O edukacji Laury i o tym, że Newton też była kobietą :)

Autor: Emilia, mama Laury Data: Luty 16, 2017 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 66

Zima jeszcze się nie skończyła, mimo to ja już przeskakuję kolejne pory roku, sięgając wzrokiem aż do jesieni. To czas rozpoczęcia przez Laurę nauki szkolnej, a ja muszę myśleć z dużym wyprzedzeniem, jeśli chcę jej to umożliwić. Obecnie córka odbywa indywidualne nauczanie. Polega to na tym, że przechodzi zerówkę w warunkach domowych, a nauczycielka przyjeżdża do naszego domu dwa razy w tygodniu. Jednak do pierwszej klasy Laura chciałaby już iść wspólnie z rówieśnikami – to jest obecnie jej największe marzenie.

Niestety, umieszczenie Laury w szkole, wiąże się z wieloma przeszkodami, które trzeba będzie rozwiązać. Najważniejsza jest potrzeba zapewnienia jej bezpieczeństwa zdrowotnego na terenie placówki, ponieważ choroba Laury bywa naprawdę zdradziecka i w określonych sytuacjach może doprowadzić do nieodwracalnego w skutkach niedotlenienia mózgu. Może na przykład spaść jej saturacja do niebezpiecznego poziomu, a postronne osoby prawdopodobnie nawet tego nie zauważą. Może też oderwać się wydzielina w rurce tracheo i zatkać ją, powodując przyduszanie się dziecka – takie sytuacje już przechodziliśmy. Wówczas trzeba natychmiast udrożnić rurkę specjalnym ssakiem. Może też się zdarzyć, że córka podczas zabaw z innymi dziećmi upadnie, uderzy się i straci przytomność – zwykłe z pozoru omdlenie, dla Laury oznacza natychmiastowe ustanie funkcji oddychania i oczywiście tragiczne w skutkach konsekwencje. Mogą też zaistnieć inne nieprzewidziane okoliczności, dlatego zawsze musi być blisko córeczki osoba gotowa do podjęcia reanimacji czy po prostu podłączenia jej do respiratora. Ponadto Laura wciąż zmaga się z chorobą Hirschsprunga, dlatego potrzebuje pomocy opiekuna podczas częstego korzystnia z łazienki, a także wymaga kontroli spożywanych pokarmów.

Niestety, obecnie nie mamy nikogo, kto mógłby spełniać rolę asystenta zdrowotnego córki. Czyli posiadałby na tyle dużą wiedzę medyczną dotyczącą rzadkich chorób Laury i umiejętność odpowiedniego reagowania w sytuacjach kryzysowych, abyśmy odważyli się powierzyć mu nasze dziecko. W związku z tym podjęłam decyzję, że od września, początkowo dwa razy w tygodniu, sama będę jeździć z Laurą do szkoły, aby zabezpieczać jej życie i zdrowie. Zaś w pozostałe dni, córka będzie uczyła się indywidualnie. W trakcie trwania lekcji, nie będę jednak przebywać z nią w klasie, ponieważ zależy mi, aby Laura mogła się usamodzielnić, oderwać od ciągłego nadzoru rodziców, uspołecznić i funkcjonować w grupie rówieśniczej na tych samych warunkach, co inne dzieci. Dla jej dobra, pragnę odciąć ją od pępowiny, dlatego staram się o nauczyciela wspomagającego na czas tych zajęć lekcyjnych. Chciałabym, aby była to ta sama zaufana nauczycielka, która pracuje z Laurą indywidualnie już od kilku lat.

Przed nami reorganizacja naszego życia. Trzeba będzie pogodzić wyjazdy z Laurą do szkoły i na terapię logopedyczną, z zapewnieniem opieki młodszej siostrze, z ustaleniem nowych godzin pracy Kuby oraz z utrzymaniem sklepu MamaPlus.pl. To spore wyzwanie, zwłaszcza, że przez kilka lat życia z chorobą, zdążyliśmy już sobie to wszystko precyzyjnie poukładać. Teraz trzeba będzie zacząć od nowa.

Poza tym, pozostają jeszcze do załatwienia rozmaite formalności, a jest ich co nie miara. Aby Laura miała naukę i terapię na warunkach, jakie sobie wymarzyłam, muszę postarać się w Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej o dwa orzeczenia – o nauczaniu indywidualnym oraz o kształceniu specjalnym. Muszę też przedłużyć dla córki status niepełnosprawności sprzężonej, co wymaga badań u lekarzy specjalistów i otrzymania od nich odpowiednich zaświadczeń lekarskich. A na koniec rzecz najtrudniejsza – muszę przekonać naszą gminę, aby zgodziła się przekazywać środki pieniężne na rzecz kształcenia Laury do innej gminy – tam, gdzie udało się znaleźć otwartą na nasze potrzeby szkołę, z nauczycielem zaufanym i odpowiednio zaznajomionym z chorobami Laury. Przede mną pisanie wniosków, uzasadnień, zdobywanie zaświadczeń i spotkania z przedstawicielami lokalnej władzy – wierzę, że zwieńczonych sukcesem. Od zawsze borykam się z faktem, że choroba Laury jest zbyt rzadka, aby jakikolwiek ustawodawca przewidział dla niej sposób działania, leczenia czy kształcenia. Muszę więc o wszystko zabiegać indywidualnie, śledząc aktualne przepisy prawne, licząc na własną siłę przebicia oraz na dobrą wolę ludzi, których spotykam na swojej drodze. Na szczęście, jak do tej pory, żadnej z tych rzeczy mi nie zabrakło – zwłaszcza dobrej woli innych.

Jest jeszcze jedna sprawa, która spędza mi sen z powiek – dekaniulacja Laury. Mieliśmy z Kubą wielkie plany, aby zlikwidować córce tracheostomię przed pójściem do szkoły, a zamiast niej używać masek do nieinwazyjnej wentylacji. Jednak im bardziej zbliżał się ten termin, im wnikliwiej obserwowaliśmy Laurę, tym więcej watpliwości nas nachodziło. Zauważyliśmy, że ze względu na chorobę Hirschsprunga (problemy z pracą jelit), Laura w nocy śpi bardzo niespokojnie, wielokrotnie zmienia pozycje, wygina ciało niczym mistrz jogi, wierci się, wybudza i nierzadko odłącza od respiratora. Przy takich niekomfortowych warunkach snu, zastosowanie masek mija się z celem, gdyż aby człowiek dobrze wentylował się na masce, musi spać spokojnie i w miarę nieruchomo. W przeciwnym razie maska zsuwa się, dochodzi do przecieków powietrza, zaburzeń wentylacji i notorycznych alarmów aparatury. Obserwując, jak niespokojnie Laura sypia, dotarło do nas, że przestawienie jej w tym momencie na maski mogłoby zmienić zarówno jej, jak i nasze noce w prawdziwy koszmar. Alarmy z pewnością włączałyby się non stop. W tej sytuacji pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość i poczekać jeszcze ze dwa lata, aż choroba Hirschsprunga w końcu odpuści. Lub też zebrać górę pieniędzy i wykonać Laurze operację wszczepienia rozrusznika przepony – ale i do tego pomysłu nie jesteśmy przekonani, o czym już kiedyś szczegółowo pisałam. Trwamy więc w zawieszeniu i czekamy z decyzją jeszcze jakiś czas, ponieważ boimy się cokolwiek robić pochopnie.

