringowej lub menu dla dzieci w waszym przedszkolu. W przedszkolu mojej córki po prostu zebraliśmy się z rodzicami i dyrekcją i ustaliliśmy jak powinno takie menu dla dzieci wyglądać. Wszystko dobyło się w cywilizowany sposób, nikt nikogo nie atakował tylko przedstawiliśmy mocne argumenty i udało się. Wprowadziliśmy nawet „rozdział” zupy od drugiego dania. Zupa była przed spacerem a drugie danie później i świetnie się ten system sprawdzał. Może spróbuj zorganizować takie spotkanie z rodzicami i dyrekcją. Skoro jest to przedszkole gdzie uczęszczają dzieci z rożnymi przypadłościami to dieta powinna być dla ich rodziców bardzo ważna. Przecież płacicie za to przedszkole i posiłki więc macie prawo wymagać. A nie masz przecież żadnych fanaberii tylko chcesz aby dziecko normalnie, różnorodnie i zdrowo jadło. Jest taka firma kateringowa obsługująca przedszkola w Sopocie ale to pewnie za daleko od Was. A poza tym co to jest aby w przedszkolu było pieczywo i Nutella dostępna na żądanie – to już pierwszy krok do złych nawyków. Niech będą jabłka, banany a poza tym bez przesady dzieci nie muszą ciągle jeść, jak trochę zgłodnieją to nic im się nie stanie. Obiadek będzie lepiej smakował. Pozdarwiam

    • Joanno szczerze mówiąc uważam, że nic w tej sprawie nie zdziałam, a na kolejną w moim życiu walkę z wiatrakami nie mam już siły. Nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, ale z rozmów z paniami w przedszkolu oraz z usłyszanymi rozmów z kilkoma rodzicami podejrzewam, że wielu rodzicom wcale nie przeszkadza żywienie w tym przedszkolu i nie widzą w tym noc złego. Obawiam się, że moja walka o zmiany nawyków żywieniowych w placówce z góry byłaby skazana na porażkę – prawdopodobnie mój wniosek zostałby uznany za fanaberię jakiejś wariatki. Zwłaszcza, że Laura będzie chodzić do przedszkola tylko raz w tygodniu, więc będzie tam gościem w stosunku do innych dzieci. Ja nie będę zapraszana na spotkania z rodzicami i inne takie, ponieważ za rzadko w tym przedszkolu będę przebywać, a Laura nie będzie w pełni uczestniczyć w życiu przedszkola. Poza tym, powiem szczerze, że nie mam ani ochoty, ani siły, aby znów o coś walczyć i w pojedynkę zbawiać świat. Musiałam już walczyć w swoim życiu o tyle spraw, że już się wypaliłam i nie mam na to energii. Zwłaszcza, że być może musiałabym walczyć nie tylko z przedszkolem, ale możliwe że także z innymi rodzicami. A to już jest zdecydowanie ponad moje siły i nerwy, które w wyniku licznych stresów i tak już szwankują. Poza tym każdy rodzic odpowiada za własne dziecko i nie mam ochoty się wtrącać. Mogę o tym pisać na blogu, edukować, uświadamiać, przedstawiać własny punkt widzenia, ale jednak wtrącać się w wychowanie poszczególnych dzieciaków nie mam zamiaru.

  54. Pamiętam batalię, którą przeprowadziłam z wychowawczynią i jednocześnie kierowniczką, a dotyczyła ona przenoszenia, a raczej nieprzynoszenia na 2-gie śniadanka coca coli i słodkich buł…. (U nas dzieci nosza 2-gie śniadanie). Słodki pączek, drożdżówka, chrupki, cola, słodzony i barwiony napój- częsty standard. Chleb tostowy z …nutellą, dżemem. Owszem, rozumiem, jak dziecko i mama mieszkają w domu samotnej matki i na prawdę ten dżem to jedyne co można dać do przedszkola. Ale inne rodziny dysponują środkami na swoje „zachcianki”(jakie- w domyśle), a na uszykowanie śniadanka nie ma czasu ni funduszy…. Ale pozytywem jest to, że widać pomału zmiany, przynajmniej u niektórych: w chlebaczku kanapka z chleba razowego, albo pszenno- żytniego, z wędlinką, serem, owoc, do picia woda. Tylko, że jak piszę, to batalia, długie wyjaśniania, tłumaczenia, proszenia…. A przecież dziecko po tak olbrzymiej porcji cukru, kofeiny (!!!!!), jest nadmiernie pobudzone, nie mówiąc o tym, że dostarcza masy chemikaliów do organizmu.

    Dużo dają zajęcia edukacyjne dla dzieci. Sama nawet staram się wpleść elementy żywienia w moje zajęcia np. tematem przewodnim jest krowa i mleko… Próbujemy przetworów mlecznych: serów, jogurtu, a także lodów 🙂 A dzieci chętnie słuchają, próbują, poznają. Takie zajęcia można robić w domu. Można zawiązać oczy sobie nawzajem hustą i zgadywać, jakie to warzywo, owoc. Przy tym wyjaśniać rolę zdrowego jedzenia. Ale jest potrzebna dobra wola, otwarty umysł, przyznanie się, że trzeba zmienić swoje nawyki. Niestety, u części ludzi to jest właśnie problem. A do tego permanentny brak czasu, w tym dla dzieci i siebie… Okropne.

    Taki długi wpis, od serca, przed pracą 🙂

    • P.S. Sprostowanie: batalię toczyłam ramię w ramię z kierowniczką 🙂 a nie przeciw niej. Ona działa ciągle na tym polu zresztą. No i jeszcze jedna ważna rzecz, którą nieustannie zauważam. Czasem rodzice mówią: „nie zachowuj się tak”, „nie mów brzydko”, „jedz jabłko”, a sami….. zachowują się TAK, mówią brzydko, jedzą chipsy, a nie jabłka. Dorośli- MY dorośli jesteśmy dla młodego pokolenia WZOREM. A maluch w wieku przedszkolnym widzi w rodzicu, pani nauczycielce BOGA. Jak i co ma naśladować, skoro widzi sprzeczne rzeczy? Robi to, co dorosły…. Trzeba zmienić siebie, wy wymagać zmian.

      Ja tez lubię np. snickersy i czasem żelki misie, ale święto lasu robię raz na jakiś czas. Owszem, stara jestem 😉 , świadoma, chora etc. I też uważam, że dzieciństwo musi mieć dawkę słodyczy, ale oby one nie stały się podstawą menu. A na pewno nie w placówce, która ma za zadanie EDUKOWAĆ…. Bo komuś łatwiej, taniej, wygodniej? Super, że Emilka napisała o tym problemie.

  55. Moje dzieci chodzą do przedszkola państwowego w małej wsi. Przedszkole ma własną kuchnię i tam są przygotowywane posiłki. Ja jakiś strasznych zastrzeżeń nie mam. Pomagałam 2 tygodnie jako wolontariuszka przy maluchach.
    W menu też pojawia się nutella lub dżem ale tak mniej więcej raz w tygodniu. Pieczywo jest i białe i ciemne. Do tego każdego dnia jest coś innego np pasta jajeczna, twarożek, serek, wędlina, itp, owsianka, kakao, owoc.
    Na obiady są różne zupy, zawsze jakaś surówka, 2xw tygodniu potrawa z mięsem(kotlecik, gulasz itp ), 2 bezmięsne (ryż z cynamonem, makaron z truskawkami, placuszki z jałkiem, placki ziemiaczane), 1 x ryba. Jako dodatek do dań z miesa, jest kasza gryczana, ziemniaki, ryż.
    Kompot jest lekko posłodzony. W ciągu dnia woda mineralna.

