Niech dzieci nie będą grzeczne, tylko bezpieczne!

Autor: Emilia, mama Laury Data: Maj 18, 2019 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 16

Postanowiłam bezpośrednio nie odnosić się na blogu Laury do szokujących treści zawartych w najgłośniejszym filmie ostatnich dni pt. „Tylko nie mów nikomu”, bo to raczej nie miejsce do tego. Zresztą, wystarczająco już się emocjonalnie uzewnętrzniłam i wnerwiłam w swojej przestrzeni prywatnej. Ponadto, od mojego oburzenia znacznie lepsze jest realnie działanie, np. pomoc dziecięcym czy dorosłym ofiarom przemocy seksualnej, bezwzględne zgłaszanie sprawców organom ścigania i natychmiastowe odsuwanie tych przestępców od kontaktu z dziećmi. Dlatego też, od kilkunastu miesięcy dokładam swoją cegiełkę właśnie na ten cel i każdemu to polecam. 

Ale nie o tym będzie ten tekst. Tylko o fakcie, jak bardzo się cieszę, że nie muszę wychowywać córek w czasach, w których był popyt na tak zwane „grzeczne” dzieci, gloryfikacja statusu „dorosłego” oraz powszechna praktyka ubóstwiania kościelnej sutanny do granic absurdu. Grzeczne – czyli w ówczesnym rozumieniu potulne, ciche, pokorne, usługujące, zawsze wykonujące polecenia dorosłych, nie kwestionujące pełnoletnich autorytetów, nie zadające trudnych pytań, (na przykład o seks). Oczywiście istnieją też dzieci, które po prostu są ciche i bardzo spokojne ze względu na swoje wrodzone usposobienie – to żadna wada, a w wielu przypadkach może być zaleta. Ważne jest to, aby każde dziecko, z każdym możliwym usposobieniem, nie było wykorzystywane.

Czasem trafiam w sieci na teksty w stylu „my dzieci cudownych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych”, które to są peanem pochwalnym tamtych dawnych czasów. Tak, ja wiem, że każdy z nas ma skłonność do idealizowania własnego dzieciństwa, ale nie oszukujmy się – to nie były najbezpieczniejsze lata dla dzieci. W wielu rodzinach, powszechną metodą wychowawczą, a czasami jedyną, była ostra dyscyplina – zostawiająca blizny i na ciele, i na umyśle. Było zbyt dużo biedy, za dużo alkoholizmu, klerykalizmu, patologii, przemocy domowej i społecznych tematów tabu… Pruderyjność i świętoszkowanie na wierzchu, a pod spodem zgnilizna… Dziś, te cudowne dzieci tamtych lat, nierzadko występują w roli straumatyzowanych ofiar przemocy, co mogliśmy oglądać w słynnym już na całą Polskę filmie dokumentalnym. Oczywiście, nie oznacza to, że w tamtym okresie nie istniały wspaniałe rodziny, w których rodzice nawiązywali z dziećmi doskonałe relacje, dzięki czemu wiedzieli, co się z ich pociechami dzieje. Zapewne było sporo ogarniętych rodziców, być może wielu z Was właśnie takowych miało. Mam na myśli raczej fakt, że tamte lata, to zupełnie inne czasy, dające przestępcom seksualnym bardzo dużo możliwości. Zwłaszcza tym posiadającym władzę nad ludzkimi umysłami, takim jak niektórzy zwyrodniali księża, w dodatku chronieni i systemowo ukrywani przez swoją instytucję – co generowało kolejne dziecięce ofiary. Czasy się zmieniły, ale ten poważny problem niestety pozostał i wymaga bezkompromisowego rozwiązania, a także nagłaśniania!

Jestem szczęśliwa, że przyszło mi wychowywać córki właśnie dzisiaj. Mimo wielu zupełnie nowych zagrożeń współczesnego, skomputeryzowanego świata – ja naprawdę doceniam, że właśnie teraz zostałam matką. Że jak czegoś nie wiem, to mogę się szybko dokształcić, bo wiedza niemal z każdej dziedziny, jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Że właśnie ze względu na tę wiedzę, po kolei upadają rozmaite społeczne tabu, o których ludzie przez lata opowiadali jedynie szeptem…

Cieszę się, że żyję w czasach w których moje córki nie muszą być „grzeczne” w dawnym rozumieniu tego słowa. Powinny być jak najbardziej kulturalne, odnoszące się do innych ludzi z szacunkiem i z tolerancją – o ile ci ludzie na taki szacunek zasługują. Bo jeśli na przykład jakiś człowiek, zwłaszcza dorosły, nie okazuje wzajemnego poważania dzieciom, tylko stwarza dla nich zagrożenie, robi coś niepokojącego, wbrew ich woli – wówczas dzieci mają prawo głośno powiedzieć NIE. A jeśli samo wypowiedzenie trzyliterowego słowa nie poskutkuje, wówczas mają prawo krzyczeć, gryźć, drapać, kopać i wołać na pomoc! Bo życie to nie jest bajka, a świat wcale nie jest bezpiecznym miejscem – i zwłaszcza maluchom powinniśmy o tym przypominać.