Właśnie tak te wszystkie najważniejsze kwestie wyglądają z mojego punktu widzenia. Na szczęście punkt widzenia Laury jest diametralnie różny, ma ona odmienne priorytety, a jej głowę zaprzątają zgoła inne problemy. Na przykład takie, jak nadchodzący bal karnawałowy i konieczność przebrania się za swojego nowego idola. W tym roku Laura bez żalu porzuciła dawną fascynację Kopernikiem i zażyczyła sobie kostium na wzór nowej wielkiej miłości – Izaaca Newtona, o którym nieustannie czyta, mówi i śni! Następnie poprosiła o „profesjonalną” sesję zdjęciową, upamiętniającą jej przeistoczenie. Obu tych rzeczy oczywiście się podjęłam, a efekt możecie obserwować na załączonych obrazkach – przyznacie chyba, że damska wersja Newtona jest znacznie ładniejsza od oryginału. 😉

W związku z powyższym muszę podziękować mojej siostrze Oli za pożyczenie i przysłanie z drugiego końca Polski spodni od chłopięcego garnituru. A także jej sąsiadce za przysłanie chłopięcej kamizelki. Następnie muszę podziękować mojej sąsiadce Wioli za pożyczenie lokówki do włosów. A na koniec wyrazić wdzięczność Powiatowemu Zespołowi Kształcenia Specjalnego w Wejherowie za zaproszenie na bal! Wspólnymi siłami Laura została uszczęśliwiona!!! 🙂  Tutaj 1% dla Laury.

W hołdzie dla Izaaca Newtona

Z cyklu wielcy i sławni - Izaac Newton

Laura jako Izaac Newton

Strój karnawałowy Izaac Newton

Bal karnawałowy - Izaac Newton

Prawo powszechnego ciążenia

Kostium karnawałowy Izaac Newton

Bal przebierańców - Izaac Newton

Laura robi miny

Laura w tańcu

Bal karnawałowy - Izaac Newton

Przebranie na karnawał - Izaac Newton

PS.

A na koniec jeszcze kilka obrazków zimy, widzianych moim okiem. Na zimę w tym roku czekaliśmy długo, przyszła do nas na bardzo krótko, ale za to było piękna!!!

Zimowy krajobraz - jak w bajce

Pada śnieg

Śnieżynki

Zima w moim ogrodzie

Zimowy krajobraz

Zimowa pocztówka

Śnieg

Zimowy zachód słońca

komentarzy 66

  1. Od dawna już nie pisałam żadnych komentarzy, ale tym razem czuję potrzebę zabrania głosu w kwestii zarzutów stawianych Pani Emilii o to, że się zmieniła.
    Każdy kto czytał bloga od początku zdaje sobie sprawę w jakich okolicznościach wziął swój początek. Pani Emilia zaczęła go pisać, jako młoda matka, rodząca swoje pierwsze dziecko i dowiadująca się, że jest ono chore może nie letalnie, ale na choroby stanowiące bezpośrednie zagrożenie życia. Do tego w krótkim czasie traci pracę, a jej małżeństwo się rozpada, a ona sama przeżywa na pewno traumy związane z kolejnymi operacjami swojego malutkiego dziecka. To są wydarzenia, które każdego by zmieniły, które zmieniają człowieka i jego podejście do wielu spraw i siłą rzeczy osoba, która to przetrwa i wyjdzie z tego obronną ręką nie jest taka sama jak na początku. Dziś Pani Emilia jest też na pewno w innym punkcie życia – jest starsza, ma bagaż doświadczeń, będących tylko jej udziałem, jest szczęśliwą matką dwóch wspaniałych dziewczynek, żoną i jak mniemam spełnioną kobietą świadomą swojej wartości. Jednak ludzie postronni często mylą poczucie własnej wartości z zarozumialstwem, a pewność siebie nazywają bezczelnością i impertynencją, zaś stawianie jasnych granic i asertywność biorą za chamstwo. Bo tak łatwiej. Mam takie niejasne wrażenie, że to trochę nasza cecha narodowa. Łatwiej współczuć osobie załamanej, zdruzgotanej, borykającej się z gigantycznymi problemami, takiej , której jest zdecydowanie gorzej niż nam. Znacznie trudniej przyjąć do wiadomości, że zadbana, zaradna, uśmiechnięta kobieta nadal ma bardzo ciężko chore dziecko, o którego normalne życie musi walczyć każdego dnia i mimo wszystko wymaga współczucia i pomocy, bo oby nikt nigdy nie musiał zmagać się z takimi chorobami z jakimi każdego dnia bierze się za bary Laura.
    Dlatego czasem nasuwa mi się myśl, że stare powiedzenie o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie powinno zostać rozszerzone o stwierdzenie, że prawdziwi przyjaciele umieją cieszyć się twoim szczęściem z twoich sukcesów.
    Siły do walki o jakkolwiek pojętą normalność życzę i jak najwięcej życzliwych ludzi wokoło siebie.
    Pozdrawiam

    • Pani Magdo, bardzo, bardzo Pani dziękuję za ten komentarz. Za czas poświęcony na jego napisanie i za wsparcie, które z niego bije. Ma Pani rację – przyjaciół poznaje się nie tylko w biedzie, ale i w szczęściu – bo tylko prawdziwi przyjaciele potrafią cieszyć się cudzymi sukcesami. Niestety, dużo prawdy jest w tym, że wielu ludzi współczuje i deklaruje wsparcie, gdy ktoś ma znacznie gorzej od nich, ale przestają wspierać, gdy biedna ofiara losu wyjdzie ze swojej roli. Co jakiś czas na tym blogu zdarzają się komentarze z wyczuwalną pretensją, że ja się zmieniłam, że blog się zmienił i tak dalej. Czekam, aż pojawią się pretensje do Laury, że i ona się zmieniła 😊 Tak, jakby niektórzy chcieli ją oglądać wiecznie w szpitalu a mnie wiecznie cierpiącą. Ale mowy nie ma – to już nie wróci! Laura, mam nadzieję, będzie coraz zdrowsza i coraz bardziej samodzielna. A ja coraz bardziej spokojna. I owszem po prawie 7 latach pisania tego bloga i walki o każdy oddech Laury bardzo się zmieniłam. Wspólnie z Kubą poukładaliśmy nasze życie, ja stałam się silniejsza, bardziej zdecydowana, przekonana o słuszności swoich wyborów i o własnej wartości, bardziej odporna na opinie innych i o kilka lat bardziej doświadczona. I obawiam się, że z każdym rokiem będę zmieniać się nadal, bo pracuję nad sobą i chcę w sobie tych kolejnych zmian. Jeśli komuś to nie odpowiada, to trudno – jest to problem wyłącznie tej osoby. Pozdrawiam i raz jeszcze bardzo Pani dziękuję!