    Ja rozumiem że są dzieci które z racji alergii, nietolerancji pokarmowych czy innych schorzeń nie mogą jeść pewnych rzeczy i rodzice rodzice restrykcyjnie przestrzegają diety ale nie rozumiem co takiego strasznego w tym że dziecko zje czasem kanapkę na słodko?
    Ja też jestem fanką zdrowego odżywiania, jemy dużo owoców warzyw i ryb, orzechów, ale nie dajmy się zwariować. Pozwólmy dzieciom być dziećmi.
    Już czuję się winna, że czasem smażę naleśniki moim dzieciom.

    • Do Renata: uważaj, bo zaraz zostaniesz zlinczowana za karmienie dzieci placuszkami z jabłkiem, makaronem z truskawkami czy naleśnikami!!! Przecież to takie niezdrowe! Czy oprócz mnie i Renaty zaglądają tu czasem matki, które od czasu do czasu pozwalają dzieciom jeść takie posiłki, czy może wszystkie karmicie swoje dzieci brokułami i jogurtem naturalnym?

      • Anka, od czasu do czasu każdy tak karmi. To nie jest problem. Problem zaczyna się wtedy, gdy karmienie słodkimi rzeczami staje się podstawą diety dziecka. Tu chodzi o kształtowanie pewnych nawyków, a nie o całkowite zakazywanie dziecku naleśników.

        • A znasz już jadłospis tego przedszkola? Byłaś tam przecież tylko jeden raz.

          • Obszernie odpowiedziałam na ten komentarz pod komentarzem Anki. Zerknij proszę – tam znajdziesz odpowiedź.

        • A może w Waszym przedszkolu kanapka z nutellą nie jest na porządku dziennym na śniadanie, może to był wyjątek? Nie ma co za wcześnie wyciągać wniosków. Dajcie przedszkolu szansę:)

          • Anka pisząc ten post wiedziałam, że taki argument padnie. Dziwię się nawet, że padł dopiero drugiego dnia 🙂

            A tak na poważnie nie zdecydowałabym się na napisanie tego postu, gdybym nie miała pewności co do własnych spostrzeżeń. Współpracuję z tym przedszkolem już od bardzo dawna i niestety w wielu innych kwestiach podejście właścicielki przedszkola jest takie same, jak w kwestii żywienia dzieci. Nie będę o tych sprawach pisać, ale generalnie uważam, że podejście placówki do opieki nad dziećmi jest złe na wielu płaszczyznach.

            Jeśli chodzi o żywienie, to właścicielka przedszkola przyjmując Laurę wiedziała, z jakimi schorzeniami przychodzi dziecko. Od 2 tygodni usilnie prosiłam ją o przysłanie mi jadłospisu przedszkola, zanim do niego trafimy. Podkreślałam, jak ważna jest dla nas kwestia żywienia, właśnie ze względu na chorobę córeczki. Pisałam w tej sprawie maile, wysyłałam sms, próbowałam się do właścicielki dodzwonić – niestety bezskutecznie. Informacji o jadłospisie przedszkolnym nie otrzymałam. Zaznaczę od razu, że nie jest to pojedyncza sytuacja – załatwienie czegokolwiek z tym przedszkolem zawsze tak wygląda. Właścicielka zwodzi mnie, nakłania, aby zadzwonić w innym terminie, a jak dzwonię, to nie odbiera przez długi czas telefonów, nie odpowiada na maile itd.

            Jadłospisu do tej pory od niej nie otrzymałam. Dzień przed pójściem do placówki dostałam od właścicielki jedynie sms, że na obiad w piątek będzie naleśnik z czekoladą, ale było to już na tyle późno, że i tak miałam już dla Laury przygotowany posiłek na to piątkowe wyjście. Jakoś intuicyjnie czułam, że jedzenie w przedszkolu może być złej jakości.

            Poszłam i zobaczyłam to, co opisałam później w poście. Nie zgodzę się, że miałam zbyt mało czasu na obserwację. Dla wprawnego oka jeden dzień to wystarczający czas, aby zobaczyć, jakie nawyki żywieniowe panują w przedszkolu. A ja akurat w tej kwestii mam wprawne oko, jestem wyczulona, więc wiem, gdzie szukać i na co zwracać uwagę.

            Przede wszystkim rozmowa z pracującymi tam paniami dużo mi dała. Gdy zapytałam, co dzieciaki zazwyczaj jedzą na śniadanie, to usłyszałam, że właśnie ten nieszczęsny chleb z Nutellą. Takie też produkty stały w przedszkolnej kuchni w zapasie.

            Pominę już ten nieszczęsny naleśnik z sosem czekoladowym, bo faktycznie w inne dni sytuacja mogłaby wyglądać nieco lepiej. Ale nawet, jeśli firma kateringowa przywiezie na obiad jakiś tam kotlet z ziemniakami i z surówką, to i tak nie zmienia to podejścia placówki do żywienia dzieci i panujących tam nawyków. Przede wszystkim uderzyły mnie stojące na szafkach ciastka i chipsy. Gdy dzieci jadły obiad, pani zapytała mnie, czy Laura po obiedzie może dostać chipsy, bo inne dzieci będą jadły. Powiedziałam, że nie i poprosiłam o coś innego. Do wyboru były tylko słodkie ciastka oraz kukurydziane flipsy, więc wybrałam dla Laury te flipsy.

            Panie mówiły też, że często dzieci obchodzą urodziny, więc przynoszą do przedszkola tort i słodycze. Skoro takie słodkie uczty zdarzają się regularnie, to po co w takim razie pchać w dzieci kolejną porcję chipsów czy Nutelli?

            Poza tym widziałam tablicę motywacyjną na ścianie, a właściwie na drzwiach. Tablica zachęcała do wykonywania poszczególnych czynności właśnie w celu zdobycia słodyczy, co nie tylko jest niezdrowe, ale też wyjątkowo mało pedagogiczne…

            Podsumowując wszystko, co zauważyłam w przedszkolu oraz wcześniejsze doświadczenia z tą placówką, wiem, że mam rację w tym, co piszę. Dlatego też odważyłam się głośno o tym napisać i zwrócić uwagę na problem, który występuje nie tylko w przedszkolu Laury, ale jestem pewna, że także w wielu innych placówkach.

            Pozdrawiam!

          • To faktycznie niefajnie trafiłyście z tym przedszkolem. Dziwi mnie bardzo podejście właścicielki przedszkola, myślałam, że jak prywatne i w dodatku uczęszczają tam dzieci niepełnosprawne, to na pewne rzeczy – jak na przykład żywienie – będzie kładziony szczególny nacisk. Ale jak widać dla niektórych liczy się tylko interes. W dłuższej perspektywie jednak właścicielka więcej straci niż zyska, zła opinia pójdzie w świat i nikt tego przedszkola nie poleci innym.

        • Miałam to samo napisać. Nie ma nic złego w zjedzeniu od czasu do czasu chipsów, czy Nutelli. Zdrowej osobie nic się nie stanie. Ale może coś stać się dziecku z problemami żołądkowymi czy komuś z alergią.
          Ja sama, gdy zjadłam Monte (zostało po wizycie siostrzeńca), to potem czułam je 24 godz. w brzuchu. Mam nietolerancję laktozy, trochę mi przeszło, ale nadal zbiera mi się na wymioty, gdy czuję zapach gotowanego mleka.
          Moja dorosłą koleżanka po wypiciu mleka sojowego z objawami wstrząsu wylądowała w szpitalu.