Moje córki nigdy nie znalazły się w sytuacji, w której jakiś dorosły stwarzałby dla nich niebezpieczeństwo, więc nie jestem w stanie przewidzieć, jak by się one zachowały. Nie wiem, czy wpadłyby w pułapkę mechanizmów psychologicznych manipulatora, czy też potrafiłyby się przed nim obronić. Staram się jednak tak je wychowywać, aby wiedziały, że nie muszą zgadzać się na wszystko, co dorosły każe im zrobić. Że samo bycie pełnoletnim, bogatym, duchownym, posiadającym wysoki status społeczny, nie oznacza, że jest się dobrym człowiekiem.

DZIECI:

  • Mają prawo do własnego zdania.
  • Mają prawo do mówienia NIE, jeśli nie mają na coś ochoty.
  • Ich ciało należy do nich i absolutnie nikt nie może ich zmuszać do całowania czy przytulania – nawet ciocia czy wujek, nawet babcia czy dziadek, nawet mama czy tata! Jeśli dziecko nie ma ochoty na bliskość fizyczną, nie ma nastroju do przytulania, to uszanujmy to! Jeśli dziecko nie ma ochoty całować na powitanie krewnego, to  nie zmuszajmy go do tego – przecież my też się nie całujemy z każdym napotkanym człowiekiem. Nauczmy dziecko, że to ono decyduje o sobie i ustala granice.
  • Nikt nie ma prawa dotykać dzieci w miejscach intymnych (oczywiście nie mówimy tu o pomocy dziecku przy standardowych czynnościach higienicznych tudzież zabiegach medycznych).
  • Mają prawo do rzetelnej edukacji.
  • Mają prawo do proszenia innych osób o pomoc!
  • Mają prawo do wsparcia zaufanych ludzi dorosłych! Gdy dzieje się im krzywda lub cokolwiek niepokojącego, dzieci muszą wiedzieć, że mogą przyjść ze swoim problemem do rodzica, nauczyciela czy szkolnego psychologa.
  • Mają prawo się bać, czuć wstyd lub smutek. To są normalne ludzkie emocje.
  • Mają prawo absolutnie o wszystko zapytać, nawet o sprawy krępujące, związane z seksualnością. Powinny wiedzieć, że nie ma tematów tabu, że nie ścisza się głosu na dźwięk niektórych słów. Przecież każdy, najtrudniejszy nawet temat można dziecku wytłumaczyć, dostosowując sposób rozmowy do jego młodego wieku.

Edukujmy swoje dzieci, by były bezpieczniejsze! Niech wiedzą o zagrożeniach ze strony niektórych dorosłych, niech rozumieją, jakie mają prawa! Solidna edukacja nie jest niebezpieczna dla dzieci, a jedynie dla sprawców – właśnie dlatego niektórzy ludzie tak bardzo się jej boją…

Niech ten świat będzie dla pokolenia naszych pociech chociaż trochę lepszym miejscem, niż dla pokoleń „cudownych lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych”…

PS. Jeszcze jeden post ze zdjęciami czeka na Was na moim fotograficznym blogu. Jeśli macie ochotę, to zapraszam: https://fotonka.pl/blog/ucieczka

KOMENTOWANIE ZOSTAŁO WYŁĄCZONE

komentarzy 16

  1. Właśnie rozmyślam. Mam dzieci z roczników 70 – 80. Każde z nas, rodziców, bez względu na rok urodzenia, w miarę swojej świadomości i dobrej woli, starało się zapewnić dzieciom harmonijny rozwój. Nie zawsze z tymi staraniami współgrały placówki oświaty, medycy, pracodawcy i ogólnie sytuacja w kraju. Było inaczej, ale w miarę naszych możliwości większość z nas robiła wszystko, by dzieci chronić przed złem i zapewnić im harmonijny rozwój.
    Panią od dawna Panią podziwiam, doceniam wszystkie Pani wyjątkowe starania. Ale wiem na 100%, że kiedyś któraś z pani córek powie: – Mama! Twoje pokolenie? To my dopiero wiemy, jak i co. – To trochę zaboli, ale będzie dowodem, że kolejne znów pokolenie prze do przodu. by dać sobie ze radę. W innych okolicznościach… powiedzmy, że przyrody, ale jak my, stając na głowie.

    • Ma Pani rację. Na pewno pokolenie moich dzieci będzie w wielu kwestiach bardziej uświadomione, niż ja teraz jestem. Pewnie moje własne córki będą mnie kiedyś pouczać ? Ale wie Pani co? To dobrze, że z każdym pokoleniem posuwamy się o kilka kroków w rozumieniu tego świata ? Pozdrawiam Panią serdecznie.

