Dwa oblicza przedszkola…

Autor: Emilia, mama Laury Data: Październik 27, 2014 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 246

Mogę sobie jedynie wyobrazić, jakim niesamowitym przeżyciem emocjonalnym był dla Laury pierwszy dzień spędzony w przedszkolu. Po powrocie do domu padła na łóżko, przykryła się kocem i poprosiła, aby podłączyć ją do respiratora, ponieważ jest zmęczona i musi odpocząć. Laura nigdy wcześniej nie zachowywała się w ten sposób – jej zmęczenie musiało więc wynikać z ogromnych emocji związanych z nową przedszkolną rzeczywistością…

Na szczęście były to emocje głównie pozytywne – córeczka została bardzo ciepło przyjęta zarówno przez dzieci, jak i przez panie przedszkolanki. Chociaż opiekunki nie ukrywały strachu związanego z przyjściem do przedszkola dziecka z tak nietypowym schorzeniem. Gdy zaczęłam opowiadać o chorobie Laury, o konieczności ciągłego pilnowania jej oddechu, strach pracujących tam pań ewidentnie wzrósł. Ale cierpliwe tłumaczenie, rozwiewanie wszelkich wątpliwości i przede wszystkim moja ciągła obecność, chyba jednak dała tym paniom jako takie poczucie bezpieczeństwa. W końcu jestem w przedszkolu razem z Laurą cały czas, schowana jedynie za jakąś półką lub filarem. Tak naprawdę nie spuszczam córki z oka, podpowiadam paniom, kiedy mają przypominać dziecku o oddychaniu, w odpowiednich momentach sama podłączam pulsoksymetr, jak i też sama oporządzam Laurę w toalecie. Być może w przyszłości uda się choć część odpowiedzialności przerzucić na przedszkolanki, tak, abym nie musiała aż tak często pojawiać się w zasięgu wzroku Laury. Ale to raczej bliżej nieokreślona przyszłość.

Generalnie panie z przedszkola okazały się przemiłe i bardzo chętne do współpracy. Dzieci oczywiście też cudowne, a że jest to przedszkole integracyjne, to Laura ma tam możliwość spotkać zarówno dzieciaki zupełnie zdrowe, jak i z rozmaitymi dysfunkcjami. Na przykład dziewczynkę z alergią pokarmową czy chłopca z tą samą co Laura chorobą Hirschsprunga – który w dodatku nosi na brzuszku woreczek stomijny.

Tak naprawdę przedszkole, w którym jesteśmy, jest jedynym, do którego pójść mogłyśmy. Ze względu na zawiłą procedurę kształcenia specjalnego, z której Laura korzysta, mogła ona zostać zapisana tylko do tego przedszkola, które prowadzi jednocześnie w naszym domu terapię indywidualną – jedynego w naszym rejonie. Gdybyśmy wybrali jakąś inną placówkę (nawet prywatną), a władze przedszkola zgłosiłyby ten fakt do Urzędu Gminy, to natychmiast Laura straciłaby dotację w ramach kształcenia specjalnego. Zostaliśmy więc niejako przymuszeni do wyboru właśnie tej jednej placówki, a wiadomo, że jak coś jest obowiązkowe, to idealne w żadnym razie być nie może… Pierwsza wada to odległość – zamiast skorzystać z przedszkola miejscowego, musimy dojeżdżać do innej miejscowości 30-40 minut w jedną stronę. Ale druga wada jest znacznie gorsza i przeszkadza mi o wiele bardziej – to jadłospis w przedszkolu, który po prostu woła o pomstę do nieba!

Szczerze mówiąc po wizycie w przedszkolu jestem w totalnym szoku i wciąż nie mogę uwierzyć, że dzieci w placówce edukacyjnej można żywić aż tak fatalnie! Jeszcze się z tego szoku nie otrząsnęłam, dlatego muszę uważać, aby pisząc ten post nie poddać się za bardzo emocjom. Ale generalnie jestem wkurzona, zdegustowana i zawiedziona, że w XXI wieku, kiedy wszyscy wokół trąbią o katastrofalnych skutkach złego odżywiania na zdrowie człowieka, może jeszcze dochodzić do takich rzeczy i to w dodatku w placówce odpowiedzialnej za opiekę nad dziećmi! Laura chodzi do przedszkola prywatnego, więc pocieszam się, że może w państwowych placówkach jest nieco lepiej. Ale czy to w ogóle może być jakiekolwiek pocieszenie?

W dniu, w którym Laura po raz pierwszy poszła do przedszkola, dzieci dostały na śniadanie biały chleb z Nutellą… Powiedziały mi o tym panie przedszkolanki tak lekkim tonem, jakby to było coś zupełnie naturalnego. Gdy następnie oprowadziły mnie po przedszkolu, pokazały mi między innymi kuchnię oraz szafkę z jedzeniem dla dzieci. Był tam tylko biały chleb i owa Nutella, a jej spore zapasy pozwalały mi domniemywać, że śniadanie z Nutellą naprawdę jest w tym przedszkolu codziennością… Na szczęście Laura i ja przyjechałyśmy na miejsce już po śniadaniu, dzięki czemu nie musiałam córce tłumaczyć, dlaczego inne dzieci żywią się mieszanką mąki pszennej, cukru, tłuszczów trans oraz licznych dodatków chemicznych…

Niestety, na obiad już się załapałyśmy, a przywiozła go firma kateringowa. To, co miało być obiadem było po prostu powtórką ze śniadania – czyli mąką pszenną, chemiczną czekoladą i ogromną ilością cukru. Na obiad był bowiem czarny naleśnik, ale czarny wcale nie dlatego, że wykonany z pełnoziarnistej mąki. Jego kolor wynikał wyłącznie z dodania do pszennego ciasta sosu czekoladopodobnego… Wewnątrz naleśnika był jakiś badziewny serek homogenizowany ze słodkimi morelami – takimi z puszki zanurzonymi w gęstym cukrowym syropie. A na to wszystko jeszcze kolejna porcja sosu o smaku czekoladowym, składającego się głownie z syropu glukozowo-fruktozowego oraz z chemicznych dodatków. Z całego obiadu na uwagę zasługiwała jedynie zupa z dyni, ale niestety była ona zbyt rzadka, aby przewód pokarmowy Laury miał szansę ją strawić.

Jakby tego było mało, dzieci w tym przedszkolu dostają między posiłkami rozmaite przekąski. Trudno w to uwierzyć, ale są nimi cukierki, ciastka i solone chipsy. Do picia słodki syrop malinowy z wodą, który oczywiście obok malin nawet nie leżał. W dodatku w przedszkolu jest tablica motywacyjna, która namawia dzieci do zdobywania jak największej ilości punktów za poszczególne sprawności. Po zdobyciu odpowiedniej punktacji dziecko dostaje nagrodę – jak się możecie domyśleć, są to oczywiście kolejne słodycze.

Tak, jak z atmosfery panującej w placówce jestem bardzo zadowolona, tak dietą przez nią proponowaną jestem po prostu załamana. Bardzo mi szkoda tych wszystkich maluchów, zwłaszcza, że są tam dzieci niepełnosprawne, z autyzmem i z dysfunkcjami pokarmowymi, dla rozwoju których dieta ma przecież kluczowe znaczenie.

Oczywiście Laura nie zjadła niczego, co znajdowało się w przedszkolnym menu – intuicja słusznie mi podpowiedziała, abym tego dnia na wszelki wypadek zabrała ze sobą własne jedzenie. Teraz już wiem, że w kwestiach żywieniowych przedszkole idzie na kompletną łatwiznę i Laura pod żadnym pozorem nie może się tam stołować. Dlatego każdy nasz wyjazd do placówki będzie się wiązał z przygotowaniem przeze mnie posiłków dla Laury oraz z wytłumaczeniem jej, że to, co jedzą w przedszkolu inne dzieciaki, tak naprawdę bardzo szkodzi ich zdrowiu… Na szczęście Laura to mądra dziewczynka, coraz bardziej świadoma swojej choroby i dzięki temu jako tako daje sobie to wszystko przetłumaczyć. Chociaż z drugiej strony nie da się ukryć, że chodząc do takiego przedszkola córka będzie żyć w swoistym matrixie… Bo przecież w przedszkolu dzieci jedzą wszystkie te rzeczy, o których my w domu mówimy, że nadają się głównie do kosza… Tak oto starannie kształtowane wzorce, wyniesione z własnego gniazda Laura będzie musiała skonfrontować z brutalną przedszkolną rzeczywistością…

Niestety, smutna prawda jest taka, że nasze przedszkole nie jest wcale wyjątkiem w kwestii fatalnego odżywiania dzieci. To znacznie szerszy problem, ogólnopolski i chyba dotyczy bardzo wielu placówek sprawujących opiekę nad kilkulatkami. Po tym, co zobaczyłam, osobiście nie wierzę już w żadne „zdrowe” jadłospisy wywieszone w przedszkolnej szatni, w żadne ustawy ani w żadne instytucje kontroli. Myślę, że wiele przedszkoli ma zdrowie naszych dzieci w głębokim poważaniu i tak naprawdę idzie na żywieniową łatwiznę, byle było taniej i szybciej. Przecież znacznie łatwiej jest dać dziecku chleba z Nutellą, gdyż taki słodycz maluch zawsze zje, nie trzeba się przy tym męczyć z propagowaniem zdrowego żywienia i jeszcze można się później rodzicom pochwalić, że dziecko „grzecznie” zjadło całe śniadanko… Łatwiej jest też motywować słodyczami, bo przecież dla cukierka kilkuletnie dziecko zrobi niemal wszystko. Nadmienię tylko, że to już jest drugie przedszkole, które przyłapałam na żywieniu dzieci śmieciowym jedzeniem. W poprzedniej placówce, w jakiej się pojawiłam, na drzwiach wisiało menu „kanapki z masłem, ogórkiem, pomidorem i rzeżuchą”. Tylko że w przedszkolnej kuchni nie było żadnego masła, a zamiast niego stał wielki kubeł najtańszej margaryny… Że o braku jakiejkolwiek rzeżuchy to już nawet nie wspomnę…

Nic, tylko się załamać. Tak naprawdę powinnam wyjść z takiego przedszkola, złożyć oficjalną skargę na placówkę, trzasnąć drzwiami i nigdy już tam nie wrócić. Tylko że nie mogę tego zrobić, gdyż ze względów formalnych jestem od tej placówki całkowicie uzależniona, poza tym panie tam pracujące są naprawę przemiłe i nie chciałabym narobić im kłopotów. Oczywiście nie podam też nazwy przedszkola ani nawet nazwy miasta, w którym się ono znajduje. Mogę mieć jedynie nadzieję, że przy odrobinie szczęścia mój post dotrze do właścicielki przedszkola i chociaż już raczej nie zostanę jej ulubienicą, to może skłonię ją do chwili refleksji nad zdrowiem tych wszystkich małych dzieci, które właśnie jej powierzono pod opiekę…

Przerwa w podróży

Przerwa w podróży

komentarzy 246

  1. POZWOLIŁAM SOBIE SKOPIOWAĆ MÓJ KOMENTARZ NA POCZATEK DYSKUSJI, ŻEBY BYŁ BARDZIEJ WIDOCZNY, GDYŻ SPRAWA NUTELLI NIE JEST BŁAHA! „Ja też dawałam mojemu synkowi Nutellę, dopóki nie dowiedziałam sie o tym produkcie gorzkiej prawdy. Nutella jest bardzo niezdrowym smarowidlem dla dzieci, wręcz TRUCIZNĄ! Pani Emilia ma 100% racji. Mam nadzieję, że matki które zapoznaja się ze składem Nutelli odrzucą ją z menu dzieci na zawsze i bezpowrotnie. Można zastąpić Nutellę organicznymi produktami, albo własnoręcznie pieczonymi ciastami, wyrobami słodkim ale zdrowszymi, bez chemii i oleju palmowego rafinowanego, który to nie rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała, i zalega w jelitach i oblepia bezlitośnie tkanki i narządy osób to konsumującyh!!! Mnie brzydzi taki skład i producent, który doskonale wie co znajduje się w jego produkcie poleca go dzieciom jako bezpieczny, zdrowy smakołyk!”
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/lubisz-nutelle-dowiedz-sie-dlaczego-nie-powinienes-jej-jesc-2015-01
    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/unikaj-produktow-zawierajacych-olej-palmowy-2014-12

  2. Bardzo lubię twojego bloga, ale czasami mnie irytujesz. Napisałeś ,,Powiedziały mi o tym panie przedszkolanki tak lekkim tonem, jakby to było coś zupełnie naturalnego.,, No może nie jest najzdrowsze, ale czy od razu nienormalne ? Rozumiem, że w tamtym przedszkolu zazwyczaj dają takie posiłki, więc nie jest to dobre, ale raz na jakiś czas nutella nikogo nie zabije i jest to całkiem normalne. Mam nadzieje że mówiąc NIENORMALNE miałaś na myśli nie sam produkt tylko to, że często go dają. I proszę nie denerwuj się, że tak napisałam.

  3. Emilko, mam bardzo nieśmiałą prośbę… Mogłabys skasowac moje wszystkie wypowiedzi pod nickiem marta_mokotow? Nie wiem jakim cudem dalam się sprowokowac ludziom i znizyc do żalosnego poziomu. Wstyd mi. Jesli mozesz to pokasuj moje WSZYSTKIE wypowiedzi pod tym postem. Bede bardzo, bardzo wdzieczna i obiecuję sobie, że nigdy się nie dam sprowokowac.

    • Marta, szczerze wolałabym tego nie robić. Po pierwsze dlatego, że to zabierze mi czas, który wolę poświęcić rodzinie, a nie na odszukiwanie i kasowanie komentarzy. Po drugie dlatego, że słowa zostały wypowiedziane, a inni czytelnicy zapewne na nie odpowiedzieli. W związku z tym skasowanie Twoich komentarzy sprawi, że dialogi pod tekstem zostaną pozbawione sensu. Pozdrawiam

      • Ok, rozumiem. nie dam się juz sprowokowac. Pozdrawiam serdecznie.