          Naleśniki można w domu zrobić. Z jajek od szczęśliwych kurek, pełnoziarnistej mąki. Nie wiem, jak z mlekiem, ale chyba zamiast niego można ody dodać. Zamiast cukru – syropu klonowego dać, czy jakiś inny, zdrowszy odpowiednik cukru. I dziecko będzie szczęśliwe. Będzie słodko + zdrowo 😉 .

          Wystarczy obejrzeć program „Wiem, co jem…”, aby dowiedzieć się, ile świństwa w jedzeniu siedzi. A pani Beata Pawlikowska też jest rygorystyczna, jeśli idzie o żywienie.

        • ale ty po jednym dniu pobytu corki juz wiesz, ze tam sie karmi tak od wiekow, prawda? i stad ten wpis na dwie kartki.Co bedzie dalej, to juz nie warto myslec.Na razie panie sa przemile, ale niech no tylko cos zrobia nie tak, to dostana po lbie za caloksztalt za cala Twoja pisarska moca.

      • Renata sadze ze z tym słodkim w przedszkolu, to raczej chodziło o niepodawanie codziennie. Niestety niektóre szkoły czy wlasnie przedszkola swoje żywienie opierają na toście z czymś czekoladopodobnym…codziennie…
        Anka Tobie rownież polecam czytanie ze zrozumieniem a nie bezmyślne plucie jadem. Od czasu do czasu -tak. Dzien w dzien-nie!!

        • No własnie o to mi chodzi. Tak długo jak taka nutella czy dżem pojawi się raz w tygodniu to ja to akceptuję. Jest to kompromis dla tych co dają dzieciom takie rzeczy i tymi, co chcą żywić zdrowo. Tak jak napisałam moje dzieci maja takie menu w przedszkolu, ze jest 2 x mięso, 1 x ryba i 2 x potrawy bez mięsa i wtedy pojawiają się takie dania jak naleśnik czy makaron. Ja nie widzę w tym nic złego. Spotykam się na forum z takimi opiniami, że to straszne ze dzieci dostały drożdżówkę, pączka na podwieczorek albo tego nieszczęsnego naleśnika. A gdzie zdrowy rozsadek? Tak długo jak to menu jest zbilansowane i w ciągu dnia dziecko zje i owoce i trochę mięska i surówkę to i nic się nie stanie od odrobiny pszennej mąki.
          Wydawało mi sie że zdrowo odżywiam swoje dzieci. Mam własny ogródek, dzieci jedzą prosto z krzaczka truskawki, porzeczki, maliny, agrest. Latem pod wężem ogrodniczym myjemy rzodkiewki i marchewki i wcinamy prosto z ogródka. Gdy mamy ochotę na sok to wyciągamy sokowirówkę i robimy. Dzieci równie chętnie wcinają na podwieczorek surową marchewkę, paprykę, ogórka małosolnego tak samo jak i paczka którego zdarza mi się kupić. Wydaje mi się ze o to tu właśnie chodzi aby dzieci jadły różne rzeczy.
          Jak się pojawia temat żywienia to ja naprawdę po niektórych wypowiedziach czuję się nieswojo gdy czytam takie ortodoksyjne opinie na temat żywienia i czuje się winna robiąc dzieciom naleśniki chociaż to odrobina wody,mleka mąki i jajko. Naprawdę to nic strasznego!

      • Moje dzieci jedzą placuszki z jabłkiem,makaronu z truskawką nie bo nie lubią ale naleśniki tak.Nutelle tez jedzą i serek topiony,ale to moje dzieci i jedzą co im dam.Pani Emilia ma inne zdanie na temat takiego jedzenia to niech ma.Nie będziemy się chyba kłócić za odmienne zdania.Lubię Was nawet jak inaczej jadacie czy inaczej żyjecie.Pozdrawiam.

        • I to jest super podejście Gosiaczek :). Dziękuję za fajny komentarz!

  56. Przez 3 pierwsze lata życia mojego dziecka wpoiłam zasady zdrowego odżywiania. Jadał potrawy gotowane, nie smażone, dużo warzyw, owoców, kasz. Znał słodki smak-owoce suszone są słodkie. Wszystkie te nawyki poszły w kąt, kiedy dziecko poszło do przedszkola, prywatnego, z własną kuchnią. I co? Na porządku dziennym jest biały chleb z dżemem/chleb z pseudodrobiową wędliną/pasztetową na śniadanie. Obiad? bywa bardzo różnie, najczęściej zupa ok, za to drugie woła o pomstę do nieba: gulasz z żołądków kurzych, schabowy smażony, choć muszę przyznać, ze bywają też dania całkiem fajne, takie popadanie ze skrajności w skrajność. Podwieczorki? Ulepki jogurtowe o smaku truskawkowym, słodkie buły i do popicia woda z „sokiem”.
    Owszem, próbowałam rozmawiać z właścicielką placówki, na osobności i podczas zebrania w przedszkolu. Jaki efekt? zostałam wyśmiana przez innych rodziców, którzy zgodnie stwierdzili, ze pasztetowa to smak dzieciństwa, że zupa grzybowa jest zalecana przez sanepid od 7 m-ca życia dziecka (to info od właścicielki przedszkola).
    To walka z wiatrakami. Żal mi tylko, że takie fajne nawyki, jaki miało moje dziecko, zostały zniszczone przez kuchnię przedszkolną. Dziś muszę się ostro nagimnastykować, zeby synek na śniadanie zjadł jajko ze szczypiorkiem i warzywami, zamiast żądanego chleba z dżemem. Zaczęłam po prostu dżemy robić sama. Smutne to.
    Przedszkole koło Pruszcza Gdańskiego.

    • Ja też myślałam co by było, gdybym musiała interweniować. Wiem, że bym poległa….Połowa rodziców korzysta z dofinansowania z GOPSU za posiłki. Należę do tej wąskiej grupy co to płaca za obiady sami.
      Potraktowane by to zostało jako fanaberia…
      Mi nie podobają się metody wychowawcze niestety… W grupie starszego synka jest ok ale młodszego….Mam zastrzeżenia.
      Ale….Jest to jedyne przedszkole w okolicy…..Najbliższe 25 km.

  57. Cieszę się,że pierwszy dzień w przedszkolu był dla Laurki udany.
    Złe nawyki żywieniowe to pewnie w placówkach oświatowych
    norma 🙁
    Fotki cudowne!
    Pozdrowienia dla dzielnej przedszkolanki 🙂

  58. No tak, a ja się zloszcze, ze w przedszkolu słodzą miętę do picia i z tym walczę…
    A z drugiej strony: nigdy nie ma żadnych słodyczy, do picia woda, inka, mieta, chleb pelnoziarnisty, panie kucharki gotują pyszne zupy, dużo warzyw. Matki jako komplement traktują słowa dzieci „surowka prawie jak w przedszkolu”.

  59. Moje dziecko chodzi do przedszkola prywatnego, dzieki Bogu na miejscu jest super wyposazona kuchnia i dwie sympatyczne panie kucharki. Nutelli w menu nigdy nie widziałam i dobrze, bo chyba od razu bym poszła sie dowiedziec, o co chodzi;) jak szukałam Majci przedszkola to głownie interesowała mnie wlasnie kuchnia, nigdy nie chciałabym puścic jej do przedszkola, które ma dowożony catering. Dobrze robisz Emilko, kto lepiej zawalczy o Twoje dziecko jak nie Ty. Nie można zgadzać się na to, żeby nasze dzieci, skarby najdroższe były karmione najgorszym syfiastym chemicznym barachłem, jakie można dostac!