  2. Podpisuję się rękami i nogami pod tym postem. Pamiętam, jak siedziałam w szkolnej toalecie (przeznaczonej TYLKO dla dziewcząt), a dyrektor stał po drugiej stronie drzwi i szarpał klamkę, którą rozpaczliwie trzymałam, byle nie otworzył. Dwunastoletnia ja, z opuszczonymi majtkami i spodniami, a za drzwiami stary dziad, który zawsze, podkreślam ZAWSZE korzystał z tejże toalety dla dziewcząt. Wchodził na na przerwach, na oczach wszystkich obecnych na holu dzieci i nauczycieli pilnujących porządku na danej przerwie. Mówiłam o tym w domu. Rodzice przyjęli do wiadomości, ale reakcja była zerowa. W dzisiejszych czasach dziad miałby zniszczoną karierę i życie, na co zasłużył.
    „Pozdrawiam” dyrektora szkoły sportowej w Gdańsku, który urzędował w latach 80.-90.

  3. Podpisuję się pod tym wpisem rękami i nogami!

  4. Bardzo dobry tekst! Ja bardzo sie cieszę ze zyje w czasach gdzie mogę i CHCĘ swobodnie rozmawiać w moimi dziećmi 8i4 lata o,, złym dotyku,, Matka nigdy ze mna o tym nie rozmawiała! W latach 80siatych to byl temat tabu!!! Pozdrowienia dla dzielnej i mądrej mamy! ♥️

  5. Chcialam zauważyć że rodzice w każdym pokoleniu oddają dzieci na zatracenie w imie wlasnych ambicji. I wcale nie tylko księżom. Problem jest nie w klerykalizmie ale w ambicjach rodzicow i ich parciu na szklo.
    Dwa przyklady – Stefan Stuligrosz. Kilkadzuesiąt lat prowadził Poznańskie Slowiki i kilkadziesiąt lat molestował chlopców. Rodzice „nic nie widzieli” albo nie reagowali na zmiany zachowania i wyznania niektórych dzieci. Wszystko pod fasadą sztuki i kultury. Nikt z doroslych z otoczenia dyrygenta nie reagowal i nie stanął w obronie dzieci.
    Andrzej Samson znany dzieciecy psychoterapeuta i publicysta. Tak kochal dzieci że co to nie on. Dostac sie na terapie do taaakiej sławy to było coś. Dziesiątki skrzywdzonych dzieci. Z pewnoscia też niejedno mialo problemy psychiczne jeszcze gorsze po „terapii” niż przed no ale sława przecież wie co robi.
    Nie zwalajmy wszystkiego na klerykalizm bo nam umkna ofiary innych pedofilow.
    Że o Wajdzie nie wspomnę.

    • Ten post jest przede wszystkim o tym, jak ważna jest edukacja dzieci i mówienie im o zagrożeniach. Właśnie dlatego go napisałam, bo wciąż zbyt wiele jest tematów tabu w naszym społeczeństwie.

      Jeśli natomiast chodzi o pedofilię, to oczywiste może się ona zdarzyć w każdym środowisku, ma Pani rację. Natomiast film Sekiekskich mówi o czymś innym niż sama pedofilia – mówi o systemowym, wieloletnim ukrywaniu sprawców przez instytucję Kościoła. Różnica między pedofilem świeckim, a kościelnym jest zasadnicza. Ten pierwszy, jeśli zostanie przyłapany na krzywdzeniu dziecka, zazwyczaj od razu jest odsuwany od pracy z dziećmi i oddawany w ręce prokuratury. Natomiast ten drugi jest przenoszony do innej parafii, w tajemnicy, z dostępem do nowych ofiar. Dyrektor szkoły po złapaniu na pedofilii nie zostanie „za karę” przeniesiony do innej szkoły. Policjant pedofil nie zostanie przeniesiony na inny posterunek. Zaś ksiądz pedofil pozostaje bezkarny, zostaje przeniesiony i dostaje dostęp do kolejnych dzieci. I to jest właśnie sedno problemu. Pozdrawiam.

      • Niestety i w środowisku nauczycielskim zdarza się tuszowanie, zamiatanie pod dywan.
        Nauczyciel przeniesiony do innej placówki, nauczyciel, któremu jedynie ograniczono niektóre zajęcia, dyrektor szkoły, który uniknął odpowiedzialności.
        To bardzo przykre, ale znane przypadki i nie jest ich tak mało.
        Środowisko lekarzy tuszujące błędy lekarskie.
        Rodzice chroniący własne dzieci przed poniesieniem odpowiedzialności za złe czyny.
        A co powiedzieć o matce, gdy jej własną córkę gwałci mąż, a ona latami udaje, że tego nie widzi?

