Ta podróż była prawdziwą męką

Autor: Emilia, mama Laury Data: Lipiec 6, 2012 Kategoria: Historia Laury | komentarzy 26

Przepraszam, że ostatnio tak mnie tu mało, ale spadło mi na głowę kilka ważnych i absorbujących spraw, które praktycznie odcięły mnie od pisania. We wtorek musiałam jechać z córeczką do jednego z gdańskich szpitali, żeby ściągnąć jej szwy po operacji, którą niedawno przeszła – przez cały dzień towarzyszyła mi mama Kuby, aby mi pomagać nosić respirator i pozostałe sprzęty medyczne. Po południu odwiozłam mamę do Gdyni i utknęłam w gigantycznych korkach, w wyniku czego do domu dotoczyłam się dopiero o godzinie 20:00. Następnego dnia natomiast Laura, Kuba i ja pojechaliśmy do Warszawy, na zaplanowaną wcześniej konsultację kardiologiczną w Centrum Zdrowia Dziecka. Wróciliśmy dopiero wczoraj wieczorem, niemiłosiernie zmęczeni podróżą oraz wyjątkowo uciążliwym upałem. A dziś, już od rana znów jest w naszym domu straszny młyn, ponieważ szykujemy dla Laury dużą uroczystość urodzinową. Jutro święto Laurki, zjadą się do nas goście, więc trzeba wiele rzeczy na tą okazję przygotować. W niedzielę natomiast mamy kolejny bardzo pracowity dzień – ja muszę nadrobić zaległości w sprawach związanych z moją planowaną firmą, a Kuba również chce nadrobić zaległości w swojej pracy i przygotować się do tygodniowego wyjazdu służbowego, który planowany jest już na poniedziałek. Dzień za dniem na wariackich papierach, w pośpiechu i z kalendarzem zapisanym po brzegi, a ja w międzyczasie staram się wygospodarować trochę wolnego czasu, aby napisać do Was kilka słów. Laura siedzi obok mnie i właśnie próbuje wejść mi na głowę, a Kuba pobiegł zabezpieczyć dom i ogród przed zbliżającą się do nas burzą gradową. Och, jak ja marzę o leżeniu na trawie, gdzieś nad wodą i nic nie robieniu przynajmniej przez jeden Boży dzień. Wiele bym dała za choć jeden taki leniwy, beztroski, całkowicie pozbawiony obowiązków dzionek :).

Konsultację kardiologiczną w Warszawie mamy już na szczęście za sobą. Pani profesor, która zbadała Laurę, uspokoiła nas bardzo swoją diagnozą. Stwierdziła, że na razie rozrusznik serca nie jest jeszcze córeczce potrzebny i że zapewne upłynie jeszcze sporo czasu, zanim trzeba będzie jej go wszczepić. Ale oczywiście nakazała nam nadal wykonywać regularne badania holterowskie i bacznie obserwować Laurę, tak, aby w porę zauważyć u niej wszelkie niepokojące sygnały. Pani profesor z Centrum Zdrowia Dziecka założyła Laurze kartę pacjenta oraz otoczyła ją swoją kuratelą, dzięki czemu w razie potrzeby córka będzie mogła szybko zostać przyjęta na szpitalny oddział w celu wszczepienia rozrusznika serca. Mam jednak ogromną nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie i że nie będziemy musieli przeżywać koszmaru kolejnej operacji. Niestety, u tak małego dziecka operację wszczepienia rozrusznika wykonuje się metodą najbardziej inwazyjną, czyli poprzez chirurgiczne otwarcie klatki piersiowej. Jest to poważna operacja na otwartym sercu, kolejna narkoza no i następna blizna na ciele Laurki… Dlatego modlę się, aby moje dziecko jakimś cudem zdołało się przed nią uchronić. Jak zwykle trzeba uzbroić się w cierpliwość – bo to czas pokaże, co nas w przyszłości czeka…