  60. A ja mam pytanie, jak wyglądał jadłospis na ten dzień dostępny dla rodziców? Czy faktycznie zgodny był z prawdą? Rodzice niestety nie mają możliwości zweryfikować, co tak na prawdę jedzą ich dzieci w przedszkolu.
    Mój syn chodzi do dużego przedszkola samorządowego, w którym są kucharki i kuchnia z prawdziwego zdarzenia. Jadłospis jest całkiem przyzwoity dużo warzyw i owoców. Często podpytuję dziecko co było na obiad czy podwieczorek, aby sprawdzić czy faktycznie zgadza się z tym co jest w jadłospisie dostępnym dla rodziców, ale taki mały człowiek też nie zawsze pamięta, nie zawsze powie. Syn nigdy nie miał żadnych problemów żołądkowych po jedzeniu w przedszkolu więc przypuszczam że jest ok, ale jak jest na prawdę nigdy nie będę miała stuprocentowej pewności.

  61. Emilio, jeżeli nie jest to zbyt wścibskie pytanie to napisz proszę co bierzesz dla Laury do jedzenia i w jaki sposób to przechowujesz w tym przedszkolu? moja córka wymaga lekkostrawnej diety i dużej uwagi przy spożywaniu posiłków (ze względu na operację górnego odcinka przewodu pokarmowego), dlatego też myślałam dla niej w przyszłości o tzw. klubie malucha, gdzie jest tylko 5-7 dzieci i każdy rodzic sam zapewnia wyżywienie na cały dzienny pobyt.

    • Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, gdyż za każdym razem będę wymyślać Laurze inne danie, dostosowane do jej potrzeb i ograniczeń. Ostatnio miała potrawkę z ryżu, dyni, natki pietruszki doprawioną masłem, solą i pieprzem. Do środka dosypałam jej trochę orzechów zmielonych. Nie mam pojęcia, co zrobię jej w kolejny piątek. A transportuje w pojemniku termicznym, które mam w sklepie http://mamaplus.pl/products?utf8=✓&keywords=termos+skip+hop

      • Witam serdecznie. Ja trochę na inny temat, jeśli mogę….Rozglądałam się po sklepie i zaskoczyła mnie cena promocyjna oto tego produktu. http://mamaplus.pl/products/domek-z-kartonu-ogromny-barbakan-tektoy
        Proszę o podanie czy ta cena teraz obowiązuje?

        • Pani Doroto najmocniej przepraszam – to był błąd. Cena promocyjna została wpisana przez pomyłkę. Bardzo dziękuję za informację, już skorygowaliśmy błędną cenę i wprowadziliśmy prawidłową.

          • Drobnostka….mam tzw „wprawne oko”. Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego oraz duuużo zdrówka.

      • Emilio jak robisz taka potrawkę?

        • Gotuję ryż, a w osobnym garnku na parze dynię pokrojona w kostkę i małe krewetki. Po ugotowaniu wszystko łączę ze sobą, dodaję masła oraz świeżo posiekanej natki pietruszki. Doprawiam solą i pieprzem. Laura jeszcze lubi, jak jej posypię danie zmielonymi orzechami, ale one zmieniają smak, więc nie każdemu dziecku potrawa z orzechami będzie smakować.

          • Bardzo fajny pomysł ,muszę spróbować.Pozdrawiam was serdecznie 🙂

  62. Czytałam z otwartymi ze zdumienia oczami… Moja córka zdążyła pochodzić w Polsce do przedszkola tylko rok, potem wyjechalysmy na Ukrainę. Niezbyt byłam zadowolona, że dają dzieciom słodka herbatę, mało świeżych warzyw i owoców, a czasem – o zgrozo! – chleb z dżemem. Ale po tym co przeczytałam, błogosławię nasze przedszkola za kuchnie na miejscu, krupniki, barszczyki, kasze gryczane i inne! Słodycze są w ogóle nie do pomyślenia, chipsy – kosmos! Co się stało z Polska przez te 10 lat?! Nie wyobrażam sobie, NIE WYOBRAŻAM ze można tak karmić dzieci w przedszkolu!

  63. Ja uważam, ze wpis jak najbardziej na miejscu, faktycznie może wydawać się zbyt ostry bo przedstawia w sposób prosty ale jednocześnie dobitny pewne fakty, które to faktami są !

    A po za tym po przeczytaniu wpisu się załamałam, bo jak w przedszkolu integracyjnym gdzie dzieci mają różne schorzenia i dieta to podstawa karmi się tak fatalnie, to już się nie dziwię, że podobne rzeczy dzieją się w przedszkolach dla zdrowych dzieciaków !

    Ja na szczęście na menu serwowane mojemu dziecku wczas jego chodzenia do przedszkola nie mogłam narzekać.

    Największy problem miałam z rodzicami przynoszącymi dzieciom słodycze ( żelki chipsy i napoje gazowane ) przez 3 letnią karierę Młodego w przedszkolu nie mogłam zrozumieć po co rodzice dają dzieciom takie przekąski do przedszkola ? zastanawiałam się czy te dzieci nie mogą się tego syfu skoro rodzice pozwalają najeść się w domu ? muszą to nosić do przedszkola ? – próbowałam walczyć, bo szafka mojego Młodego otoczona była szafkami z których słodycze się wysypywały.
    Moje dziecko długo, ze słodyczy wolało paluszki lub krakersy, ale niestety przez kolegów z przedszkola dziecko poznało smak pierwszej żelki czy chipsa i generalnie zaczęło domagać się słodyczy i tak stesty / niestety zaczęła się nasza przygoda ze słodyczami – musiałam poluzować rygor i czasem Młodemu pozwolić wybrać sobie słodycza ze sklepowej półki, wybierał róże cuda – na szczęście większość tylko próbował i wypluwał – do dzisiaj nie lub żelek czy chipsów a jedynie czasem chrupki smakowe. Wtedy było mi trudno dziecku wytłumaczyć, dlaczego on nie je a inni tak – więc dawałam próbować – na szczęście dzisiaj ze słodyczy Młody uwielbia nadal paluszki i krakersy i owoce, a z gazowanych rzeczy to woda mineralna. Oczywiście od czasu do czasu dorwie się do jakiejś coli, zje chleb z nutellą albo co gorsza wyje nutellę ze słoika, pójdzie z nami do fast foodu – jednak na co dzień moje dziecko odżywia się nie źle, i wcale nie zazdrości, że koledzy z klasy mają w śniadaniówce żelki czy inne słodycze, on jest dumny, że ma jabłko czy mandarynkę czy garść orzechów.

  64. Riannon-potrzeba mądrego, dobrego kucharza, takiego, który to w umiejętny sposób potrafi i wie jak przemycić do dania zdrowe produkty. W domu przemycam w pasztetach, pulpetach np kaszę jaglaną, wciskam czosnek wszędzie tam gdzie się da, etc…

  65. Brawo Emilia. Poruszyłaś ważnyb temat. Nikogo nie obraziłaś! Nie czuj się winna. Bardzo dobrzeb gdy przeczytają to jakieś nauczycielki czy dyrektorki przedszkoli. Powinny się wstydzić. Nutella i chleb??? Szok to mało powiedziane. Nutella wcale nie jest tania. To sama chemia i tony cukru. Niszczą zęby dzieciom,, nie mają żadnych wartości odżywczych. Jogurcik i jabłko kosztowałoby tyle samo, a różnica wielka. Nikt nie mówi o gotowaniu dla dzieci wymyślnych potraw na które nie spojrzą. Proste ale zdrowe dania są łatwiejsze niż się wydaje. Owoce są smaczne, dzieci lubią owoce, zabawnie i kolorowo podane na pewno nie wylądują w koszu. Tost francuski, warzywa pokrojone w paseczki, placuszki z tartego jabłuszka, czy to takie skomplikowane? Czipsy i cukierki dla dzieci? W głowie się nie mieści. Choć sama widzę gdy takimi śmieciami rodzice karmią swoje dzieci, cieszę się że do naszego przedszkola każde dziecko przynosi swoje pudełko z tzw lunchem, i jest ograniczenie do wkłądania tylko jednego przysmaku. Dziwić się, że dzieciaki takie zapasione teraz, słabe, zmęczone, zęby chore, alergie itd. Dorośli, ogarnijcie się!