  4. No cóż…kiepsko trafiłyście i tyle. Pracuję w przedszkolu publicznym, zwykłym, osiedlowym, żadne cudo. Jemy…powiedziałabym przeciętnie 🙂 Tragedii nie ma, ale zapewne samo zdrowie też to nie jest (tragedia zaczyna się zwykle, kiedy dzieci opuszczają przedszkole i zaczynają przynosić do szkoły swoje „śniadania”…).
    Takie raczej zwykłe, domowe, tradycyjne obiady. Mięso 4 razy w tygodniu itd.
    Nutella? Raz na jakiś czas, ale jako „towarzystwo” dla miseczki mleka.
    Ale chipsów w jadłospisie to jednak nigdy nie było :p

    Mimo to mam aktualnie w grupie dziecko, które wymaga diety bezglutenowej i żadnego problemu nie ma z dostosowaniem dla niego jadłospisu. Mama otrzymuje jadłospis, ustala z intendentką co dziecko może zjeść, czego nie, przedszkole „podmienia” co może, czasami mama dostarcza jakieś produkty (np. chleb – bo nawet jeśli kuchnia kupiłaby odpowiednie pieczywo, to wiadomo, ze nie będzie zjedzone „na raz” i może się zmarnować – mama przynosi więc kilka kromek) i wszystko gra. No ale u nas jest kuchnia, więc i pole do popisu większe. Wszystko kwestia dogadania, ale co ważne – pokojowo. Jak ktoś przychodzi z pretensjami i „awanturą” na dzień dobry, to każdemu odechciewa się dialogu :p
    Mieliśmy dzieci muzułmańskie – nie jadły wieprzowiny. I też dało się wypracować kompromis, bo rodzice wytłumaczyli i POPROSILI.
    Urodziny – jubilat przynosi cukierki, częstujemy się po JEDNYM po śniadaniu. Itd.

    Dlatego dziwię się, że przedszkole prywatne, do tego integracyjne, gdzie oczywistym jest pojawienie się dzieci ze specjalnymi potrzebami żywieniowymi, nie potrafi zadbać o te podstawowe nawet…
    Swojego czasu same z koleżankami zwróciłyśmy uwagę w naszej placówce na podwieczorki, które niezbyt nam się podobały. Trochę to trwało, ale „urobiłyśmy” dyrekcję, gorzej było z intendentką, bo ona ważniejsza niż dyrektorka :p Ale koniec końców coś drgnęło i teraz nie mamy większych zastrzeżeń i do podwieczorków. Można…? Można.
    Między posiłkami niema żadnych przekąsek, przez cały dzień dzieci mają dostęp do niegazowanej wody mineralnej – którą jednak kupują i dostarczają co jakiś czas rodzice. I tu wyobraźcie sobie – to rodzice próbowali nas nakłonić, żeby może jednak podawać „Kubusia”, bo przecież dzieci wolą… I przynieśli jedną zgrzewkę na początek roku, i stoi nienapoczęta, i tak stać będzie – o czym oni nie wiedzą i mam nadzieję, że się nie dowiedzą :p Bo dzieci bardzo chętnie wodę piją. Takie jesteśmy zołzy-nauczycielki 😀 Dzieci o wodzie trzymamy, zamiast dać słodki soczek… 😉
    To trzecie przedszkole publiczne, w którym pracuję, i we wszystkich były podobne zwyczaje żywieniowe 🙂

    A już na koniec rodzicom, dla których jadłospis jest priorytetem polecam stronę (i kampanię) http://www.zdrowyprzedszkolak.org/ – jest tam też baza przedszkoli biorących udział w programie, można poszukać placówki odpowiedniej dla siebie 🙂

  5. WAŻNA INFORMACJA!

    Kochani Czytelnicy, od jakiegoś czasu złośliwy krasnolud kradnie najnowsze posty z bloga Kochamy Laurę!!! Z tego powodu wielu ludzi wchodząc na naszą stronę nie widzi nowych wpisów na blogu, tylko stare. Być może Wy też jesteście w tym gronie i nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy. Dlatego mam do Was prośbę, która rozwiąże problem znikających postów:

    Co należy zrobić, aby zobaczyć nowe posty?

    1. W przeglądarce, której używacie do przeglądania Internetu należy odświeżyć naszą stronę naciskając jednocześnie „ctrl” oraz „F5” (w komputerach Apple „command” oraz „R”),
    2. Jeśli to nie zadziała, to wyczyścić historię swojej przeglądarki,
    2. Jeśli to nie pomoże, to wyczyścić pamięć cookis.

    Po tym zabiegu już wszystko powinno poprawnie działać już zawsze 🙂

  6. W naszym przedszkolu (prywatnym) posiłki są na szczęście zdrowsze niż opisujesz, jedyne do czego mogłabym się przyczepić to za mało pełnoziarnistej mąki, ale jest dużo kasz, razowy chleb dość często, więc nie jest źle. Natomiast przez jakiś czas były słodkie podwieczorki- typu batonik, jakiś paczkowany deserek. Porozmawiałam z panią dyrektor uświadamiając jej ten problem i od tego czasu na podwieczorek są owoce, naturalne jogurty itp., a słodycze bardzo rzadko, i to zdrowsze, takie jak czekolada. Może warto na spokojnie porozmawiać w przedszkolu? Nasza pani dyrektor zbiera pochwały za tę zmianę i jest nam wdzięczna za komentarz.

  7. Jeszcze jedno chciałam dodać .Też uważam ze zdrowe odzywianie jest kluczem do zdrowego życia ,chociaż samej brak mi silnej woli w tej kwestii to dzieci staram się odżywiać zdrowo na tyle ile czas i finanse na to pozwalaja.Bo nie oszukujmy sie ale chcąc jeśc zdrowo trzeba mieć za co.Chleb pelnoziarnisty kosztuje 2 razy tyle co biały ,to tylko przykład ale nikt mi nie wmówi ze można odżywiać sie tanio i zdrowo..wiekszośc rodzin kupuje to co najtańsze bo ich na bardziej wartościowe produkty nie stać.Ale nie o tym chciałam pisac,Generalnie zdrowe odzywanie to pojęcie wzgledne ,bo zdrowe jest to co słuzy naszemu organizmowi a ponieważ kazdy organizm jest inny to to co słuzy jednemu nie bedzie słuzyło innemu.Więc nawet prosty przykład mąki białej ,dla jednych będzie trucizną ale inni muszą ja jeść bo ich organizmy nie tolerują razowej .Takich przykładów każdy znalazł by mnóstwo ,ja też mogłabym o kilku napisać ale nie w tym rzecz.Każdy musi wsłuchać sie w swój organizm i zaobserwować co dla niego jest dobre .Czytanie o tym co jest zdrowe i jedzenie tego na siłe bo tak napisali mądrzy medycy moż e przynieść wiecej szkody niż pożytku.Pozdrawiam

  8. Droga Emilio, nie przeczytałam wszystkich komentarzy, cenię swój komfort psychiczny, skoro już po pierwszych 5 ciśnienie mi podskoczyło, wolałam nie kontynuować. Nie odzywam się tutaj, choć jestem wiernym czytelnikiem od czasu, gdy Laura się urodziła. Podziwiam Twoją walkę o względnie najlepszy komfort swojej rodziny i Laury oraz o normalność.
    Przykro mi patrzeć co dzieje się z tym blogiem i nie, nie chodzi o Twoje wpisy, chodzi o komentarze właśnie. Zadziwiające skupisko nienawiści i jadu.
    Zawiść ludzka będzie Ci jednak towarzyszyć dotąd, dopóki znajdzie się choć jedna osoba, która będzie uważała, że jesteś komuś coś winna. Gdybyś chodziła we włosiennicy, Kuba biłby Was obie, przymierałybyście głodem a na blogu jęczała byś co drugi wpis, jestem prawie w 100% pewna, że tego by nie było.
    Za pomoc finansową, którą ludzie oferują wystawią zawsze zawyżony rachunek. Bo przecież nieszczęścia wkoło wiele a skoro Wy sobie radzicie i jeszcze śmiesz być szczęśliwa, to spowiadaj się kobieto, trzeba podeptać Twoją godność, zniszczyć tę siłę, którą w sobie masz!
    Nie wiem dlaczego tak jest, ale to bardzo typowe dla Polaków. Szkoda, bo dobrzy ludzie, motywujący Cię, zachęcający do rozwoju do dzielenia się wiedzą też są.
    KAŻDY DZIELI SIĘ TYM, CZEGO MA W NADMIARZE. Takie jest naturalne prawo. Życzę Tobie, twardej tylnej niewymownej, dużo cierpliwości i siły do ludzi i na walkę o normalność, taką jaką Ty chcesz nie taką jak sugerują Ci „internetowi mądrusie”. Powodzenia!

    • Dziękuję… Dzięki Tobie będę miała lepszą niedzielę 🙂

  9. Rzadko się odzywam, ale ta dyskusja coś mi uświadomiła. Niezdrowe jedzenie jest jak nałóg np nikotynowy. Nie raz zostałam ostro skrytykowana, gdy tylko wspomniałam komuś palącemu, że nie powinien tego robić. Zachowanie tutaj jest bardzo podobne. Pewnie, że jak czasem zjemy coś słodkiego np. nutellę to nie ma tragedii. Ale tyle cukru co w jadłospisie tego przedszkola to, aż mdli. Ponadto sam nie jestem przykładem zdrowego odżywiania, bo za leniwa jestem. Za dziecka na pocieszenie, czy nagrodę dostawałam słodycze. Niestety teraz jako osoba dorosła nie potrafię sobie poradzić ze stresem czy smutkiem bez słodyczy. Czym skorupka za młodu…
    Ale jest nadzieja, teraz pali znacznie mniej osób niż 20lat temu. Znaczy edukacja działa choć strasznie wolno niestety 🙁

    Na jedno chciałam tylko zwrócić uwagę, choć ciemne pieczywo, jest zdecydowanie korzystniejsze dla organizmu (mniej cukrów prostych), to jednak dla osób z problemami żołądkowymi i innymi nie wskazane, bo zbyt ciężko strawne. Dobrze zrobione (bez ulepszaczy) nie jest takim złem,jeśli oczywiście nie mamy możliwości/chęci zrezygnować całkowicie z pieczywa.

    Jestem pełna podziwu, odwagi ale i klasy z jaką Pani walczy o zdrowe jedzenie i jednocześnie własne przekonania. Ja bym pewnie połowy tych komentarzy nawet nie publikowała, a już na pewno nie chciało by mi się z nimi dyskutować (ale ja leniwa i wygodnicka jestem :))

  10. Droga Mamo Laury i Wy wszystkie inne Mamy. Dyskusja o zdrowym, czy niezdrowym jedzeniu, jest tyle samo warta, co dyskuscja o zeszlorocznym sniegu. Kto wie, czy za 20 lat, ktos Bardzo Madry (kto potrzebuje zarobic troche pieniedzy) nie oglosi, ze zrobiono badania i nic nie szkodzi czlowiekowi tak, jak ciemny chleb i ciemna maka. Podprze to „badaniami” i hurra, wszyscy poczuja sie winni, bo przeciez jeszcze 20 lat temu nic nie bylo takie zdrowe, jak ciemne pieczywo.

    Jeszcze 20 lat temu nic nie bylo tak zdrowe, jak margaryna, czy cukier. Dzis dokladnie odwrotnie. Ponoc. Przed laty ludzie dokladnie tak samo chorowali, odzywiajac sie ponoc zupelnie inaczej. Jasne. Laura nie jest zdrowym dzieckiemi jej przewod pokarmowy nie toleruje wszystkiego. Inne, chore, dzieci tez nie trawia czegos tam. OK, Ale zdrowe dziecko? Co mu zaszkodzi nalesnik, czy nutella? Ludzie, opamietajcie sie troche. Za iles tam lat, jak z dzieci wyrosna dorosli, okaze sie, ze maja inne choroby. I przyczyna tez sie znajdzie. Kto wie, czy to nie beda braki w odzywianiu. Popasc mozna w kazda skrajnosc. I na to tu wyglada, ze idzie sie na barykady i walczy z czekolada, czy nalesnikiem. Organizm ludzki jest niezbadany i sam sobie przyswoi to, czego mu potrzeba i upomni sie o to, czego mu brakuje. Trzeba tylko na niego sluchac. Nic na sile.
    Pozdrawiam
    PS. jesze kilka lat nic nie bylo tak zdrowe, jak bieganie. Dzis lekarze bija na alarm. Bieganie zkodzi stawom kolnowym jak nic innego.

    • Anna, wybacz ale Twój wpis nijak ma się do wpisu Emilii. Nikt tu fanatycznie nie walczy ani z czekoladą, ani naleśnikiem ani nawet z nutellą pod warunkiem, że nie są one podstawowym menu przedszkolnych dzieci. Od czasu do czasu nawet nutella nie zaszkodzi, ale Emilia pisze przecież zupełnie o czym innym. Pisze o złych nawykach żywieniowych, które zaobserwowała w przedszkolu, nagradzaniu dzieci słodyczami, podawaniu im na śniadanie bezwartościowego białego pieczywa z nutellą. Co innego, gdy dziecko raz na jakiś czas zje nutellę w ramach przekąski, ale nie może być ona głównym składnikiem jego śniadania! Do tego na obiad słodki naleśnik popity słodkim napojem, a w przerwie słodycze i czipsy! Zgroza! Pytam, kto układa dzieciom taki jadłospis, gdzie tu są zachowane jakieś normy żywieniowe dla dzieci w tym wieku?! Gdybym się dowiedziała, że moje dzieci są w przedszkolu tak karmione, z pewnością zrobiłabym awanture.

  11. Czytam Pani bloga teraz od czasu do czasu. Kiedyś codziennie sprawdzałam co tam u Laurki nowego. Nawet na któreś urodzinki Laurki wysłałam prezent. Teraz Pani Emilio coraz rzadziej tu zaglądam, a to dlatego, że oprócz pozytywnych wiadomości coraz więcej krytyki. Dziwi mnie że w przedszkolu prywatnym tak źle karmią. Mój syn chodzi do publicznego przedszkola i jeśli chodzi o jedzenie to po prostu rewelacja, cała reszta również. Czytam również bloga Mój syn Franek o chłopcu z kaliskich Sulisławic. Naprawdę pomimo choroby Franka ten blog tryska samym szczęściem. Mama Franka jest tak optymistyczną kobietą, że aż miło. A u Pani już od dłuższego czasu ciągła krytyka. A w dodatku jak ktoś tak napisze to Pani od razu uważa, że to prostackie zachowanie. Pani Emilio proszę trochę samemu obiektywnie na siebie spojrzeć.

    • Kolejny post nie na temat. Czy Pani syn chodzi do tego samego przedszkola co Laura? Domyślam się, że nie. To, że w Pani syna przedszkolu jedzenie jest odpowiednie nie znaczy, że tak jest w każdym. Czy gdyby Pani syna przez większość dnia żywiono słodyczami, to czy naprawdę nie miałaby Pani nic przeciwko?

      Nie uważam wcale, żeby w tym blogu brakowało optymizmu czy radości życia. Wręcz przeciwnie. pomimo trudności, jakie codziennie Pani Emilia napotyka na swej drodze, jest kobietą pełną życia i siły, którą jeszcze daje innym.