Podróż do Warszawy, a jeszcze bardziej podróż powrotna były dla nas prawdziwą męką. Po raz pierwszy tak ciężko było wytrzymać jazdę samochodem, a to wszystko przez ponad trzydziestostopniowy upał. Samochód w trakcie jazdy nagrzewał się okrutnie i nawet włączona na maksymalnym poziomie klimatyzacja w niczym nie mogła nam pomóc. W najgorszej sytuacji była Laura, która unieruchomiona w foteliku samochodowym, pokrytym impregnowanym materiałem, po prostu rozpływała się jak masło na gorącej patelni. Z córeczki pot lał się strumieniami, chociaż była rozebrana do samej pieluszki – wyglądała tak, jakby ktoś chwilę wcześniej wrzucił ją do basenu. Współczułam jej strasznie, ale poza podawaniem wody, ocieraniem potu z twarzy i robieniem przerw w podróży, w niczym więcej nie mogłam jej pomóc. Jednak mimo tak trudnych warunków, Laura zachowywała się najnormalniej w świecie. Tryskała humorem, nuciła coś pod nosem, jak zwykle roześmiana od ucha do ucha i zadowolona z jazdy samochodem, którą od zawsze uwielbia. Córeczka kocha jeździć i nawet pot spływający strugami do jej oczu i ust, nie był w stanie zabrać jej niesamowitej radości z podróżowania. Szczerze mówiąc w głowę zachodzę, jak można być w tak dobrym nastroju, siedząc w rozgrzanym, mokrym foteliku, ze słońcem niemiłosiernie grzejącym przez szybę i z ciałem klejącym się od potu… Ale moja córka właśnie to potrafi – cieszyć się z życia bez względu na warunki, w jakich się akurat znajduje. Ja niestety nie zawsze to potrafię i przyznać muszę, że wracając z Warszawy, w tym ogromnym upale, po prostu byłam ledwo żywa. Głowę mi rozsadzało z bólu i z trudem mogłam oddychać, a w konsekwencji humor też miałam nie najlepszy. Dlatego zazdroszczę Laurze, że jej nigdy nic nie przeszkadza, że jej nigdy nie boli głowa i że zawsze, bez względu na okoliczności znajduje ona okazję do okazywania światu swojego szerokoustnego uśmiechu :).

Pierwotnie planowaliśmy polecieć do Warszawy samolotem – właśnie po to, aby uniknąć wielogodzinnej jazdy samochodem w upale i korkach. Trzeba było w tym celu załatwić wiele formalności – uzyskać zgodę od linii lotniczych na transport dziecka zależnego od respiratora, otrzymać stosowne zaświadczenie od lekarza oraz wynająć od firmy medycznej butlę z tlenem dla zapewnienia Laurze dodatkowego bezpieczeństwa podczas podróży. Chcieliśmy lecieć tanimi liniami lotniczymi i nawet dość sprawnie udało nam się załatwić pozwolenie na zabranie na pokład naszego respiratora. Ale niestety tanie linie nie zgodziły się na wniesienie do samolotu butli z tlenem i to już uniemożliwiło nam planowaną podróż. Jednak nie poddaliśmy się tak łatwo i szukaliśmy dalej – okazało się, że z powodzeniem możemy polecieć samolotem innego przewoźnika – firmy LOT, ponieważ tam bez problemu zabierzemy na pokład wszystkie potrzebne akcesoria, łącznie z niezbędnym Laurze tlenem. Ale i tu nie obyło się bez problemów – korzystanie z usług LOT-u ujawniło bowiem jedną poważną wadę, którą była zbyt wysoka cena… Bilety do Warszawy i z powrotem okazały się tak drogie, że nie zdecydowaliśmy się na tą podróż, chociaż dla córki z pewnością byłaby ona o wiele bardziej bezpieczna i komfortowa, niż jazda samochodem.

Niemniej jednak, niezależnie od warunków naszej podróży, najważniejsze jest to, że wróciliśmy do domu cali i zdrowi, a Laura nie musi mieć na razie wszczepionego rozrusznika serca. Została również oddana pod opiekę bardzo dobrego kardiologa, więc cel naszej podróży został w stu procentach osiągnięty. Trudna podróż do stolicy miała jeszcze jeden plus – pozwoliła nabrać Laurze nowego doświadczenia, dzięki któremu córka wręcz dosłownie zrozumiała, co to znaczy „robić coś w pocie czoła” :).

Zmęczeni podróżą… Wieczorem oboje padli jak muchy!

komentarzy 26

  1. Zdjecie bardzo ujmujace 🙂

  2. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA LAURKI!!!!! 100 LAT KOCHANA ALBO I DŁUŻEJ!!!!!!!!!!!!!!!

  3. STO LAT!!! STO LAT!!!
    Wszystkiego najlepszego, malutka 🙂

  4. Sto lat Laurko, dużo uśmiechu, zabawy i szczęścia dookoła 🙂

    Emilio, możesz poszukać wkładek antypotowych do fotelika. Ja swojego czasu robiłam rozeznanie i trudno je kupić w sklepach stacjonarnych, ale można znaleźć w internecie dla konkretnych modeli fotelików.

  5. Laurko!!!
    Życzymy Ci Kochanie wielkiej jak ocean miłości,
    radości z podskokami do nieba,
    nowych odkryć,
    zdróweczka,
    uśmiechu na słodkim pysiu i abyś była dumą dla swojej kochającej mamy i Kuby!
    STO LAT MALUTKA!!!!!!!!!
    DUUUŻE buziaki od Antosi – też dzisiejszej jubilitaki, dwulatki;-)

  6. Miło czytać, że również mama Kuby to wielka miłośniczka Laury.To znak, że i w Niej będziesz miała oparcie i że w pełni akceptuje wybory swego syna.
    Najlepsze życzenia dla Laury, bawcie się dziś dobrze,niech wszystko Wam sprzyja!
    Tegoroczne urodziny są na pewno weselsze od poprzednich…i niech już tak będzie zawsze!