  66. Kiedyś tu na blogu pisałam na temat jedzenia przedszkolnego…, niestety jadłospis przedszkola państwowego do którego uczęszcza mój syn jest podobny do tego do którego Wy uczęszczacie. Kiedyś na zebraniu naruszyłam temat „zdrowszego” jedzenia, no i co myślicie-jaka była odpowiedź dyrekcji??? Tak, właśnie taka, że jedzenia w przedszkolu nie zmienią, bo nie mogą, bo nie mają funduszy na droższe produkty!!! Sorry, ale rzygać się chce słysząc takie stwierdzenie! Czy ciężko jest kupić od rolnika (od tego, który nie pryska swoich produktów) ziemniaki, warzywa, nabiał a nawet mięso ? Przecież w dzisiejszych czasach mnóstwo gospodarzy prowadzi działalność produkcyjną i może wystawiać faktury za sprzedaż etc… Prawda jest taka, że nie ważne jest jakiej klasy produkty dzieci spożywają bo dominuje zwykłe „nie chce mi się tego załatwiać”, „za dużo zachodu z tym” . Koniec , kropka!

    • Witam, mimo, że bloga czytam od kilku lat to pierwszy raz komentuję.

      Niestety jeśli placówka jest państwowa, to nie da się kupić produktów od pierwszego lepszego (z lepszymi produktami) rolnika. Moja mama jest intendentką w szkole podstawowej i zajmuje się jadłospisami, księgowością itd. Nie raz i nie dwa wściekała się na przepisy, ale nic nie może zrobić. Dostawcy żywności wybierani są w przetargach i nie decyduje o tym jedna osoba (mówię to nadal o placówce państwowej), a jak przetarg to chyba nie muszę pisać które kryterium decyduje o wyborze… U mojej mamy jest o tyle dobrze, że ma bardzo nowoczesną kuchnię i posiłki przygotowywane są na miejscu. Jeśli chodzi o zgodność jadłospisu z tym co ląduje na talerzach.. nawet tu czasami są różnice, bo np, danie które miało być podane w środę ląduje na talerzach we wtorek, bo dostawcy pomyliły się daty, a akurat danie jest z produktów, które trzeba wykorzystać natychmiast.

      Przedstawiłam sprawę tak jak często wygląda ona od drugiej strony.

  67. Dziewczyno, takiej odwagi jak Ty masz, brakuje 99,9% ludzi. Oj, nie jesteś szarakiem, nie jesteś. Brawo! I ukłony.

    • Pani Emilko wykazałą sie Pani brakiem odwagi łatwiej bowiem smarować na blogu niż miec odwagę na rozmowe twarzą w twarz właścicielką przedszkola,czy tez z właścicielem firmy cateringowej czy tez z rodzicami?Jesli juz tak Pani narzeka to moze pani ujawni ile płaca rodzice za catering? Ile ? to chyba Pani wie skoro zapisała pani do przedszkola dziecko? Cena obiadu zalezy od opłat -ale moze nic nie płaca?

      Przykre ,że dzis kazdego mozna smarowac na blogu nie ponosząc konsekwencji. Przykre ,że robi to własnie Pani, kierujac sie jedynie własnym dobrem .Ocena cateringu z perspektywy 1 dnia to pomyłka. Pomyłak jest rowniez to jak Pani buduje relacje z ludzmi .

      • Owszem rodzice płacą. Odwagę owszem miałam – dwa tygodnie próbowałam wydobyć od właścicielki jadłospis i porozmawiać z nią na temat żywienia w przedszkolu, ale bezskutecznie. Moje prośby o kontakt w tej sprawie zostały zignorowane. Dopiero wpis na blogu zmienił sytuację i nakłonił przedszkole do kontaktu. Nie wiem, czy Pani zauważyła, ale wpis jest anonimowy – bardzo pilnowałam, aby przedszkole nie zostało zlokalizowane przez nikogo, poza dyrekcją przedszkola. A co do moich relacji z ludźmi, to może być Pani spokojna – z tymi, z którymi trzeba, mam wyśmienite.

        • NO I TU NIESTETY POWIEM WPROST
          OKAMUJE PANI LUDZI
          W TVM PRZEDSZKOLU RODZCE NIE PLACA ZA OBIADY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          – WASCICIELE PRYWATENEJ PLACWKI OPACAJA JE Z WASNyCH SRODKOW . oCZWISCIE SWIAT NIE MUSI MI UFAC
          JEDNOZNACZNIE JEDNAK POWIEM OBURZONA JUZ JESTEM TYM JAK PANI Kłamie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Ma Pani odwage by oficjalnie powiedziec SKłAMAŁAM??????????????
          NO TO PROSZE SIE ZASTANOWIC NAD UCZCIWOSCIA BO MOZE TEZ JEST WYBIORCZA
          ZAZENOWANA

          • Owszem rodzice płacą za obiady. Wiem nawet ile płacą. Jest to z pewnością za mało, aby zapewnić dzieciom dobrą dietę. Na szczęście wczoraj właścicielka przedszkola w rozmowie telefonicznej zapewniła mnie, że zorganizuje z rodzicami spotkanie w tej sprawie i spróbuje ich przekonać do zmiany nawyków żywieniowych u dzieci przynajmniej trochę na lepsze. Spróbuje ona także przekonać rodziców, aby odrobinę więcej dopłacali do obiadów dzieci na rzecz ich jakości. Z całego serca życzę właścicielce powodzenia, bo wierzę, że przy prawdziwej dobrej woli może się to udać. Ale moim zdaniem głównym problemem nie są obiady w przedszkolu ani koszty tych obiadów, tylko złe nawyki żywieniowe, którym się dzieciom w przedszkolu prezentuje.

            A co do stylu pisanego przez Panią komentarza, to proponuję wyłączyć te wielkie litery i przestać krzyczeć. Ja nie mam powodu, żeby kłamać. To prędzej Pani kłamie, bo sugeruje Pani swoimi komentarzami i nickiem, że jest Pani kucharką w tym przedszkolu. Tylko że to przedszkole nie ma żadnej kucharki 🙂 . Jeśli się Pani nie uspokoi i nie opanuje podniecenia, to obawiam się, że będę musiała wyłączyć Panią z dyskusji na tym blogu.

  68. Pani Emilko, z całym szacunkiem:) pewnie robi to pani nieświadomie, ale w przedszkolu są nauczycielki a nie ( jak pani pisze) przedszkolanki lub opiekunki. To w pewnym sensie deprecjonuje ich zawód. Są to panie po studiach wyższych ( pedagogicznych) i najczęściej z dodatkowymi kwalifikacjami typu rewalidacja oligofrenopedagogika i inne. Opiekunki były w ochronkach, a przedszkolanki krótko po wojnie.
    Pozdrawiam:)

  69. Jamonka jeśli nie będą lubić Laury, bo wpis się nie podoba to trzeba zmykac gdzie pieprz rośnie. Jeśli ktoś przenosi emocje na dzieci to sam z pieluch nie wyrósł.