    • Pani Magdo, nie mogłabym tego lepiej ująć…Też jestem tu od początku i nie mogę się nadziwić, że zdarzają się jeszcze czytelnicy, którzy zdają się mieć pretensje o to, że Pani Emilia jest piękną, spełnioną, szczęśliwą kobietą, a Laura, mimo swej choroby, rozwija się wspaniale…Przecież to cudowne! Mam wrażenie, że niektórzy woleliby czytać o kolejnych dramatach tej rodziny…No cóż, dziwny jest ten świat, ale ja, wbrew logice, wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej:-) I takich właśnie życzę Pani Emilii!

  2. O rety jaki super strój pewnie zrobił furorę. Moją 14-letnią córkę zachwycił. Pozdrawiam wiosennie.

  3. Piękne zdjęcia małej, pogodnej kobietki, na której twarzy nie ma śladu tego, co już dotychczas przeszła. Laurko, życzę Ci nieustannego zachwytu nad otaczającym światem! 🙂 Trzymam kciuki Emilio za „projekt szkoła”. Już nieraz udowodniliście, że dla Was nie ma rzeczy niemożliwych 😉

  4. Pani Emilio, ja tak trochę z innej strony, nie wiem, czy już ktoś o tym pisał. Rozumiem, że jako matka niepełnosprawnej córki marzy Pani o tym, by Laura poszła do szkoły jak inne dzieci, a dla Laury szkoła to marzenie. I że chce Pani spełnić to marzenie, choć droga jest trudna. Z jednej strony rozumiem to i szanuję, ale chciałabym napisać od siebie: polska szkoła w obecnym kształcie jest nie tylko zbędna dla dziecka, ale też może być szkodliwa i nie jest to miejsce, za którym należy tęsknić. W Polsce tysiące dzieci co roku rezygnują ze szkoły na rzecz nauczania domowego, w domowych grupach, alternatywnego. O szkodliwości szkoły napisano wiele książek (John Holt „Zamiast edukacji”, Peter Gray „Wolne dzieci”, Neill „Nowa Summerhill”). Jak czytam o tych warunkach do spełnienia, żeby Laura poszła do szkoły, to zastanawiam się, czy warto. W duchu podejrzewam, że po krótkim czasie obie z ulgą opuścicie ten przybytek wątpliwego rozwoju. Dzisiejsza szkoła nie jest dobrym miejscem dla dziecka. Nie wspiera tego co ważne, zabiera często to, co najważniejsze. Ocenianie, motywacja zewnętrzna, równanie do przeciętnego poziomu – to zabija kreatywność. Laura ze swoją wiedzą nie będzie pożądaną uczennicą, zbyt się wyróżnia, a ceniona jest przeciętność. Najbardziej entuzjastycznie nastawione dzieci zwykle po roku szkoły są zniechęcone i nie cierpią swoich podręczników. Podsumowując: optymistyczne jest to, że w domu można stworzyć dziecku optymalne warunki do rozwoju, socjalizacji, edukacji. Proszę poczytać o edukacji domowej. Pozdrawiam serdecznie.

    • Pani Olu, ja to wszystko wiem i w wielu kwestiach się z Panią zgadzam. Swego czasu również zastanawiałam się nad edukacją domową. Jednak dla Laury niezwykle ważny jest kontakt z rówieśnikami, o który ona sama bardzo zabiega. Laura ze względu na chorobę, ze względu na potrzebę zachowania jej bezpieczeństwa, była chowana w pewien sposób pod kloszem. Ona teraz musi iść do grupy nie dlatego, aby się w szkole czegoś nauczyć, tylko… aby nauczyć się, jakie są inne dzieci. Laura musi umieć funkcjonować w grupie rówieśniczej, poznać zarówno zalety jak i wady tych kontaktów. Zresztą to jest obecnie jej marzenie. Edukacja Laury z pewnością nie ucierpi. Po pierwsze do szkoły będzie chodziła tylko 2 razy w tygodniu. Po drugie ja i mąż dokształcamy Laurę w domu na własną rękę, przy okazji sami się dokształcając. Już teraz poruszamy z córką kwestie naukowe jak fizyka, astrofizyka, biologia, ewolucja; kwestie kulturowe – jak wiedza o różnych tradycjach, religioznawstwo, obyczaje z różnych stron świata; kwestie historyczne oraz etyczne. Jak na swoje 6 lat Laura ma sporą wiedzę o świecie, a rozmowy, jakie prowadzimy w domu, pobudzają ją do dalszych poszukiwań. Tak naprawdę sposób, w jaki rozmawiamy z dzieckiem, napędza jego ciekawość świata, mobilizuje do zadawania pytań, samodzielnego myślenia i kwestionowania. Mamy zamiar jako rodzice to kontynuować, dlatego naprawdę nie martwię się o edukację Laury i jestem pewna, że szkoła jej nie zaszkodzi. Robimy z nią indywidualnie tyle rzeczy, że z pewnością nie ucierpi w standardowym systemie nauczania. A jeśli w przyszłości Laura nie będzie się w szkole czuła dobrze, to zawsze będzie mogła przejść do nauczania domowego – nic nie stoi na przeszkodzie. Pozdrawiam serdecznie.

      • Dzieci są odbiciem swoich rodzicow. Szkoła jest odbiciem w pewnym sensie życia w społeczeństwie. Czy to się komuś podoba czy nie, trzeba nauczyć się funkcjonować w szkole, w społeczeństwie. Życzę Laurze żeby opanowała te sztukę, nie załamywały ją przeciwności losu. By w szkole poznała fajne koleżanki, nawiązała przyjaźnie bo to w życiu bardzo ważne.