      A obiektywnie Pani Rokmo, to proszę spojrzeć na siebie.

  12. 90% społeczeństwa żywi się mąką pszenną od wieków. Nutella zawiera cenne orzechy i zdrową ciemną czekoladę i można podawać ją dzieciom, z umiarem oczywiście…Emilko, Twój wpis wzbudził poczucie winy u większości matek, co wywołało burzę.Mój 1% co roku wędruje do Laurki i to się nie zmieni….,ale np.dwie koleżanki z mojego działu-czytelniczki bloga powiedziały,że odtąd będą przeznaczać go na inne chore dziecko.Poczuły się urażone i tyle 🙁

    • Aniu owszem ludzie żywią się mąką pszenną od wieków. Tylko że mąka pszenna sprzed wieków różni się drastycznie od tej współczesnej. Obecnie mąka pszenna, po wszystkich modyfikacjach genetycznych, których doznała, nie ma już nic wspólnego z dawnymi odmianami pszenicy. Współczesna biała mąka jest bardzo szkodliwa dla zdrowia, a szkodliwość ta wychodzi zazwyczaj dopiero po wielu latach. Polecam książkę „Pszeniczny brzuch” oraz publikacje naukowe w tym temacie – naprawdę otwierają oczy.

      Z całego serca dziękuję Ci za 1% podatku, Twoim koleżankom również dziękuję. Jeśli pisanie przeze mnie o szkodliwości białej maki sprawia, że rezygnują z pomocy mojemu dziecku, to jest to dla mnie niezrozumiałe i przykre. Cieszę się jednak, że deklarują chęć przekazania 1% innym dzieciaczkom – będę szczęśliwa, jeśli inne dzieci będą mogły skorzystać z ich pomocy.

      Przekaż proszę koleżankom, że nie mogę zrezygnować z propagowania zdrowego żywienia tylko dlatego, że ktoś może się poczuć urażony. Na moim blogu co chwilę ktoś się czuje urażony, gdybym za każdym razem dostosowywała swoje pisanie do innych ludzi, to po prosu musiałabym przestać pisać. Pisanie o zdrowym żywieniu wydaje mi się tak ważne i potrzebne, że nie mogę tego zaprzestać. Co do szkodliwości mąki pszennej, to od dawna przymierzam się do napisania obszernego wpisu na ten temat. Jednak wymaga on sporego zaangażowana, czasu i przygotowania merytorycznego – jak do tej pory nie udało mi się znaleźć czasu na jego napisanie. Jak już go napiszę, a Twoje koleżanki go przeczytają, to mam nadzieję, że wtedy zrozumieją moje podejście.

      Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i koleżanek z pracy!

      • Emilio, będę czekać na Twój wpis o pszenicy. Czy to znaczy, że całkowicie wyeliminowałaś pszenicę z Waszego jadłospisu? Powiem Ci, że ja mam z tym wielki problem, bo co jeść zamiast chleba? A na pieczenie chlebków domowych z kaszy jaglanej, które jednak z chlebem, do którego jesteśmy przyzwyczajeni nie mają nic wspólnego, nie zawsze jest czas 🙁
        Kiedyś próbowałam ściągnąć jakieś przepisy na Smakoterapii, bo ciekawie i zachęcająco wyglądają, ale jak dla mnie takie żywienie jest nieosiągalne, bo wymaga mnóstwo czasu, nie każdy ma takie możliwości, żeby spędzać w kuchni całe dnie :-/

        • Niestety, nie jestem w stanie wyeliminować całkowicie pszenicy z naszego jadłospisu, a jedynie ją ograniczyć do minimum. Biała mąka, podobnie jak cukier, jest niemal we wszystkim. W naszej kulturze jest podstawą diety (chlebek, bułeczki, pierożki, kluseczki, naleśniki, panierka do schabowego) itd. i bardzo ciężko jest zmienić wielopokoleniową tradycję żywieniową. Czasami muszę kupić białe bułki, gdyż zwyczajnie nie mam wyjścia – czasami w sklepie jest tylko takie pieczywo. Ale to, co robię, to ograniczam do minimum. Chleb staram się kupować żytni (taki prawdziwy żytni, nie oszukiwany pszenny zabarwiony karmelem). Jeśli nie ma żytniego, to kupuję mieszany. Nie robię na obiad klusek z mąki, bardzo rzadko tylko naleśniki, ale je ostatnio też zamieniamy na tortillę z innych rodzajów mąk. Oczywiście jak każdemu zdarza nam się zjeść pizzę lub drożdżówkę, staramy się jednak, aby pszenna mąka nie była podstawą naszej diety, a jedynie dodatkiem do niej. Jest to trudne, nie zawsze wychodzi, ale staram się jak potrafię 🙂

          • Właśnie, nie zawsze się da. Ja mam ten problem, który się zwie 1 metr jelita cienkiego. I niestety, ale chleby gruboziarniste, ciężkie, z dodatkami nie służą mi. Sieją ferment. Dlatego bywa, że na podróż biorę czerstwą bułkę, która wiem, że nie spowoduje rewolucji. I do tego gorzką herbatę, albo ziołową, w termosie. Na co dzień chleb drobno mielony. Też staram się, by nie było to barwione karmelem oszustwo. Ciężko jest wypośrodkować mi, bo nie zawsze to co bym chciała mogę. Trzeba przetrzeć, wydłubać pestki, obrać skórę. Teraz jem jabłko, które obrałam ze skóry (a tam witaminy). Jak tego nie zrobię, skóra której nie trawię wcale zrobi mi rewoltę, a jutro przecież cały dzień na nogach, w tym 3 godz. w pociągu.
            A co do zdrowych orzechów i kakao, to lepiej kupić orzechy, rozłupać i wcinać. Kakao- polecam czekolady z wysoką zawartością kakao, 70 -90%. Nutella ma przede wszystkim cukier. Są tez dostępne kremy do chleba w wersji eko, które na prawdę mają jakość niż osławiona Nutella.

          • Miśka, pewnie że nie zawsze się da. Moja mama ma zapalenie wrzodziejące jelita grubego i może jeść tylko białe pieczywo, kluchy, drożdżówy i pierogi. Zero surowych warzyw, z owoców banan i pieczone jabłko.
            W moim przedszkolu jedzenie również woła o pomstę do nieba. Stawka żywieniowa 9 zł- katering. Na śniadanie bułka z nuttellą, rogalik z czekoladą (zapewne syf 7days),pasztecik podlaski (MOM!!!). W poniedziałek i piątek zawsze kluchy. Jak nie leniwe to kopytka, pierogi czy naleśniki. Na podwieczorek z kontrowersyjnych rzeczy pudding serduszko.
            W następnym roku zmieniam przedszkole.

          • Da się 🙂 Tylko trzeba się trochę nagimnastykować… moja mama jest na diecie bezglutenowej (nie dlatego, że jest moda, ale dlatego, że ma celiakię) i jakoś sobie radzimy. Co prawda, kiedy wykryto u niej chorobę, a ja bylam bardzo mała to było strasznie ciężko dostać jakieś zamienniki (trzeba było z drugiego końca miasta sprowadzać wafle ryżowe:P), ale teraz w sklepach taki wybór, że można przebierać (i to nie tylko w tych chemicznych, bezglutenowych mieszankach :))

          • Emilio, a prosze powiedz mi, czy jesli smaze dziecku nalesniki (co zrobic, bardzo lubi) z maki orkiszowej pelnoziarnistej i zamiast cukru daje laske wanili, to jest to rowniez niezdrowe? Pytam naprawde szczerze, bo zaniepokoil mnie Twój wpis. Uzywam tylko i wylacznie mąki pelnoziarnistej orkiszowej i teraz sie zastanawiam czy to jest tak samo niezdrowe jak maka biala, czy troche zdrowsze czy w ogole zdrowe i nie ma stresu? Pozdrawiam!

          • Wspaniałe naleśniki robisz :-). Trudno jest całkowicie wyeliminować z diety mąkę pszenną. Ja na przykład tego nie potrafię. W tej sytuacji zamiana zwykłej mąki pszennej na orkisz to dobry pomysł. Orkisz jest genetycznie bardziej zbliżony do prastarych niemodyfikowanych odmian pszenicy, a tym samym zdrowszy dla ludzkiego układu pokarmowego.

          • Jakiś cazs temu sama piekłam chleb.. Poczatkowo w przewadze żytni, ale był zbyt ciężki dla dzieci… Trzeba samozaparcia i stałego schemat pieczenia. Wyrabianie trwa chwilę (poczatkowo ręcznie później thermomix) wieczorem, chleb rośnie 12 g, pieczenie. Nutella i chleb biały to słodycz a nie substytut posiłku !!!! Danio nie jest zdrowe. Moja córka w przedszkolu odżywiana była dość dobrze. Zmorą okazały się podwieczorki: np: ciasto- na szczęście przedszkole posiadało kuchnię i było to domowe ciasto. Do szkoły Niunia dostaje kanapkę z chleba razowego słonecznikowego z białym serem (wędlin nie toleruje), pomidorki, rzodkiewki, jabłko. Pije wodę… jest tak przyzwyczajona do wody, że nie wypije jej z sokiem malinowym, zwykła najlepiej smakuje. Emilia ma świętą rację na temat nutelli. Ja walczę ze swoją mamą, która podczas spotkań z wnukami faszeruje je słodyczami, oranżadą, kinder szjsem-kanapkami. Zakazałam kostek rosołowych… Sama robiętakie kostki: mięso z udek, rozmaryn, szałwia, bazylia, warzywa, wino i sól w thermomixie, powstaje paste dodaję 1 łyżeczkę na duży gar zupy, jest dobrze doprawiona. Dodam,że pracuję zawodowo przy dwójce dzieci i nie jestem typem wariata eko-zdrowie najważniejsze, brak czasu mi nie pozwala.

      • Dziękuję za odpowiedź! 🙂 i pochwałę 😉
        Gratuluję wspanialej zyciowej postawy i wzruszajacej walki o szczescie córeczki! 🙂

    • Czy przeczytała Pani kiedykolwiek skład nutelli ?

      Na pierwszym miejscu jest cukier ,czyli jest go najwięcej ,potem olej roślinny (zapewne olej palmowy ),potem orzechy 13 %,kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 7,4% (czyli pewnie kakao ok 30-40 % )

      Naprawdę uważa Pani że dzieci powinny jeść coś takiego,nawet tylko od czasu do czasu ?

      Polecam przepyszną alternatywę dla nutelli – powidła z czekoladą ,http://agatagotuje.pl/powidla-sliwkowe-z-czekolada-i-kakao/

      Pani Emilio ,krem z awokado koniecznie muszę wypróbować 🙂

    • Jeżeli wpis Emilki wzbudził chociaż w jednej osobie poczucie winy do bardzo dobrze. Nigdy nie podałabym dziecku ani Nutelli ani podobnego czegoś. Moja córa chodzi do przedszkola gdzie jest szlaban na słodycze a na przekąski dzieciaki dostają marchewkę, kalarepę itd. Nikt nie narzeka. Jadłospis opisany przez Emilię jest dla mnie kosmosem. Nie dziwię się, że rosnie nam pokolenie ociekające w tłuszcz…:/Mój 1 procent i procent moich znajomych powedruje jak zawsze do Laury 🙂

    • Ja też dawałam mojemu synkowi Nutellę, dopóki nie dowiedziałam sie o tym produkcie gorzkiej prawdy. Nutella jest bardzo niezdrowym smarowidlem dla dzieci, wręcz TRUCIZNĄ! Pani Emilia ma 100% racji. Mam nadzieję, że matki które zapoznaja się ze składem Nutelli odrzucą ją z menu dzieci na zawsze i bezpowrotnie. Można zastąpić Nutellę organicznymi produktami, albo własnoręcznie pieczonymi ciastami, wyrobami słodkim ale zdrowszymi, bez chemii i oleju palmowego rafinowanego, który to nie rozpuszcza się w temperaturze ludzkiego ciała, i zalega w jelitach i oblepia bezlitośnie narządy osób to konsumującyh!!! Mnie brzydzi taki skład i producent, który doskonale wie co znajduje się w jego produkcie poleca go dzieciom jako bezpieczny, zdrowy smakołyk!
      http://wolna-polska.pl/wiadomosci/lubisz-nutelle-dowiedz-sie-dlaczego-nie-powinienes-jej-jesc-2015-01
      http://wolna-polska.pl/wiadomosci/unikaj-produktow-zawierajacych-olej-palmowy-2014-12

    • Mąka pszenna kiedys nie była oczyszczana chemicznie, głownie chlorem. Pszenica nie wyrastala podlewana Randapem. A dzis przenica to nie przenica…..zostala tylko nazwa. Nutella zawiera zdrową czarną czekoladę? A to ciekawe….. zapomnialas o cukrze, oleju palmowym itp.
      Jezeli matki dają swoim dzieciom takie „rarytasy” często to jak najbardziej powinny czuć sie winne, bo doprowadzają organizmy swoich dzieci do ruiny.

  13. Jejku, Emilko, współczuję Ci, że jako właścicielka bloga trochę jesteś zdana na czytanie tych wszystkich komentarzy, ja jako czytelnik po prostu pobieżnie sprawdzę o co chodzi i jak widzę głupotę ludzi i ignorancję to dalej nie czytam 😉 Ty masz jeszcze energię, żeby odpowiedzieć 🙂
    Przerażająca jest ta niewiedza ludzi, zamknięcie umysłu na wartościowe sprawy, totalna ignorancja na temat zdrowego odżywiania, które dla nas jest takie ważne. Niestety wokół mnie jest podobne podejście do tematu („oj, raz kiedyś nie zaszkodzi”, a że tych razów jest mnóstwo i na wielu płaszczyznach, to już nieważne 😉 )
    Smutny jest ten brak świadomości i czuję, że jak moje dziecko pójdzie do przedszkola to czeka mnie podobna sytuacja… My, ortorektycy-dziwacy wciąż jesteśmy mniejszością 😉 Widzę jednak malutki progres w kierunku dobrego, jest nadzieja, że wraz z programami typu „Wiem co jem” czy postami takimi jak Twoje ludzie jednak otworzą szerzej oczy…

    • Ja też widzę progres, chociaż trzeba przyznać, że postępy są bardzo powolne. Widać to po reakcji ludzi, którzy każdy mój wpis o zdrowym żywieniu traktują jako fanaberię lub manię wyższości. Jak czytam na przykład, że uczenie córki dezaprobaty dla Nutelli jest wyrazem okazywania pogardy dla wszystkich tych dzieci, które ją jedzą, to naprawdę jestem przerażona. Uświadamianie ludzi na temat wartości zdrowego żywienia to proces wyjątkowo żmudny i niestety często jest to droga przez mękę. I wcale nie są tu problemem dzieci lubiące słodycze, gdyż dzieci zawsze naśladują zachowania wychowujących ich dorosłych. Problemem są wyłącznie dorośli.