  7. Kochana Laurko !!
    Życzę Ci Księżniczko wszystkiego co najlepsze bo jak nikt inny zasługujesz na to!!
    Życzę Ci abyś codziennie miała powód do uśmiechu, abyś na zawsze zapomniała co to ból i żebys już nigdy nie musiała uśmiechać sie przez łzy.
    Jesteś już silną , sliczną kobietką i rozwijaj sie w zdrowiu na szczęście rodzicom.
    Jesteś też oparciem dla mnie cudowna dziewczynko……..
    Ściskam Cię w dniu urodzin i tulę do serca.

    Droga Emilio, nawet nie wiesz czym jest dla mnie ten blog. Wcześniej czytałam go bo był dla mnie po prostu ciekawy.Teraz czytam go bo daje mi oparcie i uczy…
    Jestem w wytęsknionej pierwszej ciąży.Niestety od początku wszystko jest nie tak. Moja Dziecina rośnie za wolno, stwierdzono bradykardię serduszka. Już dostałam propozycję usunięcia ” płodu”.
    Nie zgodziłam sie bo moj ” płód ” jest moim dzieckiem. Serduszko bije słabo ale bije. Moje dzieciątko zaczyna 3 miesiąc życia płodowego czyli bardzo dzielnie walczy. Uczepiłam się myśli że noszę pod sercem taka druga Laurke i że moje Dzieciątko też wszystkim pokaże i zagra na nosie.
    Najgorsze jest to że nikt nie umie mi pomóc a bo zawcześnie aby leczyc bradykardię serca u 9cio tygodniowego płodu a że i tak płód obumrze, a najlepiej wcześnie usunąć bo może płod wadliwy.
    Ale wierzę że moje Dziecko tak jak Laura wytrwa nie jedną burzę……..
    Dziękuję dziewczyny że jesteście

    • Moniko, życzę Ci tego z całego serca…

      • nie udało sie….. Moj Stefan jest już w niebie ;(

        • Moniko, tak bardzo mi przykto… Tak bardzo przykro… 🙁

  8. 100 LAT DZIEWCZYNY!!!! bo to Emilko też twoje święto w tym pięknym dniu zostałaś mamą 🙂 i to jaką mamą ech….kochana spełnienia marzeń dla ciebie i zdrówka dla Laury

  9. Laurciu wszystkiego najlepszego z okazji 2 urodzinek, rośnij nam zdrowo Kochana bo zdrówko jest najważniejsze, ;*

  10. zdjęcie boskie

  11. Jest świetnie:-)
    Wszystkiego co najlepsze dla Laurki 🙂
    Fotka cudowna!
    Pozdrawiam,Marek

  12. Wspaniałe wieści 🙂 oby LAurka nie musiała mieć rozrusznika 🙂 jutro wielkie dzień- mój Synuś też jutro ma zaplanowaną imprezkę z okazji 4-urodzinek 🙂 właśnie skończyłam robić torcik 🙂 pozdrowienia dla Was kochani 😉

  13. Laurcia to jest chyba taka mała kobieta-czołg i jest w stanie dostosować się do każdych warunków:)pozdrawiam

  14. ja Laurce zycze oczywiscie ZDROWIA ZDROWIA i jeszcze raz zdrowia. choc za kazdym razem, ogladajac zdjecia i widzac jej usmiech, zapominam, ze to ona jest bohaterka tego pamietnika, i ze ona cierpi na „klatwe”. i tego Wam zycze – by ta klatwa poszla precz!

  15. fajne dwa śpiochy 🙂 super że masz przy sobie bratnią, kochającą duszę 🙂 trzymajcie się :))
    trzymam kciuki aby wszystko było dobrze :))

  16. Emilko od niedawna czytam Wasz blog, jesteś dla mnie prawdziwym wzorem do naśladowania, a Laurka jest super- śliczna i radosna z niej dziewczyna jest praktycznie w wieku mojej córki. Pozdrawiam Was cieplutko! Gosia z Rzeszowa.

  17. O dzieci śpią a mama buszuje 😉

  18. Jeśli chodzi o fotelik to są takie wkładki antypotowe aerosleep. My taką mamy i dziecko mniej się poci, więc możecie spróbować zakupić taki wynalazek, może się przyda na następne podróże.

  19. Slodkie zdjecie:)Niech córcia odpoczywa i zbiera siły na jutrzejsza wielka impraze;)

  20. Pani Magdo,

    zgodnie z Pani życzeniem, nie zamieściłam Pani wpisu. Ale bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi 🙂 – już poprawiłam 🙂

  21. słodziutka zuch dziewczynka:)

  22. Nasze male slicznnosci:) wiadomo wasz trojka ze wszystkim daje rade:*

  23. Wspaniałe wieści. Śpij, ksiezniczko, jutro Twoj dzien!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.