        To wszystko jest chore, ale takie bardzo… ludzkie ?
        Musimy z tym walczyć. Wszędzie.

        Pozdrawiam.

        • Z przestępcami w każdym środowisku należy walczyć, z tuszowaniem przestępstw również – chociaż o przypadku rzekomego przeniesienia za pedofilię nauczyciela do innej placówki, jak żyję, w ostatnich latach nie słyszałam. Za to na przenoszenie księży za pedofilię z parafii do parafii dowody są liczne. Nie odwracajmy kota ogonem, nie odwracajmy uwagi od miejsca, w którym ten obrzydliwy proceder tuszowania pedofilii miał i ma wieloletnią, zinstytucjonalizowaną formę, a sprawcy tego tuszowania pozostają bezkarni. Tu chodzi przecież o ofiary, o skrzywdzone dzieci. Poza tym, mój post jest o edukacji i bezpieczeństwie dzieci, więc proponuję na tym się skupić.

          • Nie odwracam kota ogonem ?

            Zgadzam się ze wszystkim, odniosłam się jedynie do tych słów: „Różnica między pedofilem świeckim, a kościelnym jest zasadnicza. Ten pierwszy, jeśli zostanie przyłapany na krzywdzeniu dziecka, zazwyczaj od razu jest odsuwany od pracy z dziećmi i oddawany w ręce prokuratury. Natomiast ten drugi jest przenoszony do innej parafii, w tajemnicy, z dostępem do nowych ofiar. Dyrektor szkoły po złapaniu na pedofilii nie zostanie „za karę” przeniesiony do innej szkoły. ”

            Niestety, są przykłady tuszowania w środowisku nauczycielskim. Jednak takie informacje przechodzą bez echa.

            W każdym środowisku należy to piętnować.

            Mogę podać źródła kilkudziesięciu przypadków tuszowania wśród nauczycieli, dyrektorów szkół.
            Nie chcę tylko być posądzona o awersję do nauczycieli.

            Zresztą cały ten spis nie tak trudno znaleźć.
            Jak coś to mogę podlinkować, ale chyba nie o to chodzi.

            Dzieci muszą być chronione, przestępcy ujawniani i karani.
            Pozostaje sam problem pedofilii.
            Gdzie ma się zwrócić o pomoc, ktoś kto z czymś takim się boryka i widzi, że przestaje sobue radzić. Gdzie może się udać, szukać pomocy, wsparcia, bez lęku, że zostanie napiętnowany.
            Co na zrobić człowiek, który urodzi się z taką skłonnością lub stanie się taki pod wpływem różnych przeżyć, sytuacji życiowych. Często są to ludzie, którzy w dzieciństwie sami byli ofiarami, czesto ludzie niedojrzali.
            Jak ich ratować zanim kogokolwiek skrzywdzą?
            Często są pozostawieni samym sobie.
            Nawet klerycy nie mają takiego wsparcia.
            Kolejna sprawa – pedofile po wyrokach. Leczenie, izolacja od dzieci – ok, jednak celem powinno być „naprawienie” takiego osobnika, żeby zrozumiał, żałował, nigdy więcej czegoś takiego nie popełnił, celem powinno być przywrócrnie go społeczeństwu zdrowego.
            Może taka osoba, na stare lata, mogłaby być świadectwem dla młodszych kolegów, choćby w seminariach. Opowiadałaby o swoim schrzanionym życiu, o krzywdzie wyrządzonej ofiarom, o potwornych wyrzutach sumienia.
            To też są ludzie. Pedofil to czyjś syn…
            Pedofilia to termin medyczny, w prawie karnym nie występuje.
            Typowy pedofil ma charakterystyczne zmiany w korze mózgowej.

            Czym innym są czyny pedofilskie, czyli na zasadzie – z braku laku zadowolę się tym co pod ręką, choćby to było dziecko.
            Takiej osoby nie można określić pedofilem. Bo pedofilia to chorobliwy pociąg do wyłącznie niedojrzałych dzieci (nie bierze się pod uwagę wieku, a dojrzałość).

            To jest ogromny problem i tragedia wszystkich – ofiar, ofiar chorych skłonności, tych którzy kryją, całego społeczeństwa.

            Inna strona medalu – napiętnowanie, fałszywe oskarżenia, niesprawiedliwie skazani – to też ma miejsce i to też tragedia tych ludzi.

            Inna sprawa – widzenie zagrożenia wszędzie.
            Nauczyciel bojący się przytulić, pogłaskać dziecko.
            Ojciec skazany za mycie własnej córki w szpitalu.
            To jest przegięcie w drugą stronę. To też chore.