      • Niestety, ale srodowisko lekarskie rowniez przyczynia sie do szerzenia ignorancji. Na filmie o Magdzie Prokopowicz jest taki moment, jak Magda w trakcie lecznenia odwiedza lekarke i pytaja o to, czy to prawda ze nalezy unikac slodyczy, cukru itp, bo rak lubi cukier. Lekarka mowi z wyzszoscia „Litosci! Litosci!” po czym Bartek (bo to on zadal pytanie) az kuli sie ze wstydu ze w ogole mu to przyszlo do glowy, ze to taki absurd niby.

        • Widziałam ten fragment filmu i również zbulwersowało mnie podejście lekarki. Zgadzam się, że ignorancja dotycząca zdrowego żywienia zdarza się wśród lekarzy zbyt często. Na szczęście jest też coraz więcej świadomych tej sprawy lekarzy i to napawa jako takim optymizmem.

    • Zgadzam się w 100% z Panią. Bardzo mądra wypowiedź. To, co jemy, dużo mówi o naszym charakterze. Ktoś, kto odżywia się tak Emilia czy np Kamila Szczawińska, w 99% ma bardzo silny charakter, autodyscyplinę, rozsądek, rozwiniętą zapobiegliwość i troskę o własne dobro, sukcesy na wielu płaszczyznach życia. Własciwe odzywianie świadczy o miłosci do siebie. Mam wrażenie, że osoby z nadwagą i odzywianiem w stylu biały chleb z dżemem są znacznie bardziej leniwi, bez dyscypliny, bez mocnych postanowień i wytrwałosci w ich realizacji, bez większych sukcesów w życiu, bez silnej woli, nieuporządkowani, zaniedbani. Nie potrafią sterować swoim życiem i nie mają silnej woli, by cokolwiek osiągnąć. „Powiedz co jesz, a powiem kim jestes” sprawdza się, moim zdaniem, w 99% przypadków.

      • Jak możesz tak pisac?Totalne bzdury …Myślisz ze wszyscy szczupli odżywiają sie zdrowo i sa zdyscyplinowani??????Absolutnie sie z tym nie zgadzam ,sama jestem tego przykladem ,bo zupelnie nie mam silnej woli jesli chodzi o zdrowe odzywianie ,przyznam jem sporo slodyczy i nie moge sie powstrzymac na szczescie cale zycie bylam chuda .Moja najblizsza przyjaciolka natomiast cale zycie walczy z nadmiernymi kilogramami .odzywia sie zdrowo ,cwiczy a mimo to nie jest w stanie zrzucic wagi.Je chyba z 1/3 tego co ja ,i szczerze mowiac ,gdybym ja miala tak jesc to musialabym chyba chodzic glodna caly czas.To jest totalna niesprawiedliwosc gdy slysze ze szczupli sa zdyscyplinowani jest chodzi o odzywianie,wrecz przeciwnie ,jedza czesto duzo wiecej niz ci z nadwaga bo poprostu maja takie geny i moga sobie na to pozwolic i nie im oceniac innych i ich sposob odzywiania!!?(przepraszam za błędy ale mam problem z klawiaturą)

    • nieświadomość w naszym społeczeństwie jest ogromna. Wczoraj miałam zebranie w przedszkolu i zwróciłam uwagę, ze nie przestrzegają zaleceń Sanepidu. Codziennie na obiad coś smażonego, dzień w dzień ziemniaki, owoc, mimo, ze w jadłospisie widniej, podawany jest rzadko. Na śniadania margaryna, ryba z puszki, kiełbasa na gorąco itp. Herbata czarna słodka. Dzieci jak chcą to przynoszą sobie słodycze do szkoły i częstują inne. Poprosiłam, żeby do jadłospisu wprowadzono kaszę, ryz. Wyśmiano mnie. Tylko jedna matka mnie poparła, 40 rodziców.
      A reszta była tak zdenerwowana tym, ze chciałam ograniczyć ziemniaki i słodycze, ze az zrobili „zebranie ” po zebraniu. Tragedia. ale ja im nie odpuszczę, choćbym niebo i ziemie miała poruszyć. Tu chodzi o zdrowie moich dzieci.

  14. Odżywianie ma ogromne znaczenie. Choćby najbardziej namacalne, czyli nasz wygląd. Spójrzcie na Emilię – czysta, jasna cera, gęste lśniące włosy, sylwetka pozbawiona sadla, siły, by cięzko pracować. A teraz wyobraźcie sobie człowieka który tak cięzko tyra, mało śpi, bez odpowiedniego odzywiania… Pięć włosów na krzyz, ziemista cera, sadełko, zwłaszcza na brzuchu z powodu smieciowego jedzenia… Obserwuję koleżanki, które odzywiają się „rygorystycznie” jak to nazywacie oraz koleżanki, które jedzą co popadnie. Różnica jest ogromna. Jeszcze w wieku 15-20 lat młodosc obroni się sama i nie widac róznicy, ale u kobiet po 30tce ma to kolosalne znaczenie.

    • Jedzenie ma znaczenie, jestem tego pewna. Mój Kuba biega na 10 km, więc kilka miesięcy temu pozazdroscilam mu i postanowiłam biegać razem z nim. Jednak zdawałam sobie sprawę, że nie mam kondycji, gdyż od wielu wielu lat nie uprawiam żadnych sportów. Poza ćwiczeniami na brzuch i uda po urodzeniu Laury i poza zmianą na lepsze nawyków żywieniowych, nie robiłam ze swoim ciałem nic więcej. Spodziewałam się więc katastralnej kondycji.

      No i w końcu poszliśmy po raz pierwszy pobiegać razem. Kuba ostrzegał, że początki są trudne i że mam się nie załamywać, jak po 1 kilometrze padnę trupem. A tu taka niespodzianka! Podczas pierwszego biegu bez większych problemów przebieglam równym tempem 4 km. Byłam zszokowana, że moje ciało poradziło sobie z takim obciążeniem. Kuba też był zszokowany i dumny ze mnie – widziałam to w jego oczach 🙂 . Po kilku następnych biegach doszłam do 5 km, a ostatnio razem z Kubą przebiegiem prawie 6 km. Skąd mam na to energię, skoro mało śpię, dużo pracuję i żyję w ciągłym stresie? Jedyna logiczna odpowiedź, jaka mi się nasuwa, to właśnie z jedzenia. Zdrowego i świadomego żywienia siebie i swojej rodziny. Każdemu polecam!

  15. I jeszcze jedno… czuję, że jako rodzic chcę uczyć moje dzieci dobrych nawyków żywieniowych, bo to nie jest jakieś moje widzimisie, tylko fakt. Nie chodzi mi chorą zasadę, czy fanatyzm- ale po prostu takie sa fakty- nadmiar cukru, chemii itp szkodzi. Dlatego unikamy tego i unikac powinniśmy, bez wzgledu na to, że inni to jedzą. I zdrowe jest smaczne, qrcze bo jest smaczne. I znowu nie chodzi mi o fanatyzm! Można zjeść coś słodkiego ale im mniej sztucznośći w tym, tym lepiej. Mamy żelazne zasady, których przestrzegamy czyli np. całkowity ban na słodziki, na wszelkie margarynopodobne smary typu Nutella itp, nie dlatego, że jesteśmy chorzy psychiczne, ale dlatego, że to jest szkodliwe. I nie obchodzi mnie, co myslą o tym inni. I zawsze powtarzam chłopakom- świat daje przeróżne możliwości. od was zależy co wybierzecie tylko potem bedziecie musieli przyjąć konsekwencje.
    Emlko, dajesz Laurce dobre podstawy, mam nadzieję, że poradzi sobie z emocjami na widok kanapki z nutellą 😉

  16. Dokładnie, edukować trzeba dorosłych, bo oni są modelami zachowań dla dzieci. Cieszę się, że takie badania prowadzi CZD i że zajęli się tym specjaliści. Wiesz, jak jest: jak mówisz o tym Ty, czy inna osoba, która nie nosi białego kitla i nie ma tytułu naukowego, to nie ma racji, bo „co ona tam wie”, choć rację ma tak naprawdę.
    Wystarczy jakiś atrybut władzy i ludzie słuchają danej osoby. Dlatego tak cieszy, że za problem zabrały się osoby na prawdę mądre i mające wpływ na to, co się wkłada dzieciom na talerz. I te osoby w dodatku mają posłuch, nawet u tych, co zjadą Ciebie na blogu za prawdę. Bo w Twoim ostatnim poście napisałaś przecież to, o czym mowa w reportażu i o czym mówią specjaliści.

    • O i to jest dla mnie zacna wskazówka! Następnym razem, jak będę pisać post o zdrowym żywieniu dzieci, to strzelę sobie selfie w białym kitlu :P. Kto wie, może to jest klucz do sukcesu? 🙂

      A ludzie zawsze najmocniej wściekają się za prawdę. Bo ona najbardziej boli.

  17. A szczególnie polecam filmik z Panoramy, który jest umieszczony na stronie PTZK. W temacie jak ulał i ze szczególną dedykacją dla wszystkich tych, którzy odpowiadają za żywienie dzieci w placówkach!
    A dla Emilki BRAWO BRAWO BRAWO! I dla wszystkich walczących o słuszne sprawy 🙂

  18. Oto opinia specjalistów, proszę zajrzeć:
    https://www.facebook.com/PTZKpl
    Profesor Janusz Książyk jest specjalistą od żywienia klinicznego (CZD).

    • Miśka bardzo Ci dziękuję za podesłanie tego linku. Życzyłabym sobie, aby wnikliwie przeanalizował go każdy, kto tu w komentarzach próbuje zdyskredytować sens dbałości o zdrowe żywienie naszych dzieci. Przed nami, społeczeństwem, jeszcze bardzo długa droga do zrozumienia pewnych kluczowych kwestii. Na przykład tego, że nowotwory i inne choroby cywilizacyjne nie biorą się z kosmosu, ale w wielu przypadkach właśnie ze złego stylu naszego życia.

      Niestety, czytając wypowiedzi ludzi dochodzę do wniosku, że edukację na temat zdrowego żywienia i jego wpływu na życie, wcale nie powinniśmy zaczynać od przedszkolaków. Powinniśmy ją w pierwszej kolejności zaczynać od dorosłych…

      Życzę i Tobie i sobie wytrwałości w nagłaśnianiu faktów dotyczących żywienia dzieci śmieciowym jedzeniem. Mam nadzieję, że w tym wytrwam.

      • Jestem za zdrowym żywieniem. Ale obawiam się, że taki sposób przedstawienia sprawy może być przez osoby decydujące o żywieniu tych dzieci odebrany jako atak (nie sądzę, żeby Pani zamiarem było atakowanie, tylko chęć zmiany na lepsze), i niestety odpowiedzią może być nie poprawa żywienia, a walka. A tu nie o to chodzi.
        Nie jest też łatwo karmić przedszkolaki zdrową żywnością, jeśli nie ma takiej w domu. A przedszkolanki, jak chyba wynika z reakcji przedszkola i rodziców są rozliczane z dzieci nakarmionych, nieważne jak. I tutaj ta nieszczęsna nutella i jeszcze frytki są bezpieczne- nie znam dziecka, które tego nie zje.
        Co do chleba- z powodu alergii moich dzieci dowiadywałam się prywatnymi kanałami u źródła- czyli piekarzy sypiących składniki- co on zawiera. Na opakowaniu nie było wymieniane mleko, tylko ewentualnie nazwa polepszacza. Który zawiera między innymi mleko. A wśród naprawdę wielu gatunków uważanych za razowe tylko dwa były takimi naprawdę i tego nieszczęsnego mleka nie zawierały, reszta była farbowana karmelem. Ze składu tego nie wyczytałam. Jedliśmy, choć nie lubię razowego pieczywa, bo nie było na nie niepożądanych reakcji. I kiedy chłopcy przestali reagować na mleko z przyjemnością wróciłam do tzw. białego chleba- od wielu niby razowych różni się kolorem. Dlatego nie demonizowałabym bułek i całej „białej” reszty.
        W tym przedszkolu przydałaby się zmiana, ale taka przeprowadzona małymi krokami miałaby chyba większe szanse powodzenia. Podobał mi się np. pomysł w komentarzach o różnych warzywach i owocach do wyboru zamiast słodkości. I tak powoli może by się coś zmieniło.

        • Podzielę się czymś, co robiłam z dziećmi. Przygotować podstawowe smaki: słony, słodki, gorzki, kwaśny, ostry np. sól, miód, grapefruit, cytryna, chrzan, bądź inne produkty dozwolone/ dostępne. Dzieci miały zawiązane oczy, każde próbowało smaku i mówiło, co czuje: słodki, gorzki…. Oraz co ma w ustach- miodzik, czy odrobinę soli? A może to jakiś owoc? Za każdą próbę dziecko zaznaczało naklejką na tablicy, że dało radę, spróbowało. Potem każde mówiło, który smak najbardziej mu przypadł do gustu. Były odpowiedzi, że ostry, bo chrzan jest dobry z mięskiem, albo że kwaśny. Ktoś zasmakował się w grapefruicie. Dzieci poznały przy okazji różne produkty. Podobnie można zrobić z warzywami, owocami, nabiałem, wszystkich chyba. Dzieci lubią zabawę, zagadki, no i nagrody. Nie koniecznie to muszą być słodycze. Pochwała, uznanie w oczach rodzica, pani wychowawczyni też jest nagrodą.
          Owszem, dać dzieciom wybór. Ale dziecko wybiera to, co sugeruje model, czyli dorosły. tego akurat dowiedziono na przykładzie agresji w słynnym eksperymencie: jak dorosły tłukł lalkę, to dziecko też ją tłukło. I co z tego, że mówi się dziecku :”nie wolno”, jak sam tak robi? A co dorośli jedzą? Co się jada w domach? To czy dzieci wybiorą same z siebie marchewkę?
          Z moich doświadczeń wynika, że przedszkole jest ważne, ale nie wystarcza, bo dziecko ukształtowane w dobre nawyki w placówce wraca często to domu, gdzie i tak jest zupełnie inaczej…. Dlatego racja- zmiana musi zacząć się od nas dorosłych i naszych domów, nawyków, przyzwyczajeń i myślenia.