  70. Droga Emilio,

    kolejny ogromny sukces wychowawczy Twoj i Kuby!nic dziwnego ze Laura od razu zaaklimatyzowala sie w przedszkolu,jest przeciez cudownym dzieckiem wspanialych rodzicow:)

    co do zywienia,to nie wiem do konca jak ta sytuacja wyglada,ale moze warto na spotkaniu rodzicow w przedszkolu wspomniec o zywieniu?mozliwe ze jest wiecej osob ktorym zywienie sie nie podoba ale moze tez nie maja odwagi powiedziec o tym wlascicielowi. pytajac nic nie tracisz (nie sadze zeby ktos sie mogl po prostu obrazic) a zyskac mozesz naprawde wiele. taki pomysl,mysle ze jak ty nie bedziesz w stanie tego zmienic,to kto? mysle ze koszt ma tutaj ogromne znaczenie,a ludzie nadal maja wrazenie ze odzywianie sie zdrowa zywnoscia jest drogie….tylko dlaczego nie mysla o swoim zdrowiu i kosztach zwiazanych z leczeniem cukrzycy,chorob serca tudziez miazdzycy…

    pozdrawiam serdecznie Wasza trojke i czekam z niecierpliwoscia na wiadomosci o pierwszych dyplomach lub wygranych w konkursach Laury 🙂
    Dorota

  71. Widzę , ze miałam szczęście. moja córka chodziła do państwowego pkola z prawdziwa kuchnia i kucharkami, bez kateringu. na desery miała np. Kasze jaglaną z rodzynkami, jogurt naturalny z owocami,które dzieci same wrzucaly, pelnoziarnisty chleb. od tego roku ma catering bo poszła do szkoły. I juz nie jest tak różowo. na szczęście to tylko obiady, bo w szkole śniadanie przynosi swoje. Pani wprowadziła zakaz przenoszenia słodyczy i przekąsek typu chipsy, paluszki itp. I CHWAŁA jej za to.

  72. Cześć Emilko…
    Mam nadzieję,że Laurka pomimo wyżywienia przedszkolnego odbiegającego od normy zdrowego żywienia, będzie czerpać garściami radość z kontaktów z rówieśnikami, wspomnienia są bowiem bardzo ważne 🙂
    Jedna kwestia, która mnie ruszyła to taka,że posługujesz się starą nazwą… panie przedszkolanki odeszły do lamusa – teraz są to panie nauczycielki wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego… za to dostałam ostrą reprymendę na studiach 🙂
    Pocieszę Cię troszkę – w naszym przedszkolu (prywatnym) jest katering ze zdrową żywnością – kiełki i nasionka często goszczą na stołach dzieci, do tego kozie serki, nawet nieznany mi wcześniej amarantus, różne owoce i warzywa, paszteciki warzywne itp… i wiesz co się z nimi dzieje?? dzieci odkładają to na talerze, nawet nie chcą tego próbować, ba wręcz krzyczą – zabierz to ode mnie…. Niestety mimo dobrych chęci zarówno firmy kateringowej jak i personelu jedzenie ląduje do kosza, bo dzieci nie są nauczone tego w domu… widzę co rodzice przynoszą dzieciom jako dodatkowe jedzenie…właśnie największą popularnością cieszy się nutella i białe pieczywo… echhh
    W każdym razie nie zrażaj się jedzeniem przedszkolnym. Ważne, by młoda dama uczyła się życia w grupie, bo to jest ważny etap człowieczeństwa. Niech z Jej buźki nigdy nie schodzi uśmiech, a Ty dbaj o siebie i swoją Rodzinkę 🙂
    Gorące pozdrowienia z Wrocławia.

    • „Mam nadzieję,że Laurka pomimo wyżywienia przedszkolnego odbiegającego od normy zdrowego żywienia, będzie czerpać garściami radość z kontaktów z rówieśnikami, wspomnienia są bowiem bardzo ważne”

      Właśnie na to liczymy :). Poza żywieniem, wszystko inne w przedszkolu wydaje się ok 🙂

  73. Emilko to aktualnie norma w przedszkolach. Tak jak piszesz, łatwiej dzieciakom wcisnąć kromkę z nutellą, którą samo z chęcią zje, jak kanapkę z szynką czy jakimś serem…. Ja nie potrafię zrozumieć jeszcze jednej rzeczy. Nie wiem czy tak jest aktualnie, ale za moich czasów karmili nas wątróbką. Żadne dziecko tego nie chciało jeść, rzucaliśmy się na stołówce kawałkami mięsa ale wątróbka być musiała! CHORE! Do dziś na sam jej zapach przypomina mi się przedszkolna stołówka :-/ brrr…

  74. Hmm…no, no coz dodac-coz ujac. chyba tylko tyle, ze mieszkam na Bawarii – moj mlodszy synek ma tez Hirszprunga – i ma 2 latka. chodzi do zlobka, ktore jest w jednym budynku-polaczone z dwoma regularnymi grupami – czyt -3-6 lat. dieta jest bardzo zroznicowana w zdrowa zywnosc. Dzieci dostaja do picia wode lub owocowe herbatki – bez cukru. sniadania przygotowuja rodzice sami- ale mamy wytyczne, co do chleba. proszono nas o dodatek do sniadania w formie owoca. dzieci dostaja pozywne obiady – czesto brokly, szpinak hihi a na deser stawia sie na stolikach miski wypelnione owocami – od czasu do czasu jest budyn lub kisiel. i jak tu powiedziec cos zlego? moj chory synek, w zasadzie jada wszytsko w zlobku i nie mamy zadnych problemow. Pozdrawiam ludzi, ktorzy odpowiadaja za ustalanie diet nie tylko w przedszkolach, przypuszczam, ze stolowki szkole tez Maja ten problem

  75. Smutna prawda… Kupić najtańsze i słodkie produkty, dzieci będą zadowolone. W przedszkolach państwowych jest lepiej, ale nie do końca. Moje dzieci mają szczęście w nieszczęściu bo z powodu alergii nie dostają w przedszkolu orzechowo-czekoladowych mazideł i słodyczy, a smakołyki które wynajdę sama, są lepszej jakości i są dla nich bezpieczne. Cukierki/lizaki jako nagrody w konkursach abo po prostu jako nagroda za dobre zachowanie – na porządku dziennym, a potem płacz że trzeba leczyć mleczaki.
    Kolejna sprawa – niektóre przedszkola popierają ideę przekąsek. Dzieci przyzwyczajają się do ciągłego pobudzania żołądka, w dodatku czymś słodkim. Nie zdążą porządnie zgłodnieć, zjedzą małą kolację a potem w nocy chcą jeść. I po co robić zajęcia o zdrowych nawykach żywieniowych u 4-latków, skoro karmi się je czymś zgoła innym…

    • Dodam jeszcze taki smaczek – pewnego dnia córa wróciła do domu z wysypką, klasyczne objawy pokarmowe, znamy to aż za dobrze. W domu – dieta pilnowana, więc wywiad – co dostała w przedszkolu spoza menu. Niby w menu nie ma nic „podejrzanego”, nie było żadnych słodyczy. Rozmawiam z paniami z kuchni i dochodzi do kwestii co dokładnie było w zupie i okazuje się, że kostki rosołowe i maggi. Komentarz pań w kuchni „no bo jak jak mam doprawić 30 litrów zupy?” – moja odpowiedź „sól, pieprz i zioła wystarczą”.