          • Tak naprawdę większość tych tragedii, o których dyskutujemy, to nie są pedofile w ujęciu medycznym – czyli osoby z zaburzeniami preferencji seksualnych, bo one zdarzają się naprawdę wyjątkowo rzadko. Zdecydowana większość przypadków to czyny pedofilskie osób, które pedofilami w ujęciu medycznym nie są, ale traktują dzieci jako substytut. Np. w swoim środowisku nie mogą w normalny sposób zaspokoić potrzeb seksualnych z dorosłymi osobami, więc wykorzystują to, co jest dostępne. A dostępne są dzieci. Niestety taka jest rzeczywistość, dlatego dzieci tak bardzo trzeba chronić i edukować. Pozdrawiam.

      • Niestety ale system ukrywania i zamiatania spraw pod dywan istnieje też w innych instytucjach a nie tylko w kościele katolickim np. szkoła ”
        Portal ,,naTemat”, rozmowa z kobietą, która jako 10-letnie dziecko była przez rok molestowana przez nauczyciela: ,,To były takie czasy, gdy o nauczycielu do rodziców głupio było mówić cokolwiek złego. Zwłaszcza, gdy się go wcześniej ubóstwiało. Przecież ja sama najpierw zostawałam godzinami po lekcjach w szkole, by uczyć się teatru i angielskiego. I potem nie wiedziałam, jak powiedzieć w domu, że to się przerodziło w koszmar. A gdy tak się stało, na szczęście tata nigdy nie wahał się mi wierzyć. W szkole rozpętał awanturę, w której wszyscy stanęli jednak po stronie nauczyciela. Koledzy tego człowieka na wywiadówkach długo podpuszczali innych rodziców, by nas wyśmiewać.

        To był drugi koszmar, z którym do dziś mam problemy się ogarnąć. Pierwszą terapię i mnóstwo wsparcia ważnego dla skrzywdzonej kilkunastolatki zorganizował mi wtedy nasz proboszcz, który mimo pracy w szkole był w niej jedyną osobą po naszej stronie. Zmowę milczenia i manipulacje dyrekcji, która broniła tego człowieka pomogli natomiast przezwyciężyć dobrzy prawnicy, których z pracy znała mama. Po prostu przyjaciele. Naprawdę mieliśmy szczęście. Niedawno dyrektorką mojej szkoły została kobieta, która go najmocniej broniła. A ten człowiek poszedł za kraty tylko za to, co zrobił mnie. Są wciąż co najmniej trzy dziewczyny, które nigdy nikomu o tym nie opowiedziały, co nam robił. Wiem o nich, bo przecież widziałam na własne oczy, jak je gwałcił.”

        Czyli w szkole była zmowa milczenia i jedyną osobą w szkole, która wstawiła się za molestowaną dziewczynką był… KSIĄDZ KATOLICKI.

        Gazeta Wyborcza: ,,Wychowawca z ośrodka dla dzieci z problemami mowy i słuchu miał przez 12 lat molestować swoich podopiecznych. Kiedy wpadł rok temu szybko postawiono akt oskarżenia – przesłuchano 37 jego ofiar, a na telefonie i komputerze znaleziono zdjęcia nagich uczniów. Mężczyzna siedzi w areszcie z zarzutami o pedofilię i czeka na wyrok – nawet 12 lat więzienia. Do chwili jego uprawomocnienia będzie jednak musiał dostawać połowę pensji, bo to gwarantuje mu prawo, a dokładnie Karta Nauczyciela”.

        Szkoła podstawowa w Żubrynku. 20 rodziców blokuje wejście do szkoły i nie wpuszcza tam nauczyciela oskarżonego o pedofilię. Ktoś powie, że 20 rodziców to nie jest jakiś wielki tłum – cóż, w Żubrynku mieszka łącznie… 90 osób, łącznie z dziećmi. Jego sprawę badała KOMISJA NAUCZYCIELSKA, i nie dopatrzyła się w jego zachowaniu niczego złego, pozwalając mu wrócić do pracy – mimo że on sam przyznał się, że dotykał i przytulał dzieci.

        Podstawówka i gimnazjum w Jamielniku. Nauczyciel wielokrotnie wykorzystywał seksualnie dwie nieletnie (poniżej 15 roku życia) uczennice. Skargi dotarły do dyrektorki szkoły i jej zastępczyni. Obie kryły pedofila, tuszowały jego przestępstwa i próbowały wyciszyć sprawę. Nauczyciel został skazany na 4 lata i dożywotni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, a obie dyrektorki dostały kary w zawieszeniu, grzywnę i kilkuletni zakaz pracy w szkolnictwie. Ale jakby co, pamiętajcie – tuszowanie swoich to tylko u klechów.