  19. Niestety coraz mniej sympatyczny ten blog. Wychodzi z niego wielkie pieniactwo. Zanim się kółko różańcowe rzuci na ratunek pragnę przypomnieć, że jakiś czas temu Pani Emilia opisywała wizytę w restauracji. Laura była znacznie młodsza i jej jelita pracowały gorzej niż obecnie. W opisie były też dramatyczne chwile, kiedy organizm się zbuntował i zareagował biegunką. Skoro na podstawie jednego dnia można w wirtualnym świecie pluć na menu przedszkolne, to na podstawie tej sytuacji można współczuć Laurze, że przy jej problemach mama zafundowała jej jedzenie do którego nie miała osobiście wglądu.
    Żal mi tej małej, mądrej dziewczynce, bo przy podejściu jej mamy, która wszelką krytykę ma w d…. ona sama będzie musiała mieć twardą swoją.
    Niech się Pani nie tłumaczy, że to Pani blog, bo komentarze są, lajki są,…
    Pewnie niebawem zaczną się słodkie teksty w okolicach rozliczeń z fiskusem.
    Traci Pani klasę

    • „Zanim się kółko różańcowe rzuci na ratunek”… – bez komentarza.

      Tłumaczyć się przed Panią? Ależ nie. Poczekam, może ktoś z wymienionego kółka różańcowego zlituje się nade mną i rzuci się na ratunek, abym nie musiała tracić kolejnego wieczoru na udowadnianiu, iż nie jestem żyrafą. Brak mi już motywacji do bezproduktywnych dyskusji – mam nadzieję, że mi Pani wybaczy.

      PS. Prowokacja o fiskusie poniżej wszelkiej krytyki. Po prostu dno.

    • Ja jako lwica z ” kółka różańcowego” rzeczywiście rzucę się ale nie tyle na ratunek bo Emilia wcale go nie potrzebuje ale tylko tobie Ina do gardła.
      Za bezczelność, taką maksymalnie chamską i prostacką.
      1) Z bloga wychodzi pieniactwo? A i owszem. Po takich komentarzach internetowych wstręciuchów to rzeczywiście wychodzi.
      2) Laurze zaszkodziło danie w restauracji? Trzeba było doczytać do końca. Laura miała infekcję i leżała kilka dni pod respiratorem.
      3)Żal ci tej mądrej dziewczynki Laury? A ciekawe czemu ona taka mądra? Pewnie z filmów w necie, albo bajek z telewizji? A może bo ma mądrą mamę która nad nią pracuje?
      4) Emilia traci klasę? I kto to mówi? Osoba która nie wie co to klasa!!

      I proszę zauważyć w poprzednich komentarzach że ja nie poparłam tego postu na 100 % i nie omieszkałam się swoja opinią podzielić. Emilia odniosła się do mojej wypowiedzi i jakoś obie żyjemy, nie obrażałyśmy siebie wzajemnie i nie wspominałyśmy bezczelnie o fiskusie.
      Takie osoby które o tym wspominają zapewne nigdy grosika na szczytny cel nie przeznaczyły.
      Jest na tym blogu bardzo wielu czytelników który swoje opinie ( nie zawsze zgodne z opinią Emilii) potrafią wyrazić w sposób inteligentny , tak własnie aby nie było pieniactwa 🙂

      • Jamonika29 – dziękuję!

      • Powiem tak. Nikt, kto na co dzień nie zderza się z ludzką zawiścią, bezustanną krytyką i oskarżeniami nie zrozumie przemiany jaka zaszła w Emilii. Ja po latach blogowania, gdzie padały dużo gorsze obelgi (a może i u Ciebie padają, tylko ich nie puszczasz – nie wiem) doskonale rozumiem mechanizm obronny stosowany przez Emilię.
        To co wielu z Was nazywa wyższością dla mnie jest dbaniem o własny komfort psychiczny. Tylko i aż.
        Piszecie też często „zmieniłaś się”. Zapominamy jednak, że wszystkie z nas poznały autorkę bloga a) wirtualnie – więc nie mamy tak naprawdę pojęcia jaką na co dzień jest partnerką, matką, przyjaciółką. Ze strzępków bloga można wywnioskować, że bardzo ciepłą i kochającą. To , że nie pozwala na bezpardonową i niemerytoryczną krytykę znaczy ni mniej ni więcej, że jest osobą świadomą własnej wartości. b) poznałyśmy Emilię gdy była na dnie rozpaczy. Człowiek przytłoczony ogromem nieszczęść zawsze mięknie. Żadna z nas nie wie, jaka Emilia była przed chorobą Laury. Niemniej patrząc na jej wcześniejsze sukcesy zawodowe śmiem twierdzić, że równie wojowniczą i nieustępliwą. Warto więc rozważyć, czy autorka się zmieniła, czy po prostu po zrzuceniu części paraliżującego strachu i niemocy po prostu znów jest sobą – silną i bezkompromisową kobietą, która na pierwszym miejscu stawia dobro własne i najbliższych.

        Dalej – wypominanie jakiejkolwiek ofiarowanej pomocy, lub też tego, że Emilia nadal o nią prosi (co więcej prosi o całkowicie nie obciążający darczyńcę gest jakim jest przekazanie 1% pieniędzy których i tak nie ma) jest grubym nietaktem i świadczy o ograniczeniu umysłowym i braku empatii.

        Bardzo szanuję i lubię autorkę bloga. Nie jestem bezkrytyczna, przesiewam to co pisze przez sito własnych poglądów i jeśli komentuje staram się to robić w sposób wyważony lub merytoryczny. Jeśli nie potrafię, bo coś mnie wkurza zbyt mocno (zdarzało się:)) trenuję najeżdżanie kursorem w prawy górny róg. Co wszystkim niezadowolonym polecam. Nie dlatego, że Emilia musi mieć rację. Dlatego, że racja nie jest jedna. W przeciwieństwie do zdrowia, nerwów i czasu jaki mamy dany.

        Pozdrawiam serdecznie, wciąż z brzydkim zdjęciem 🙂

        • Dziękuję…

        • Trafiłaś w sedno, Łońska. Dobrze prawisz.

    • Ina, ja nie z kółka różancowego, ale z kółka ludzi lubiących mądrych i kulturalnych ludzi jak Emilia. Po przeczytaniu Pani wypocin chce mi się śmiać i płakać. Śmiać z pogardy, a płakać ze strachu, że takie elementy żyją w spoleczenstwie i zagrazają mu na wiele sposobow. Sieją agresję, nienawiść, głupotę, prymitywizm, manipulację i dzielą ludzi. Żal. Niech ten syf, ktory Pani wypuszcza do Pani wróci i to ze zdwojoną mocą :DDDDD

      • Maria Mokotów Twoja obrona to chyba policzek dla autorki bloga. Twój jad i brak kultury są niezaprzeczalne, ja nie muszę zaklinać, do Ciebie jad już wrócił 🙂
        Co do Jamoniki żegnającej odchodzących, bawiącej się w gospodynię – brak słów, dzieci zdarzają się mądre niekoniecznie mając mądrych rodziców 🙂
        Jednak klasy brak – to chyba zaraźliwe

        • Gdzie niby dalam policzek Emilii? Ja Ci naprawde bardzo głęboko współczuję. Sugeruję wizytę u psychologa, poniewaz twoja agresja, zawirowane, bozbawione logiki myslenie, to efekt kumulacji problemów samej ze sobą. Naprawdę aż przykro sie robi, że są tak zgorzkniałe i sfrustrowane kobieciny jak Pani. Patrząc jednak na ogromną biedę w Polsce, mizerne możliwości poprawy swojej sytuacji większości ludzi, poza radykalnymi środkami, jak założenie własnej działalności i tyranie 20 h na dobę (do tego jednak potrzeba inteligencji, znajomości prawa, sprytu, pracowitości i wiary w siebie, a obawiam się, że nie posiada Pani żadnej z tych cech, a wręcz dokładne przeciwieństwo), to nie dziwię się, że zachowuje się Pani na tym blogu tak a nie nie inaczej. Zycze mniej kompleksów, mniej frustracji, no i jakichs powodów do zadowolenia z siebie. A na sam początek proponuję wizytę u psychoterapeuty. Pozdrawiam – niby ta wredna, bo waląca bolesna prawdę prosto w oczy. A prawda w takich wypadkach boli.

          • Jeśli ktoś tu potrzebuje pomocy psychologa, to właśnie Pani. Sugeruję udać się tam jak najprędzej.

          • Nie, Anka, Ina… Ja nie potrzebuję psychologa, ponieważ jestem bardzo usatysfakcjonowana ze swojego zycia. Sama sobie zazdroszczę. Nie pałam nienawiścią do ludzi sukcesu, tylko wręcz ich uwielbiam. Natomiast Ina i jej podobne kobiety mają nienawiść skierowaną do osób wyjątkowych jak Emilia, krytykują agresywnie te najmądrzejsze i najbardziej wartościowe wpisy. Naprawdę współczuję im takiej postawy. Ja tępię to co głupie, brzydkie, nielogiczne. One tepią to co mądre, wyważone, logiczne, wartościowe. To są kobity, które pod zdjęciami Bellucci napiszą, że jest brzydka, a pod artykułem o nobliście napiszą, że jest tępy. Natomiast pod artykułem o genialnym przedsiębiorcy napiszą, że zapłacił łapówki, rodzice go ustawili, itp. Nie przechodzi im przez gardło kogos mądrosc, racja i wielkość. Żalosne.

        • Ina, idz do dobrego psychoterapeuty. Z taką ilością kompleksów, nienawiści twoje życie będzie nędzną wegetacja jaką jest teraz. I poćwicz trochę swój umysł, bo masz żałosne wnioskowanie. W ktorym miejscu wymierzam Emilii policzek? Mam nadzieję, że nie ma pani dzieci, bo wyrosną kolejne sfrustrowane, zakompleksione kreatury, które będą opluwać następne Emilie i ludzi sukcesu. Po prostu bardzo pani wspólczuję. Hmmm musi mieć pani żałosne pod kazdym względem życie.

          • Marta- Mokotów to troll internetowy czy psychofanka Emilii?

          • Ok, nie będę się wdawać w czcze dyskusje. To niesamowite, jak ludzie potrafią „sciągnąć do swojego poziomu i pokonać doswiadczeniem”. Podziwiam Emilię, że wswoich wypowiedziach nie zniża się do dna, jakie czasami sie tu wypowiada. Ja się dalam sprowokować. Brawo, Emilia. Ja też jestem orędownikiem zdrowego odzywiania i jedzenia nutelli raz na kilka miesiecy (chociaz jest pyszna wg mnie).
            Kompletnie mnie nie dziwi ilość otyłych młodych mam z małymi otyłymi dziećmi, skoro każdy wykłoca się tutaj, że biały chleb to nic złego, kluski są ok, słodycze są niezbędne, od nutelli nikt nie umarł, dżem z 80% zawartością cukru to nic złego itp itd. \Emilia stosuje mądre zasady i na zdjęciach widzicie zadbaną, mega szczupłą kobietkę z piękną, zgrabną Laurką oraz fajnego mężczyznę bez piwnego bębna. Pomijając Wasze niesamowite wnętrze, wartości, charakter, jestescie atrakcyjnymi wizualnie ludźmi 🙂 Zdrowe odzywianie widac w jakości cery, w lśniących gęstych włosach, w smukłej kibici, w braku fałd tłuszczu na brzuchu, w błysku w oku, w zdrowym ogólnie wyglądzie. Gratuluję i z wielką przyjemnością naśladuję Wasze odżywianie.

        • Jak ja bym cie chętnie pożegnała stąd. Łooo matko.
          Jako gospodyni oczywiście 😀
          Aha, gospodyni z kółka różańcowego 🙂
          Pozdrowionka

    • Jestem ciekawa, czyje pieniactwo wychodzi-bo chyba raczej niektórych Czytelników bloga, być może i moje także. Gdyby nie wielka miłość i poświęcenie Emilii, to zapewne Laury by już dawno nie było na tym świecie nie było.Bardzo proszę,śpijcie sobie ludzie po 3 godziny na dobę przy dźwiękach respiratora, zamieńcie się z Rodzicami Laury choćby na 1 dzień, a zapewne po godzinie powiecie: „ja wysiadam”. To nie Waszej babci buraczki jak Emilia wychowuje córkę czy w jaki sposób prowadzi bloga.Żywię głęboką nadzieję, że Laura kiedyś całkowicie wyjdzie na prostą, bo odnoszę wrażenie, że ona jeszcze nam wszystkim pokaże na co ją stać. Może w przyszłości będzie pisała bloga na przemian z Mamą.Fajne byłyby takie zapiski matki i córki:)

      • Kasia, myślę o takich zapiskach. Laura też o nich myśli – zapytała mnie kiedyś, czy będzie mogła coś pisać na blogu, jak już się nauczy :). Na razie jesteśmy przy nauce czytania, ale sądzę, że pisanie to kwestia niedalekiej przyszłości 🙂

    • Nie mam zwyczaju komentować ale dzisiaj muszę. Za inne zdanie dotyczące żywienia cofać 1 % – dno.
      Komentarz Iny o fiskusie totalne dno.