  76. Emilio ostry ten Twój post. Rozumiem Twoje racje ale będąc właścicielem tej placówki nie chciałabym rozpoczynać dyskusji o zmianach od takiej listy skarg i zażaleń na forum…
    Nie wiem co sądzić. Nieczęsto mi się zdarza 😉

    • Nie ma nazwy przedszkola, ani nawet miejscowości, więc raczej kłopotu nie narobię. A milczenie o tych sprawach chyba dobre nie jest, bo jak będziemy przymykać oko na takie rzeczy, to nic się nie zmieni. Laura na tym nie ucierpi, bo ja jej będę przynosić własne jedzenie. Ale ucierpią inne dzieciaki i właśnie dlatego zdecydowałam się o tym napisać. A właściciel przedszkola to nie jest pan Józek spod sklepu tylko człowiek, który świadomie bierze pod opiekę dzieci i powinien w związku z tym być osobą odpowiedzialną. Gdybym chciała narobić zadymy, to podałabym nazwę placówki albo chociaż nazwę miasta. Ale ja chcę tylko zwrócić uwagę na problem, ważny problem i uwrażliwić na to rodziców.

      PS. Tak samo kiedyś pisałam o nieprawidłowościach i zaniedbaniach w szpitalach. Oczywiście nie wszystkim się to spodobało, ale przynajmniej udało mi się zwrócić uwagę na poważny problem.

      • Może warto spytać dyrektora, czy menu zostało skonsultowane z dietetykiem.

      • Popieram Emilie, ze przymykanie oka na te sprawe jest nieodpowiedzialne. generalnie malo sie mowi o zdrowym zywieniu w Polsce. niestety, bardzo niestety. Obserwuje na codzien moje dzieci – 2 i 5 lat – tu na Bawarii od zlobka wpaja sie dzieciom zdrowe nawyki. czesto tez odwiedzajacy nas goscie z Polski przychodza z czekoladkami podczas gdy inni przynosza dzieciom : kredki, malowanke lub arbuza! wystarczy troche pomyslu i odwagi by nie isc na latwizne

        • Ja też mieszkam tu, na Bawarii i mam wrażenie że o zupełnie innej Bawarii piszemy ;/
          Przecież Niemcy to naród spaślaków po prostu wieprzy który patrzy jak zjeść jak najwięcej i jak najtaniej.
          Nie wiem , może trafiłaś na jakis żłobek idealny ale ja mieszkając w dość dobrej dzielnicy zaobserwowałam że dzieci śniadanie owszem dostają z domu ale na obiad jest przeważnie makaron z sosem pomidorowym na zmianę z makaronem z apfelmusem. A może te apfelschorle którymi dzieci nagminnie się opijają bo to tańsze od czystego soku jest takie zdrowe?
          To samo słyszałam z opowieści innych rodziców.
          Co do kreatywnych i zdrowych drobiazgów w prezencie przynoszonych przez Niemców a słodkiego badziewia przez Polaków to totalna bzdura.
          hehe po pierwsze Niemcy są tak skąpi że w ogóle nie mają zwyczaju dawać drobiazgów na dzień dobry a po drugie to nie idealizujmy Niemców i nie demonizujmy Polaków.
          Jak ktoś chce żeby jego dziecko jadło zdrowo to zrobi wiele żeby tak było i nie jest ważne czy będzie to Polak, Niemiec czy Chińczyk.

      • No dlatego mówię, że nie wiem co myśleć 😉
        Ja z tych co od zbawiania świata bardziej cenią spokój i pewnie miałabym w zadku, bo tak jak piszesz jesteście „skazane” na tą placówkę i dlatego wyżej stawiałabym dobry kontakt z personelem/właścicielem niż menu dla nieswojego dziecka. Ale to wygodnicka ja 😉 i co nie znaczy absolutnie, że popełniasz błąd pisząc jak się rzeczy mają. Powodzenia.

        • Kamila od piątku zastanawiałam się, czy powinnam pisać ten post i biłam się z myślami. Wiem, że ryzykuję. Po pierwsze to, że nas wyrzucą z przedszkola – jest to prywatne przedszkole, więc przecież mogą. Mam tylko nadzieję, że dotacja, którą na Laurę otrzymują, jednak ich przed wyrzuceniem powstrzyma :).

          Po drugie ryzykuję, że nie będą mnie tam lubić, że będą krzywo patrzeć i tak dalej. Zdaje sobie z tego wszystkiego doskonale sprawę. Ale mimo to napisałam, bo uważam, że takie rzeczy trzeba nagłaśniać, ludzi należy uświadamiać, nawet za cenę świętego spokoju. Tak samo robiłam z zaniedbaniami szpitalnymi – pisałam o tym, chociaż strasznie się narażałam. W szpitalach nienawidzono mnie, czułam to wielokrotnie. Ale mimo to pisałam, bo uważałam, że tak trzeba.

          Na szczęście przedszkole jest tak daleko od naszego domu, w oddalonym mieście, że nikt go z nami nie powiąże. Nadmienię tylko jeszcze, że osobista rozmowa z właścicielką przedszkola nic by nie dała, o ile w ogóle by się odbyła. Jest to osoba dla mnie właściwie nieuchwytna, nie odpowiada na maile, nie odbiera telefonów, a załatwienie czegokolwiek dla Laury twa okropnie długo i wymaga wręcz walki o uwagę właścicielki. Dlatego uważam, że nie mam szans osobiście wpłynąć na zmianę żywienia w tym przedszkolu. Mogę tylko pisać, bo wiem, że czytają mnie rodzice i w ten właśnie sposób mogę rodzicom zwrócić uwagę na istotny problem. A ten problem występuje naprawdę w całej Polsce – od morza aż do Tatr.

          • Przyznaję że ten wpis jest mocno odważny 😉
            To że jest szczery i prawdziwy jest bezdyskusyjny.
            Jednak też obawiałabym się że oprócz tego że nie będą tam Ciebie lubić to nie będą też lubić Laury :/ A w sumie przecież chodziło o to żeby miała pozytywny kontakt z rówieśnikami.
            W sumie to nie wiem jednakże co bym zrobiła na Twoim miejscu bo ja po przeczytaniu że w grupie gdzie jest Laura i chłopiec ze stomią dzieci dostają do żarcia takie gówno ( szczególnie przeraził mnie obiad ) dostałam palpitacji i zatrzęsło mnie ze złości.
            Ty tam byłaś i na żywo ” podziwiałaś” osiągi przedszkola.

          • W kwestii zdrowia dzieci nie chodzę na kompromisy. Może to dlatego, że sama mam ciężko chore dziecko i rozumiem, jakim skarbem jest posiadanie zdrowego malucha. Nie godzę się na zaniedbania w tym względzie i rujnowanie zdrowia dzieci, które rodząc się miały znacznie więcej szczęścia, niż Laura. Na mojej córce negatywne emocje się nie odbiją, bo nie mają prawa. Mogą się odbić wyłącznie na mnie, a ja z pewnością sobie z tym poradzę. Już tak dużo ludzi mnie nie lubi, że kilka osób w tę czy w tamtą stronę naprawdę nie zrobi mi różnicy.

            Nie sądzę też, aby przedszkole chciało się na mnie odegrać i wyrzucić nas z szeregów – współpracuję z tym przedszkolem od dawna i wiem o nim kilka bardzo niewygodnych faktów (nie tylko o żywieniu), które ujawnione mogłyby spowodować wiele problemów właścicielce. W ostateczności mogę tego argumentu użyć, ale mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała. Na blogu nie podaję przecież ani nazwy przedszkola, ani nawet miasta, w którym się ono znajduje (a jest daleko od naszego domu). Dlatego właścicielka nie musi się obawiać, że ktoś ją po moim wpisie zlokalizuje. Za to z pewnością może się zastanowić nad jadłospisem, o ile w ogóle mój wpis kiedykolwiek przeczyta.

