Dziś zdałam sobie sprawę, że muszę zacząć radzić sobie z jeszcze jednym problemem: ludzką nienawiścią i głupotą. „Historię Laury” przeczytało już wiele osób, niestety także takich, które najchętniej zrobiłyby społeczną selekcję i podzieliły ludzi na dwie kategorie: młodych, pięknych i bogatych oraz starych, chorych i mniej zamożnych. Tych pierwszych oczywiście należy podziwiać i naśladować, a tych ostatnich najlepiej zamknąć w odosobnieniu, aby ich świat nie oglądał. To mi trochę przypomniało nazistowskie metody selekcji ludzi na lepszych i gorszych (jak wiadomo tych „gorszych” zamykano w komorach gazowych). Po przeczytaniu dwóch kolejnych wpisów dotarło do mnie, że od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Na moim bloogu pojawiły się kolejne komentarze „dodające mi otuchy”:
dodano: 18 grudnia 2010 16:01, autor: Izabela
„swoja droga – róbcie kobiety badania prenatalne, nie żyjemy w ciemnej afryce”.
dodano: 18 grudnia 2010 15:56, autor: Anja
niestety Michu ma racje… to takie sztuczne utrzymywanie przy życiu dziecka które nie będzie nigdy ani zdrowe ani szczęśliwe… ot takie warzywko. ta kasa mogłaby uratować inne dzieci które maja szanse na normalne zdrowe życie… niestety Emilio… każdy ma swoje zdanie i tobie nie wolno tego wyśmiewać
Zadziwia mnie, z jaką łatwością wypowiedziała się Izabela na tematy medyczne, nie mając z tego zakresu żadnej wiedzy… Równie dobrze ja mogłabym się wypowiedzieć na temat szczegółów technicznych dotyczących budowy rakiet… Izabelo, tak się składa, że badania prenatalne robiłam. Przydałoby Ci się troszkę więcej wiadomości medycznych – wtedy wiedziałabyś, że choroby mojej córeczki nie są wykrywalne w okresie płodowym. Przydałby Ci się też kurs ortografii, ponieważ Afryka to nazwa kontynentu…
Wczoraj płakałam, ale dziś już się śmiałam do rozpuku! Najbardziej rozbawiła mnie Anja, nazywając moje dziecko warzywkiem. Cóż, przyjrzałam się dziś Laurze i zauważyłam tylko jedną wspólną cechę z warzywami – Laurka bardzo lubi je konsumować! Właśnie nauczyła się jeść łyżeczką (na razie tylko marchewkę, dynię i ziemniaka, ale w planach jest jeszcze seler). Ponadto okrzyknięta została przez pielęgniarki najbardziej kontaktowym maluchem na oddziale – obdarza uśmiechami każdego, kto się do niej zbliży. Kiedy nie śpi, oddycha samodzielnie i nie potrzebuje respiratora. A jak się rozwija fizycznie? Cóż… ma niecałe sześć miesięcy i właśnie zaczyna siadać, więc chyba rozwija się normalnie jak wszystkie inne dzieci. Sama też trzyma sobie butelkę przy karmieniu, a kiedy robiłam jej inhalację, sama trzymała na buźce maskę i to przez całe dwadzieścia minut inhalacji! Anja, zapraszam Cię na wycieczkę do supermarketu na stoisko owoce-warzywa, przekonasz się wtedy, że porównując moje dziecko do warzywa naraziłaś się na śmieszność.
Piszesz, że Laura nie ma szansy na normalne życie. Na szczęście lekarze są innego zdania i planują w 2011 roku wykonanie operacji jelit i zlikwidowanie stomii. Laura będzie w przyszłości mogła normalnie jeść i wydalać i z wyglądu raczej nie będzie się różniła od innych ludzi. Prawdopodobnie będzie wymagała podłączania do respiratora w nocy, ale za to w dzień będzie funkcjonować tak samo jak wszystkie inne dzieciaki. I o to właśnie walczę, o normalność dla mojej córki. Nie odbierzesz mi nadziei, choćbyś nie wiem, jak bardzo się starała!
Dziś zostałam wzbogacona o nowe doświadczenie i stałam się odrobinę mądrzejsza niż wczoraj. Dowiedziałam się bowiem, jak mało jest wśród ludzi akceptacji dla odmienności. Prawdopodobnie od teraz będę często czytać w swoim pamiętniku jakieś brutalne komentarze na temat mojej Laury i jej choroby. Wielu ludzi, małostkowych i zakompleksionych, dowartościowuje się właśnie w taki sposób. Krzywdzą innych, sprawiają przykrość (najłatwiej w internecie, bo anonimowo) i czują się przez to ważniejsi. Na początku byłam zła, ale teraz odczuwam wyłącznie współczucie. Ludziom takim jak Michuu, Anja czy Izabela należy współczuć, gdyż oni sami bardzo potrzebują pomocy. Ich światopogląd nie pozwala im zrozumieć wielu bardzo istotnych spraw. Mówi się trudno… Być może za kilkadziesiąt lat Ci ludzie, już starzy i schorowani, spojrzą inaczej na swoje życie i poglądy. Będą chcieli naprawić to, co kiedyś zepsuli, ale wtedy może już być za późno.
Anja poczuła się Bogiem, bo postanowiła zadecydować o tym, które dziecko powinno żyć, a które nie. Ciekawe, czy będzie się czuła tak samo pewnie na Sądzie Ostatecznym? Zastanowiło mnie, co by ona zrobiła, gdyby urodziła chorego potomka? Ciekawe w jaki sposób zadecydowałaby, czy własne dziecko należy ratować, czy raczej szkoda na to kasy?… Może wtedy Anja ciągnęłaby zapałki?
I jeszcze jedna ciekawostka na koniec… Zarówno komentarz Anji jak i Izabeli został zamieszczony z tego samego komputera i z identycznego adresu IP (sprawdziłam to poprzez uprawnienia administratora strony). Tak więc Anju – gdybyś miała w sobie choć odrobinę klasy, to nie podszywałabyś się w internecie pod inne osoby…
Postanowiłam, że celowo pozostawię na tym bloogu wszystkie nieprzychylne opinie od ludzi ku przestrodze. Zrobię to, aby nie zapomnieć, jakim człowiekiem nigdy nie chce się stać. To mój ostatni wpis dotyczący pogardliwych komentarzy na temat mojej rodziny, ponieważ nie chciałabym tracić więcej czasu na zajmowanie się bzdurami. Ten pamiętnik nie powstał z myślą o złych ludziach, tylko dla mojej córeczki Laury, która dla mnie jest uosobieniem największego dobra. Kończę więc ten wątek raz na zawsze i wracam do „Historii Laury”, bo przed nią jeszcze bardzo długa i wyboista droga…