        Co, Żubrynek i Jamielnik to za małe ,,dziury”, żeby być miarodajne? To przenieśmy się do stolicy. 55-letni nauczyciel w gimnazjum wielokrotnie wykorzystywał seksualnie swojego 14-letniego ucznia. Chłopiec był na skraju załamania psychicznego. Opowiedział o wszystkim rodzicom. Wzburzeni rodzice udali się do szkoły na skargę – pani dyrektor nie powiadomiła policji o tej sprawie i zatuszowała ją. Wprawdzie przestał pracować w tej szkole, ale to jedyna ,,kara” jaka miała zdaniem pani dyrektor spotkać tego pedofila który zniszczył dziecku życie – pożegnanie przebiegało w przyjaznej atmosferze i życzeniami sukcesów na nowej drodze życia. Dzięki bezkarności i czystym papierom, pedofil znalazł nową drogę życia w… domu dziecka w Konstancinie. Sprawa nabrała tempa dopiero po nagłośnieniu jej przez media – ostatecznie pedofil został skazany na 6 lat, a sąd uznał, że dyrektorka i wicedyrektorka próbowały zatuszować sprawę aby uniknąć skandalu, więc zostały zwolnione z pracy. Dla formalności, przypominam – żadna z pań dyrektorek nie była księdzem.

        Krosno Odrzańskie. Nauczyciel usłyszał zarzuty w związku z molestowaniem seksualnym co najmniej czterech uczennic w wieku od 7 do 9 lat. Na komputerze pedofila zabezpieczono również pornografię z udziałem zwierząt (!), i spędzał dużo czasu na szukaniu informacji o dojrzewaniu dziewcząt. Co więcej, prokuratorzy ustalili, że o sprawie wiedziała dyrekcja szkoły, ale skończyło się na… przeprowadzeniu rozmowy. Nie było żadnej kary, nawet grzywny, nie mówiąc o zgłoszeniu sprawy na policję. Można sobie po cichutku spokojnie tuszować pedofilię, bez potrzeby uruchamiania Sekielskiego i olbrzymiej propagandowej nagonki na jedno konkretne środowisko? Można.

        Mińsk Mazowiecki. Nauczyciel posiadał pełno zdjęć nagich dzieci (nawet 8-letnich), w tym roznegliżowane zdjęcie jednej z uczennic gimnazum, w którym pracował. Dostał wyrok w zawieszeniu, ale zarówno w czasie śledztwa (mimo dowodów i przyznania się nauczyciela), jak i PO WYROKU, nauczyciel dalej uczył w tej szkole. Wyobraź sobie, że puszczasz do szkoły dziecko, na które codziennie nauczyciel patrzy tymi samymi oczami, którymi łakomie spogląda na zdjęcia nagich dzieci. A wszystko dizęki dyrektorowi, który tuszował całą sprawę przed rodzicami i udawał, że nie ma tematu.

        A wiecie jak nauczyciel tłumaczył się w sądzie z tych zdjęć? Twierdził, że pornografia dziecięca sama mu się wgrała na komputer, a ze nie dało jej się usunąć z komputera, to… zgrał ją na dyskietki. Po co dalej trzymał te dyskietki przy komputerze, tego już nie wyjaśnił.

        Szkoła podstawowa w Płocicznie, polonista wykorzystywał seksualnie 12-letnią dziewczynkę. Przerażeni rodzice stwierdzili, że dyrekcja próbowała wyciszyć sprawę i zatuszować jego przestępstwa, więc przenieśli dzieci do innych szkół. Szkoła została zamknięta.

        Szkoła w Muszynie Złockiem, żonaty pracownik szkoły (były nauczyciel) z dwójką dzieci, próbował uwieść 15-letnią uczennicę, proponował nawet wyjazd za granicę. Gazeta Krakowska: ,,W Złockiem o szkolnym podrywaczu nikt nie chce rozmawiać. Nasze prośby o kontakt z rodzicami dziewczynek pozostały bez odzewu. – Niech się pani nie dziwi. Tu nauczyciel to ktoś jak lekarz, urzędnik, albo policjant. Ludzie mają respekt. Boją się cokolwiek powiedzieć, żeby się to na nich nie zemściło – mówi zagadnięta przez nas miejscowa kobieta oczywiście prosząc o anonimowość.”

        Swarzędz, Głos Wielkopolski: ,,Strzelał ze staników, próbował pocałować, pytał o życie seksualne, klepnął w pośladki – takie zastrzeżenia 12 lat temu pojawiały się ze strony uczennic pod adresem Zbigniewa A., wówczas nauczyciela w Swarzędzu. Wtedy szkoła zniszczyła anonim, a prokuratura sprawę umorzyła. Zbigniew A. z czystymi papierami został dyrektorem w Poznaniu. Tydzień temu został aresztowany. Tym razem miał molestować uczennice w poznańskim Zespole Szkół Elektrycznych.”