      • Pani Emilio, ale ta mityczna socjalizacja w szkole też nie jest ani niezbędna, ani dobra. Czy dzieci są tylko w szkole, że trzeba tam iść, żeby być w grupie? Klasa dzieci w szkole to środowisko skrajnie nienaturalne: w żadnej pierwotnej kulturze nie było takiego grona rówieśników pozbawionego dzieci w innymi wieku. Naturalnym i dobrym środowiskiem wzrastania dziecka są małe grupy różnowiekowe. Dzieci w szkole się nie socjalizują a desocjalizują, bo niestety otoczenie temu sprzyja: uczą się rywalizacji zamiast nie współpracy, przemocy (w najróżniejszych biernych i czynnych przejawach), wypierania emocji (bo inne dzieci wyśmieją), wykluczanie, dręczenie kozła ofiarnego – oto co obserwują dzieci na każdej przerwie. I naprawdę nie uczy to wrażliwości czy miękkich kompetencji.
        Dzieciom brakuje często podstawowych kompetencji społecznych (większości nauczycieli także), więc nie mogą się ich od siebie uczyć. Kompetencji społecznych możemy się uczyć od kogoś, kto ma je na wyższym poziomie niż my sami, czyli najczęściej dzieci młodsze od starszych.
        Jak już Pani pożegna się ze szkołą, to polecam małą, nieformalną grupę edukacji domowej: grupka dzieci spotyka się w bezpiecznym gronie. Dzieci młodsze uczą się od starszych, jest jakiś mistrz-przewodnik po świecie nauki, starsze dzieci opiekują się młodszymi.
        Szkoła-moloch może nauczyć Laurkę jedynie tego, jak się nie zachowywać wobec innych ludzi. To w sumie też cenne.

    • Moim zdaniem rola szkoły to w 20% przekazywanie wiedzy, a w 80% nauka obcowania z innymi ludzmi, nawiazywania przyjazni, radzeniu sobie z ewentualnym mobbingiem i innymi patologicznymi zachowaniami, przed którymi czlowiek się nie ustrzeże… Jak dziecko pomyslnie przejdzie szkołę zycia jaką jest obcowanie z setkami rowiesnikow, gdzie tworzy się setka konfliktów, agresji, sytuacji gdy trzeba bronic swojego zdania, byc asertywnym, to nic juz takiego czlowieka nie złamie w dorosłym zyciu. Moim zdaniem relacje dzieci są milion razy trudniejsze niz relacje dorosłych, którzy jednak się kontrolują (muszą). Natomiast dzieci bywają bezwzględne, nie cenzurują swoich słow i zachowań. Obecnie dzieciaki mają mnostwo zrodeł ksztalcenia (korepetycje, TV, Internet, ksiazki, rodzice, itd) i myslę, że szkoła dostarcza im ułamek wiedzy, którą w ogole zdobywają. Nigdzie jednak nie będą mogly tak potrenować swojego czlowieczenstwa, radzenia sobie ze stresem, zadaniami, presją, złymi ludzmi jak w grupie kilkuset osob, jaką tworzy szkoła.

  5. Przecudnej urody zdjęcia! Szczególnie te zimowe. Brawo!

    • Pięknie dziękuję!

  6. Witam serdecznie jestem mamą Franka który też jest chory na CCHS od 5 lat ma nauczanie indywidualne w domu jesteśmy bardzo zadowoleni .Franek uwielbia swoją Panią. Nauczycielka będąc częstym gościem u nas wiele się nauczyła także zostawiamy już Franka samego z Panią. Mieliśmy dylemat czy nie posłać go do szkoly niepublicznej ale stwierdzilismy że jest za duże ryzyko. Jedyny minus to przejść co roku Poradnie Psych. Pozdrawiam serdecznie mama Franka

    • Dziękujemy i również Was serdecznie pozdrawiamy! My także zastanawialiśmy się nad nauczaniem indywidualnym, jednak Laurę tak ciągnie do dzieci, tak bardzo marzy ona o szkole, że byłaby takim rozwiązaniem unieszczęśliwiona. Dlatego zdecydowaliśmy się na rozwiązanie mieszane – 2 dni w szkole (ja będę w pobliżu) + nauka indywidualna w pozostałe dni.

  7. Mój syn po siostrach ma masę różowych rzeczy: kaski,rowery,zabawki. W kasku jeździ codziennie na rowerze w pirata. Uwielbia star wars. Ma 3 lata i nie chcę go szufladkować tylko ze względu na różowy kask. Laura niech robi co chce. Tylko teraz może.

  8. Dawno nie widziałam, tak zarozumiałej Kobiety…kasy już nie potrzebujesz na Laurkę, to Twoje wpisy są żenujące…, przeczytaj wcześniejsze wpisy…

    • Nie do końca rozumiem, do czego pijesz. Jeśli do postów na moim blogu, to kompletnie nie wiem, o co Ci chodzi. Jeśli natomiast do mojego sposobu komentowania postów, to już śpieszę wyjaśniać:

      Możesz to nazywać zarozumiałością, jeśli tak Ci wygodnie, proszę bardzo. Ja to nazywam granicą, której nie pozwalam przekroczyć anonimowym internautom. Ludzie, zazwyczaj bez podania imienia i nazwiska, bardzo lubią wydawać stanowcze osądy o cudzym życiu i produkować szybką krytykę – od krytyki kostiumu karnawałowego zaczynając, na osądzaniu mojej osoby kończąc. To wolni ludzie, więc mają prawo wyrażać swoje zdanie. Ale ja mam takie samo prawo się z ich zdaniem nie zgadzać.

      Pieniędzy na Laurę potrzebuję jak najbardziej, dlatego też proszę o przekazywanie dla niej 1% podatku. Oczywiście to tylko dla chętnych. Ale to, że proszę o pomoc dla chorej córki, nie oznacza, że muszę się godzić na każdy komentarz, który zostanie tu napisany. Pozdrawiam.

    • Szybko mój wpis „przekazałaś”…ale z fajnej ,skromnej Emilki,która walczyła o zdrowie i życie Córeczki, przeistoczyłaś się w zarozumiałą babę, która wszystko wie NAJLEPIEJ…trochę szkoda, bo jestem, z Tobą od początku…

      • Mam nadzieję, że wyrzucając z siebie negatywne emocje i kierując je w moją stronę, poczułaś się znacznie lepiej – jeśli przyczyniłam się do polepszenia Twojego samopoczucia, to jest mi z tego powodu bardzo miło.

        Niestety, obawiam się, że nie mogę kontynuować tej polemiki. Mam żelazną zasadę, aby nie wdawać się w dyskusję z ludźmi, którzy traktują mnie epitetami. Wybacz. Miłego wieczoru.