    • Dla czego ostry,może po prostu prawdziwy,pani Emilia nie ma zastrzeżeń do pracy z dziećmi tylko do żywienia ,a to przy odrobinie dobrej woli można szybko zmienić.Mam trzech synów i nigdy dzieciom nie dawałam na śniadanie nuteli i nie smarowałam chleba margaryną tylko masłem,a obiad to ma być obiad ,a nie słodki naleśnik który bardziej nadaje się na deser.Czy tak trudno ugotować dzieciom normalny obiad.W końcu chyba rodzice za to płacom.

    • To może ja podpowiem co sądzić… Przemyśleć to i jak najszybciej wprowadzić zmiany. Może rozmowa z dietetykiem otworzy Pani oczy. Cukier i śmieci dla małych dzieci? Żeby zniszczyć im zęby i zdrowie ogólnie? Nie do pomyślenia, żeby ludzie odpowiedzialni za maluszki karmili je czymś takim. Inwestycja w owoce i zdrowe kolorowe przekąski bardzo wskazana. Pozdrawiam.

    • Łońska, nie podcinaj Emilii skrzydeł. Jej post jest bardzo, bardzo delikatny w porownaniu do tego, co tam się wyczynia. Ja sama wiem jak się czuję, gdy zjem biały chleb z nutellą (zdarza się to może trzy razy w roku, bo bardzo dbam o odzywianie, ale czasami swiadomie decyduję się na smieciowe jedzenie typu nutella). Człowiek po takiej ilosci cukru ma wielki rzut insuliny do krwi. Generalnie niszczy to zdrowie i powoduje niesamowitą sennosc oraz ssący głód po jakichs 15 minutach, gdy wielka dawka insuliny we krwi obnizy drastycznie poziom cukru. Blędne koło. Dziecko zjada wielką ilosc cukru i kcal, organizm broni się wprowadzając insulinę, ktora ma wyregulowac poziom cukru we krwi (zawsze obniza go ponizej normy po takiej wielkiej dawce cukru, z rozpedu), dziecko od czuwa potem powalający głód i znowu zżare ilosc potrzebną dorosłemu pracownikowi fizycznemu a nie dziecku, które waży 15 kg.
      Poza tym zmień zdjęcie, bo na tym wyglądasz co najmniej na brzydką kobietę, a nie cierpię epatowania brzydotą.

      • Nie podcinam. Kulturalnie i grzecznie wyraziłam swoją opinię, że nie wiem czy MI (słowo klucz) chciałoby się szarpać.
        Emilia jest na tyle rozsądną kobietą, że nawet jak bym latała za nią z sekatorem to nie da swoim skrzydłom nic zrobić i za to ją cenię.
        Co do ostatniego zaś zdania Twojego komentarza. Szkoda, że Ty nie zmienisz sposobu myslenia. Epatowanie głupotą też nie jest jakoś szczególnie fajne.

  77. Standard- niestety..
    komentarz mojej nota bene inteligentnej dyrektorki gdy wspomniałam o akcji „zdrowy przedszkolak”- niech pani da spokój, przecież to wszystko ląduje w koszu…i to jest prawda.
    dzieci są z domu nieprzyzwyczajone do zdrowych smaków i wszystko odrzucają..przynajmniej tak jest u nas, w przedszkolu państwowym..wszelkie jaglanki, gryczanki i sałaty lądują w koszu, tak samo jak talarki z kalarepki..z drugiej strony króluje też margaryna i biała buła, słodycze. Nie wiem, jaką rewolucję trzeba by zrobić, żeby się to wszystko ułożyło.

    • …zmienić nawyki żywieniowe społeczeństwa i edukować w zakresie zdrowego żywienia… ale to potrwa…. jako psycholog przedszkolny znam ten problem dobrze. MA SA KRA. Dzieci jedzą śmieci.

      • Ja jestem naprawdę tym wszystkim podłamana psychicznie. Od piątku chodzę i ciągle myślę, jakie to jest bez sensu wszystko… To ja walczę o zdrowe nawyki u mojego dziecka, zdrowo żywię, staję na rzęsach, aby córka miała jak najbardziej odpowiednią dietę, non stop jej tłumaczę, jakie to ważne dla jej zdrowia… A potem córka idzie do przedszkola i widzi, że wszystkie inne dzieci robią dokładnie odwrotnie… I co ja mam jej w tej sytuacji powiedzieć?

        • To rzeczywiście ciężki temat, już nie raz wspominałaś o sytuacjach gdzie dzieci jadły coś ( najczęściej niezdrowego ) a Laura nie mogła.
          Bardzo współczuję.
          Bo troszkę co innego jest gdy ja zabronię mojemu zdrowemu dziecku zjeść groszki z margaryny i cukru a co innego gdy Laura z powodu ograniczeń zdrowotnych nie może jeść wielu produktów.
          Jednak Emilio proponuję skupić się na tym co już osiągnelićie.
          Przecież jeszcze przed chwilą były kroplówki i słoiczki.
          Teraz Laura je bardzo dużo dań, poznała wiele smaków i to że są to dania ulepszone przez Ciebie, zrobione ze zdrowych produktów to tylko na plus bo pozytywnie wpłynie na zdrowie Laury.
          No i przecież Laura może posmakować czasem czekolady a to jest ważny smak dzieciństwa 🙂
          A co masz jej powiedzieć? Prawdę, ona musi rozumieć wiele rzeczy. Dużo więcej niż jej rówieśnicy. Napiszę wręcz że niestety musi ale ja mam wrażenie że dzięki Waszej ciężkiej pracy ona rozumie.
          Na pewno sama też zauważy że niektóre dzieci też jedzą swoje jedzenie z domu bo wspomniałaś w komentarzach o takim dziecku.

          • Emilio zgadzam sie, że warto i trzeba walczyć o zdrowie rowniez w skali wiekszej niz tylko wlasna kuchnia… temat rzeka wiem. Uczyłam moje dzieci zdrowego podejscia do jedzenia, nie pozwalałam na śmieci typu nutella, cola i chipsy. Nie raz lały się łzy bo inne dzieci piły , jadły takie frykasy a moim nie pozwalałam. I tłumaczyłam, że bez wzgledu na to jakie to jest smacznie jest niezdrowe i dlatego im na to nie pozwalam.I uważam, że dobrze robilam, bo chłopaki maja piekne zeby i dobre nawyki i teraz już jako nastolatki potrafią spokojnie odmówić takim pokusom, choć jasne, że zdarza im się jeść coś okazyjnie. Ale potrafia powiedzieć „nie, dziekuję, nie jem takich rzeczy”.
            laura jest w trudniejszej sytuacji bo ona po prostu choruje po takich smieciach.
            Ale jestem pena, że gdyby była zdrowa to tez uczyłabys ja niejedzenia smieciowych przekasek.
            Naprawde uwazam, że trzeba o tym trabic i uczyc, bo to ma wpływ na całoksztalt samopoczucia.Jest zasadnicza różnica miedzy zjedzeniam czegoś CZASAMI, a jedzeniem WCIĄŻ.
            Pozdrawiam ciepło
            Magda

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Publikując komentarz, jednocześnie wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Administratora Danych Osobowych bloga www.kochamylaure.pl moich następujących danych: podpis, e-mail, adres IP, w celu i w zakresie do tego niezbędnym. Przetwarzanie danych odbędzie się zgodnie z obowiązującym prawem, a w szczególności z przepisami Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. (zw. RODO) i polityką prywatności znajdującą się pod adresem www.kochamylaure.pl/polityka-prywatnosci/