        ,,Już kilkanaście lat temu w Swarzędzu mówiono, że nauczyciel i były członek lokalnych władz Zbigniew A. molestuje uczennice. Prokuratura uznała wtedy relacje nastolatek za wiarygodne, zachowania nauczyciela za naganne moralnie. Ale nie postawiła mu zarzutów. Kuratorium go nie ukarało. Zbigniewa A. bronili koledzy z pracy oraz lokalnej polityki. Z czystą kartą zaczął pracować w Poznaniu. Przy aprobacie kuratorium wygrał konkurs na dyrektora Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2. I właśnie w tej szkole miał niedawno molestować kolejne uczennice, za co teraz trafił do aresztu. Dyrektor siedzi, a do śledczych zgłaszają się kolejne pokrzywdzone. W obronie aresztowanego dyrektora stanęła większość nauczycieli i pracowników kierowanego przez niego poznańskiego Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2.

        Ale jest druga strona medalu: dyrektor może dostać zarzuty za molestowanie kolejnych osób. Na razie jest podejrzany o molestowanie dwóch uczennic, ale śledczy przesłuchują cztery kolejne osoby. Nastolatkom ze szkoły miał wkładać język do buzi, dotykać w miejsca intymne. Zbigniew A. jest osobą znaną, zwłaszcza w Swarzędzu. Zajmował się oświatą. Należał do Unii Wolności, potem startował w wyborach z list PO. Przez kilka kadencji był radnym miejskim w Swarzędzu. Do naszej redakcji odezwała się emerytowana nauczycielka ze Swarzędza. Przedstawiła się, podała swoje dane, prosiła o anonimowość. Twierdzi, że w 2005 roku były poważne sygnały, że Zbigniew A. molestuje nastolatki. Podała imię i nazwisko jednej z rzekomo molestowanych. Sprawa, jak dodaje emerytowana nauczycielka, została zamieciona pod dywan.

        – Ja, przyznam szczerze, za bardzo nie mogłam jej pomóc. W szkole panowała przyjazna atmosfera dla pana Zbyszka. On miał świetny kontakt ze szkolną pedagog, która jako była wicedyrektor miała w szkole bardzo silną pozycję. Tę dziewczynę wysłałam na rozmowę do jej wychowawczyni, ale ona nikomu poza mną nie chciała się zwierzać. Wiem, że potem ten temat trafił do pani pedagog. Ona tę dziewczynę zrugała: że zachowuje się prowokująco, że się maluje i jest wulgarna. Uczennica z płaczem do mnie przyszła, że chyba nie ukończy klasy.

        Wywołana do tablicy pedagog dwa lata temu hucznie obchodziła 50-lecie pracy pedagogicznej. Były kwiaty, podziękowania, brawa od polityków PO: marszałka województwa i starosty poznańskiego. Nadal jest pedagogiem w ponadgimnazjalnym Zespole Szkół nr 1 w Swarzędzu. Udziela się także publicznie, jest powiatową radną PO.”

        Gazeta Lubuska: ,,Do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko 42-letniemu nauczycielowi, który miał uwieść uczennicę głogowskiego gimnazjum. Za seks z dziewczynką, niespełna 15-latką, grozi mu do 12 lat więzienia. Sprawa jest głośna w całym regionie, bo oskarżony Sławomir L. to znany w Polkowicach muzyk i nauczyciel z podstawówki. Tajemnicą poliszynela w tej szkole stało się, że wyjątkowo lubi jedną uczennicę. Ludzie tę sprawę przekazywali sobie z ust do ust, plotkowali i obserwowali. W końcu jedna z nauczycielek nie wytrzymała. Wyśledziła romansującą parę, zdobyła dowody w postaci bilingów telefonów i internetowej korespondencji ociekającej erotyzmem. Zgłosiła sprawę dyrekcji szkoły i do prokuratury. Nauczyciel początkowo nie przyznawał się do zarzutów intymnych kontaktów z nastolatką. Ale w końcu powiedział, że to robił. Podobno dowody były niezbite.

        Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki nauczycielce z tej szkoły. – Uważałam to za swój obowiązek. Mówili o tym uczniowie, szeptali nauczyciele, ale nikt nie reagował tak jak powinien. Wręcz słyszałam takie głosy, że powinno się ich zostawić i niech robią co chcą, to ich sprawa. Kiedy jednak przez przypadek zobaczyłam ich mailową korespondencję, to się przeraziłam. Ona ociekała erotyzmem – stwierdziła. Paradoksalnie jednak nauczycielka przez to, że ujawniła skandal i doniosła do prokuratora, ma teraz same kłopoty. Po pierwsze jej postawy nie popiera grono pedagogiczne. – Właściwie można powiedzieć, że moje koleżanki i koledzy się ode mnie odsunęli – mówi. Nie popiera jej także dyrektorka szkoły. Wręcz przeciwnie – złożyła na nią doniesienie do prokuratury, że ujawnia tajemnice śledztwa.”