    • Oburzona to typ kobity, ktora lubi inne kobiety tylko wtedy jak mają bardzo złą sytuację zyciową (chore dziecko, rozwod, problemy z pieniedzmi). Jak tylko te kobiety wyjdą na prostą – są usmiechniete, zadbane wizualnie, mają firmę, ciezko pracują i zarabiają pieniadze, są spelnione w nowym malzenstwie, dziecko pomalu zdrowieje i pojawia się drugie, fajne dziecko – to zaczynają nienawidziec… Bo straciły „przewagę”, bo zostaly wyprzedzone przez kogos dynamicznie się rozwijajacego i kreujacego swoj los. Takie Oburzone uwielbiaja kibicowac tylko ludziom w tarapatach, gdy czują się od tej osoby „lepsze”

  9. Pani Emilko mam do pani jako autorki prośbę od mojej córki. U nas nie było tak pięknej zimy i córce bardzo się podobają zimowe krajobrazy. Chciałaby sobie zrobić zdjęcie zdjęcia telefonem ☺ i ustawić jako tapetę blokady, ale nie chce „bez zgody fotografa”. Obiecałam, że fotografa zapytam. Zdjęcie, na którym jej zależy to roślinki na śniegu.
    Pozdrawiam

    • Nie ma problemu 😊

  10. Witam,
    od kilku lat pracuję w szkolę i trochę orientuję się w temacie. Jeśli mogę coś podpowiedzieć, to według mojego stanu wiedzy wcale pani nie musi przekonywać gminy, aby przekazywała pieniążki na edukację Laury do gminy, w której córka będzie się kształciła. Subwencja trafia do organu prowadzącego, w obwodzie, którego dziecko faktycznie chodzi do szkoły. Owszem jest to wielka pokusa, bo kwota o wiele większa, niż przysługująca zdrowym dzieciom, ale pieniądze przyznaje Ministerstwo w oparciu o dane przekazane ze szkół.
    http://rownaszansa.pl/co-powinienies-wiedziec/obowiazki-placowki-edukacyjnej-wobec-dziecka-z-orzeczeniem-o-potrzebie-ksztalcenia-specjalnego/
    Ma pani prawo zapisać dziecko do wybranej przez siebie szkoły i to wcale nie musi być szkoła znajdująca się na terenie gminy, w której pani zamieszkuje, a jak już wspomniałam subwencja „idzie” za uczniem.
    http://www.infor.pl/prawo/dziecko-i-prawo/edukacja/285197,Jak-zapisac-dziecko-do-szkoly.html
    pozdrawiam i życzę powodzenia

    • Bardzo, bardzo dziękuję za cenne informacje!!! Wprowadzono mnie w takim razie w błąd, ale teraz już wiem, co robić 😊👍

      • Nie ma za co, cieszę się, że mogłam pomóc ☺

  11. a ja chcę tylko napisać że bardzo się cieszę że u was wszystko w porządku i że trzymam kciuki żeby plany się udały. Laurka bez ząbków czad :D. czekam aż mojej wylecą ale nie chcą :P. Pozdrawiam

  12. Zgadzam się z Mamą Aspergera. To my dorośli piętnujemy inność, odciagamy dzieci „nie baw się, bo dziwnie chodzi, mówi, siedzi,ubiera się, …”. A dzieci nie wiedzą czemu, ale izoluje, szykanują, wyśmiewają, bo skoro moja kochana mama, babcia, ciocia, mój kochany tata, dziadek, wujek tak robią, to ja też muszę. Zacznijmy zmieniać świat na lepsze od siebie. Inność akceptujmy, pozwólmy na różnice, a przestańmy tolerować chamstwo.
    Pozdrawiam

    • Otóż to! ❤

      • Dziękuję w imieniu córki.
        Pozdrawiam ☺

    • Starsze dzieci niestety same zauważają i piętnują inność, taka jest rzeczywistość i koloryzowanie i wmawianie sobie ze tak nie jest nic nie zmieni.

      • Owszem zmieni. Już się to zmieniło na lepsze. Wystarczy sobie porównać, jak wyglądało nastawienie do inności 20 lat temu, a jak wygląda teraz. Zmiany są widoczne. Niestety następują powoli, między innymi przez myślenie, że nie warto się starać, bo to niczego nie zmieni. Zmieni i zmienia, ale to zależy od nas i od tego, jaki przykład będziemy dawać dzieciom. Pani ma prawo mieć postawę konformistyczną, jeśli tak Pani dobrze – i uczyć dzieci, aby myślały, wyglądały i zachowywały się tak, aby przypodobać się większości. Ja mam prawo mieć postawę odmienną. Pani ma prawo krytykować mój sposób wychowania dzieci, a ja mam prawo tę krytykę ignorować i wychowywać potomstwo zgodnie z ważnymi dla mnie wartościami. Pozdrawiam

      • Dzieci osób, które anonimowo wylewają żale w internecie może tak…Dzieci osób, które uczone są, że możemy się pięknie różnić na pewno nie…Ja osobiście byłabym zachwycona i zaszczycona, gdyby moi synowie mogli się uczyć z tak inteligentną, empatyczną dziewczynką jak Laura. Zdecydowanie wolałbym ją, jako koleżankę moich chłopców, niż jakiegoś Alanka czy Brajanka, którego jedyną zaletą byłoby niewyróżnianie się z tłumu…A przy okazji melduję wykonanie zadania – 1%, jak co roku, przekazany na małego Newtona:-)!

        • Dziękujemy pięknie za 1%!

        • ty może tak, ale to dzieci dobierają sobie kolegów, pytanie, kogo oni wola?

          • Moje dzieci mają różnych kolegów, także niepełnosprawnych. Nigdy nie wpływałam na ich wybory, choć z drugiej strony, nigdy też nie pozwoliłabym, aby któryś z nich piętnowało „innego” kolegę czy koleżankę. Na szczęście, nie było takiej potrzeby – myślę, że to kwestia wychowania. Pan/Pani najwyraźniej wychodzi z założenia, że tylko osoby o identycznych jak Pan/Pani statusie społecznym, wykształceniu, wyznaniu, rasie, orientacji seksualnej mogą się z Panem/ Panią przyjaźnić. Skoro identyczną zasadę stosuje Pan/Pani w wychowaniu swoich dzieci, to…głęboko im współczuję…Pracuję w szkole, dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych mają prawa, których nikt, nawet osoby Pana/Pani pokroju, nie może im odebrać. Tyle w temacie…

          • Dzieci to nie jest jakiś odrębny gatunek zwierzęcia o specyficznych cechach, tylko najmłodsi ludzie. 🙂 I jak każdy człowiek, dobierają sobie przyjaciół nie według długości palców, koloru oczu czy włosów, tylko według podobieństwa psychologicznego, zbliżonego poczucia humoru itd. Z tego względu WOLĄ ludzi (dzieci), w towarzystwie których czują się dobrze – i tyle. Nic do tego nie ma wygląd, wzrost, szybkość przemieszczania się czy inne cechy fizyczne.
            Co mówię z własnego doświadczenia, bo mówiąc wprost – urodziłam się z widocznymi wadami fizycznymi, które w Twoim pojęciu powinny mnie wykluczyć ze społeczeństwa, bo wszyscy powinni mnie unikać. A jakoś nigdy w życiu nie miałam tego problemu – ani w młodszej podstawówce, ani na studiach, ani w pracy. Wprost przeciwnie, zawsze miałam liczne towarzystwo, a sytuacje z dziwnym podejściem osób postronnych spokojnie mogę policzyć na palcach przez te 50+ lat. To nie fizyczność się liczy w kontaktach międzyludzkich – w przeciwnym razie tylko aktualna Miss World miałaby szansę na jakąkolwiek przyjaźń, bo cała reszta ludzi ma jakieś, mniejsze czy większe, wady fizyczne.