  20. Myślę, że problem fatalnego żywienia dotyczy 99% placówek żywienia dzieci… na śniadanie bułeczka z nutellą – „bo dzieci lubią”, na obiad makaron z cukrem i serem, ryż z sosem truskawkowym (słoik kupnego dżemu i kubeł wody ze śmietaną), do tego kompot, a na podwieczorek batonik… no i oczywiście słodzona do nieprzyzwoitości czarna herbata – tak wygląda stołówkowa rzeczywistość. I nie mówcie proszę, że czasem można zgrzeszyć czymś słodkim, cukier i biała maka to podstawa.
    Całe przedszkole nosiłam dzieciom własne jedzenie – 3 posiłki z uwagi na ich alergię i świadomość wyrządzanej przedszkolnym jedzeniem szkody, a Panie dziwiły się, jakim sposobem dzieci mogą pić zwykłe zioła bez cukru, jeść kaszę jaglaną z owocami na śniadanie zamiast czekoladowych kulek itp…
    Najbardziej smutne jest to, że musimy walczyć aby nasze maluch były na tyle silne, że kiedy spotykają się z uśmieszkami ze strony otoczenia umiały się obronić i jednak stanąć po właściwej stronie…. A wierzcie mi, że to jest naprawdę trudne… Kucharki, salowe, wychowawczynie, szczególnie te ze starszego pokolenia potrafią naprawdę wyrazić głośno i publicznie swoje wątpliwości co do „nowej mody” 😉

    Wiem Emilko co przeżywasz w kwestiach „jadłospisowych” i życzę Ci dużo siły.
    Pozdrowienia 🙂

  21. Witam,

    Wczoraj co prawda wypowiadałam się już na tym forum ale dzisiaj chciałam dodać parę słów na temat słynnej Nutelli. Wspominałam w ostatnim komentarzu, że mój syn chodzi do przedszkola objętego programem „Zdrowy Przedszkolak”, gdzie serwuje się dzieciom zdrowe jedzenie i promuje właściwe nawyki żywieniowe. Menu w jego przedszkolu jest naprawdę sensowne, ale niestety i tu od czasu do czasu zdarzają się też różne „grzeszki” w postaci słodyczy i właśnie jednym z takich „grzeszków” bywała owa Nutella podawana na podwieczorek. Kilka miesięcy temu zapytałam panią Dyrektor, dlaczego dają dzieciom Nutellę pomimo realizowanego programu zdrowego żywienia i usłyszałam, że nie chcą być tam zbyt rygorystyczni i że czasami chcą sprawić dzieciom przyjemność takim smacznym podwieczorkiem. Ja generalnie nie robiłam o to problemu, ale podsunęłam Pani Dyrektor przepis na witariański krem czekoladowy na bazie awokado, który znalazłam właśnie na tym blogu (swoją drogą przepis genialny: pyszny i zdrowy – dziękuję Pani Emilio!) . I właśnie wczoraj, kiedy odbierałam synka z przedszkola pani Dyrektor pochwaliła się, że dzieci dostały na podwieczorek kanapki właśnie z takim kremem czekoladowym na bazie awokado i z dodatkiem powideł śliwkowych wyrabianych przez przedszkolne kucharki 🙂 Podobno dzieci się tym zajadały i nie widziały różnicy miedzy wersją nazwijmy to „klasyczną” a wersją zdrową 🙂 Tak więc sklepowy krem czekoladowy ma na zawsze zniknąć z jadłospisu naszego przedszkola :))))) No przyznam, że jestem dumna z pani Dyrektor i troszkę z samej siebie, bo przyczyniłam się do pewnej pozytywnej zmiany żywieniowej w przedszkoli syna. To pokazuje że wystarczy troszkę dobrej woli ze strony personelu przedszkola, trochę wysiłku i można proponować dzieciaczkom smaczne i zdrowe posiłki .
    W ogóle uważam, że jest to fajny pomysł by zastępować chemiczne, niezdrowe słodycze ich zdrowszymi zamiennikami. Sama staram się stosować takie słodyczowe „oszustwa” i wciąż szukam przepisów, które pozwoliłyby mi połączyć słodkie ze zdrowym.

    Pozdrawiam serdzecznie

    • Naprawdę przedszkole zaczęło podawać dzieciom krem czekoladowy według przepisu z mojego bloga??? Ależ mi zrobiłaś niesamowitą przyjemność tym komentarzem! Dziękuję 🙂

      A tu dla przypomnienia podaję przepis na krem czekoladowy z avocado, gdyby ktoś jeszcze chciał skorzystać: http://www.kochamylaure.pl/bonus-dla-zdrowia/2013-08-23/

      • No chyba czytacie mi w myślach bo własnie dzisiaj kupiłam avocado i chciałam poszukać na blogu tego przepisu :)Pozdrawiam 🙂

      • Tak!!! zrobili taki krem tylko dodali podobno jeszcze trochę powideł śliwkowych, ale nie kupnych tylko własnego wyrobu:)
        Mało tego, na stronie internetowej naszego przedszkola jest zakładka „Kącik zdrowych przepisów”, gdzie dyrekcja umieszcza przepisy na zdrowe potrawy podane przez rodziców. Jakiś czas temu pozwoliłam sobie podać ten przepis z Pani bloga (mam nadzieję, że nie złamałam żadnych praw autorskich) i jest on tam dostępny, można zajrzeć:
        http://www.p147wroclaw.szkolnastrona.pl/index.php?p=m&idg=zt,76

        Jest tam zresztą sporo fajnych, prostych, zdrowych przepisów, np. na zdrowszą wersję żelków. Tak więc może mieć Pani satysfakcję, że propagowanie zdrowego żywienia na tym blogu przynosi wymierne efekty:) A przynajmniej dzieciaki z jednego z wrocławskich przedszkoli na tym skorzystały 🙂
        Pozdrawiam

        • Nie martw się, nie złamałaś żadnych praw autorskich, gdyż przepis nie jest mojego autorstwa. Poza tym niech dzieciaki jedzą na zdrowie!!! 🙂

    • A co złego jest w nutelli? Przecież to orzechy i ciemna czekolada.Samo zdrowie.

      • Naprawdę? Polecam lekturę etykiety na odwrocie opakowania 🙂

  22. Czytam blog od 3 lat . Od pewnego czasu wchodzę tu coraz rzadziej ponieważ przeraża mnie ogrom „jadu” zarówno ze strony komentujących jak i Pani Emilii. Wydaje mi się że można nabrać pewności siebie i odpowiadać na złośliwe komentarze (tak jak pisała Pani Emilia) ale „ton” całego bloga jest inny od tego z poprzednich lat.Pani Emilia bardzo się zmieniła i ja również zaczynam odbierać ją negatywnie. Życzę szczęścia w walce o nie wiem co, chyba wszystko i nic.

    • Ja współczuję Emilii, że dostaje taką ilosc jadu i nienawisci w tych komentarzach. Jej posty są bardzo delikatne, bardzo wyważone, merytoryczne, oparte na pracach naukowych, zdrowym rozsądku i wielkim doswiadczeniu życiowym, a jednak spotykaja sie z taką reakcją. Mam wrażenie, że krytykują ją ludzie, którzy nawet pod artykułem noblisty piszą: ale matoł! on jest głupi! itp, a wiec to chyba ich problem a nie Emilii.

      • Z calym szacunkiem ale to Marta-Mokotow jest glowna wyzywajaca innych od matolow i nadworna obronczynia Emilii. Az ciezko sie czyta takie lizusowskie komentarze.

        • Ło matko… Ja i lizus? to chyba ostatnie określenie, które do mnie pasuje. Zresztą widzicie, że mówię to, co myślę i obce jest mi dostosowywanie się do kogoś albo próba przypodobania. Eilię szanuję i zgadzam się z 99% jej opinii. Tez tak pewnie macie, że spotykacie jakąś osobę, któa ma zadziwiająco podobne przemyślenia do Was, jest wręcz lustrem Waszych przemyslen. Ja mam co do joty takie przemyslenia jak Eilia i nie jest to lizusostwo, a własne poszukiwania w różnych źródłach wiedzy na temat odzywiania i ta wiedza dokładnie pokrywa się z wiedzą Emilii. Pozdrawiam.

  23. Emilio, mam to samo nastawienie wobec krytykantów – mieć ich w dupie.
    Ważne żeby żyć w zgodzie ze sobą i realizować ważne cele. Oczywiście najpierw to swoje życie trzeba przemyśleć, przewałkować, sprawdzać priorytety.
    A Ty Emilio przewałkowałaś to wiele wiele wiele razy, i spoko – znasz siebie, znasz dziecko, znasz wartości wszystkiego, i robisz swoje. Tak trzymać!
    To samo robię ze swoimi dziećmi, przykład? nie chrzcę ich, i mam gdzieś krytykę otoczenia, i dziwne uwagi typu „Ale będize miało żal, że nie dostaną prezentów po komunii jak koledzy”

  24. CHLEB Z DŻEMEM!!! Ile razy w komentarzach przewijał się ten nieszczęsny chleb z dżemem… A ja nie rozumiem, co w nim złego? Latem robię różne dżemy, najczęściej śliwkowe powidełka, dżem wiśniowy, prażone jabłka, mus malinowy, od mojej mamy dostałam dżemik truskawkowy. Pycha i moim zdaniem – zdrowo. Że słodkie? Przecież nie zjadamy pół słoika naraz… Że białe pieczywo? Moje dziecko nie lubi ciemnego i koniec kropka. Ja uwielbiam – on nie. Mam go albo zmuszać do jedzenia ciemnego, albo nie dawać mu w ogóle pieczywa, tak? Obłęd. Czytałam taki dowcip kiedyś – co według dietetyków jest najgorsze dla naszego zdrowia? Cyjanek? Arszenik? Nie – białe pieczywo…

    • Dżem jest okej, pod warunkiem, że taki jak pisałaś, albo kupny ale na prawdę z owoców, a nie z wody, żelatyny, barwników i konserwantów… Sądzisz, że w placówkach są dżemy domowej roboty? Pracowałam już w różnych placówkach z dziećmi od 2,5 do 18 lat. Tam gdzie było żywienie to wierz mi, często nie wiedziałam, czy co robić, jak zobaczyłam co dzieci dostają do jedzenia…. Gdyby nie ludzie dobrej woli, sponsorzy, którzy dostarczali owoce, warzywa do kanapek, to te dzieci jadłby MOM, konserwanty, cukier i nic poza tym.

  25. Emi, trochę pojechałaś po bandzie 🙂

    • Napisałam, co widziałam. Miałam dwa wyjścia,mówić o tym i uświadamiać innych, albo udawać, że nic się nie stało. Wybrałam to pierwsze, nie wiem, czy słusznie. Pozostawiam to Waszej ocenie. Rozwinę jeszcze ten temat w kolejnym wpisie.

  26. Emilio, skoro już tak na temat zdrowego żywienia, to może zaproponuj jakiś racjonalny jadłospis dla przedszkolaków, może akurat przeczyta to ta osoba, która powinna i trochę spróbuje dostosować się .. a i ja bardzo chętnie poznam pomysły na zdrowe posiłki, bo przyznam się szczerze, że pomimo wielu godzin szukania zdrowych przepisów, odkąd nastała jesień nie wiem co ma gotować 🙁 oczywiście mogłabym zajrzeć na zalecenia Instytutu Matki i Dziecka czy jakoś to tak się nazywa, ale odkąd ich nazwą reklamują się napakowane chemią i syfem ciasteczka to ja unikam wszystkiego z tym znaczkiem węsząc w tym podstęp. W swojej bezsilności proszę o odpowiedź.

    • Bardzo dużo czasu zajmuje mi prowadzenie tego bloga i odpowiadanie na komentarze. Nie sądzę, abym znalazła jeszcze czas na przygotowywanie przykładowego jadłospisu dla przedszkolaków, który w dodatku byłby poddawany dziesiątkom komentarzy i krytycznych uwag. Myślę, że przy odrobinie wysiłku każdy sam może sobie znaleźć informacje. Ja rzucam temat do przemyśleń, opisuję problemy, dzielę się subiektywnymi spostrzeżeniami z własnego życia, ale wszystkiego za ludzi robić nie będę. Przykro mi, ale nie jestem w stanie.

      • Poponuję przestać odpowiadać na komentarze 🙂 Pisać swoje (zawsze z niecierpliwością czekam na nowy wpis), a dyskusja niech żyje własnym życiem . Szkoda nerwów Pani Emilio 🙂

        A tak a propos zdrowego żywienia – ja tak od dzieciństwa lubię i słodkie, i nutellę (tak z ciekawości zerknęłam na sklad- w porównaniu z innymi produktami czekoladowymi nie jest taki zły:) ma cukier, prawda i tłuszcze, ale… myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi) i myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi, a będzie miłą odskocznią. Ale chipsom dla dzieci i wyrobom z mnóstwem E mówię zdecydowane nie! Ale tak samo też można się przyczepic do pryskanych chemią nowalijek zimą…
        Temat rzeka, ciężko znaleźć w dzisiejszych czasach coś naturalnego…
        Pozdrawiam.

        • Kurcze to moje dzieciaki mają szczęście bo w ich przedszkolu menu jest dostosowane i do pory roku i apetytów dzieci. Zupy rożne, kasze, ryż i makarony pelnoziarniste, owoce lub warzywo do każdego posiłku plus sok przecierowy- witaminka, karotka lub Kubuś. Wiemmmm, nie wszystko jest ok ale kwestia nawyków żywieniowych nie jest, aż tak restrykcyjna w każdym domu. Pojawia się nutella i słodycz jakiś lub winerki drobiowo-cielęce. Więc uważamy że jest ok, mogło by być lepiej ale jest nienajgorzej.

    • Kolejny kompletny brak wyczucia, empatii i minimalnej inteligencji u komentującego. Pani Anonim pisze, że spedziła wiele godzin na tworzeiu jadłospisu i jej się to nie udało, wiec moze nich Emilia poswieci wieeeeele godzin na utworzenie jadłospisu (to nie jest łątwe, bo trzeba znac normy poszczególnych składników dla rosnących i rozwijających się dzieci kilkuletnich), b na ewno ma mnostwo czasu, siły i powinna wyręczyc innych rodziców, którzy sobie oszczędzą czas. A co tam…. Niech Emilia śpi 2 godziny na tydzień. Czemu nie?

      Zdrowe odzywianie dziecka mozna rozpoczac od bardzo prostych zmian:
      1) picie – żadnych napoji, żadnych herbatek z 10 łyzkami cukrów, żadnych Kubusiów z seyropem glokozowo-fruktozowym. Po prostu woda mineralna, cieniutka herbata, rozcieńczony wodą 100% sok pomarańczowy. Podawanie organizmowi cukru z kazdym łykiem pobudza ten zolądek non stop i dziecko je kilkanascie posiłków przez to, a zęby są non stop w cukrze. Ja piłam przede wszystkim czystą wodę.

      2) słodycze – u mnie w domu podawało się te z najwyzszej półki, nie żadne czekoladopodobne gluty z tesco czy carrefoura, tylko prawdziwe, dobre czekolady o wysokiej zawartosci kakao, „domowe” ciasta, słodycze w stylu tych sprzedawanych obecnie w Krakowskim Kredensie. Zero sztucznosci i zapychaczy. Oczywscie nie za często. Ja jadłam codziennie, ale byłam dzieckiem bardzo aktywnym sportowo, więc i tak byłam chuda.

      3) Ekologiczne, nieprzetworzone, jak najmniej chemii

  27. nie przesadza troszeczkę aby Pani? Z kontekstu Pani wpisu wynika wprost, że chodziło o MENU z jednego dnia (a co serwują w inne?), bo wcześniej to przedszkole przyjeżdżało do Emilki, a nie odwrotnie. Ostatni szczegół wskazuje iż ma Pani szczęście do przedszkola, a ta wredna, niereformowalna i nieuchwytna właścicielka ma skłonność do dokładania czasem do interesu – bo przyjmuje dzieci z kłopotliwymi schorzeniami a czasem jak do Pani wysyła swych ludzi te 30-40 minut drogi od siedziby, i nie patrzy na koszty. Skoro tego pierwszego dnia i tak zabrała Pani własne jedzenie, to mniemam że cokolwiek by tam nie podano – i tak trafiło by na tego bloga, bo byłoby złe. Skoro ta Nutella czasem(?!) na stole się pojawia, to widać jest to miłe tak dzieciom, jak i ich rodzicom, problemu większego nie widzących. Bicie piany o szczegół niegodny uwagi w fajnym w sumie miejscu nie jest fair. Można było zwrócić uwagę i być może byłoby od ręki po temacie, ale – nie byłoby tematu na bloga, tej konwersacji i odsłon-a więc i pieniędzy.