        Wadowice, nauczyciel fizyki umawiał się z 14-letnimi dziewczynkami, prokuratura udowodniła mu molestowanie. Dziennik Polski: ,,Pomimo zatrzymania i osadzenia nauczyciel przez kilka miesięcy do końca roku szkolnego był zatrudniony w gimnazjum. Dyrekcja, mimo negatywnej o nim opinii Kuratorium Oświaty, nie chciała go zwolnić ze stanowiska.” „Fakt: ,,Marcin W. pracował jako nauczyciel w jednej ze szkół pod Oławą na Dolnym Śląsku. To właśnie tam zabawiał się z dziećmi. Pod pretekstem prowadzenia badań psychologicznych, zwyrodnialec pojedyńczo wywoływał dzieci z lekcji, po czym zamykał się z nimi w świetlicy i dawał do wypełnienia testy. Po teście kazał się dziecku rozebrać i przeprowadzał na nim „badania”. Rok temu sąd w Oławie wydał w tej sprawie wyrok i skazał Marcina W. na dwa lata w zawieszeniu na 5 lat oraz dożywotni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela i obowiązkową terapię seksualną. Ponieważ w wyroku nie podano jego pełnego nazwiska, a sprawy nie nagłośniono, mężczyzna mógł spokojnie przenieść się do swojego rodzinnego Brzegu – wynika z informacji Nowej Trybuny Opolskiej.

        Wyrok skazujący nie zraził Marcina W. do kontaktów z dziećmi. W rodzinnym Brzegu założył centrum edukacyjno – terapeutyczne. W położonej przy ulicy Wolności świetlicy pedofil oferuje szeroki wybór zajęć dla dzieci w tym kolonie – letnie i zimowe. Oferta wygląda profesjonalnie a nawet imponująco. A na profilu firmy na znanym portalu społecznościowym Marcin W. pozuje dumnie do zdjęć w otoczeniu dzieci. – ” czy rodzice wiedzą o tym że był pan skazany?” – zapytał pedofila reporter Nowej Trybuny Opolskiej. ” Nie muszą wiedzieć „- odpowiedział Marcin W., który wśród osób nie dotkniętych jego zwyrodnialstwem cieszył się opinią miłego i sympatycznego człowieka. Jego świetlica na swojej stronie cytuje słowa Janusza Korczaka : „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”.
        Jest tego jeszcze więcej a sprawy nie są nagłaśniane. W środowisku aktywistów i polityków też można znaleźć przykłady tuszowania spraw, ważne aby nie skupiać się na jednej instytucji ale na pedofili w społeczeństwie.

        • Dziękuję za komentarz. Dla równowagi podam dane dotyczące drugiej strony medalu. Można sobie porównać i wyciągnąć wnioski o skali zjawiska:

          – Raport o pedofilii w Kościele i procederze jej ukrywania, przygotowany przez Fundację „Nie lękajcie się” w trzech wersjach językowych http://nielekajciesie.org.pl/raport-o-sytuacji-w-polsce/

          – Mapa kościelnej pedofilii przygotowana przez Fundację przy współpracy z ofiarami. Aby wyświetlić mapę, trzeba kliknąć na link w tekście http://nielekajciesie.org.pl/mapa-koscielnej-pedofili-w-polsce/

          • Nie ma co robić licytacji.
            Jeden czyn pedofilski, to już o jeden za dużo.

            Odnośnie podlinkowanego raportu – jeśli w odniesieniu do wszystkich tam wymienionych jest tak rzetelny jak w przypadku jednego z wymienionych osobników, którego znam osobiście, to ja za taki raport dziękuję.

            Dopóki źródłem będą artykuły z różnych gazet czy portali internetowych, to żaden raport rzetelnym nie będzie, a my faktycznej skali zjawiska znać nie będziemy.

            Artykuł na pierwszej stronie GW i innych gazet, krzyczący o molestujcym zakonniku. Za jakiś czas malutkim druczkiem, na jednej z ostatnich stron – oczyszczony z zarzutów, oskarżający przyznał się, że kłamał.
            W Polsce.

          • Nigdy nie dowiemy się, jaka jest faktyczna skala zjawiska, dopóki całkowicie niezależna komisja wespół z organami ścigania nie otworzy kościelnych archiwów i porządnie nie przetrzepie akt, a następnie wyłapie tych, którzy krzywdzili dzieci i tych, którzy ich przez lata ukrywali. Tylko wówczas możliwa jest do poznania prawdziwa skala pedofilii w Kościele czy w jakiejkolwiek innej instytucji dokonującej tak karygodnych czynów. W Polsce powinno się to załatwić tak, jak to zrobiono w Australii, Irlandii, Chile czy USA. Posprzątać raz a dobrze wspólnie z prokuraturą, winnych wskazać, a ofiarom zapewnić pomoc.

    • Apeluję o minimum odpowiedzialności za słowo. Afera słowników dotyczyła dyrygenta Kroloppa. I nie trwała kilkadziesiąt lat.