        • Wymądrza się pani na temat piętnowania inności, a sama pani złośliwie obraża dzieci, którym rodzice nadali imię Alan czy Brajan. I jeszcze jedno : jak się daje pięniądze na cel charytatywny to się o tym nie krzyczy wszem i wobec, tylko robi się to po cichu.

          P.S. Ja też uważam, że każdy powinien żyć tak jak chce, a dzieci powinniśmy uczyć, że bycie innym to powód do dumy, a nie do wstydu. Jednak złośliwe naśmiewanie się z imion dzieci świadczy o tym,że niczym nie różni się pani od tych, od których chciałaby pani się różnić.

          • Pani Wioletto, o gustach się nie dyskutuje, a mnie po prostu pretensjonalne, obcojęzyczne imiona się nie podobają. Chyba mogę wyrazić swoją opinię, prawda?Jeśli zaś chodzi o 1% procent dla Laury, to wiedzą o nim tylko moja księgowa i anonimowi czytelnicy tej strony (także Pani), którzy, mam nadzieję, pójdą za moim przykładem. Zresztą nie widzę w tym nic wstydliwego…

    • Powiem tak w zerówce u syna wybuchła afera…
      Dziewczynka z grupy bawiąc się na placu zabaw wspolnie z młodszymi dziecmi,podbiegła do młodszej koleżanki 3 letniej i jak ona wyszła z piaskownicy otrzepała jej osobiście stopy z piasku i włożyła buci. Wszystkie panie przedszkolanki były wzruszone 6 latka pochwalona za empatię czułość chęć pomocy mniejszemu…EFEKT?
      Afera w przedszkolu doniosło się aż do dyrekcji bo co? ktoś zgadnie dlaczego?
      Bo fujjjjjjjjj pozwolono mojemu dziecku aby wycierało młodszemu stopy!!!? Skandal… STOPY.Koszmarna zniewaga.
      Kto tu postąpił nie tak? Dziecko czy dorośli.
      Pani Emilia ma rację każdy ma prawo robić jak chce wychowywać ja wolę aby moje dziecko otwierało dziewczynkom i sąsiadkom drzwi, mówiło proszę dziękuję, pasjonowało się czymś więcej i nawet otrzepywało stopy słabszemu czemu nie!?:)
      Pani Emilio powodzenia dalej ja idę podobną ścieżką jeśli o wychowanie dzieci chodzi!!!
      Może kiedyś nasze dzieci zejdą się na wspólnej drodze, wolałabym aby sobie podały ręce niż się poniżały wywyższały!:)

  13. A ja wręcz powiem odwrotnie…
    Pani Emilio ta „inność” o której pisze osoba pod nickiem Aniela może przerodzić się w coś właśnie pożądanego!
    Mój syn z zespołęm Aspergera jest pozornie taki sam jak rówieśnicy, ale w wieku 3 lat czytał, teraz jest w pierwszej klasie i bardzooooo wyróżnia się na tle grupy zainteresowaniami, bogata wiedzą. Miałam obawy bo dzieci bawią się po prostu, budują z klocków wyobrażają cuda,przekładając je na zabawę.
    mój synek z racji zaburzenia wszystko widzi dosłownie,nie rozumie żartów przenośni.Czym powinien nie wzbudzać szacunku u dzieci zdaniem „Anieli”, a tu niespodzianka dzieci jak się okazuje wcale nie postrzegają inności tak bardzo jak dorosli.Ku mojemu przerażeniu to własnie dorośli najbardziej to podkreślają!
    Cóż mój syn jest diametralnie różny poglądami sposobem bycia ale jest kulturalny o np zawsze przepuszcza dziewczynki przedem otwiera drzwi itp gdzie jego koledzy pchają się jak to dzieci przodem! taki już jego styl bycia(nie uczyliśmy tego po prostu taki jest nie wymagamy takich zachowań on po prostu przestrzega reguł).A rówieśnicy stoją do niego w kolejce bo On umie wiecej np czytać,zna różne ciekawostki,umie zrobić prezentacje multimedialną,znajdzie informacje naprawi coś…
    Myslę ze dzieci nie robią wielkiego haloo z odmienności dopóki dorośli tego nie robią.
    Laura jest świetna-brawo niech pielęgnuje swoje pasje i wyznawane wartości.Zaowocuje to w przyszłości.Brawo,gratulacje dla rodziców:)!!!!
    Pozdrawiam ciepło
    Judyta

  14. Kostium bardzo ładny, oryginalny z punktu widzenia dorosłych, idę o zakład ze wśród rówieśników w szkole nie wzbudziłby tyle zachwytu. Pierwsza moja myśl była taka, ze dzieci najzwyczajniej w świecie wysmialyby dziecko w takim przebraniu.

    • No to wygląda na to, że przegrałaby Pani zakład. Po pierwsze żadne dziecko Laury nie wyśmiało, a bawiła się ona na szkolnym balu razem ze swoimi rówieśnikami. Po drugie żaden dorosły nie namawiał jej na taki kostium – sama wpadła na pomysł, aby przebrać się za Newtona, no to się przebrała. Uczę córkę, że może być zarówno na balu karnawałowym, jak i w życiu, kim chce i nie musi spełniać oczekiwań innych. Uczę jej też akceptacji dla odmiennych poglądów i upodobań innych ludzi. Jak na razie, ta nauka wychodzi Laurze i nam wszystkim na dobre. Nie wyśmiewamy innych i sami też raczej nie jesteśmy wyśmiewani. Pozdrawiam

      • Trochę inaczej wyglada to w rzeczywistości , dzieci z wiekiem sa coraz bardziej okrutne, niestety, inność jest bardzo często postrzegana przez nie jako cos gorszego, tak niestety jest w realiach, w klasie córki, 9 latki jest chłopiec który wyróżnia sie tym, ze lubi rzeczy postrzegane jako typowe dla dziewczynek, różowy kolor itp. W klasie jest odizolowany od dzieci, na bal przyszedł jako motyl i tłumaczenie rodziców o tolerancji inności nic tu nie daje, dzieci w grupie zachowują sie tak jak sie zachowują i odrzucają inność, taka jest niestety rzeczywistość.