    • Proponuję przeczytać moje komentarze pod postem – dowie się Pan/Pani więcej na temat moich prób wydobycia z przedszkola menu i porozmawiania o tym. Mimo moich usilnych próśb (mailowych, sms-owych, telefonicznych), przedszkole nie udostępniło mi jadłospisu.

      Jeden dzień to za mało na obserwację? Nie sądzę, aby głównym problemem w tym przedszkolu był dostarczyciel żywności. Głównym problemem są nawyki żywieniowe prezentowane w przedszkolu, a jeden dzień w zupełności wystarczył, aby to zaobserwować.

      Co do tekstu: „dokłada czasem do interesu” i „nie patrzy na koszty” to pisze Pan/Pani kompletne bzdury. Na dziecko z takimi schorzeniami, jakie ma Laura przedszkola dostają dotację i to niemałą. Dotacja spokojnie wystarcza na zatrudnienie kadry do nauczania indywidualnego, na dojazdy a i jeszcze starcza na zarobek. Wiele przedszkoli przekształca się w integracyjne i przyjmuje w szeregi niepełnosprawnych właśnie ze względu na te dotacje. Niech mi więc Pan/Pani nie prawi farmazonów, że jakakolwiek prywatna firma (w tym przedszkole) dopłaca do terapii niepełnosprawnych dzieci. Tak się składa, że znam temat od podszewki i wkręcić się w tym zakresie nikomu nie dam.

      Co do ostatniego zarzutu, że ten kontrowersyjny wpis może mi przynieść więcej pieniędzy, to za chwilę mam zamiar parsknąć śmiechem.

      Uwaga: parskam.

      A teraz śmiech.

      Już.

      Dobranoc.

    • Nogay to jakies pie&&&niete babsko, które ma IQ rzędu 70. Ja nie wiem, jak mozna pisac takie posty jak ona inaczej niz po litrze wodki. Jezeli jednak było to pisane na trzewo to składam głebokie wyrazy współczucia za tak wybitnie niską inteligencję, buractwo i mentalne wsiurstwo.

      • Witam, czytam bloga i komentarze i zauważam, że Marta-Mokotów uwielbia pod prawie każdym postem kogoś zwyzywac a to od brzydkich, glupich, wsiurow itp….czy to czasem nie swiadczy o inteligencji???? ? Może trochę kultury?

        • Powiem Pani nieskromnie, że inteligencji mi nie brakuje. Dostałam się do Mensy w wieku 20 lat. Co do wyzwisk. Hmmm,,,, powiem szczerze, że cisną mi się one znacznie czesciej niż to się wydaje i to ujawniam na blogu. Internet uswiadamił mi jak wiele jest bardzo prymitywnych ludzi, o wąziutkich horyzontach, jak wiele zawisci i frustracji oraz kompleksów mają w sercu, jak bardzo podcinają skrzydła wybitnym na swój sposób ludziom typu Emilia, którzy wykonują większą pracę niż 99.99% z nas (dziesiec razy wiekszą ode mnie). Nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie są tak prymitywni, małostkowi, bezczelni (np. pytania do kobiety pracującej 22 h na dobę, kiedy urodzi drugie dziecko i milion innych przykłądów twórzczosci tego wsiurstwa). Widzę te komentarze z 5 błędami ortograficznymi i zastanawiam się, jakim cudem pieniadze podatnikó marnowane są na takie matoły. JA się wychowywałam w otoczeniu warszawskiej inteligencji i powiem sczerze, że dopiero na blogach zaczęłam poznawac ludzi tego pokroju. Az się serce ściska, że tyle tego jest.

          Panią Emilię bardzo, ale to bardzo szanuję, bo jest kobietą wybitnie pracowitą, oswieconą, uczącą się non stop, utrzymującą bardzo wysokie standardy stosunkó miedzyludzkich, poznawania swiata, odzywiania, mimo że ma mikroskopijną ilosc czasu. Podziwiam, że tak zapracowana i pernamentnie zmeczona osoba potrafi prowadzic tak wspaniałą kuchnię dla swojej rodziny. Swiadczy to o jej gigantycznej miłosci do Kuby i Laury. Ja w takim zmeczeniu prawdopodobnie zjadłabym juz tę nutellę, chociaz brzydzę się smieciowym jedzeniem. A ona mimo braku sił i czasu poswieca się, aby tej rodzinie przychylic nieba i zdrowo nakarmic.

          Co do przedszkola – skandaliczne jedzenie. Chyba, że to był jeden dzien w miesiacu, kiedy robi się dyspensę i zjada tony cukru. Sama tak robię. Jezeli taki jadłospis jest na codzień, to nie dziwię się, że dzieci są otępiałe, pulchne, powolne, ospałe i mniej utalentowane niz były 20 lat temu. Cukier w nadmiarze bardzo uszkadza organizm.

          Pozdrawiam tysiące normalnych i przyjaznych ludzi, których też spotykam na tym blogu. Niech to dobro do Was wraca.

          • Do Marta -Mokotów: jest więc Pani żywym przykładen tego, że inteligencja z kulturą nie zawsze idą w parze niestety…..

          • Jestem kulturalna, wtedy kiedy spotykam kulturalnych ludzi. Nie da się być kulturalnym non stop. Przynajmniej ja sobie takiego przymusu nie narzucam, mając do czynienia z prostakami, czyniącymi krzywdzące zarzuty Emilii czy innym ludziom, siejącymi pomówienia i obelżywe opinie. W stosunku do agresywnego dresiarza nie mam zamiaru byc kulturalna. W stosunku do żula, który zrobi kupę na mój samochód równiez nie mam byc zamiaru kulturalna. W stosunku do Emilii czy ludzi tego standardu jak najbardziej.

          • Bardzo prymitywnych zachowan ta „warszawska inteligencja” uczy…

          • Ja tez szanuję Emilię i nie rozumiem niektórych komentarzy ale nie używam wyzwisk w stosunku do tych ludzi. Tak samo jak Emilia ich nie używa. Można z kulturą się wypowiedzieć. No ale skoro warszawska inteligencja to cóż….w jednym z komentarzy jakiś czas temu napisała Pani do pewej kobiety, że jest brzydka a ona nie obrazila Emilii tylko właśnie kulturalnie się wypowiedziała. Trochę umiaru proszę pani.

          • Do Marta – Mokotów: Czytając Pani komentarze, w których roi się od literówek, są błędy ortograficzne i stylistyczne można wywnioskować, że Pani zalicza się do tych jak to Pani nazwała „matołów”, a do Mensy dostała się Pani przez przypadek:)

          • Są literówki, bo piszę w pośpiechu, nie zawsze klawiatura zareaguje i dlatego są błędy w stylu: materiałó zamiast materiałów. Ortów nie robię. Stylistyka słaba, ponieważ piszę w pośpiechu i nie redaguję tego starannie jak np. pracy magisterskiej. Swoją drogą, kiedyś pani promotor powiedziała, że nie spotkała jeszcze pracy tak poprawnie językowo napisanej. Brakowało dosłownie trzech przecinków. Tu piszę chaotycznie, zgadzam się.

            Nie chce mi się juz dyskutowac. Komentarze na tym blogu mnie czasami przerażają. Patrzę na ludzi na ulicy i typuję kto z nich może byc takim tłumokiem.
            Warszawa to niestety Słoikowo dzisiaj.

          • Do Marta-Mokotów Typuje pani na ulicy kto może być tlumokiem???? Przykre. Widać, że ma się Pani za lepszą niż inni. A może wszystkich Pani tak obraża żeby podnieść swoją samoocenę?

          • Nie obrażam. Po prostu czasami czytam takie komentarze na tym blogu, takie oszczerstwa, że zastanawiam się, czy to pisała prawdziwa osoba. Czy jest moliwe coś takiego napisać na trzeźwo. Ja bym po litrze wódki nie wymyśliła takich głupot i oszczerstw i nawet będąc pijana nie przeszłyby mi przez gardło. Po prostu ci ludzie nie mają sumienia, rozumu, jakichs logicznych wniosków?
            Nie obraziłam w tym co napisałam normalnych ludzi. Jeżeli ktos pisze, że hołota zdewastowałą zabytkową kamienicę, to ja NIE czuję się obrażona. Dlaczego? Bo to nie ja zdewastowałam elewację. Podobnie moje słowo nie powinny ranić osób niewinnych i zachowujących się jak Człowiek a nie kreaturka.

          • Chciałabym zobaczyć tą warszawską inteligencję z Pani otoczenie, bo aż kipi buractwem i chamstwem z Pani postów więc podejrzewam że wychowywała się Pani obok inteligencji a nie wśród niej. Ja również podziwiam Emilię mimo, iż nie zawsze się z nią zgadzam ale nie obrażam innych, którzy mają odmienne zdanie od mojego czy Pani Emilii. Gdyby była Pani choć trochę taktowna, inteligentna i kulturalna za jaką się uważa to nie przechwalałaby się na forum swą pseudointeligencją a już na pewno nie wdaławałaby się Pani w dyskusję z ludźmi, którzy obrażają autorkę tego bloga bo to świadczy o tym, że reprezentujecie podobny poziom. A co do słoikowa….hmm myślę, że niejeden słoik w Warszawie bije na łeb i szyję rodowitych warszawiaków jeśli chodzi o kulturę i wykształcenie. Obraziła Pani ludzi pochodzących z prowincji…..ja pochodzę z małego miasta, od lat mieszkam w Krakowie, skończyłam studia, pracuję na UJ i co jestem gorsza od moich koleżanek, które urodziły się i wychowały w Krakowie? Więcej taktu i opanowania życzę, bo to można jeszcze wypracować przy dobrych chęciach.

          • Zgadzam się, że pojechałam po bandzie i potraktowałam buraków na ich poziomie, czyli po buracku, za co zostałam zrugana. Hmm nie przywiązuję do tego wagi, ponieważ ci ludzie są anonimowi i wątpię, by prezentowali taki poziom na żywo (spaliliby się ze wstydu, podchodząc do Emilii i nie przeszłyby te plugastwa przez usta, patrząc jej w oczy), a więc wątpię, że miałabym pretekst tak reagować.
            Czy ja jestem burakiem? Raczej uchodzę za osobę świetnie wychowaną, ale jak trzeba to nie widzę problemu w oferowaniu wiązanki komuś przekraczającemu wszelkie normy. Takie wybuchy zdarzają się nawet najbardziej cenionym profesorom i uważam, że tylko dodają pikanterii danej osobie. Wierzcie mi (lub nie), że z ludźmi o odpowiedniej percepcji, posługującymi się argumentami, posiadającymi umiejętność wnioskowania, nigdy bym w ten sposób nie rozmawiała. Możecie myśleć o mnie cokolwiek. DLa mnie opinia anonimowych ludzi w sieci, z którymi nie zamieniłam dwóch zdań na żywo, jest równie ważna jak wyrzucony 5 lat temu paragon za zakup w kiosku chusteczek higienicznych. Czyli ma wartość zerową i ani grama więcej.
            W każdym razie cieszę się, że powyżej opisany typ człowieka to mniejszość na tym blogu (chociaz mocno się produkujący) i mogę dosc czesto poczytać ciepłe, serdeczne, mądre wypowiedzi internautów.

          • Wytyka Pani komuś błędy ortograficzne, a sama je robi (poprawnie pisze się – na co dzień). Myślę, że „pernamentnie” – to też nie literówka. Mensa się chyba trochę za Panią wstydzi.

  28. O ile jadłospis jest rzeczywiście nie do przyjęcia, o tyle te kalumnie rzucane białemu pieczywu, już trochę śmieszą. We wszystkim należy zachować zdrowy rozsądek, w jedzeniu również.
    Dzieci, które wysłuchują takich komentarzy, które przytaczałaś we wpisie (czyli, to niezdrowe, tamto niezdrowe, itp.) najczęściej w wieku, w którym mogą dokonywać wyborów, sięgną po to niezdrowe, be, trujące. Z ciekawości, z buntu, bo przecież wszyscy wokół jedzą i żyją. I sprawdza się to w naprawdę wielu sytuacjach.

  29. Może sie narażę, ale nie uważam zjedzenia kromki białego pieczywa z nutellą od czasu do czasu za przestępstwo…

    • Nie jest to przestępstwem, ale Emilia nie pisze o osobach, które dają taki przysmak dzieciom raz w roku, np na urodziny, ale o ludziach, którzy w każdym posiłku dziecka umieszczają takie śmieciowe jedzenie. W KAŻDYM. Na śniadanie białe pieczywo, słodycze z ogromną zawartością tłuszczu i cukru jak nutella, na obiad naleśniki z czekoladopodobnym glutem i mnostwem cukru i tłuszczu, na przekąski słodycze, słodkie napoje… Jako nagroda za wykonanie zadanie słodycze….

      Trzeba patrzec jaki Indeks Glikemiczny ma jedzenie. Biale pieczywo, słodycze, słodzone napoje, biała mąka w postaci klusek, pizzy, mają najwyższy wskaźnik z możliwych. Jest to jedzenie, które nie dostarcza witamin i budulca do wzrostu i rozwoju dziecka, natomiast jest tak kaloryczne, jakby było jedzeniem dla pracownika fizycznego, który pracuje ciężko 10 h na dobę.
      To są małe brzdące, po kilkanascie kilogramow i nie mozna dawac im jedzenia jak dla ciezko pracującego, 100 kilogramowego mezczyzny. Białe pieczywo i inne smieciowe jedzenie podnosi skokowo cukier we krwi a to idealny wstep do cukrzycy, otyłosci, ospałosci, braku energii do życia, wilczego głodu 15 minut po takim posiłku i otepienia umysłowego.

  30. Cześć Emilko! Dawno już nie pisałam ale na temat żywienia w placówkach mam pewną wiedzę. Jeśli chodzi o placówki publiczne to obwiniać należy samorządy, które idą na łatwiznę i tną koszty. Dosłownie zwalają koszty wyżywienia na rodziców. Likwiduje się przedszkolne i szkolne stołówki i zatrudnia firmy kateringowe, które mają wyższe ceny i podają syf w styropianach. Sprzęt kuchni został rozsprzedany za bezcen a kucharki zwolnione. Kilkanaście etatów mniej do utrzymania. W przedszkolu mojego syna kuchnia jeszcze jest. Do wyżywienia każdego dziecka dopłaca miasto. Koszt dziennego posiłku to dla mnie 3,50. Dużo zależy też od dyrektorów placówki i misji jaką sobie wyznaczy. Np czy skąpi na dzieci i zapycha je parówkami czy myśli o tym co jedzą. U mojego synka w celu „oszczędności” wymyślono podwieczorkowe i śniadaniowe szwedzkie stoły. Chodzi o to, że zachęca się maluchy do wybrania tylko tego co faktycznie zje:) Są to papryka, pomidor, ogórek, jajko, kawałeczki szynki, sera. Uważam, że to świetny pomysł! Nagrody daje się owszem ale w akcji: „Poznaje nowe smaki” są to naklejki za próbowanie i zjedzenie nowych nie lubianych wcześniej warzyw czy owoców oraz surówek. Nie uwierzyłabyś jak mój syn się rozsmakował w warzywach! Proponujcie takie rozwiązania w swoich przedszkolach! Słyszałam też ostatnio, że w jednej ze szkół Pani Dyrektor zorganizowała dostawy jabłek i marchwi z banku żywności i codziennie przez cały miesiąc dzieci robiły sobie na drugie śniadanie w całej szkole surówkę:) Widać więc wyraźnie, że to ludzie muszą działać mądrze! Myślę, że możemy o to zabiegać dla swoich dzieci w przedszkolach i szkołach!
    Emilko czytam Cię stale i stale jesteś dla mnie wzorem:) Moja córka ma już 8 lat. Ciągła praca z nią zdziałała cuda. Gdy czasami nie mam siły myślę o Tobie:) Ty wiesz jak smakuje każdy sukces chorego dziecka ale uczysz też, że nie ma rzeczy niemożliwych!
    Pozdrawiamy i całujemy od naszej ekipy!:) Gosia

  31. Musze przyznac, ze narasta we mnie cos w rodzaju irytacji na takich przedsiebiorcow, jak wlascicielka tegoz przedszkola. Czy wlasciciel takiej placowki nie jest zobowiazany trzymac si epewnych standardow ? Szkoda, ze nie podalas Emilio nazwy tego zakladu, bo az mnie rece swierzbia, zeby to gdzies zglosic.

    • Nazwy nie podam, gdyż nie chcę robić problemów ani właścicielce przedszkola, ani pracującym tam paniom (a zwłaszcza im, bo to przemiłe dziewczyny). Chcę jedynie, aby ktoś się w tym przedszkolu zastanowił nad podejściem, może nawet przestraszył, o ile będzie to impulsem do pozytywnych zmian w jadłospisie. Chcę również zwrócić uwagę na ten problem szerszej grupy ludzi, którzy czytają mojego bloga. Uważam, że żywienie śmieciowym jedzeniem jest problemem wielu placówek sprawujących opiekę nad dziećmi i dlatego trzeba nie bać się o tym mówić, a od przedszkoli należy wymagać określonego standardu.

      • Można znaleźć przedszkole z przyzwoitym jedzeniem i może to być jedzenie z cateringu. Może uda się z innymi rodzicami to zmienić? W przedszkolu mojej córki (niepublicznym) jest catering, zmieniony w trakcie roku szkolnego na lepszy przez właścicielkę w porozumieniu z rodzicami. Kilka razy miałam okazję widzieć obiad czy dostać na wynos jak córka wychodziła wcześniej, i jest naprawdę w porządku. A w ramach przekąski dzieci jedzą owoce -też osobiście widziałam odbierając córkę. Także się da! Mamo Laury, TY nie dasz rady tego zmienić? 😉

      • Kup właścicielce w prezencie książkę Julity Bator „Zmień chemię na jedzenie”. Tak po prostu…od serca…jako matka dbająca o zdrową dietę swojego dziecka. Jeśli jest rozsądną kobietą, to Ci potem podziękuje, bo książka jest świetna i „otwiera oczy” nawet największym wielbicielom nutelli 🙂
        Pozdrawiam z Wrocławia

  32. A ja w tej kwestii w pełni popieram Panią Emilię i gratuluję odwagi. Osobiście uważam, że temat fatalnego żywienia dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach jest bardzo ważny dla wielu rodziców i należy o tym mówić, mówić, mówić a nawet krzyczeć!!!
    Ja sama niejednokrotnie zastanawiałam się jak to jest, że placówki opiekuńcze i oświatowe dla dzieci muszą spełniać szereg wymagań np. sanitarnych, dotyczących kwalifikacji personelu itp. a jednocześnie jeśli chodzi o żywienie to panuje tzw „wolna amerykanka”. Przecież już od dłuższego czasu mówi się wręcz o epidemii otyłości wśród dzieci i nastolatków, lekarze i dietetycy biją na alarm, wskazując na szereg negatywnych dla zdrowia skutków karmienia dzieci śmieciowym jedzeniem. Nawet kilka dni temu słyszałam w wiadomościach, że polskie dzieci znajdują się w niechlubnej europejskiej czołówce jeśli chodzi o otyłość i nawyki żywieniowe. Przecież taka sytuacja będzie miała swoje dalsze opłakane konsekwencje dla tych dzieciaków i to nie tylko w sferze osobistej, ale też społecznej i ekonomicznej. Dla mnie jest wręcz skandalem, że do tej pory dopuszczano w szkołach sklepiki ze słodyczami, że nie ustalono odgórnie porządnych standardów żywienia dla przedszkolnych i szkolnych stołówek czy tez firm cateringowych dostarczających posiłki tego typu placówkom. I nie trafiają do mnie argumenty, że nie stać naszego państwa na zdrowe żywienie dzieci, bo po pierwsze przy odrobinie wysiłku można przygotować smaczny i zdrowy posiłek za rozsądną cenę, po drugie trzeba też wziąć pod uwagę, że wszyscy będziemy pon0nosić koszty leczenia coraz bardziej ociężałego i schorowanego społeczeństwa.
    Uważam, że jako rodzic mam prawo oczekiwać, że przedszkole, czy później szkoła będą mnie wspierać w staraniach o zdrowe żywienie mojego dziecka i wpajanie mu dobrych nawyków. Przyznam, że gdy szukałam w okolicy przedszkola dla mojego syna to oprócz zbierania opinii na temat atmosfery, nastawienia personelu do dzieci, oferty edukacyjnej itp. bardzo zwracałam uwagę na jadłospis przedszkola. Miałam to szczęście, że w mojej okolicy znajduje się publiczne przedszkole uczestniczące w programie „Zdrowy Przedszkolak”, które serwuje maluchom naprawdę fajne, zdrowe posiłki, a jednym z celów edukacyjnych tej placówki jest właśnie propagowanie wśród dzieci zdrowych nawyków żywieniowych. No ale właśnie… jeszcze raz podkreślę, że mogę się w tej kwestii uważać za szczęściarę, bo miałam takie przedszkole w okolicy i mój syn się tam dostał. Niestety, jak pokazuje przykład Laury czasami rodzice nie mają wyboru i są skazani na placówki, które zupełnie nie dbają o jakość jedzenia dla maluchów. Dlatego nie dziwię się oburzeniu Pani Emilii, natomiast bardzo dziwię się ignoranctwu ze strony dyrekcji przedszkola i nauczycielek.
    Może do personelu tego przedszkola (i wielu innych) trafiłby chociaż argument, że dzieci faszerowane zbyt dużą ilością słodyczy stają się nadpobudliwe i bardziej niesforne – udowodniono to podobno naukowo! Tak więc już z lekkim przymrużeniem oka proponuję uświadamiać nauczycieli i dyrekcję placówek oświatowych, że zdrowo żywione dzieci to nie tylko dzieci zdrowsze fizycznie, ale też szczęśliwsze i… grzeczniejsze;)

    Pozdrawiam serdecznie, zwłaszcza Laurę

  33. Czytam i czytam i chyba wybiorę się do przedszkola mojej córki z podziękowaniami!
    Obserwuję jadłospis, który przedszkole co tydzień wywiesza na tablicy ogłoszeń (podpytuję córkę o to, co jadła, więc wiem, że jest zgodny z prawdą) i przyznam, że mają tam zdrowsze żywienie, niż jest u nas w domu. Choć osławionej Nutelli moje dzieci na oczy nie widziały.
    Moja Maja chodzi do państwowego przedszkola. Dzieci często dostają ciemne pieczywo, dużo owoców i warzyw, w tym tygodniu będą samodzielnie przyrządzały własny posiłek, wcześniej robiły surówkę warzywną i szaszłyki owocowe oraz brały udział w święcie owoców i warzyw, podczas którego rozpoznawały różne owoce i warzywa, uczyły się o nich, zgadywały zagadki itp.
    Ja nie jestem wielką zwolenniczką zdrowego żywienia, ale z drugiej strony mam dzieci, które same z siebie uwielbiają warzywa i owoce, marchewkę wcinają w każdej postaci i codziennie, a mleko (od prawdziwej krowy z lokalnego gospodarstwa, nie sklepowy bardziew) piją litrami. W naszym domu jemy zarówno surówki i zieleninę, jak i naleśniki z dżemem i cukierki. Uważam, że jeśli coś jest smaczne (a zarówno ja jak i mój mąż jesteśmy wielkimi łasuchami i uwielbiamy słodycze), to dziecko też ma prawo od czasu do czasu to jeść. Nie pochwalam napychania dzieci słodyczami i śmieciowym jedzeniem, ale prawdę mówiąc jedyną osobą, którą znam i która tak robiła jest moja własna babcia, która w dzieciństwie karmiła mnie czekoladą i cukierkami, a potem była wielce zadziwiona, że nie chcę jeść zupki. Wszyscy nasi znajomi żywią dzieci w miarę rozsądnie, czyli po prostu nie przesadzają w żadną stronę. Ale jak wspomniałam, ja fanką zdrowego żywienia nie jestem, więc może inaczej na to patrzę.
    Natomiast myślę sobie, i naprawdę w to wierzę (choć na tej wierze już kilka razy się przejechałam, to nadal kurczowo się trzymam tego przekonania), że ludziom naprawdę wiele rzeczy da się wytłumaczyć, jeśli wypowiedź jest rzeczowa, spokojna i pokazuje, że dana osoba szanuje inne przekonania i poglądy. Wyobrażam sobie, co czuła pani Emilia widząc te rewelacje na talerzach i że nieszczególnie może miała ochotę być spokojna i wyważona, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, z iloma stresującymi i nieprzyjemnymi sytuacjami w życiu musiała się już zmagać. Ale potrafię sobie też wyobrazić, co czuła właścicielka przedszkola, która przeczytała ten post, zwłaszcza jeśli nie był poprzedzony rozmową przedstawiającą problem (może był poprzedzony, nie pamiętam).
    A na marginesie szczerze mówiąc bardzo mnie smuci fakt, że w komentarzach tyle razy i w różnych odcieniach pojawia się słowo „walka”. Ludzie, nie musimy ze sobą walczyć, naprawdę. Nie jesteśmy na wojnie. Wystarczy ze sobą rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. I szanować to, że inni mogą myśleć inaczej.

  34. Wydaje mnie sie sie ze „moda” na zdrowe zywienie nie jest jeszcze tak popularna stad takie jedzenie w przedszkolach. Wiekszosci rodzicow to nie przeszkadza, sama widze po moich znajomych ze daja dzieciom jedzenie nie patrzac co tak naprawde daja. Ja osobiscie zywie swoje dzieci zdrowo, ale moi znajomi sie dziwia np. ze jak proponuja moim dzieciom soczek ja prosze o wode dla nich.

  35. Pani Emilia jeżeli córka chodzi do przedszkola raz w tygodniu, to najlepiej zabierać swoje jedzenie i nie tracić energii na walkę z wiatrakami, skoro inni rodzice nic z tym nie zrobili, to może im to odpowiada?a córce powiedzieć że każdy ma wolną wolę jedni jedzą tak, a my jemy tak i nikt nikogo nie musi przekonywać do swoich racji. Z dyrekcją ustalić, że mała je własne posiłki i odliczyć je od opłat i po sprawie.

    • Masz rację Ula, bo na podstawie jednego dnia tak rozległa krytyka może być daleka posuniętą krótkowzrocznością, choć blog jest wtedy bardziej interesujący 🙂

      • jednego dnia owszem, ale dnia, gdzie nie tylko Emilia patrzyła ale i ROZMAWIAŁA z wychowawczyniami – mam wrażenie, że ten aspekt został przez niektórych pominięty, a chyba każdy się zgodzi, że po rozmowach nawet tego jednego dnia można się dużo dowiedzieć i zweryfikować swoje obserwacje

  36. Przerażające, że tak można karmić dzieci w przedszkolu. Dziwię się bardzo, że rodzice tych dzieci nie reagują, bo ja robiłabym awanturę, gdyby moje dzieci dostawały codziennie takie śmieciowe jedzenie!

    Ale może Emilka tak nie wygląda codzienny jadłospis, może akurat tak pechowo trafiłaś-wiesz, piątek bez mięsa i może stąd te nieszczęsne naleśniki? Wierzyć mi się nie chce, że kierownik przedszkola może dopuścić taką dietę dla swoich podopiecznych :-/ To nie ma już obowiązku zatrudniania dietetyka w przedszkolu?

    Brawo za odwagę, szkoda, że jednak większość ludzi to tchórze, którzy wolą się nie odzywać, bo tak wygodniej. (i nie piszę tego na podstawie komentarzy tu zamieszczonych, tylko tak z obserwacji życia wogóle)

    • Myślę sobie, że kierownik placówki może dopuścić, by takie maluchy wcinały nagminnie świństwa, bo niestety dziś liczy się po 1- wsze kasa, kasa, kasa, a nie dobro drugiego człowieka. To samo obserwuję w służbie zdrowia. Okropność. Takie rzeczy dlatego trzeba nagłaśniać, skłaniać do myślenia, refleksji. Nawet za cenę tego, że osoba taka stanie się obiektem ataków…. Kibicuję Ci Emilko i sądzę, że nie tylko ja 🙂 Na szczęście!

      • Ech… to temat rzeka. Jestem już po dłuuuuuuuugiej rozmowie z właścicielką przedszkola, bo mój wpis dotarł do niej lotem błyskawicy. Zanim cokolwiek o tej rozmowie napiszę na blogu, muszę się mocno zastanowić, jak to ubrać w słowa 🙂 Konsekwencje pisania tego bloga czasem przerastają wszelkie moje oczekiwania, o czym dziś sie przekonałam – w każdym razie mimo konsekwencji przekonałam się, że warto było ten post zamieścić. Ale o tym to już napiszę kiedy indziej.

        A wracając do żywienia, to uważam, że ogólnie w przedszkolach bywa bardzo źle. Drugi temat rzeka do żywienie w szpitalach – tym tematem z pewnością też