        • Naszą rolą jest, by tę rzeczywistość zmieniać na lepsze i aby uczyć dzieci szacunku do drugiego człowieka, także akceptacji dla inności. Z pewnością takie rzeczy, o których Pani pisze się zdarzają i z pewnością dotkną one również Laurę – choćby z tego powodu, że jest ona inna ze względu na chorobę. Prędzej czy później znajdzie się dziecko, które tę chorobę będzie chciało u Laury piętnować i na takie sytuacje też musimy być przygotowani. Nie zapominajmy jednak, że zachowanie dzieci to często odbicie zachowania ich rodziców. Dzieci bardzo często powielają wzorce, które wnoszą z domu. Dlatego to naszą rodzicielską rolą jest dawać dobry przykład, ponieważ kropla drąży skałę. Zauważmy, że w czasach naszego dzieciństwa dzieci inne, choćby niepełnosprawne, były mocno piętnowane i często zamykane w czterech ścianach, izolowane od świata. Teraz to się zmieniło, bo i świat się zmienił, a ludzie stali się bardziej otwarci. Dzięki temu wiele dzieci niepełnosprawnych może uczęszczać do szkół, chodzić do kina, na koncerty i funkcjonować w społeczeństwie. To nasza odpowiedzialność, aby czynić ten świat lepszym, nie zaś równać w dół. Dzieci w dużej mierze z nas biorą przykład. Doskonale sobie zdajemy sprawę, że prędzej czy później Laura spotka się z jakimiś przykrościami ze strony rówieśników i nie jesteśmy w stanie jej przed tym uchronić. Zresztą nawet nie chcemy, gdyż przygotowanie dziecka do życia nie polega na trzymaniu go pod koszem. Możemy jednak zrobić wszystko, aby dziecko w miarę możliwości na takie konfrontacje przygotować. Przygotowanie w mojej opinii nie polega na tym, aby kazać dziecku się za wszelką cenę dostosowywać do otoczenia i spełniać oczekiwania innych. Polega raczej na tym, aby budować w młodym człowieku silne poczucie własnej wartości oraz świadomość wsparcia i akceptacji bliskich. Dzięki temu Laura, w przyszłości stając w obliczu wyśmiewania przez kogoś, będzie miała szansę oprzeć się na własnej wartości, bronić swoich przekonań ze świadomością, że z każdym problemem może się zwrócić o wsparcie do rodziców. Jako rodzice jesteśmy wymagający dla samych siebie. Staramy się zwracać do ludzi z szacunkiem, wyrozumiałością i spokojem, nawet jeśli skrajnie różnimy się z nimi poglądami. Z drugiej strony jesteśmy asertywni, mamy poglądy często odmienne od oczekiwań otoczenia i nie pozwalamy innym wpływać na nasze życie i nasze decyzje. To są wartości, które sobie bardzo cenimy i zamierzamy je przekazać dzieciom. Nie zależy nam na wychowaniu dzieci, które będą owcami w stadzie zawsze dopasowującymi się do oczekiwań innych czy ślepo podążających za autorytetem. Zależy nam na wychowaniu samodzielnie i krytycznie myślących ludzi, którzy będą mieć w życiu odwagę być sobą.

      • Co innego jak dziecko przychodzi raz na bal i bawi się z rówieśnikami a co innego dziecko funkcjonujące w rzeczywistości szkolnej, mające kolegów i koleżanki wzajemnie znające się już jakiś czas. To zupełnie inne światy .To oczywiste, ze reakcje dzieci gdy są same są zupełnie inne niż reakcje, gdy z dzieckiem przebywa dorosły.

        • No i? Czy to znaczy, że mamy uczyć dzieci dopasowywania się za wszelką cenę, myślenia, wyglądania i postępowania zawsze tak, jak ogół, aby się przypodobać rówieśnikom? Serio? (odnoszę się tu do wszystkich pozostawionych przez Panią komentarzy do wątku). A co, jak w przyszłości rówieśnicy w otoczeniu dziecka zaczną zażywać narkotyki – też będzie Pani chciała, aby dziecko robiło to samo, co oni, aby się im przypodobać i aby nie odstawać od grupy? A co, jeśli autorytarni koledzy podążą za jakimś guru z sekty religijnej – nadal będzie Pani obstawiać przy tym, aby dziecko nie miało własnego kręgosłupa światopoglądowego, tylko ślepo podążało za rówieśnikami? A jeśli grupa tych kolegów w szkole zacznie bić, kopać i katować jakieś słabsze dziecko, to również będzie Pani zdania, że Pani dziecko ma bić, kopać i katować razem z nimi, aby nie odstawać od grupy? Proszę się nad tym zastanowić.

          Niestety, budowanie własnego kręgosłupa moralnego i własnej wartości zaczyna się od wczesnego dzieciństwa. Jeśli nauczy Pani dziecko konformizmu za wszelką cenę i robienia wszystkiego, by być lubianym przez dominującą grupę, to na takiego dorosłego również wyrośnie.

          Właśnie po to budujemy w dziecku poczucie własnej wartości, aby potrafiło pokojowo funkcjonować w grupie, jednocześnie nie rezygnując z siebie, ze swoich pasji i zainteresowań. Aby potrafiło sobie radzić nawet z ostracyzmem, którego prędzej czy później Laura z pewnością doświadczy. „Jeśli naprawdę wiesz kim jesteś i co sobą reprezentujesz, trudno cię obrazić – bo opinie innych, nawet bardzo negatywne, nie mają wówczas na ciebie aż takiego wpływu” – to jest opinia psychologa. I piszę to jako osoba, która w dzieciństwie była przez rówieśników odrzucana, obrażana, a nawet bita. Ponieważ wyróżniałam się dobrymi stopniami w szkole, spotkało mnie z tego powodu wiele nieprzyjemności, łącznie z przemocą fizyczną. Jeśli ktoś chce gnębić drugiego człowieka, zawsze znajdzie powód na piętnowanie inności – a to za dobre oceny w szkole, a to za wygląd, a to za niepełnosprawność, a to za „nieprawidłowy” kostium karnawałowy. Przed taką agresją dziecka nie uchronię, bo to niemożliwe – zawsze znajdą się ludzie chętni do piętnowania. Ale mogę dziecko przygotować na takie sytuacje dbając o to, aby wierzyło w siebie i aby nigdy nikomu nie pozwoliło sobie wmówić, że jest gorsze.

          Proponuję też cofnąć się w przeszłość i przeanalizować życiorysy wszystkich wielkich odkrywców, reformatorów, filozofów, wybitnych naukowców, prekursorów zmiany mentalności. Każdy z nich był pionierem, każdy musiał walczyć o nowatorskie ideały, przeciwstawiając się myśleniu większości, wielu z nich mierzyło się z krytyką, ostracyzmem i wyśmiewaniem współczesnych, niektórzy nawet za swoją odmienność spłonęli na stosie. Mimo tego, to właśnie ci ludzie przyczynili się istotnie do rozwoju ludzkości. To o nich uczymy się w szkole. I całe szczęście, że nie podzielali oni Pani poglądu iż trzeba być konformistą, myśleć jak wszyscy i nie mieć odwagi robić rzeczy nowych. Gdyby wszyscy ludzie zachowywali się w ten sposób, to chyba nie wyszlibyśmy z jaskiń.

          Ja wolę, aby moje dzieci wzorowały się na ludziach odważnych i potrafiących bronić własnych przekonań, niż na ludziach bez kręgosłupa, którzy dla bycia lubianym zrobią wszystko. Trochę odwagi, proszę Pani, to przyda się każdemu z nas.

          Wszystko co miałam na ten temat do powiedzenia, już napisałam w komentarzach. Jeśli jednak Pani nadal chce obstawać przy swoim, to proszę bardzo, ale proszę to już zachować dla siebie i nie generować kolejnych komentarzy. Ma Pani prawo mieć własne poglądy na wychowywanie dzieci, ale ja mam prawo mieć odmienne. Proszę więc uszanować to, że własne dzieci wychowuję według własnego uznania i szczerze mówiąc nawet nie powinnam się z tego tłumaczyć – wdałam się w dyskusję z Panią wyłącznie z grzeczności. Pozdrawiam

          • No cóż, nie uczę Panią jak wychowywać dzieci, mam wrażenie, ze Pani córka przekonana o własnej wspaniałości boleśnie zderzy sie z rzeczywistością

          • Ona nie jest przekonana o własnej wspaniałości i raczej nigdy nie będzie – zwłaszcza zmagając się z tak poważną niepełnosprawnością. Proszę nie mylić zdrowego budowania własnej wartości z wybujałą megalomanią.

    • Pani Anielo, dzieci śmieją się, wyśmiewają różne rzeczy. Podobają im się też różne rzeczy. Twierdzenie z pewnością jaka będzie ich reakcja na ten kostium jest tylko Pani zdaniem i to zdaniem zdecydowanie na wyrost. Nie warto mieć uprzedzeń i nastawienia z góry. Warto być otwartym i bardziej wierzyć, także w dzieci. A jeżeli styka się Pani z dużą nietolerancją i stąd Pani opinia, wychowywać swoje dzieci na otwarte, tolerancyjne, empatyczne. Tylko od siebie możemy zacząć zmianę.

  15. Przepiekne zdjecia zimy. wow ale talent

  16. A u nie śnieg nie odpuszcza 😉
    Życzę pani powodzenia we wszystkim trzymam kciuki za Laurę. Wierzę, że pani za sobie ze wszystkim radę.
    Sama cierpię na chorobę rzadką, ale nie tak poważną jak Laura.

    PS. Przypomniał mi się kawał:
    „Ksiądz, pastor, prawnik i rabin spotykają się, by w końcu ustalić, kiedy zaczyna się życie.
    – W chwili poczęcia- stanowczo stwierdza ksiądz.
    – Dopiero w szóstym tygodniu ciąży- uważa pastor.
    – W momencie narodzin- twierdzi prawnik.
    Rabin długo myśli. Wreszcie odpowiada:
    – Panowie. Ludzkie życie zaczyna się, gdy pies zdechnie, a dzieci pójdą na swoje”.

    Stąd płynie moje życzenie – jeden dzień ludzkiego życia. Więcej – chyba zanudziłaby się pani 😉

  17. Newtonka rewelacja! Przeurocza i w pelni oddajaca wystroj dawnej epoki 😊. Moge sie zalozyc, ze przebranie Laury bylo najbardziej oryginalne na balu? Mam rowniez nadzieje, ze wszelkie rozterki szkolne, kaniulacyjne i domowe znajda swoje rozwiazanie. Za to bardzo mocno trzymam kciuki! Pozdrawiam.

  18. Pani Emilio
    W obecnych czasach, z każdym miesiącem, albo może i dniem mocno rozwijają się tzw. sieci BAN (ang. Body Area Network). Polega to ogólnie na tym, że sensory montowane na ciele człowieka lub w ciele człowieka przesyłają w sposób ciągły sygnały drogą radiową do np. komputera gdzie są w czasie rzeczywistym (z bardzo niewielkim opóźnieniem rzędu np. kilkudziesięciu mili sekund) analizowane (za pomocą algorytmów sztucznej inteligencji) i w razie stanów alarmowych podejmowane jest działanie. Można by sobie wyobrazić wykorzystanie takiego rozwiązanie do dodatkowego zabezpieczenia Laury w czasie kiedy Pani będzie siedziała na szkolnym korytarzu. Sygnały sensorów monitorującego np. saturację, ilość oddechów mogłyby być przesyłane np. do Pani telefonu komórkowego i/lub tabletu, gdzie byłyby analizowane i w razie potrzeby informowałyby Panią, że należy zareagować. Z tego co wiem to w Polsce też takie rozwiązania są już stosowane. Może warto byłoby poczytać na ten temat.
    Mam tez nadzieję, że te sieci BAN to będzie pomysł jak uwolnić Laurę od rurek i masek. Ale na to jeszcze chwilę trzeba poczekać.
    Życzę zdrowia

    • Bardzo dziękuję za tę niezwykle przydatną informację!!! Z przyjemnością na ten temat poczytam. Jeśli miałaby Pani jakieś godne polecenia tematyczne strony internetowe, to poproszę o linki.

      • Poszukam. Odezwę się w środę/czwartek

        • Dziękuję!!!

  19. Przepiękna Newton`ka! 🙂 Buziaki ze Zgorzelca :*

  20. cudna, cudna, cudna ta Wasza Laura !!!! Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję,że uda się przebrnąć przez biurokrację:)

  21. !!!
    po pierwsze- aleeeee kostium, te spodnie :D:D
    po drugie: czy Emilio zmienilas aparat? bo zdjecia znowu o poziom wyzej 🙂 jakie cudne.

    • Dziękuję! Nie, nie zmieniłam aparatu i nie planuję zmiany. Zdobyłam jedynie trochę nowych umiejętności 🙂

  22. Bardzo inteligentna dziewczyna, gratulacje! !!

  23. Laura cudna☺ Życzę powodzenia w załatwianiu tych wszystkich spraw, aby marzenie Laury o szkole spełniło się☺ Pozdrawiam serdecznie☺

  24. Życzę Laurze i Wam aby wszystko się powiodło!
    Fotografie są fantastyczne!
    Uściski 🙂

  25. Qrcze, jaka ona jest sliczna!
    Emilio, z calego serca życzę ci dużo siły – tej zwykłej, fizycznej- do ogarniecia wszystkich wyzwań…
    I zyczliwości ze strony wszystkich, którzy staną na waszej drodze 🙂

    • Dziękuję <3 Siły z pewnością się przydadzą! A o życzliwość się nie martwię - mam szczęście do ludzi 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.